Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
sobota, 29 października 2016
Ćwiczenia z cierpliwości!

Czas powoli biegnie, a z nim sprawy nasze ważne i mniej ważne. I my! Nurt raz leniwy, raz wartki, jak to w rekonwalescencji! I humory takoż!

Prawdą jest jednak to, że sobie mój Ślubny sam zapracował na to, co teraz się dzieje. Zapomniał chyba, że w pewnym wieku, a zwłaszcza 65+ nie należy robic za młodziaka, który może sobie przechodzić przeziębienia, lekce sobie ważyć "granie" w klacie, udawać, że do łodzi nie trzeba woderów, tylko wchodzi się na bosaka, o czapce i ocieplaczu na jesienne wędkowanie nie wspomnę. I tak powoli, sukcesywnie zarobił sobie na zapalenie płuc, które ja wzięłam właśnie za alarm sercowy, bo nigdy nie słyszałam o tym, aby było ono - znaczy się to zapalenie płuc - bez temperatury, kaszlu, a jedynym objawem wielka słabość! Cóż! Człowiek się przez całe życie uczy, zatem nie dziwota, że po wypisaniu pierwszym z naszego szpitala, gdy ślubny dostał nocnych napadów dzwoniłam po "erkę". Na szczęście, po całodziennym pobycie na SORze orzekli, że to tylko panika! Jego! Nie moja! Sic!!!!

Gorzej, że to skierowanie do torakochirurga na Wybrzeżu, na konsultacje, miało się zrealizować po prawie półtoramiesięcznym oczekiwaniu! Taka to przecież codzienność naszej służby zdrowia, że do specjalistów można czekać, i czekać, i czasem się nie doczekać! Dzięki temu jednak, że dostałam pewien namiar od SEKRETARKI BOŻENY, już za 5 dni od naszego telefonu jechaliśmy do specjalisty, a po kolejnych pięciu dniach Ślubny był już w specjalistycznym szpitalu, który jak się okazało, ma prawie ten sam skład lekarzy co sopockie centrum i jako głównego konsultanta, profesora stamtąd!!! Badania miał Ślubny zrobione w ekspresowycm tempie, na wyniki czekało się też niezbyt długo, po czym wypisano mi Go z wyraźnym przykazaniem, aby po 3-4 tygodnich zgłosić się na badania kontrolne! No! Naprawdę! To nie ściema! I właśnie w nadchodzącym tygodniu będzie ponowny wyjazd. Mam nadzieję, że ostatni! Na bardzo, bardzo długo!

A Ślubny ma teraz przechlapane!!! Przeze mnie! Wiem, wiem, nadmiar kontroli nie jest dobry, ale póki co serwuję mu ją w nadmiarze, aby nabył jednak pewnych przyzwyczajeń, które będą raczej skutkowały pozytywnie, co w prosty sposób przełoży się także na jego zdrowie. Póki co, przypominam o podstawowych sprawach, jak ciepła czapka, szalik, kalesony, odpowiednie obuwie. Nie ma prawa wyjść z domu, nawet do domku gospodarczego, bez ciepłego okrycia! Nie może się przeziębiać, i tyle!  Jakiekolwiek sygnały złego samopoczucia kwalifikują go do łóżka! Jego wróg to zimne napoje, pite z lodówki,  przechodzona angina, nie wyleżane przeziębienie czy grypa, o zapaleniu oskrzeli już nie wspomnę!!! Tak powiedzieli lekarze i tego się trzymam. Przypadłość Ślubnego wynikła właśnie z lekceważenia sobie takich podstawowych spraw. 

Nie szalejemy też na rowerach. Spokojna jazda, na niezbyt długich trasach, to nasza codzienność teraz. I wolna marszruta nad brzegiem jeziora, czy w lesie. Gorzej, że mnie zostało coś takiego, że co drugi dzień budzę się w środku nocy, i nadsłuchuję, czy On dycha. Potem chodze jak jakieś zombie, ale nie umiem nad tym zapanować. Pewnie też długotrwałym stresem są  spowodowane uporczywe bóle pleców! Mam jednak nadzieję, że za dziesięć dni wyjdę i ja na prostą, gdy Ślubny będzie już po kontroli, i z pozytywnym jej wynikiem!

Zatem? Jeszcze trochę cierpliwości, a znowu sie uaktywnię!

Bo jednak brak mi tego miejsca!!! :-)))))

sobota, 15 października 2016
Siła złego...

Dopiero wtedy, gdy zawiezie się współmałżonka do szpitala odległego tak, że trudno o codzienne odwiedziny, wychodzi przysłowiowe "szydło z worka". Człowiek zostaje sam i musi ze wszystkim sobie poradzić, a zwłaszcza z niespodziewanymi sprawami, które pojawiają się zupełnie znienacka, a na dodatek, nigdy sie im człek nie przygladał, chociaz miał świadomość, że chyba istnieją. No istnieją, ale nie w naszym kole zainteresowań, tylko drugiej połowy. Wtedy zaczynają się schody, o tyle strome, że nie bardzo jest się kogo poradzić, działa sie po omacku, i czasami na końcu wychodzi i tak piekna katastrofa! Faktem też jest, że na koniec śmieję się sama z siebie, z własnej nieporadności i zupełnie niezrozumiałego przekonania, że wiem i potrafię wszystko. A niekiedy to prawdziwe drobiazgi tak oczywiste do zrealizowania, że aż można "umrzeć ze śmiechu" z własnej......już nawet nie chcę używać słowa głupoty!

- przepaliła się żarówka w lampce na stoliku komputerowym. Dramat! Gdzie sa zapasowe, jedna opatrzność raczy wiedzieć??? Przerzuciłam połowę szuflad, cały domek gospodarczy, nie ma! Wstyd dzwonić do Ślubnego, bo nawet nie wiem, gdzie w pobliskim miasteczku są sklepy, w których znajduje sie elektryka. Nie zapytałam zatem i musi wystarczyc inna lampka, oddalona od biureczka znacznie!

 - nie umiem tankować własnego samochodu, a jeżdżę już ponad 25 lat, tyle tylko, że ja zawsze wsiadałam do autka i nic mnie nie obchodziło, zwłaszcza to, czy jest natankowane i sprawne. Miało być, i koniec. A tu klops, trzeba prosić obsługę stacji, a nie zawsze to przyjemność jest, gdyż rzeczona obsługa ma to w nosie, czy umiesz, czy nie, i robi sobie z tego najprawdziwsze "jaja"!

- w ramach odstresowywania pojechałam z koleżanką do lasu w dniu mocno wilgotnym. Eksplorowałyśmy tereny mocno piaszczyste, nie dziw więc, że po powrocie rower wyglądał jakby startował przynajmniej w rajdzie "enduro". I oczywiście zapomniałam, iż nie ma drugiej osoby, która to zawsze doprowadzała mój pojazd do stanu używalności. Wiadomo więc, że gdy po paru dniach chciałam się przejechać, mój rower odmówił posłuszeństwa. Zatarł sie jakby, i nijak nie szło uruchomić kół, aby sie kręciły. Na dodatek chyba już sił nie mam, ani "pary", bo nie byłam w stanie odkręcić maleńkiej wajhy pod siodełkiem w rowerze Ślubnego, słusznie rozumując, że mogę posiłkować się pojazdem jakby zastępczym! Nie mogłam!

- odmówił posłuszeństwa jeden z telewizorów multiroomu. Przez jakiś czas drugi, na górce, działał, ale po nastepnych paru dniach poinformował, że brak mu połączenia z dekoderem! No! Jedyna rozrywka, gdy człek nie ma chęci ni ochoty na nic, a najlepsze są durne programy pseudorozrywkowe, bo nie trzeba mysleć, co akurat mi ostatnio zupełnie bardzo pasowało, poszła się "je-je-je"!!!. Oczywiście, nie wiem, gdzie, co i jak, oraz komu powierzyć naprawę tegoż, bo nie do mnie to należało dotychczas. I znowu "beka", bo trzeba zawracać głowę choremu!

- leje cały tydzień, jeszcze trochę a łódź zacumowana niedaleko brzegu pójdzie na dno. Szukam kluczyków od kłódki do rzeczonej łodzi, które zawsze wiszą koło drzwi domku gospodarczego. Niestety, nie ma. Sąsiad jeden i drugi dopytuje się bowiem o powyższe, chętni z pomocą sa przecież, bo w końcu wędkarska solidarność to nie w kij dmuchał! Synek-muminek na zjeździe w Trójmieście, Zięciaszek za granicą, trza sie znowu dopytywać Ślubnego, który sobie jednak lekceważy problem dokumentnie. Potem nawrzeszczałam na Bogu ducha winnego Synka i jego Małżonkę, że się nie przejmują, wygawor telefoniczny poszedł także do szpitala, na koniec zażądałam, aby dali mi wszyscy święty spokój, po czym poryczałam się mocno i namiętnie, co skutkowało spadkiem ciśnienie do całkiem przyzwoitego poziomu, i przypomniałam sobie o własnych nerwach, które ledwie trzymały się na postronku.

Tych katastrof mniejszych i większych jeszcze trochę było. W międzyczasie trzeba też było zawieżć a potem przywieźć z lotniska gdańskiego Córkę-wiewiórkę, która ze Starszą Wnuczką bawiła w Albionie, wziąć udział w obchodach Dni Seniora,  potem wszelkie myślenie o czymkolwiek poszło sobie za góry i lasy w chwili, gdy dostałam wiadomość, że mogę Ślubnego odebrać ze szpitala, zdiagnozowanego i przebadanego dokumentnie, co nastąpiło wczoraj! Ale o tym potem!!!! Muszę się nacieszyć, c`nie??? :-)))))

czwartek, 06 października 2016
???????

Nie jestem robotem. A szkoda! Nie miałabym żadnych problemów emocjonalnych, a jedynie - hopsasa i do przodu! I chociaż zawsze powtarzałam, że moja psyche ma się super dobrze, to jednak okazuje się, iż w przypadkach skrajnych to nie działa!

Noc ostatnia  - 5 godzin! Potem pobudka , szybkie śniadanie dla mnie, plus mała czarna oczywiście! Dla Ślubnego tylko moje współczujące spojrzenie, bo ma się w szpitalu, do którego go powiozę, zameldować na czczo!

A szpital to niewielki, sześć budynków dawnej świetności, położony w lesie, jakieś 150 km od nas, między województwami pomorskim i kujawsko-pomorskim. Za to z niewątpliwymi osiągnięciami. Bo i staże medyków się tam odbywają, i na większości oddziałów konsultantami medycznymi wysokiej rangi są lekarze z Centrum Medycznego w Gdańsku. I cała fura moich znajomych sie dobrze o nim wypowiadała! Na netowe opinie nie zwracałam uwagi, bo tam, jak zwykle, zawsze jest wszędzie źle i poniżej oczekiwan!

Tośmy wstali dzisiaj o 5-tej, i pojechali! Lało że hej, ale jakoś dotarliśmy do celu. Ślubny skonfudowany wielce, udawał mocarza, ale przecież znam go lepiej, jak "zły szeląg", to nie pozwoliłam sie przy przyjęciu wymiksować mnie na korytarz!

Zaczynamy zatem od zera. Wprzódy badania podstawowe, a potem dopiero specjalistyczne. I wtedy okaże się, co tam w płucach ślubnego gra!

Jakby co, to po tym wszystkim żyję! W zawieszeniu jakimś, ale tak, zyję! Myśli różniste latają jak sputniki, ale póki co je odrzucam. Przecież nie jest powiedziane, że bronchoskopia to wyrok! Tym bardziej, że nie ma konieczności robienia badania "ebus ".

Dziękuję Bożenkowej sekretarce!!!! Gdyby nie Ona, w zyciu nie trafiłabym na ten szpital!!! Bożenko!!! Jesteś przedobrą osobą! Pomagasz nawet tym ,których nie znasz! Schapeau`bas!

I Wam Wszystkim, którzy jednak tu zaglądacie,  dzwonicie, mailujecie i zostawiacie ślad, tez dzięki serdeczne składam! :-)))

Oczywiście, o dalsze trzymanie kciukorów upraszam mocno!

Archiwum