Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 10 września 2017
Dla zabicia myśli!

Córka dzisiaj wróciła z dwutygodniowych odwiedzin u Wnuka, zatem dzielę się z Wami klimatami chińskimi!

Centrum reprodukcji Pandy wielkiej 

 Budda z Lesham

 

 Poetycki park w Chengdu

 Emeishan

 

 Choingqing, zatoka ChaoTianMen. U góry i poniżej przecinające się rzeki Yangtze i Jialing

 

 Chonqgin nocą

 

Świątynie Chengdu

 przyświątynne ogrody

 ołtarze ofiarne świątyń

 Jakby kto chciał  się zapytać, co z moimi myslami nie teges, odpowiadam: myśli strajkują! Mają dość i muszą się zresetować. Bo dopiero co, czyli trzy godziny temu zostawiłam Ślubnego w szpitalu! Rozpoznanie? Powiększona do niebotycznych rozmiarów wątroba , i na dodatek siurpryza - prawie wiadro wody w płucach!!!!

No i tyle w temacie! 

Spyta kto - po co ja tu? 

Po nico!

Czymś się zająć trzeba i tyle! Bo nerwy już na postronkach, oczy wypłakane do suchości, gniewnego wrzasku echo błąka się po katach, sny nie przychodzą i w ogóle nie wiem , co dalej!

Ale jutro nowy dzień!

Może będzie lepszy, co?

poniedziałek, 04 września 2017
DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE!

KOCHANI!

Zaczynamy dwunasty rok razem! Tutaj! Nieprawdopodobne, prawda? Ale to fakt niezaprzeczalny! Wprawdzie ostatnio trochę mnie tu mniej, ale Wasze dobre myśli, słowa i życzenia dają mi niezłego kopa! Jestem Wam za to ogromnie wdzięczna!

I liczę, że spotkamy się o tej samej porze za rok! :-))))

Najlepszości dla Wszystkich tu zagladających!

Ciepłe i Puchate też czeka w odpowiedniej ilości!

A także coś słodkiego! :-)))))

zdjecie z sieci

 

ŚWIĘTUJMY!!!!

środa, 30 sierpnia 2017
Wolno, wolno, wolno....

.... i z niespodziewajkami różnistymi: mniejszym lub większymi też!

Mija prawie półtora miesiąca, odkąd odebrałam Ślubnego ze szpitala! I co? I pstro! Bo co dzień, nie wiadomo co! 

Bo trzeba zmienić wszystko! Dosłownie! Nasze dotychczasowe życie i przyzwyczajenia, nasze rytuały i nasze umówione sygnały, smaki, majaki i sny także! To nie śmiech, te ostatnie słowa, to prawda najpradziwsza!

Ja jestem inna, i On jest inny! Tyle tylko, że każde z nas inaczej! Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie to, że brak kompatybilności sie zrobił! Czasem mam wrażenie, że egzystujemy na zupełnie innych planetach! 

Wiem, czas najlepszym lekarstwem! Czasu aż za dużo! Dla mnie przynajmniej. Przesypuje się bezproduktywnie przez palce, bo przecież wszystko co robię wokół Ślubnego, to w mgnieniu oka się dzieje, na pamięć dawną, a ta nowa to zupelnie szybka, tyle tylko, że obca jakaś, czy co!

No i pola walk sie różne potworzyły. Na ten przykład: pole jedzeniowe. Prościzna niby, ale nie ma lekko! On nie ma smaku, schódł , a potem przytył wedle neurologa za dużo ( 6,5 kg). Trza pilnować wagi. Co do joty! I pić dużo trzeba! 2 literki dziennie wedle lekarza rodzinnego! A tu siurpryza, bo Ślubny jak pił do tej pory niecały literek, to już radocha była! A teraz to katorgą jest picie 1250 ml, co nakazał kardiolog, a to absolutne minimum. Pije więc ta moja sierota, a brzuch mu się robi twardy, jak bęben, i jeść mu się nie chce zupełnie. I słabnie! Do tego mu serducho czasem robi niespodziewajki, i wali, jak głupie! Mamy wtedy pot i zimność czoła, a ja mam wrażenie, że lecę razem z nim  wniebyt!!! Gdy za chwilę luz, blues i cisza!

Siły niby trzeba na zamiary, tak? Ale kto wytłumaczy to Ślubnemu,który zawsze coś tam grzebał, naprawial, poprawiał, odnawiał, i w ogóle złota rączka był nie tylko w naszym obejściu, ale i dla sasiadów! Gdy pierwszy raz poszedł ze mną na spokojny spacerek, ,taki półgodzinny , to pół dnia przeleżał ledwo dychając! Ale dalej próbuje, i nadal sie przekonuje, że niestety, tak szybko to się nie da! Wiadomo, że co nagle, to po diable, ale nie dla Ślubnego! Któren ciągle próbuje przeskoczyć samego siebie, a efekty wiadome są przecież.

Najgorsze jest to, że nie przyjmując oczywistości, Ślubny buntuje sie przeciw wszystkiemu, a każda moja interwencja jest odbierana jako napaść na jego osobę! W końcu, tylko mnie ma pod ręką! I wydawałoby by się, że powinnam się na to wszystko przygotować i mieć jego ataki za nic, ale to nie jest proste! Sama się dziwię sobie, że odbieram to personalnie, tłumaczę się i to, co się dzieje, jako długotrwały proces rehabilitacyjny po cięzkiej chorobie, tyle tylko, że nic z tego, co mówię, nie pada na podatny grunt! A może się mylę? Może to tylko jego osłona przed niewiadomą, ktora czai się gdzieś za rogiem? Sama nie wiem! 

Jedno za to wiem!!!  Się nie dam! I szlus!!!! Bo w imię czego? Tego, że nie pojedziemy w tym roku nigdzie, i musialam odwołać rezerwację naszej wycieczki? Nie! Poczekamy! Już moja w tym głowa, aby było tak, jak trzeba! A Ślubny? Ślubny nie będzie miał wyjścia! Musi być dobrze, więc On musi w końcu być po mojej stronie!

niedziela, 20 sierpnia 2017
Się wkurzyłam!!!

I to nieźle, zważywszy, że na tym blogu wpisów politycznych raczej ze świecą szukać!

Ale jak usłyszałam z ust pewnego ministra, że marszałek naszego województwa ma sprzątać pobocza dróg, to szlag mnie dosłowny trafił. Akurat bowiem tak sie złożyło, że gościliśmy francuską dziewczynę naszego Wnuka. I pokazać jej chciałam piękno naszego regionu. Było to w parę dni po ogromnych nawałnicach. Zdecydowaliśmy jednak, że pojedziemy do Szymbarku. Trasa naszej jazdy przebiegała więc przez Męcikał, Brusy, Lubnię, Lipusz i Kościerzynę, czyli rejon, który prócz pobliskiego Rytla, najbardziej ucierpiał. To co mijaliśmy po drodze było koszmarem z najbardziej złego snu. Obrazy telewizyjne w ogóle nie oddają rozmaru strat!!! Szok po prostu i łzy się same cisnęły do oczu!

A droga była przejezdna całkowicie. Fakt, że pobocze prawie nie istniało, bo w jego obrębie walały się pozostałości po drzewach i krzakach przydrożnych. Ale nie widziałam żadnego kierowcy, który na drodze robiła szybkie rajdy, wyprzedzał na styk, czy tym podobne historie. Rozumiem zatem, że władzy naszej droga bez poboczy przeszkadza w jeździe! Stąd atak na marszałka? Ja akuratnie wywiedziałam się, czy droga jest przejezdna, ale gdyby to był zwykły turysta, chcący tamtędy przejechać? Tez marudziłby, że poboczy brak? Raczej byłby zadowolony, że może z drogi korzystać. Bo to było głównym celem w pierwszych chwilach po nawałnicy - udrożnić drogi, by nieść pomoc mieszkańcom! Na porządki posrednie zawsze przyjdzie czas!

Potem jeszcze niedorzecznik tłumaczył, że wszystko zawinione przez władze samorządowe, które nie powołały sztabów! I stąd trudność z dotarciem informacji do wojewody! No, śmiech na sali po prostu. Gdyby tak miało być, to ludziska do tej pory nie widzieliby znikąd pomocy! Za to sztaby by były!

Na koniec parę zdjęć z wycieczki rowerowej po naszej leśnej ścieżce. W sumie trochę nielegalne te zdjęcia, bo dopiero na powrocie zorientowalam się, że jest zakaz wstępu do lasu.

A ponadto, normuje mi się powolutku wszystko, co oczywiście nie znaczy, że jest super, dziś jednak nie o tym. Będzie zaś! Trochę mam jeszcze następny tydzień napakowany różnymi terminami, zwłaszcza lekarskimi, ale sobie myślę, że będę miał już więcej możliwości, aby się uaktywnić, Was poodwiedzać nie tylko zza dziurki od klucza! A tęsknię przecież do tego, jak nie wiem co!

piątek, 28 lipca 2017
Kiedy.....

... świat zawali sie na głowę, i w ogóle nie idzie się pozbierać,

... jedynym miejscem odniesienia na bardzo, bardzo dlugo, jest szpital, i to, czego doswiadczam  w zwiazku z chorobą Ślubnego,

... dowiaduje się,że to moja wina, bo powinnam wymóc wszycie rozrusznika, tyle tylko, że akurat  wtedy byłam w Niemcach i nie wiedziałam, że taka propozycja była, jakby to coś usprawiedliwiło,

... dwie kardiowersje elektryczne jakoś zadziałały, ale nie do końca wiadomo, czy na mur-beton,

... wypisują Go z kardiologii po dwóch i pół tygodnia, a w kolejną noc znów się dusi i przyjeżdża   pogotowie, a ratownicy pocieszają, że to normalka, ale Ślubny się burzy, bo co? znowu SOR?

...kolejne 12 godzin na SOR i przyjazd do domu z adnotacją, że to infekcja górnych dróg              oddechowych, i sugestia konsultacji z lekarzem rodzinnym, a to akurat sobota jest i wiadomo       wszem i wobec,  iż trza czekać do poniedziałku

... w poniedziałek owszem lekarz przyjmie i się zadziwi, dlaczegóż to nie podano antybiotyku, zleca badanie krwi, CRP i różnych takich łącznie z kreatyniną. W południe telefon z przychodni i alarm,natychmiast do lekarza po skierowanie do szpitala. CRP- 243!!!!! ( norma < 5 )

...lądujemy na pulmonologii, i zostajemy tam na prawie miesiąc!!! 

...schody: raz w dół, raz w górę, dwa razy w dół, raz w górę, kilkanaście stopni w dół, i ciemno, i długo, długo nic!

... to już normalka: odjazdy mentalne i gniew Ślubnego, co mu robią, co sie dzieje, on nie chce, chce do domu, niech mu nie robią tego czy owego. A ja prawie tam śpię, mieszkam, po drodze krótkie wypady do domu, aby cos Mu przyszykować do jedzenia, bo to szpitalne, to ... hm...

...co dzień niewiadoma. Oddycha - ulga! Rzęzi, zipie i charczy  - niemoc! Co chwile rtg, potem konsultacje . Z czego kardiologiczna sie nie udała, bo lekarz nie miał czasu poczekać  2 minuty, tyle, co ubranie Mojego spod prysznica,w  którym pomagałam. I mój maksymalny gniew i skarga do dyrektora szpitala. Zadziałało! Potem każda prośba o taka konsultację była spełniana w oka mgnieniu.

... nic nie działało, pewna noc z wezwaniem od pielęgniarek, dno totalne , a potem jak zwykle rano chodził ksiądz, i było to, co powinno być, chociaż się wzbraniał, ale potem jakby zaczeło sie lepiej, i Synek zapytał po prostu:"mamuś, kto pomógł? Lekarze? Czy Opatrzność Wyższa? A skąd ja mam wiedzieć- odparłam.

...trochę lepiej, ale nie do końca, ujarzmione nerki i nogi wróciły do stanu pierwotnego. Potem juz po kolei, jakby schodziło coś z płuc, ale znowu dwie odmy, znowu punkcje, tygodniowe pilnowanie, aby leżał na boku, a On przecież wie, że się wszyscy czepiają, że po co ten tlen, po co to picie, po co ten cewnik!!!

...ciągłe rtg, i żarty, że zaoszczędzimy na prądzie, dwa razy TK. Czekanie. To co najgorsze. W koncu, gdy już rezygnujemy, i nie dopytujemy o nic - można iść do domu!!!!!!

To wróciliśmy. Do naszego MBD!

I kiedy powinno być już z górki, bo tylko trzeba Mu pielęgnacji wolnej i spokojnego dochodzenia do siebie, jest zgryz! Czuje sie tak, jakby walec przeze mnie przejechał, i boli mnie wszystko! Dosłownie. Nawet koniuszki włosów i palą mnie wnętrza dłoni. Sytuacji nie poprawia fakt, iż Śluby tylko drobi parę kroczków tu i tam, potem siedzi, znowu wstanie, siedzi! To normalne, bo jest słabiutki, jak małe dziecko. Gorsza jest mentalna destrukcja w głowie. I łapię się, że brak mi cierpliwości. I spokojności też, aby wszystko tłumaczyć. A to trudne, bo On wie lepiej, a wie, bo zna tylko to, co było przed dwoma miesiącami, i nie przyjmuje do wiadomości, iż to zupełnie inny kawałek zycia bedzie!

No! Tom się wyspowiadała! Ale nie proszę o rozgrzeszenie. Jedynie o to, aby mieć do mnie cierpliwość, bo jeszcze trochę mnie tu nie będzie! Muszę to sobie przecież sama poukładać!

Ale! Za każdą dobrą myśl dziękuję!

Do miłego, niedługiego!

   

poniedziałek, 26 czerwca 2017
Tylko 15...

...procent!!!

Taka jest wydolność serca Ślubnego!!!

A poza tym? Niedotlenienie najważniejszych obszarów organizmu. Mózgu, wątroby i nerek!

Nawet nie wiem, co dalej będzie!

Trwam! Prawie mieszkam w szpitalu. 

Po drodze zamieniliśmy oddział, z kardiologicznego na pulmonologię, co nie znaczy, że znowu nie wylądujemy na kardiologii.

Tyle! 

Nie chciałam tu wchodzic i epatować tym, co teraz przezywam!

Przepraszam!

Ale widze, że jednak jesteście!

To daje nadzieję, która akurat przycupnęła w kąciku!

Dziękuję!

Pozdrawiam!

Nie wiem, kiedy znowu tu zawitam!

środa, 17 maja 2017
PRZERWA !!!

KOCHANI!

Zostawiam kilka impresji leśno-jeziornych, abyście za bardzo nie tęsknili! Bo trza mi ponownie zająć się Drugą Połową, u której dopiero co, ale po trzech dniach bojów, zdiagnozowano migotanie przedsionków, i to w wersji "hard"!

No! To wicie, rozumicie, nieprawdaż?

Trzymajcie się !

I do miłego! 

Oby jak najszybszego! 

czwartek, 11 maja 2017
Efekty uboczne!

Od trzech lat, jak tu mieszkamy, jeszcze nigdy nie byliśmy tak w "lesie" - nomen omen - jak w tym roku z naszą sportową kondyncją! No, może sportowa kondycja, to za dużo powiedziane, ale w naszym wieku ruszać się trzeba, co robimy chętnie. I praktycznie od wiosny do późnej jesieni uprawiamy jazdę na rowerze, i to na dość długich dystansach. Dodatkowo jeszcze ja kijkuję, a o zumbie nie wpominam, bo to jakby przerywnik jest, tylko trzy razy w tygodniu! Natomiast w tym roku, na rowerze byliśmy tylko trzy razy, a kijki w dłoń wzięłam dopiero dzisiaj! Mógłby ktoś powiedzieć, że na sportowe zajęcia nie ma nigdy złej pogody, ale myślę, że mając parę krzyżyków na karku, lepiej dbać również o zdrowie nie tylko fizyczne, czyli nie przegrzewać się, nie przemęczać i nie przeziębiać! A poza tym, nie za bardzo lubimy gdy nam w uszy wieje wietrzysko, a za kark pada rzęsiście!

Mam więc nadzieję, że już koniec jest z pogodowymi niespodziankami, i będzie można co dzień poćwiczyć. Chociaż? Tak do końca nie można powiedziec, że to tylko aury wina, iż widzę tu i ówdzie "boczki"! ;-)))) Lekuchno sie zapuściłam! Ślubny oczywiście nie, bo On w ogóle to ma lepszą chyba przemianę materii, no i przede wszystkim jest bardzo konsekwentny w chwilach, gdy stwierdzi, że umiar jedzeniowy nie został zachowany! No, ale jak ja na ten przykład mam się powstrzymać przed zjedzeniem paru oscypków naraz, które mi niedawno Bracki mój najmłodszy dostarczył w ilościach prawie hurtowych? Albo przed czekolada gorzką z pomarańczą? Jak się oprzeć, pytam ja się? Tak że ten! Trzeba mi się za siebie brać w trójnasób, nie ma to tamto! 

Jeszcze tylko przetrwać następny tydzień, który zapowiada się bardzo, ale to bardzo bogaty w wydarzenia, wyjazdy, uczestnictwa itp, itd, a potem ......to już tylko czekać, aż napiszę już ze ścieżek leśnych i nie tylko! :-))))

Macham!

piątek, 05 maja 2017
No i tak!

Majóweczka udana jak najbardziej! Widocznie i Goście rodzinni, i Progenitura mają jakoweś konszachy tam "U Góry". I w sobotę, i w poniedziałek, kropla deszczu nie spadła, i chociaż za ciepło nie było, to radość ze wspólnego spotkania, biesiadowania i weselenia się przebiła wszystko, nawet chmury! Także ten! Nie ma co deliberować, prawda? Wszystko było w jak najlepszejszym porządeczku, i żal, że tak krótko! :-))))

No, i doszliśmy do rzeczywistości nie świątecznej! Też trudno narzekać, bo skoro maj ma byc przekropny, to będzie. Jak ma być zimno, to będzie! Jeśli sobie człek tego ze sobą nie uzgodni, to potem się ciska po domu i innym żyć nie daje, a tak? Wiemy, o co "kaman", jak mawia młodzież, i nie tracimy nerwów na nie wiadomo co! O!  Z radością jedziemy do miasteczka, zumbujemy, prowadzimy zycie towarzyskie, wypozyczamy książki, kijkujemy ( gdy pogoda pozwala ), słowem robimy wszystko, aby czuć się dobrze! Co polecam wszystkim! Za darmochę!!! I tak sobie pomyślałam przy okazji, że nie ma co żyć życiem nie swoim, czyli ... polityką na ten przykład, która się wciska wszystkimi szparkami! Albo dolegliwościami zdrowotnymi, które w wieku statecznym takie rzadkie nie są!I broń mnie Opatrzności wyzsza, abym się nimi dzieliła z całym światem i połową Hameryki. Lepiej iść na spacer, ugotować coś smacznego, spotkać się z kimś przyjaznym i uśmiechniętym, lub uciąć sobie drzemkę! ;-))))

Nio! To jakby co, gdyby nie daj co, coś się ze mną porobiło, o czym powyżej, to kopnąć mnie proszę w tylną niewymowną, i postawić do pionu!!! :-)))))

Z majowymi pozdrowieniami i workiem Ciepłego z Puchatym :-))) Dla Was! :-)))))

piątek, 28 kwietnia 2017
Taki trochę galimatias! :-)

Słyszane to rzeczy, aby w czasie burzy z piorunami trzaskającymi, jak wściekłe, jeszcze na dodatek grad padał, i to wielkości grochu wręcz? A tak było u nas w ubiegłym tygodniu. W ogóle, to ja wiem, rozumiem, bo to w latach niezbyt odległych, kwietnie i maje psikusy czyniły, ale żeby aż tak? No więc ten... migdałek kolejny rok dostał popalić, na szczęście forsycja żyje, a z donicowych, to jeszcze wrzosy pomarzły co do jednego. Znakiem tego, dla zmylenia przeciwnika, pogody znaczy się wiosennej tylko z nazwy, nabyłam droga kupna poczciwe pelaśki jakiejś specjalnej odmiany. No i obaczymy, co z tego wyniknie!

Świętowanie skończyło się czas jakiś temu, a mnie jakoś tak w pewnym momencie niewyraźnie się zrobiło z ręcyma moimi. Sobie miejsca nie mogły znaleźć, odciążone od szydełka. Dziwne to, ale prawdziwe. Na całe szczęście, ktoś jednak myśli, i dostałam propozycję z biblioteki naszej wiejskiej, uczestnictwa w programie jakiegoś bardzo mądrego ministerstwa, który ma spowodoać integrację młodych z seniorami. Nazywa się toto: "czy to siara mieć ambaras"! Tom się zapisała. Jak się w praniu okazało, rzecz polega na odbyciu warsztatów teatralnych, skomponowaniu dwóch etiud - w języku osób starszych i slangu młodzieżowym. To wszystko będzie nagrane, potem przedstawione publicznie, a na koniec rzucone na strony internetowe "gok-ów", i każdy będzie mógł wybierać, która etiuda się najbardziej spodoba.  Pierwsze spotkanie już na nami. Oj, nie myślałam, że zwykłe ćwiczenia z wymowy i artykulacji takie ..... nie wiem jak to nazwać! Dziwne? Ślubny się śmieje, że mnie chyba na stare lata kariera aktorska się marzy! :-)))) No! Już! Już widzę siebie na oskarowej gali! W najgorszym przypadku na telekamerach! Hi,hi,hi!!! ;-)))))))))))))

A poza tym, jako rasowa zumbowiczka ( no rasowa, skoro już czwarty rok tańcuję), włączyłam się w obchody jutrzejszego Dnia Tańca. Nie dość, że przetańczyłyśmy ostatnio w tempie kosmicznym wręcz kilkanaście tańców wszelakich, i na spotkaniach miejskich i wiejskich, to jeszcze byłyśmy na wspaniałym dokumentalnym filmie "ostatnie tango", opowiadającym o największym światowym fenomenie pary tanecznej, która przez 50 lat tańczyła tylko i wyłącznie argentyńskie tango! Maria Nieves Regi (80) i Juan Carlos Copes (83) - to własnie bohaterowie niezapomnianej podróży, odkrywającej tajemnice tanga!

Cóż jeszcze? Majówka za pasem, a mnie czekają niewątpliwie ciekawe zajęcia, czyli całościowe doprowadzenie MBD do stanu używalności, po przedłużonym w czasie zakładaniu rolet zewnętrznych, połączone z częstym używaniem wiertarek i świdrów przeróżnych, nieodzownych zresztą! Przeżyłam to, ale szefa szefów, który nasze okna obsługiwał, to zapamiętam do końca świata, a może i jeden dzień dłużej. Nigdy bowiem dotąd nie spotkałam mężczyzny tak gadatliwego, jak ten właśnie, który był w stanie zagadać nas "na amen" ! ;-(

Potem , tylko parę szaleństw kuchennych, bo to i Goście serdeczni i Progenitura zaszczyci! Więc wicie, rozumicie! ;-))))

To teraz tylko wzdech, niech pogoda nie świruje, bo.....

-patrz poniżej!

:-))))))

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 112
Archiwum