Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 08 marca 2007

Auuuu!

" Chodzi lisek wkoło drogi, nie ma ręki, ani nogi!"

                                                                 fragment piosenki z przedszkola

Ło matko! W życiu nie przypuszczałam, że ten aqua fitness to wcale nie takie proste, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało! Samo utrzymanie się w pionie podczas ćwiczeń, to już niezły wyczyn. Zwłaszcza trzymanie stóp płasko na dnie basenu. A skoordynowanie odpowiednie rąk w trakcie ćwiczenia nogami, to jest dopiero niezła szkoła jazdy. Także ćwiczenia na piance wypornościowej wymagają niezłej zborności ruchów. Faktem jest, że zadyszka może mniejsza, jak w trakcie tradycyjnej gimnastyki, i niby nie jest człowiek zmęczony. Ale dzisiaj wszystkie odnóża mnie bolą. Kark też. Chyba na następny raz będę musiała sobie przerwę zrobić między ćwiczeniami a pływaniem, bo wczoraj zaraz po pożegnaniu instruktorki pływałam przez 45 min.bez przerwy. A tak, pomiędzy pójdę sobie na rzeczkę masującą, albo na bicze szkockie.

Dzisiaj córcia zaprosiła na kręgle, to muszę być w pełni sprawna, więc idę sobie na kanapkę. Z kawusią! Obejrzę sobie film jakiś! Będę dochodzić! Do siebie! Hi,hi,hi!

Wszystkim odwiedzającym KOBIETOM Życzę przemiłego dnia!!!

środa, 07 marca 2007

Wesoło!

"Wesołe jest życie staruszki, wesołe, jak piosnka jest ta!

Gdzie stąpnie, zakwitną jej dróżki, i świat doń się śmieje: ha,ha!"

                                                             Piosenka w  wykonaniu Wiesława Michnikowkiego

Słoneczko od rana operuje przepięknie. Poszłam sobie na spacerek do miasta. Dochodze do rynku i słyszę, jak orkiestra uliczna gra "Suliko". Siadłam sobie na ławeczce, rozpięłam kurteczkę, pycho wystawiłam do słońca. Przymknęłam oczy. Odjechałam! Ale pięknie! Jak prawdziwa babcia-emerytka, która ma tylko wspomnienia.

Ale pokrzepiona duchowo, rozgrzana słońcem, zadyszana od szybkiego marszu,wpadłam do mieszkania i z tego rozpędu 3 okna umyłam. Obiadek szybkościowy zrobiłam, czyli zupka z ostatnich jesiennych gąsek na śmietanie, a do tego ziemniaczki dukane ze spyrką. Teraz czas szykować się na imprezę rodzinną. Idziemy na Urodziny Teściowej. A wieczorem 2 godziny fitnessu wodnego. Wykupiłam karnet i dziś idę pierwszy raz. Będę więc się gimnastyczyć i pławić! Hi,hi,hi!

czwartek, 05 października 2006
Zimno, brrr!

 Szefowa sobie pojechała załatwiać swoje sprawy. Nie napaliła jednak w c.o. A ja nie umiem, niestety. Dla mnie każda technika, to zguba.

A w tym moim piwnicznym biurze ziąb straszny. Niby sie nie czuje tego na wejściu, ale po przesiedzeniu w nim 6 godzin jestem lodowata. Najlepsza radochę to ma mój slubny, jak wracam z pracy. Po jakieś godzinie zaczynam odtajać i robie sie czerwona jak burak, nie przymierzając, jak starszy pijaczyna.

Zrobiłam sobie gorącej zielonej herbaty i naprzemian to stukam w klawiaturę, to obejmuje kubek miłośnie i kradnę z niego to parujace ciepełko. Oby do 15.

A na działeczce, drugi raz w tym roku kwitnie kalina. Aż dziw! Czyżby jesień  miała być długa i ciepła?

środa, 04 października 2006
MOŻE JEDNAK NIE BYŁAM???

Myszą oczywiście! Bo zgodnie z powiedzeniem, kto nie kocha kotów, w poprzednim wcieleniu był myszą.

Ja koty toleruję jedynie. Chociaż jak dwie sąsiadki z naszej ulicy - typowe kociary - karmiące całe hordy bezpańskich kotów pojechały na wczasy i do sanatorium, część kotów przeprowadziło sie do nas i nie było zmiłuj się. Trzeba było przejąć troske nad ich żołądkami.

Chyba nieźle nam ze ślubnym to wychodziło, bo w niedzielę po południu jeden z kotów, przepiekny rudzielec przyniosł nam na działkę i położył na trawie świnkę morską. Biedactwo było całe zestresowane, miało jedną łapke lekko przez kota przetrąconą, ślepki zaropiałe. Widać było, że albo uciekła właścicielom, albo ją wyrzucono, bo chuda była niemożliwie. A była prześliczna. Długie futerko koloru ciemnego rudego, a oczka aż do uszek okolone brązowo-czarnymi okularkami.

Co było robić! Zajęlismy sie tym kocim darem. Ślubny sklecił jakieś pudełko, nawrzucalismy podartych gazet, dalismy maleństwu skrawki jabłek i marchewki, wody w spodeczku. Popiskiwała cichutko, a my co chwile sprawdzalismy czy żyję. Nawet w nocy kilkakrotnie wstawalismy, jak do niemowlaka.

W poniedziałek ślubny zawiózł ja do sklepu zoologicznego, gdzie sie nią troskliwie zajęto. Właścicielka sklepu powiedziała,że świnka by nie przeżyła, gdybyśmy jej w czas nie wyratowali.

Ale tak sobie myslę, że to chyba kotów zasługa! Hi,hi,hi! Więc może nie byłam myszą, skoro taki dar mi jeden z nich przyniósł i pozwolił ocalić maleńkie życie?

środa, 20 września 2006
Nadchodzi ocieplenie???

12:42:23

W ostatni weekend  przyjechali do nas nad jezioro młodzi z dzieckiem. Niby nic wielkiego, ale dla mnie niespodzianka, bo przez całe lato synowa się u nas w chacie nie pokazywała. Stosunki między nami chłodne były bardzo i prawie wyglądało na to, że po wyprowadzce na swoje "śmieci", będzie tak samo. Jakie więc było moje , miłe zresztą zdziwienie, gdy przez całe dwa dni odnosiła się do mnie prawie serdecznie. Ba, nawet dwa razy sie pomyliła i "mamo" do mnie powiedziała, co sprawiło, że prawie szczęka mi opadła ze zdumienia. Do tej pory było tak, że albo zwracała się do mnie bezosobowo, albo w porywach serca, per "babciu". Czyżby następowało ocieplenie? Byłoby dobrze, nie tylko ze wględów na nas obie, ale dla całości stosunków rodzinnych.

Tak, po prawdzie, ja się nie upieram przy tej mamie. W końcu jestem dla niej obca kobietą, z którą jest połączona mężem i dzieckiem. Mogłaby ta babcia zostać, bo to prawda i pewnie synowej łatwiej to wydusić z gardła. Najgorsza jest taka forma bezosobowa, rzucania słów w przestrzeń. I domyślaj się człowieku, czy to napewno o ciebie chodzi.

Jedna z moich koleżanek z synową jest na ty. Stwierdziła, że przecież matką to ona jest dla swoich dzieci, a różnica wieku jej zupełnie nie przeszkadza, by się tykać. To nawet dobry pomysł, ale chyba tylko wtedy, gdy z synową się jest na stopie prawie koleżeńskie, tak jak u mojej koleżanki. Jeśli jednak jest tak, jak w naszym przypadku, kiedy przechodziłyśmy przez parę faz od tolerowania ( z mojej strony ) do prawie nienawiści ( z jej strony) to nie wiem, czy to miałoby sens, chociaż ja nie mam i nie miałam nigdy oporów z przechodzeniem na ty z osobami młodszymi ode mnie o całe pokolenie.

Ano nic! Pożyjemy, zobaczymy!

poniedziałek, 11 września 2006
Lekki dyskomfort!

Zawsze, gdy moje ślubne szczęście ma urlop, ja czuję się niedowartościowana!

Nie, nie! Nie jako osoba!

Brzęczącej mamony mi brakuje najzwyczajniej.

Tak się złożyło, że dobrych parę lat temu, kiedy na rynku pracy była u nas straszna posucha i co chwile lądowałam na bezrobociu, zarządzanie naszymi funduszami przejął mój slubny. Zbiegło się to w czasie  z tym, że w jego firmie wszyscy dostali swoje konta. Jakoś później, gdu już miałam stałe wpływy - nie pomyślałam o założeniu własnego konta, bo nawet nie widziałam potrzeby. Jak chcieliśmy wziąźć jakiś kredyt, to nawet było lepiej, że gotówka przychodziła z kilku źródeł. Potem ja jeszcze dodatkowo pracowałam w barach latem i nigdy nie narzekałam na brak "swoich" zaskórniaków.

Ale już w barach nie chce mi sie dorabiać, bo z wiekiem stwierdziłam, że mi za ciężko. Natomiast brak mi właśnie takiej możliwości zagospodarowania "lewego - mojego" grosza z codziennych wydatków, jak jesteśmy tu na wsi i ślubny właściwie robi wszystkie zakupy w mieście, gdzie jest taniej.

Powie kto, baba się czepia. No, może, bo przecież to sytuacja raz na jakiś czas, gdy jestem odcięta tak zupełnie od kaski. Ale dyskomfort jest. I nie chodzi tu wcale o tak zwane podbieranie, bo gdy coś potrzebuję, to zawsze grosz dostanę. Ale jakoś mi dziwnie właśnie wtedy prosić go, aby dał mi parę papierków, bo wtedy lepiej się czuję.

środa, 06 września 2006
Wnuki się starzeją!!!!!

Dziś idziemy na urodzinki najmłodszej wnusi!

Mój Boże! Tak niedawno, to jeszcze kruszynka była, a dziś już biega i mądruje się po swojemu! Czas jednak zaiwania z szybkością świetła, ani się człowiek spostrzeże, jak mu wnuki się starzeją!

wtorek, 05 września 2006
Trzymać palec prosto w d....?

Przez całe życie pamiętam nauki mojego Ojca, że skoro jestem najstarsza z rodzeństwa ( a było nas czworo ), to muszę być mądrzejsza, ustępować w razie kłótni i zawsze pierwsza wyciągać ręke do zgody.

Sprawdzało mi sie to zazwyczaj dość dobrze, nie tylko w kontaktach z braćmi, ale w normalnym, dorosły, życiu.

Ale ostatnio mam wątpliwości, czy tak zawsze należy ustepować, czy przysłowiowy palec w "czterech niewymownych" trzymać na siłe komuś, kto po prosu to olewa.

Mam koleżankę. Jest z gatunku tych, co to wszystkie rozumy pozjadały i zawsze mają rację, a gdy jej tego nie przyznasz, to nie odzywa się dopóty, dopóki jej nie przeprosisz. Znosiłam jej różne wyskoki, ba - nawet razem pojechałyśmy na wczasy. I chociaż bałam sie, jak to tez będzie nam 24 godziny przez 7 dni, to Ona chyba dała sobie na wstrzymanie i pobyt ten wspominam jako najpiekniejsze moje spełnione marzenie! Od roku Ona pracuje w Niemczech, jako osoba towarzysząca starej babci.Miałyśmy niepisana umowę, że aby jej osłodzić trudy pobytu na obczyźnie będę jej wysyłała co dzień sms-y, co też robiłam. Ale nie wiedziałam, że ta komunikacja między nami stanie się zarzewiem prawie konfliktu. Ostatnio, przed paroma tygodniami przepraszałam ją, bo zwróciłam jej uwagę, moim zdaniem bardzo delikatnie, że wysyłanie błachych sms-ów o godzinie 5,30 rano, to lekka przesada. Oczywiście to powód był do ciężkiej obrazy i tego, że jak zadzwoniłam z przeprosinami, to się dowiedziałam, jaka to ja jestem wstrętna. W życiu tylu inwektyw nie wysłuchałam na swój temat, co wtedy.

No nic, jakoś to przełknąłam, zwalając na karb jej stresu obczyźnianego, i dalej pisałam te sms-y. Tydzień temu opisałam, jak mi dobrze na mojej działce, jak piekny jest wieczów . W zamian otrzymałam odpowiedź, że jestem chora i mam się leczyć, albo nie pić! Szczęka po prostu mi opadła, bo zupełnie nie wiem, co ją do takiej odpowiedzi sprowokowało. Nie odezwałam się od tego czasu, jedynie wysłałam kartke z życzeniami urodzinowymi. Ona milczy. A ja zadaję sobie głupie pytania. Pierwsza zadzwonić czy dać sobie spokój z tą znajomością? Być mądrzejszą czy obrażoną?

Nie przymierzając problem, jak u nastolatek, które pokłóciły sie o byle co!

poniedziałek, 04 września 2006
1. /06 ??????

Po raz pierwszy tutaj!

Jeszcze nie wiem, jak mi tu będzie, bo najnormalniej w świecie się ukrywam, a byłam prawie dwa lata gdzie indziej.

Ale mam już dość, ukrywania się, zmiany nicków, pisania półsłówkami, bo nieopacznie wyczajono mnie.

Byłam tez na tyle głupia, że pochwaliłam się kilku najbliższym koleżankom! Teraz One zamiast komentować u mnie na stronie, robią po znajomych głupie aluzje.

Mam nadzieję, że uda mi się tego tym razem uniknąć!

Ano zobaczymy!

1 ... 111 , 112
 
Archiwum