Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 30 marca 2017
Czynności różne!

Kilka dni było tak pięknych, że tylko z aparatem biegać! Udało mi się coś takiego, jak wyżej, chwycić w obiektyw. Późny wieczór nadchodził nad jeziorem, a ja jak zwykle, wychodzę na balkon, aby rzucić ostatnie spojrzenie...... a tam, na niebie, z różowej chmurki trzepocze do mnie - nie wiem dokładnie - ale to albo łabędź, albo żuraw. A może czapla?

Rowerowanie też już coraz lepiej wychodzi. Już dojeżdżamy do trzyćwierci naszej stałej trasy, liczącej w obie strony niecałe 20 kaemów. Nawet pod górki nie muszę już zsiadać, chociaż nogami przebierać jeszcze trudno. Ale powolutku, pomalutku, kondycja się buduje! 

Ślubnego zaś zaanektowała Progenitura. I dobrze. W końcu całą późną jesień i zimę, tylko kciuka ćwiczył, to mu sie rozruch należał. Dobrze chociaż, że sam ma tego świadomość, bo już nie mógł się doczekać, aż latorośle na swoje działeczki ogródkowe pojadą sprawdzić, co by tutaj tatusiowi do roboty zlecić? I tak, Córka wiewiórka zleciła zrobienie stelażu pod jeżynę, zaś Synek muminek, a zwłaszcza Synówka zarządziła remont ławek. Nabyto zatem drogą kupna w odpowiedniej stolarni beleczki, które to Ślubny pięknie wyheblował, i wręcz wygłaskał, a potem przez prawie tydzien, jak tylko pogoda pozwalała, wynosił na powietrze i przynajmnie dwa razy dziennie przemalowywał. Synowa zaś w tym czasie skrobała stelaże ławek ze starej farby, a potem pomalowała na czarno. Od wczoraj trwało skręcanie listew, i uprzejmie proszę! Nie ma się Ślubny z Synową czego wstydzieć, czyż nie?

Też nie zasypiałam gruszek w popiele. Tak się złożyło, że trzy moje niemieckie Koleżanki sa marcowe. Znaczy się urodziny mają. Tom naprodukowała różnych różności. Do jednej poleciało 12 kolorowych podstawek pod kubki (wzór ze strony crochet.pl), do drugiej 6, a do trzeciej białe podkładki ( wzór ze strony bozenaskowo. blogspot.com) i białe serwetniki, wszystko wykończone złotą nitką. Te serwetniki to mój autorski pomysł, bom bardzo podobne, ale z rafii kupiła parę lat temu na flomarku w Jesteburgu. Największym problemem były otworki. Na poczatku nawijałam kilkadziesiąt razy nitkę na okragłe etui do spryskiwacza do okularów, aż Ślubny pojechał ze mną do pewnego marketu, zaprowadził pod ścianę z milionem różnych uszczelek, i voila, robota poooszła!  Według ratafiowego wzoru były pojedyncze wachlarze, ja zrobiłam dwa, no i teraz to wyglada całkiem, całkiem, co widac poniżej!

Aby nie wyjść z wprawy, ubrałam pare jajeczek. Na prezenty dla Rodzinki. Oczywiście coś tam jeszcze dorobię, coby nie było, że dla ludzi robię, a rodzinkę traktuję per noga!

A dzisiaj byłąm na wykładzie o Górach Stołowych w dyrekcji naszego Parku Narodowego. Nie miałam pojęcia, że na takie comiesięczne spotkania chodzi tyle ludzi. Należy nie tylko śledzić stronę internetową Parku, poza tym zawsze zapisać się z dużym wyprzedzeniem, bo ilość miejsc ograniczona. Dzisiejszy wykład był super ciekawy, chociaż kilka miejsc z tego regionu poznałam dawno temu. Poprowadzony przez dwóch leśników z Dolnego Śląska, z piosenką śpiewaną przez wszystkich:

"Chorałem dzwonków dzień rozkwita, jeszcze od rosy rzęsy mokre, we mgle turkocze pierwsza bryka, słońce wyrusza na włóczęgę.

Zmokniete świerszcze stroją skrzypce, żuraw się wsparł o cembrowinę, wiele nanosi wody jeszcze, wielu się ludzi z niej napije...

Ref: Drogą pylistą, drogą polną, jak kolorowa panny krajka, słonce się wznosi na stodołą, będzie tańczyć walca... 

A ja mam swoją gitarę, spodnie wytarte i buty stare, wiatry niosą mnie..... na skrzydłach". 

To był super wieczór, z humorem, z ogromną ilością ciekawych treści.  Coś czuję, że będę tam stałym słuchaczem. A na koniec jeszcze spacer nad jeziorem o zmierzchu. Woda jak tafla lustra, żadnego wiatru, gdzieniegdzie tylko słychać było krzyk mew, kwakanie kaczek , zaś łabędzie jak zwykle, zajęte pożywianiem się  dennymi wodorostami.

czwartek, 23 marca 2017
Rozruch, plusy i minusy

Zainaugurowaliśmy sezon rowerowy. Trasa, jak co roku, na początek nie za długa, w obie strony jakieś 10 kaemów. Tyle, że nie po utwardzonej ścieżce na promenadzie nadjeziornej, gdy trzeba robić przynajmniej 3 nawroty, ale po ścieżkach leśnych, nie uklepanych jeszcze do końca po zimie. Nie powiem, że było lekko, bo chyba jednak zgubiła mi sie forma zupełnie skoro nawet pod góreczki musiałam schodzić z pojazdu. Ślubny za to, nie wiedzieć czemu miał satysfakcję, jakby zapomniał, że jeszcze dwa lata temu, gdy zaczął ze mną jeździć, to nawet do połowy dystansu nie był w stanie dojechać. Ale ten się śmieje, kto się  smieje ostatni. Jak mu wymyślę przejazd naszą najdłuższą trasą marszruty kaszubskiej, to dopiero się zdziwi. Niech no tylko nastanie maj! :-))) 

Po miesiącu czasu przestałam pić mleko kokosowe z kurkumą. Przez ten czas mój organizm chyba doszedł do normy, bo bez kłopotów z zasypianiem śpię naprawdę dobrze i długo. Szkopuł w tym, że póki "zajarzyłam", iż to mleko ma 82%, to minęła połowa miesiąca, a potem to nawet dziesięciokrotne rozcieńczanie chyba za bardzo nie pomogło, bo jakby nie patrzeć, jest mnie więcej o 3 kilo. A jak sie nie chce przyznać do miłości do słodyczy, to się zwala winę na cokolwiek, c`nie?

Czy jest możliwa waloryzacja minusowa? Do tej pory myslałam, że nie, ale chyba jestem w głębokim błędzie, bo wprawdzie w otrzymanym piśmie z ZUS piszą jak byk, że przysługuje nam wskaźnik 100,44%, to do wypłaty ja mam o 3 złocisze mniej, a Ślubny  o całe 7. Nie są to sumy wielkie, ale są, i chyba trzeba będzie się przejść do szacownej instytucji, aby się dowiedzieć "o co kaman".

Dobrze chociaż, że wiosna sie kokosi na całego. Pyłki pylą, muchy z zimowego snu leniwie zaczynają bzyczeć, na krzewach pąki, a pościel wysuszona w wiosennym słońcu pachnie jak bajka!

piątek, 17 marca 2017
Przedwiosennie!

Na naszej koncówce jeziora lód się trzymał bardzo długo! W końcu i on odpuścił. I zaraz pojawiły się łabędzie. Póki co pierwsza para, prawdopodobnie zeszłoroczna, która dorobiła się siedmioro przychówku. Ciekawe ile w tym roku będzie. Niestety, w czasie sezonu letniego parę tragedii ptasich się zdarza. Największe spustoszenie to karmienie ptactwa wszelkiego rodzaju pieczywem. No i nieszczelności w łodziach motorowych. A jak jeszcze zdarzyło się, że pękł cały zbiornik ropy w statku, który wozi turystów po najładniejszych zakatkach jeziornych, to katastrofa gotowa. Niby to sprawy małej wagi są, ale jak to się powtarza corocznie, to może być z ptakami tak, jak ze slynnym "lexszyszko",  jednak w tej ostatniej sprawie było u nas bardzo umiarkowanie. Chyba tylko jeden sąsiad wyrżnął wszystko, jak leci, na swojej działce. Częściej były to po prostu karczowania pojedynczych iglaków, i tak zwanego tutaj  śmiecia drzewnego, czyli topoli. No i krzaczory pod piły tez szły, chociaż umiarkowanie.

Poza tym, spokój! Dzień zaglada do okien już wcześnie, to i spać nie za bardzo w jasnym idzie. Ślubny powoli zaczyna swoja dłubaninkę. Na pierwszy ogień poszły rowery. Juz czekają na mniejsze wiatry, coby zacząć gubić zimowe oponki. Progenitura zaś zadała mu kilka prac koniecznych na ichnich działkach ogródkowych, ma więc chłopina zajęcia po kokardy. I dobrze! Tak powinno być!

Póki co, moja skromna osoba jest na końcówce remanentów paszczy, które to remanenty ciągną się jak przysłowiowe flaki z olejem, bo zawsze jakaś tragedyja się zdarzy. A to śluzówkę na dziko narośniętą na dziąsłach trza było chirurgicznie usuwać, a to nadłamał się kawałek zębiszcza, a to ze zgryzem kłopoty! Ale już jesteśmy prawie na finiszu, i za tydzień będę szczerzyć się całą gębą! O tym, ile to kosztowało pieniężnie nie wspominam, bo zaraz palpitacji serducha idzie dostać! 

Zumbowo zaczynamy uczyć się bossa novy. Ponoć cała Hameryka ostatnio znowu ją odkryła, i szaleje, to my a jakże ! :-)))

A takie plenery zazwyczaj ogladam ostatnio, wracając z wiejskiego zumbowania! :-))))

 

piątek, 10 marca 2017
KOLEGOM!

 

 

 Z miłym uśmiechem nie tylko dla kilku Rodzynków, którzy tu zagladają! :-))))

czwartek, 09 marca 2017
Chyba się dzisiaj upiję!

Przez jedenaście lat pisania tutaj, rzadko zabierałam głos na tematy polityczne!

Ale dzisiaj?

Jupi!!!!!!!!!!!

Mam tylko piwo, którym sie podzielił mój Ślubny ze mną! Ale co tam! Piwem tez można wznieść toast! 

Górą Nasz Człowiek! :-))))))

środa, 08 marca 2017
Dla Nas - nie tylko od święta!

 

Wszystkiego dobrego Dziewczyny!!!!

Miłego dnia! 

Dla Was i dla mnie też!

:-)))))

piątek, 03 marca 2017
I znowu - rok na bok!

We wnętrzu każdej dojrzałej kobiety, mieści się młoda, sprzed wielu lat dziewczyna,

przegladając się w lustrze swego życia w nieustannym zdziwieniu kolejny dzień zaczyna.

I we mnie też mieszka tamta dawna młodość, łapiąca chwile szczęścia i czułe serca drżenia.

Jestem kolekcjonerka wschodów i zachodów słońca, ciągle snującą nierealne marzenia.

Każdego dnia uparcie nizam na sznurek życia, koraliki z najpiękniejszych wspomnień,

gdy szarym zmrokiem srebrzy się księżyc, zachwyt nad życiem siada na kanapie u mnie.

Noszę w sobie wszystkie upalne lata, jesienne liście i październikowe piękno złote,

mroźne, śnieżne zimy , wiosennie zielone nadzieje, migot gwiazd i miłość i tęsknotę.

Dlatego dobrze wiem, że w środku dojrzałej kobiety, mieszka młoda dziewczyna,

choć inną ma już twarz i ciało, dostrzega upływ czasu, ale wcale nie chce go widzieć; 

i nieustannie dziwi się, kiedy i jak to właściwie się stało!

Barbara Anna Lesz

Od kilku lat swoje urodziny spędzam także w dobrym, Waszym, towarzystwie!

Torcik i wino czekają! Serdecznie zapraszam i dziękuję, że ciągle jesteście ze mna! :-))))


poniedziałek, 27 lutego 2017
Rozbieg, wpadka i ten ktoś...

Powinno się zawsze pamiętać, aby liczyć siły na zamiary! Powinno! Ale teoria, to jedno, a praktyka - drugie!

A zaczęło się bardzo niewinnie! Miejskozumbowo jesteśmy akuratnie po pierwszym zebraniu stowarzyszenia"aktywni50+". I prawie natychmiast zorganizowany został wieczór ormiański, z obszerną multimedialną prezentacją Armenii, degustacją potraw tamtego regionu, a na koniec wspólna nauka kaukaskich tańców. Wiejskozumbowo natomiast dostaliśmy od sołtysa dofinansowanie, które może i wielkie nie jest, ale.... pierwsze koty za płoty! Idąc za ciosem, udały się także babskie tańce w pierwszy dzień zapustny. Objedzona pączkami, nieuważna byłam i nawet nie wiem kiedy, tak mi w ferworze tańcowania któraś kumpela nadepneła na stopę, że myślałam, iż odfrunę! A następnego dnia jeszcze zaliczyłam trening kręgosłupowy, potem ćwiczenia miednicy, aby wreszcie zakończyć to zumbowaniem. Efekt wiadomy. Weekend prawie cały przepędzony w pozycji leżącej, a każdy krok, to ból bioder i przyległości też! Jakam stara, takam głupia, chciałoby sie powiedzieć! Dobrze, że  Córka-Wiewiórka nas obiadem podjeła niedzielnym, bo pewnie Ślubny na sucho by był! ;-)

A teraz przedstawiam tego kogoś! Kogutek tęczowy! Do pilnowania stadka zeszłorocznych kurek! Zainspirowany zdjęciem ze strony  kunstbyiris.blogspot.com/ ! Może nie jest doskonały, ale z biglem, czyż nie? :-))))

czwartek, 23 lutego 2017
Słodkiego dnia!

A ja tymczasem do kuchni zmykam! Ciasto drożdżowe juz prawie wyroslo! Czas lepić pączusie, bo mogę nie zdążyć do popołudnia, gdy Progenitura zjedzie na tradycyjną babciną słodycz! :-)))))

czwartek, 16 lutego 2017
Szklanka, zadyszka i barany!

W ubiegłym tygodniu, nasza śnieżna uliczka zamieniła się w lodową. Ponieważ jednak jest to droga nieutwardzona, całkiem sporo na niej dołów i górek wyżłobionych na przełomie jesieni i zimy kołami nielicznych samochodów. W ciągu dnia, jakos szło sie poruszać, ale późnym wieczorem, wracając z zumby, musiałam wlec się po tym lodzie noga za nóżką. Nie , nikt tej uliczki nie odśnieża, nie wysypuje solą, a piasek to rzecz prawie nieznana. Do czasu, aż Ślubny wracając z miasta, nie mógł podjechać na naprawdę niewielką stromiznę naszego podjazdu. Oczywiście, nie obyło się bez złośliwości z mojej strony, no bo jak to, taki akuratny człowiek, a nie przygotowany na lód? Migiem załatwiał piach i posypywał nie tylko podjazd, ale część ulicy. I zaraz mi sie przypomniało, jak przed laty, jeszcze w mieście, kupował łopatę do odśnieżania: dopiero wtedy, gdy tak zawiało garaż śniegiem, że dostać się do samochodu nie było można. Nie wiem tylko, czy to stan bezmyślności przynależny tylko jemu, czy tyczy całości męskiego klanu! ;-) 

Za to od wczoraj, przepięknie. Słońce świeci od samego rana, zero wiatru, mrozu brak. Na dodatek ptaszory chyba jakieś wczesnowiosenne zaczęły trele, aż słuchać miło. Nie mówiąc o kocie sąsiada, który to  - kot, nie sąsiad - poczuł zew natury, i na karmienie przywleka się z mozołem takim, jakby przynajmniej ze wszystkimi wioskowymu kocurami toczył boje! Akuratnie tak się złożyło, że Ślubny poszedł do innego sąsiada z pewną fuchą do wykonania, to pomyślałam sobie, że po długiej przerwie pójdę pokijkować. A przy okazji mały zakup zrobię, bo cebuli mi zabrakło, a na obiad miał być bób. Poszłam! A jakże! Ale zmachałam się tak, jak bym 50 kilometrów przeszła! A było tylko niecałe 4! Padłam, jak kawka! Ani ręką, ani nogą! No, szok prawdziwy dla mnie, bo wychodzi na to, że moje zimowe zumbowanie to pikuś zaledwie, a nie budowanie siły na większe wyzwania, typu rower na ten przykład!  

W obórce przybyło aż pieć baranków! Brak im jeszcze wstążeczek z dwoneczkami i paschalnej choragwi, ale to drobiazg. Napracowałam się, że ło matko pojedyncza! Bo ponoć to sztuka jest takie twory robić. Amigurami się nazywa, czy jakoś tak. Zwłaszcza nad długowłosą pomorską i karakułem się nabiedziłam! Ale od początku. Najpierw trzeba było poszukać wzorca. Znalazłam! Pomysł podstawowy i instrukcja na stronie http://fascinata.blox.pl/html. Jak zrobiłam trzy sztuki wymyśliłam, że warto przypomnieć sobie pętelkowanie. No, i potem przypominałam sobie przez trzy dni, aż wreszcie uznałam, że mogę robić. O tym, że mam paluchy za sztywne i za krótkie nie wspomnę, ale jakoś jedną sztukę dałam radę wymodzić. Rozzuchwalona wlasnymi umiejętnościami, poszperałam w necie i znalazłam moja karakułę. Na stronie http://solny-swiat.blogspot.com/, znalazłam opis wzoru, wprawdzie zastosowany do szydełkowej kurki, ale pare wpisów dalej, do wykonania właśnie baranka. Zrobiłam oczywiście, po drodze prułam trzy razy, bo ciągle mi falował grzbiet, ale w końcu się udało. I starczy! Takie eksperymenty to już chyba nie dla mnie. Ale pochwalić się pochwale, a co!

Archiwum