Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
piątek, 03 listopada 2017
Dobrzy ludzie!!!

Wbrew wszystkiemu, co jątrzy i dzieli, co obrzuca kalmuniami i najgorszą nienawiścią zionie, udaje się znaleźć czasami oazy spokoju, skrawki codzienności życzliwej i ludzi, którzy spieszą z pomocą. 

Nie wierzycie? Ale to najprawdziwsza prawda! Sama takiej życzliwości nie raz doświadczyłam.

Ot, na przykład wtedy, gdy mogłam po zakupy jechać tylko wcześnie rano, aby załatwić wszystko zanim Ślubny się obudzi i trzeba będzie doglądać go prawie bez przerwy. Sytuacja taka: zakupy w dużym markecie zrobione, dotaszczone do samochodu, wózek odstawiony. Jadę na pobliski ryneczek po świeże warzywa i owoce, a tu zonk! Gdzie torba z portfelem, w którym wszystkie dokumenty i karty bankomatowe? Zimny pot mnie oblewa, bo uświadamiam sobie, że pewnie ta torba, w trakcie odwożenia na swoje miejsce , została sobie wisząca zupełnie z przodu. A tam przecież hordy nie tylko cwaniaczków, co to za złocisza wózek dotargają! Co było robić. Z duszą na ramieniu wyrwałam opelkiem "z kopyta" pod market, a tam torby ani śladu, To ide do recepcji spytać się, czy kto jej nie zostawił. Prawie ryczę z bezsilności, ale tłumaczę panience, jak ta torba wygladała i co w niej jest. A Panienka wyjmuje torbę, moją jak najbardziej, potem sprawdza, czy wszystko w niej tak jak opisałam sie znajduje, i oczywicie, po sprawdzeniu danych z dowodu, oddaje mi ją z uśmiechem. Miałam ochotę ją uściskać, ale przecież to komu innemu powinnam dziękować. W tym momencie ktoś do mnie podchodzi. Odwracam się, a tam starsza pani dopytująca się, czy napewno nic z tej torby nie zginęło. Bo to Ona własnie ja odniosła do recepcji. Wyściskałam Kobiecinę serdecznie, pytając jednocześnie, jak mogę jej podziękować. A ona tylko poprosiła, by ją zawieźć na duży rynek. Ja bym ją i dalej zawiozła z tej radochy, że mi się wszystko znalazło, ale Pani była zdecydowana: rynek duży i ok! No, Anioł po prostu! :-))))

I znowu! Inny poranek, późnowrześniowy, gdy jadę na rzeczony powyżej duży rynek,po pomidory Lima. Akuratnie ma tam stoisko moja dawna znajoma, a te pomidory to najprawdziwsza małmazja, z których po ususzeniu, pyszności są w oliwie zaprawione. Pomodory sie ważą, trajkotamy o tym i owym, płacę, idę do samochodu, jadę do MBD. Dopiero w trakcie wypakowywania z bagażnika innych cudów-wianków, orientuje się, że czegoś brakuje. Jak myślicie, czego? Pomidorów. Pomyślałam sobie  jednak, że znajoma mi do następnego rynku te pompodory zostawi, a tu, po kilku godzinach dzwonek do drzwi i zjawia się Ona, taszcząc moją zapomnianą zgubę. Nie znała mojego nowego adresu, ale dopytała na starym miejscu, bo jej się chciało! Po prostu, Złoto w czystej postaci!

Niedawno natomiast, większość z Was, moich Blogoulubionych postanowiła mi pomóc, i zagłosowała nań w gminnym konkursie na najlepiej odtworzona etiudę teatralną! Chciało się Wam, moi Mili pamiętać, aby przez kilkanaście dni klikać właśnie na mnie. Co więcej, namawialiście do tego swoich bliskich, a może i kogo innego. I nie ważne jest w tym momencie, to, jakie miejsce osiągnę. Ważne, że mam w Was wspaniałych Przyjaciół. A że większości z Was nie znam? To drobiazg. I tak czuję przez skórę, że wszyscy jesteście tymi, którzy "znają Józefa", a  nawet gdyby nie, to i tak jesteście DE BEST.

Buziole dla Was wszystkich bez wyjątku, i jak zwykle duuużo Ciepłego i Puchatego!!!!

A rozstrzygnięcie konkursu będzie dopiero 24.11 na specjalnej gali gminnej!

Na koniec, dla równowagi, wieści niezbyt fajne, bo Ślubny tylko tydzień był w domu, gdy mu się kardiologiczne badania skończyły. Po sześciu dniach wyladował znowu w szpitalu, tym razem na wewnętrznym ( woda podchodziła od stóp do pasa  ), bo kardiologia zupełnie zajeta, łacznie z korytarzami. A po kolejnym tygodniu znowu mi go odesłali do domu. Od wczoraj samotrzeć walczymy znowu. Pociesza mnie tylko to, że bardzo dobrą fizjoterapeutkę załatwiłam, i jej uda się trochę mojego chłopa postawić na nogi. Bo jak nie, to ma On marne szanse na kardiowerter-defibrylator!!!

czwartek, 19 października 2017
Koniec laby, i trochę prywaty!

Przywiozłam swoje ślubne szczęście do domu. Zatem? Koniec leniuchowania! Totalnego zresztą! Dawno już tak nie miałam, żeby nie robić dosłownie nic! Zero sprzątania, ot tyle, aby MBD nie przypominał chlewika, robótki ręczne mnie odpychły na odległość najwyższej góry świata, żadnych kuchennych szaleństw, z czego najbardziej niezadowolona była Progenitura, chociaż odniosła się ze zrozumieniem do faktu "niemania" nic słodkiego, tylko jakieś kupne erzatze. Nawet czytać mi się nie chciało, no, czasem może jakiś tygodnik, za to ksiązki przyniesione na poczatku miesiąca z bliblioteki, leżą odłogiem! Leżałam, słuchałam muzyki relaksacyjnej, dużo spałam, bezmyślnie patrzyłam w okno lub obchodziłam swoje włości, czasem piłam wino, nadrobiłam zaległości u fryzjerki i kosmetyczki, zumbowałam nie tylko na wsi ale i w mieście, i było mi bardzo, bardzo dobrze!

Tak, że ten! Kołowrotek codziennych zajęć już na pamięć z poprzednich miesięcy znany, odmierzany co 2.5 - 3 godziny, od wczesnego poranka, do późnego wieczora! Ale mam za to duży podwód, by sie tym nie stresować. Otóż Ślubny dojrzał do pewnej ważnej decyzji. Mianowicie orzekł, że byłoby głupotą z jego strony, gdyby zgadzając się na przeszczep, który nie wiadomo czy i kiedy będzie, nie zgodzić się na wszczepienie konwertera! No!!! I będzie wzywany na oddział w tym celu, prawdopodobnie na początku grudnia. Nie ma co, jestem z niego dumna! :-))))

No a teraz prywata!

28 kwietnia pisałam, że uczestniczyłam w pewnym programie gminnym. Tak się złożyło, że z kilkunastu osób starszych, które się doń zgłosiły, zostałam tylko ja, i oczywiście grupa młodzieży z tutejszej podstawówki. Dwa miesiące szlifowalismy nasze teksty, w lipcu nagraliśmy etiudy, które potem zaprezentowaliśmy na forum mieszkańców pod koniec września. Takie samo działanie podjęły zespoły z kilku innych wsi. A teraz przyszedł czas na głosowanie! I prośba, moi Mili, o głosowanie na etiudę, którą ja wykonywałam!

Na moim blogu nie uaktywnia się możliwość podawania linków, zatem trzeba posłużyć się metodą kopiuj - wklej, dlatego podaję stronę:

/http://www.gokchojnice.pl/glosowanie-etiudy/

Głosujcie zatem, proszę. Na komputerze, laptopie lub smartfonie! Wystarczy tylko poszukać nr 1 i już! Raz dziennie z każdego urządzenia, do 31 października!. Jak ktoś ma w domu tych urządzeń kilka, to będzie kilka głosów ! Można poprosić też swoich bliskich i znajomych! :-)))))

Nie trzeba się logować. Chyba, że chce się uczestniczyć w losowaniu nagród (książki), wtedy tak!

To co? Mogę na Was liczyć? :-))))))))

 

EDIT:

Moi Kochani! Jak to zwykle bywa z techniką, są małe problemy przy głosowaniach, dlatego usunąć należy 14. Wtedy pokażą się wszystkie etiudy, a moja jest pierwsza z brzegu, jakby co, to charzykowy1! To w smartfonach. A na komputerach wystarczy gokchojnice.pl  ( na stronie startowej, na niebieskim tle jest wejście do głosowania i też klikamy na charzykowy1)

MACHAM z uśmiechem! :-))))

niedziela, 08 października 2017
Zaczynamy odliczanie!

 

Wiadomość przyszła dwa dni temu od naszej Kardiolożki! Mamy się stawić w niedzielę, wieczorową porą! O caluteńki tydzień z okładem wcześniej przed terminem, który miał być na 17-go!!!! 

No i jestem sama w MBD! Ślubny na kardiologii! Biorą się za niego od jutrzejszego ranka , w ramach testowania medycznego, czy się kwalifikuje do przeszczepu serca! Czyli przebadają mi Go w te, nazat i spowrotem, wszerz, wzdłuż i poprzek, w 3d, 6d i ile ich tam jeszcze jest, plus konsultacje przeróżniste bardzo, ale to sie pewnie dowiem w trakcie, albo i po fakcie, zielonego pojęcia w tej kwestii nie mam!

I wiecie co? Spłynął na mnie spokój! Ostatni miesiąc dał mi tak popalić, że..... ech!!!! I pewnie narażę się na krytykę, ale cieszę się, że On tam jest, a ja sobie nareszcie odpocznę! Naprawdę!!!

Co innego bowiem opieka nad starszą osobą, do tego obcą, chorą na starość lub lekką demencję, a co innego pielęgnacja najbliższej osoby! Tego się nie da porównać, bo nabliżsi potrafią tak zamotać, że człek w ogóle nie wie, o co kaman. Jest się poddany takiemu terrorowi, że szkoda gadać. Szantaż emocjonalny, użalanie się nad sobą osoby chorej, marudzenie w kwestiach diety, wymuszanie wręcz uważności w każdej sekundzie dnia i nocy, to tylko mała częśc tego, co się w tym przypadku "ćwiczy"! 

A ja niestety, nie jestem matką Teresą! Charakter mam wybuchowy, tulenie uszu po szwam nie za bardzo mi wychodzi, niestety! Tak więc była jazda bez trzymanki, i wiem, że to jednak "wrati", ale kiedyś. Póki co wypocznę. Nie dlatego, że nie będę Ślubnego w ogóle widywała! Nie! Ale dlatego, że akuratnie na kardiologii wizyty są ograniczone do dwóch popołudniowych godzin, a gdzie indziej dozwolone było od rana do wieczora, i abarotno, z czego Ślubny skrupulatnie korzystał!

Tak więc jutro się wyśpię! Nareszcie! Bo nie będę musiała o 7-ej podawać tabletek osłonowych, a o 8- ej śniadania, przed którym ważenie, mierzenia temperatury, pomiary ciśnienia i tp, itd! I dalej wedle zegarka, nie bedę musiała o 11-ej wduszać owoców lub warzywek, o 14-ej obiadku z serii :"żywienie niemowlaków", bo niczego innego Ślubny nie chciał jeść. Potem jeszcze podwieczorek ok. 17-ej, czyli sok warzywny lub owocowy, względnie mus; o 20-ej kolacja, a przed spaniem drink energetyczny, bo mój przystojniacha schódł prawie 20kg w ciągu ostatniego półrocza. Nie będę też musiała błagać, aby trzy razy dziennie, przez 5 minut, ćwiczył na rowerku stacjonarnym, co go ściągnęła w tym celu od Teściówki własnej moja Córka-Wiewiórka! Jak i upraszać o podniesienie 0,5 kilogramowego hantelka, po 5 razy na każde przedramię ! Nie będę wyciągała materaca masującego! Nie bedę biegać co chwilę.... nie będę.... nie będę.... nie będe...!

Kochani! Bardzo często o was myślę, i mam nadzieje, że jednak przynajmniej w tym tygodniu uda mi się z Wami wszystkimi spotkać wirtualnie!

Pozdrawiam serdeczniście, macham z bliska i daleka, podsyłając Ciepłe i Puchate! Bo zawsze pomaga! :-))))\DOBRANOC!

niedziela, 24 września 2017
Rollercoaster

Piękny dzisiaj dzień był! Jak darowany po dniach deszczów i zimna. Cudne zakończenie lata!!!

Czasami Opatrzność Wyższa jednak człowieka wysłucha!!!

Tak bardzo mi zależało na tym, aby Ślubny zjawił się ze szpitala zanim zbliży się termin naszej wizyty u kardiolożki. No, i proszę, jak powiadają: "mówisz -masz"!

Jeszcze w czwartek był zabieg ściągania 2,5 litra wody, które sobie Ślubny wyhodował w płucach, a już w piatek, w samo południe czekaliśmy na wypis!

A po południu to zrobiło się tak, że do tej pory nie możemy się pozbierać. Jakoś tak po pół godzinie rozprawiania z naszą Kardiolożką o sercowych problemach Ślubnego i ewentualnej dalszej możliwości leczenia, padło pytanie:" a zgodziłby się Pan na przeszczep?"!!!!!! Prawie szczęki zbieraliśmy z podłogi, zanim dotarła do nas waga tego pytania! Nie powiem, że nie przewijał się ten temat, zwłaszcza w rozmowach z Progeniturą, bo skłamałabym, ale chyba każdemu z nas wydawało się tak nieprawdopodobne, iż pozostawało w zawieszeniu! Nasza lekarka powiedziała, jak to będzie wygladalo, ile trzeba samozaparcia i woli, by podołać całemu wyzwaniu, mając świadomość, że ta propozycja to tylko początek długotrwałego procesu, który może zakonczyć sie w dowolnym momencie! Dostaliśmy tydzień do namysłu!

Wieczorem przyjechała Progenitura. Odbyła sie burza mózgów i..... Córka Wiewiórka zadzwoniła do Kardiolożki, że jest zgoda!

No! Jest!

Termin na całą turę badań wszelakich, poprzedzających decyzję, czy Ślubny się zakwalifikuje, też jest (17.10.br) !!!!

Teraz to dopiero się zacznie! Ło matko pojedyncza, i to jak!!!!

niedziela, 10 września 2017
Dla zabicia myśli!

Córka dzisiaj wróciła z dwutygodniowych odwiedzin u Wnuka, zatem dzielę się z Wami klimatami chińskimi!

Centrum reprodukcji Pandy wielkiej 

 Budda z Lesham

 

 Poetycki park w Chengdu

 Emeishan

 

 Choingqing, zatoka ChaoTianMen. U góry i poniżej przecinające się rzeki Yangtze i Jialing

 

 Chonqgin nocą

 

Świątynie Chengdu

 przyświątynne ogrody

 ołtarze ofiarne świątyń

 Jakby kto chciał  się zapytać, co z moimi myslami nie teges, odpowiadam: myśli strajkują! Mają dość i muszą się zresetować. Bo dopiero co, czyli trzy godziny temu zostawiłam Ślubnego w szpitalu! Rozpoznanie? Powiększona do niebotycznych rozmiarów wątroba , i na dodatek siurpryza - prawie wiadro wody w płucach!!!!

No i tyle w temacie! 

Spyta kto - po co ja tu? 

Po nico!

Czymś się zająć trzeba i tyle! Bo nerwy już na postronkach, oczy wypłakane do suchości, gniewnego wrzasku echo błąka się po katach, sny nie przychodzą i w ogóle nie wiem , co dalej!

Ale jutro nowy dzień!

Może będzie lepszy, co?

poniedziałek, 04 września 2017
DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE!

KOCHANI!

Zaczynamy dwunasty rok razem! Tutaj! Nieprawdopodobne, prawda? Ale to fakt niezaprzeczalny! Wprawdzie ostatnio trochę mnie tu mniej, ale Wasze dobre myśli, słowa i życzenia dają mi niezłego kopa! Jestem Wam za to ogromnie wdzięczna!

I liczę, że spotkamy się o tej samej porze za rok! :-))))

Najlepszości dla Wszystkich tu zagladających!

Ciepłe i Puchate też czeka w odpowiedniej ilości!

A także coś słodkiego! :-)))))

zdjecie z sieci

 

ŚWIĘTUJMY!!!!

środa, 30 sierpnia 2017
Wolno, wolno, wolno....

.... i z niespodziewajkami różnistymi: mniejszym lub większymi też!

Mija prawie półtora miesiąca, odkąd odebrałam Ślubnego ze szpitala! I co? I pstro! Bo co dzień, nie wiadomo co! 

Bo trzeba zmienić wszystko! Dosłownie! Nasze dotychczasowe życie i przyzwyczajenia, nasze rytuały i nasze umówione sygnały, smaki, majaki i sny także! To nie śmiech, te ostatnie słowa, to prawda najpradziwsza!

Ja jestem inna, i On jest inny! Tyle tylko, że każde z nas inaczej! Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie to, że brak kompatybilności sie zrobił! Czasem mam wrażenie, że egzystujemy na zupełnie innych planetach! 

Wiem, czas najlepszym lekarstwem! Czasu aż za dużo! Dla mnie przynajmniej. Przesypuje się bezproduktywnie przez palce, bo przecież wszystko co robię wokół Ślubnego, to w mgnieniu oka się dzieje, na pamięć dawną, a ta nowa to zupelnie szybka, tyle tylko, że obca jakaś, czy co!

No i pola walk sie różne potworzyły. Na ten przykład: pole jedzeniowe. Prościzna niby, ale nie ma lekko! On nie ma smaku, schódł , a potem przytył wedle neurologa za dużo ( 6,5 kg). Trza pilnować wagi. Co do joty! I pić dużo trzeba! 2 literki dziennie wedle lekarza rodzinnego! A tu siurpryza, bo Ślubny jak pił do tej pory niecały literek, to już radocha była! A teraz to katorgą jest picie 1250 ml, co nakazał kardiolog, a to absolutne minimum. Pije więc ta moja sierota, a brzuch mu się robi twardy, jak bęben, i jeść mu się nie chce zupełnie. I słabnie! Do tego mu serducho czasem robi niespodziewajki, i wali, jak głupie! Mamy wtedy pot i zimność czoła, a ja mam wrażenie, że lecę razem z nim  wniebyt!!! Gdy za chwilę luz, blues i cisza!

Siły niby trzeba na zamiary, tak? Ale kto wytłumaczy to Ślubnemu,który zawsze coś tam grzebał, naprawial, poprawiał, odnawiał, i w ogóle złota rączka był nie tylko w naszym obejściu, ale i dla sasiadów! Gdy pierwszy raz poszedł ze mną na spokojny spacerek, ,taki półgodzinny , to pół dnia przeleżał ledwo dychając! Ale dalej próbuje, i nadal sie przekonuje, że niestety, tak szybko to się nie da! Wiadomo, że co nagle, to po diable, ale nie dla Ślubnego! Któren ciągle próbuje przeskoczyć samego siebie, a efekty wiadome są przecież.

Najgorsze jest to, że nie przyjmując oczywistości, Ślubny buntuje sie przeciw wszystkiemu, a każda moja interwencja jest odbierana jako napaść na jego osobę! W końcu, tylko mnie ma pod ręką! I wydawałoby by się, że powinnam się na to wszystko przygotować i mieć jego ataki za nic, ale to nie jest proste! Sama się dziwię sobie, że odbieram to personalnie, tłumaczę się i to, co się dzieje, jako długotrwały proces rehabilitacyjny po cięzkiej chorobie, tyle tylko, że nic z tego, co mówię, nie pada na podatny grunt! A może się mylę? Może to tylko jego osłona przed niewiadomą, ktora czai się gdzieś za rogiem? Sama nie wiem! 

Jedno za to wiem!!!  Się nie dam! I szlus!!!! Bo w imię czego? Tego, że nie pojedziemy w tym roku nigdzie, i musialam odwołać rezerwację naszej wycieczki? Nie! Poczekamy! Już moja w tym głowa, aby było tak, jak trzeba! A Ślubny? Ślubny nie będzie miał wyjścia! Musi być dobrze, więc On musi w końcu być po mojej stronie!

niedziela, 20 sierpnia 2017
Się wkurzyłam!!!

I to nieźle, zważywszy, że na tym blogu wpisów politycznych raczej ze świecą szukać!

Ale jak usłyszałam z ust pewnego ministra, że marszałek naszego województwa ma sprzątać pobocza dróg, to szlag mnie dosłowny trafił. Akurat bowiem tak sie złożyło, że gościliśmy francuską dziewczynę naszego Wnuka. I pokazać jej chciałam piękno naszego regionu. Było to w parę dni po ogromnych nawałnicach. Zdecydowaliśmy jednak, że pojedziemy do Szymbarku. Trasa naszej jazdy przebiegała więc przez Męcikał, Brusy, Lubnię, Lipusz i Kościerzynę, czyli rejon, który prócz pobliskiego Rytla, najbardziej ucierpiał. To co mijaliśmy po drodze było koszmarem z najbardziej złego snu. Obrazy telewizyjne w ogóle nie oddają rozmaru strat!!! Szok po prostu i łzy się same cisnęły do oczu!

A droga była przejezdna całkowicie. Fakt, że pobocze prawie nie istniało, bo w jego obrębie walały się pozostałości po drzewach i krzakach przydrożnych. Ale nie widziałam żadnego kierowcy, który na drodze robiła szybkie rajdy, wyprzedzał na styk, czy tym podobne historie. Rozumiem zatem, że władzy naszej droga bez poboczy przeszkadza w jeździe! Stąd atak na marszałka? Ja akuratnie wywiedziałam się, czy droga jest przejezdna, ale gdyby to był zwykły turysta, chcący tamtędy przejechać? Tez marudziłby, że poboczy brak? Raczej byłby zadowolony, że może z drogi korzystać. Bo to było głównym celem w pierwszych chwilach po nawałnicy - udrożnić drogi, by nieść pomoc mieszkańcom! Na porządki posrednie zawsze przyjdzie czas!

Potem jeszcze niedorzecznik tłumaczył, że wszystko zawinione przez władze samorządowe, które nie powołały sztabów! I stąd trudność z dotarciem informacji do wojewody! No, śmiech na sali po prostu. Gdyby tak miało być, to ludziska do tej pory nie widzieliby znikąd pomocy! Za to sztaby by były!

Na koniec parę zdjęć z wycieczki rowerowej po naszej leśnej ścieżce. W sumie trochę nielegalne te zdjęcia, bo dopiero na powrocie zorientowalam się, że jest zakaz wstępu do lasu.

A ponadto, normuje mi się powolutku wszystko, co oczywiście nie znaczy, że jest super, dziś jednak nie o tym. Będzie zaś! Trochę mam jeszcze następny tydzień napakowany różnymi terminami, zwłaszcza lekarskimi, ale sobie myślę, że będę miał już więcej możliwości, aby się uaktywnić, Was poodwiedzać nie tylko zza dziurki od klucza! A tęsknię przecież do tego, jak nie wiem co!

piątek, 28 lipca 2017
Kiedy.....

... świat zawali sie na głowę, i w ogóle nie idzie się pozbierać,

... jedynym miejscem odniesienia na bardzo, bardzo dlugo, jest szpital, i to, czego doswiadczam  w zwiazku z chorobą Ślubnego,

... dowiaduje się,że to moja wina, bo powinnam wymóc wszycie rozrusznika, tyle tylko, że akurat  wtedy byłam w Niemcach i nie wiedziałam, że taka propozycja była, jakby to coś usprawiedliwiło,

... dwie kardiowersje elektryczne jakoś zadziałały, ale nie do końca wiadomo, czy na mur-beton,

... wypisują Go z kardiologii po dwóch i pół tygodnia, a w kolejną noc znów się dusi i przyjeżdża   pogotowie, a ratownicy pocieszają, że to normalka, ale Ślubny się burzy, bo co? znowu SOR?

...kolejne 12 godzin na SOR i przyjazd do domu z adnotacją, że to infekcja górnych dróg              oddechowych, i sugestia konsultacji z lekarzem rodzinnym, a to akurat sobota jest i wiadomo       wszem i wobec,  iż trza czekać do poniedziałku

... w poniedziałek owszem lekarz przyjmie i się zadziwi, dlaczegóż to nie podano antybiotyku, zleca badanie krwi, CRP i różnych takich łącznie z kreatyniną. W południe telefon z przychodni i alarm,natychmiast do lekarza po skierowanie do szpitala. CRP- 243!!!!! ( norma < 5 )

...lądujemy na pulmonologii, i zostajemy tam na prawie miesiąc!!! 

...schody: raz w dół, raz w górę, dwa razy w dół, raz w górę, kilkanaście stopni w dół, i ciemno, i długo, długo nic!

... to już normalka: odjazdy mentalne i gniew Ślubnego, co mu robią, co sie dzieje, on nie chce, chce do domu, niech mu nie robią tego czy owego. A ja prawie tam śpię, mieszkam, po drodze krótkie wypady do domu, aby cos Mu przyszykować do jedzenia, bo to szpitalne, to ... hm...

...co dzień niewiadoma. Oddycha - ulga! Rzęzi, zipie i charczy  - niemoc! Co chwile rtg, potem konsultacje . Z czego kardiologiczna sie nie udała, bo lekarz nie miał czasu poczekać  2 minuty, tyle, co ubranie Mojego spod prysznica,w  którym pomagałam. I mój maksymalny gniew i skarga do dyrektora szpitala. Zadziałało! Potem każda prośba o taka konsultację była spełniana w oka mgnieniu.

... nic nie działało, pewna noc z wezwaniem od pielęgniarek, dno totalne , a potem jak zwykle rano chodził ksiądz, i było to, co powinno być, chociaż się wzbraniał, ale potem jakby zaczeło sie lepiej, i Synek zapytał po prostu:"mamuś, kto pomógł? Lekarze? Czy Opatrzność Wyższa? A skąd ja mam wiedzieć- odparłam.

...trochę lepiej, ale nie do końca, ujarzmione nerki i nogi wróciły do stanu pierwotnego. Potem juz po kolei, jakby schodziło coś z płuc, ale znowu dwie odmy, znowu punkcje, tygodniowe pilnowanie, aby leżał na boku, a On przecież wie, że się wszyscy czepiają, że po co ten tlen, po co to picie, po co ten cewnik!!!

...ciągłe rtg, i żarty, że zaoszczędzimy na prądzie, dwa razy TK. Czekanie. To co najgorsze. W koncu, gdy już rezygnujemy, i nie dopytujemy o nic - można iść do domu!!!!!!

To wróciliśmy. Do naszego MBD!

I kiedy powinno być już z górki, bo tylko trzeba Mu pielęgnacji wolnej i spokojnego dochodzenia do siebie, jest zgryz! Czuje sie tak, jakby walec przeze mnie przejechał, i boli mnie wszystko! Dosłownie. Nawet koniuszki włosów i palą mnie wnętrza dłoni. Sytuacji nie poprawia fakt, iż Śluby tylko drobi parę kroczków tu i tam, potem siedzi, znowu wstanie, siedzi! To normalne, bo jest słabiutki, jak małe dziecko. Gorsza jest mentalna destrukcja w głowie. I łapię się, że brak mi cierpliwości. I spokojności też, aby wszystko tłumaczyć. A to trudne, bo On wie lepiej, a wie, bo zna tylko to, co było przed dwoma miesiącami, i nie przyjmuje do wiadomości, iż to zupełnie inny kawałek zycia bedzie!

No! Tom się wyspowiadała! Ale nie proszę o rozgrzeszenie. Jedynie o to, aby mieć do mnie cierpliwość, bo jeszcze trochę mnie tu nie będzie! Muszę to sobie przecież sama poukładać!

Ale! Za każdą dobrą myśl dziękuję!

Do miłego, niedługiego!

   

poniedziałek, 26 czerwca 2017
Tylko 15...

...procent!!!

Taka jest wydolność serca Ślubnego!!!

A poza tym? Niedotlenienie najważniejszych obszarów organizmu. Mózgu, wątroby i nerek!

Nawet nie wiem, co dalej będzie!

Trwam! Prawie mieszkam w szpitalu. 

Po drodze zamieniliśmy oddział, z kardiologicznego na pulmonologię, co nie znaczy, że znowu nie wylądujemy na kardiologii.

Tyle! 

Nie chciałam tu wchodzic i epatować tym, co teraz przezywam!

Przepraszam!

Ale widze, że jednak jesteście!

To daje nadzieję, która akurat przycupnęła w kąciku!

Dziękuję!

Pozdrawiam!

Nie wiem, kiedy znowu tu zawitam!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 113
Archiwum