Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 31 października 2013
SZEPTEM!!!

"Nie stójcie nad naszymi grobami, i nie płaczcie - nas tam nie ma.

My śpimy!

Jesteśmy tysiącem wiatrów, które wieją!

Jesteśmy diamentowym blaskiem na śniegu!

Jesteśmy światłem słonecznym w dojrzewającym zbożu!

Jesteśmy łagodnym jesiennym deszczem, kiedy budzi się w porannej ciszy!

Jesteśmy śmigłym lotem cichych ptaków!

Jesteśmy łagodnymi gwiazdami, które świecą nocą!

Nie stójcie nad naszymi grobami i nie płaczcie!!!

Nas tam nie ma!"

 

Ken Wilber

sobota, 26 października 2013
Pomieszanie z poplątaniem!!!

Takiego galimatiasu w kwestiach pracowych, to ja bardzo, bardzo, bardzo, dawno nie pamiętam! Pisałam wcześniej, że Kurtowe Pociotki obrażone byli, iż ja nie do nich miałam pretensje, tylko prosiłam firmę o interwencję, z prośbą o zatrudnienie dodatkowych pielęgniarek, mających nam pomóc w pielęgnacji starszego Pana. Pisałam! I co? Ano..... duże .... nieartykuowane...!!!!! Przed wyjazdem stamtąd zapodałam, że jeśli coś się zmieni, to ja chętnie przyjadę ponownie. A jeszcze przedtem Eike bardzo prosiła o zastanowienie się, bo Ona sobie nie wyobraża, iż nie wrócę. Rozumie moje obiekcje, bo swoje lata mam, i dla mnie moja własna osoba najważniejsza, ale prosi o zastanowienie się! Poprosiłam o dwa tygodnie do namysłu, gdy się opowiem w kwestii powrotu, jeśli mi Karina zadrynda, iż jest ok, i pielęgniarska dodatkowa pomoc zdaje egzamin. Czekałam, czekałam, i się nie doczekałam. To znaczy tak było, że Karina i owszem zadzwoniła, ale przekazała, iż pielęgniarki tylko przez tydzień chodziły dwa razy dziennie, a potem, tylko raz. I wiadomo, że jak nie wiadomo o "cocho", to chodzi o pieniędzory! A potem zadzwonili do mnie z naszej firmy, dlaczego się nie odzywam, bo już dwa tydnie minęły!!! Zaczęłam się tłumaczyć, a tu słyszę, że nie mam co się gimnastykować, bo temat nieaktualny, gdyż ponieważ, rodzina Kurtowa stwierdziła, iż sobie nie radzę, i proszą o wymianę na nowszy model, sorry, chodziło im o młodszą opiekunkę! Superancko, prawda? Wywrócenie sprawy do góry nogami! Niemcy! Po prostu!!! Zawsze spadną na cztery łapy! 

I potem było tak: Pani firmowa miała propozycję. Przyjęłam. Odpowiedź była odmowna, bo kazali mi moje aktualne foto podesłać, i widocznie zmarchy za bardzo było widać! ;-(

Następna propo: pani przesympatyczna, po lekkim wylewie, z balkonikiem chodzi, ale w pakiecie jej małż, a ja w tym momencie zrezygnowałam, bo te układy znam lepiej, jak własną kieszeń!

Kolejna propo: też Pańcia na wózku, przemiła, ale małż w pakiecie, w szpitalu będący, bo szpytę mu odejmowali ( choroba Burgera lub zaawansowana cukrzyca ), a rodzinka wywiera nacisk, by było w darmowym , albo prawie darmowym pakiecie. Obecna opiekunka się zgodziła, i ma dostawać dodatkowa pięćdziesiątkę. Tylko, że trafiło na mnie, i mnie się to zupełnie nie podoba. Znam ja takie historie, kiedy niby nic, a potem człek własnego ciała z podłogi nie potrafi zwlec gdy się natyra po pachy! Moja odpowiedź była:nie!

A jeszcze potem była propozycja na bardzo dalekie południe Niemiec, tez do babinki, i tez pakiet w postaci chorego małża, ale na takim zadupiu, że tylko się pochlastać. Trzy dni szukałam mozliwości dojazdu, nie znalazłam, a jak znalazłam, to za wcześnie, bo rodzina nie przygotowana, aby ktoś im sie pałętał dwa dni przed terminem!

W tych potyczkach z firmą, przez cały czas byłam w kontakcie z moim przewoźnikiem. Kilkakrotne zamawianie przejazdu w dane miejsca, a potem tyleż samo odmawianie, bo coś tam, dało mu do myślenia, i w pewnym momencie usłyszałam:" a nie chce Pani się u mnie zatrudnić?" Zdębiałam! I pytam, o co chodzi? A On mi na to, że przecież też zatrudnia panie do Niemiec. No to zupełnie zdębiałam, bo chociaż przez sześć lat z jego firmą jeździłam, to takie coś dla mnie jest niespodzianką ogromną! A On: proszę czekać, zgłoszę się!

To piątek popołudniem było! Czekałam!

Po drodze impreza rodzinna, bo Ślubnego wcześniej datowe Urodziny obchodziliśmy, i oczywiście obiad, który był zawsze gdym z Niemców wracała, ale tym razem ciężko mi było w całość się zebrać, więc zusammen do kupy się odbyło! Tak pięknie rodzinnie, wesoło, dawno nie pamiętam. Dziecka i ich Przyległości, Najnajmłodsza, Średniej nie było, bo już nastoletnisia i imprezki domowe typu: dziadostwo - nie pasują do niczego, ale życzenia złożone, więc super.

W międzyczasie przyszły skypowe życzonka chińskie od Wnuka. Język Mu się łamał, ale Dziadek zrozumiał.  Nie bardzo w to wierzę, ale co tam! Potem dowiedzieliśmy się, że zmienił sobie imię na coś, co pochodzi od smoka. Szok, po prostu! Teraz jest takie coś: zhu ni ( nad i nie ma być kropka tylko `) shengri ( nad e pionowa kreska musi byc) kuai ( nad u też pionowa kreska) le ( nad e jest `). Czyli mój Wnuk jest teraz Li Czarny Smok! NO!!!!

A pod wieczór ponownie zadryndał potencjalny pracodawca, że oferta nadal ważna, proponowane pieniądze takie, iż "ło matko bosko pojedynczo", i mam spokojnie czekać, bo jutro się zgłosi i wszystko dopniemy na ostatni guzik!!! No!!! 

piątek, 25 października 2013
Nie wiem nic!

Prawie dwa lata temu, kiedy byłam u Hannelore, odłamałam sobie z jej kwiatu odnóżkę! Przetransportowałam bezpiecznie do domku, wsadziłam, jak należy, do rozdrobnionej kory, i czekałam. Nie działo się nic. Aż do niedawna, kiedy z odnogi wyszły sobie na świat nowe pędy, rozgałęziły się i dały pęd kwiatowy. Zgadywaliśmy, co to będzie, bo pąki zielono- białe były, a w ostateczności okazało się, że są kwiatki różowo-fioletowe, zebrane w pewien rodzaj kłosa, jak u storczyków. Na moje oko, to pewnie jakieś coś podobne storczykom jest, ale pewności nie mam. Zna ktoś nazwę tego kwiatka???

 Spacery sobie robimy cały czas. A to nad jeziorem, a to w lesie, przy okazji grzybobrania! 

I takiego osobnika ptasiego udało mi sie dojrzeć w trawach nadjeziornych! Szukanie nazwy tego ptaka, to igła w stogu siana, zatem ponownie upraszam o pomoc. Cóż to????

O grzybach mogę długo i namiętnie, ale tylko tych, które w moim koszyku się znajdą. Inaczej - d.... blada! A niekiedy spotyka się całkiem fajne okoliczności przyrody grzybowej. na ten przykład taki!

Albo taki! Czy to są te osławione opieńki???? Chyba nie. Ale się nie będę spierać, gdy ktoś mi udowodni moją ignorancję w tym względzie. Tylko, że na fotce, czy innym obrazku, to co innego, niż w naturze. A ja tak mam, że jesli nie zobaczę grzyba w naturalnym środowisku, to nie bedę zbierać i już! No więc? Co to jest???

środa, 23 października 2013
Udany reset!

Wejherowo odwiedzam co parę lat, i za każdym razem to miasto mnie czymś zadziwia. W tym roku,pięknie przygotowywanym ciągiem spacerowym wzdłuż rzeczki Cedron, a nade wszystko Filharmonią Kaszubską. Nawet na "Wałęsę" poszłyśmy z Basikiem, bo sala koncertowa służy także jako kino. Nie zawiodłyśmy się. Wieckiewicz - genialny! I co dziwne, wbrew przewidywaniom, jakoś mało młodzieży, za to widzowie w naszym wieku mieli co wspominać. Dość powiedzieć, że po końcowym ujęciu, gdy już zabłysły światła, długą chwilę była cisza i nikt nie wstawał z miejsc, jakby każdy jeszcze był zatopiony w tamtym czasie, jakże niedalekim, a jednocześnie odległym! 

Długie rozmowy w noce ciemne, i wspominki przy winie i dobrym jedzonku - wiadomo, że były! Temat dodatkowy - Gruzja, na którą namawia mnie Basik następnego roku! Pożyjemy, zobaczymy!

Co poza tym?

Spacer nad morzem, od bulwarów przy marinie w Gdyni, do Orłowa. Piękna pogoda, mnóstwo spacerowiczów, lekka bryza, a pod stopami piach nadmorskiej plaży.

Szum Bałtyku, gdzieś na horyzoncie, stojące na redzie okręty. Łabędzie, kaczki, mewy, kormorany.

Bukowe lasy po prawej stronie, obsypujące się klify, strzaskane pnie drzew. Potem rybka w nadmorskiej tawernie.

Nie obyło się bez wycieczki do Bychowa, do dworku, który teraz prowadzi Basikowy Syn. I piękne wspomnienia z lat dawnych, gdy dopiero to miejsce raczkowało!

Spacer osiemnastowieczną, grabową aleją! Wypada tylko żałować, że większość liści już na ziemi była, szelestem przypominając, iż latem tworzyła wspaniały, zielony tunel!

A na zakończenie pewna sentencja:

"Kobieta ma w sobie wieczną gotowość, by podążać ścieżką marzeń!"

Znalazłam ją na kubeczku, który dostałam od pewnej, przemiłej Bloxiary! Spotkałyśmy się prawie na końcówce mojego pobytu w Wejherowie. Wspólny czas spędzony w "Ptaszarni" przy herbatce z wiśnią i torciku marcello trwał zbyt krótko! Terciu! Dziękuję! Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie! :-)))

czwartek, 17 października 2013
Rozkręcanie!

Wpierw Najnajmłodsza któregoś dnia, rano, stwierdziła:"babciu, jak ty źle wyglądasz!!! Może powinnaś się połozyć?". 

Potem Basieńka od rowerowania wspólnego, przyszła sprawdzić, czy już jestem. Spojrzała na mnie od drzwi... i co usłyszałam? "Bosz, jak ty źle wyglądasz!!!"

Na trzecią reakcję już nie czekałam, bo poczułam się niezbyt komfortowo. Fakt, czasowe "rozmemłanie" trwało ciut dłużej, niż zazwyczaj, A ja tego stanu bardzo nie lubię, jakbym zapominała, że niestety, czas biegnie, lat przybywa, i czy człek chce, czy nie, coraz trudniej dotrzymać kroku ciut młodszym! Siada kondycja, i zamiast paru kilometrów z kijkami, robi się połowa mniej, a na dodatek przychodzimy do domu zziajani, jak pies. Albo na basenie zamiast godzinnego pływania, robimy zaledwie połowę. I jeszcze ta jesienna pora, która niezbyt przyjazna jest, bo częściej szaro, buro,i mniej słonecznie. SKS - jak obszczał!

Póki co, biegamy po lasach. Nogi po tym bolą, ale to zdrowe odczucie, a na dodatek zapach suszących się grzybów podnieca kubki smakowe. I w zamrażarniku już miejsca brakuje!

Biegamy też po hurtowniach i sklepach, bo niewątpliwie widać lekkie przyśpieszenie na nadjeziornej działce. Stolarz od schodów postarał się bardzo, schody z jasnego buku prezentują się naprawdę dobrze. Podłączono już całą instalację gazową, zamontowane są kaloryfery, w kuchni jedynie brakuje dwóch drzwiczek, które poszły do poprawki. Ślubny sam wykonał zadaszenie nad schodami wejściowymi. Za dwa tygodnie będzie już zezwolenie na używanie instalacji gazowej. Kupione już jest wszystko do białego montażu, który zacznie się w przyszłym tygodniu. Zamówiliśmy też meble do sypialni. Salon przejdzie do małego domku z dotychczasowego mieszkania, bo szkoda wyrzucać trzyletnie meble, które były kupione po jego generalnym remoncie. Dziś powinien wejść stolarz z montażem garderoby. Jestem ciekawa, czy tym razem dotrzyma terminu. Ostatnio miał pretensje, bo stwierdził, że jeszcze żaden klient nie podważył jego kwalifikacji i wręcz obraził. No cóż, jego sprawa tak sądzić. Mógł się nie chwalić na początku współpracy, że dobrej roboty nauczył się w Niemczech. Akurat trafił na taką, która coś na ten temat wie i nie da sobie w "kaszę dmuchać", i na takiego, który wiele umie wykonać, ale z racji wieku już woli scedować to na młodszych. Ślubnemu trudno wmówić na przykład, że pod okrągły zlew należy w blacie wykonać otwór w kształcie owalu, albo to, że do jasnego, drewnopodobnego blatu, pasują popielate listwy wykończeniowe, niedbale złączone niedopasowanym złączkami.

A teraz parę dni mnie nie będzie. Do Wejherowa jadę, spotkać się z Koleżankom ze studiów. Będziemy sobie dogadzać kulinarnie, pić dobre wino, i gadać, gadać, gadać....!

Już się cieszę!

niedziela, 13 października 2013
Resume z Italii!

Czas zakończyć temat włoski. Małe podsumowanie,a właściwie kilkanaście ujęć nie mających zupełnie nic wspólnego ze sobą, poza tym, że wpadły mi w kadr aparatu. Wybrać te najbardziej ciekawe, wśród prawie pięciu tysięcy, zadanie karkołomne, ale zapraszam!

WENECJA

Jakże inna studnia niż te, które czasem spotykamy u nas wśród starych kamienic

Najbardziej charakterystyczny element Miasta na wodzie

PADWA

Ciekawe, dla kogo przeznaczony

Nie mogę sobie przypomnieć, czyje malarstwo mi przypomina ten mural

PIZZA

Sklepienie w katedrze

W Egipcie się nie udało zobaczyć, a tu na stacji benzynowej pod Pizzą - kwiat palmy

 

FLORENCJA

Kto z nas nie pamięta Pinokia

Wejście do sklepu jubilerskiego na Moście Złotników

WATYKAN

 Ciepło mi się robi na sercu, gdy spoglądam na to zdjęcie :-)))

Dobrana para

Niech już ci tyryści dadzą mi święty spokój

RZYM

Nasze ślady

Nie trzeba niszczyć tego, co stare i pusty grobowiec przerobić na fontanne

Pacyfikowanie szaleńca, który pociął się żyletką w fontannie Di Trevi

MONTE CASSINO

Święty Benedykt na łożu śmierci...

i jego gołębie

NEAPOL

Zmęczenie

Kwiaty drzewa koralowego

POMPEJE

Drogowskaz do lupanaru. Coś Wam przypomina? ;-)

Najpopularniejszy motyw roślinny starożytności - akant, i jego roślinny odpowiednik

CAPRI

W siną dal, w sina dal....

Najczystsza toaleta damska pod słońcem!

ASYŻ

Majolikowe płytki spotykało się w Neapolu i na Capri, ale tu najpiękniejsze!

Umbria - nieco zamglona i deszczowa, ale ma coś z klimatu Toskanii!

To był prawdziwy maraton! Dziesięć dni i dziesięć miast, i nasze nie najmłodsze już nóżki, Ale daliśmy radę i teraz mamy co wspominać w długie jesienne wieczory!

niedziela, 06 października 2013
Zapomniałabym!

Znacie takie miasta, które nie bardzo da się opisać, tak natychmiast, od razu? Ja znam. I zapraszam do zwiedzania. Warto!

To Asyż i jego piękno średniowiecznych budowli, wykonanych często z biało-różowego kamienia, co nadaje im ciepły, klimatyczny nastrój. Bogactwo zieleni, stare fontanny, niesamowity chaos w układzie ulic, prezentujący nam co chwilę niespodzianki architektoniczne.

Cudowne kościoły! Asyż zdecydowanie jest miastem kościołów – tych można tam zwiedzić niesamowite ilości i wszystkie rodzaje. Oprócz najsłynniejszego kościoła św. Franciszka mamy kościół kryjący się za fasadą antycznej świątyni Minerwy, katedrę św. Rufina, kościół św. Klary w różowe paski, mikroskopijny kościółek San Francesco Piccolino, który był domem świętego, surowy San Pietro, i jeszcze kilka – każdy ciekawy i wart tego, by wejść do środka.

Poniżej San Pietro.

Tajemnicze przejścia!

Strome schodki!

Podcienie!

Kwiaty!

Wąskie i kręte uliczki, które nie wiadomo, gdzie się kończą i gdzie mają początek. Długie i płaskie schody, które zachęcają, aby wejść na samą górę i zejść z powrotem na dół. Opadającą w nim mgłę i słońce, które ogrzewa blado różowe mury. Mnóstwo pięknych kwiatów wyhodowanych w donicach,  które stoją na każdym ganku, przed każdymi drzwiami do domu, na każdym schodku.

I wąskie przejścia!

BAZYLIKA św. Franciszka

Św. Franciszek wracający z wojny! Na tarczy - niestety!

Surowy gotyk!

Panorama zabudowy górnego miasta

Kamienie, kamienie, kamienie!

Zaułki!

Dolny zamek katedry św. Franciszka!

I te nieodmiennie wąskie uliczki!

 Katedra św. Rufina

Naszą trasę wyznaczały miejsca związane z życiem św. Franciszka i jego siostry św. Klary. Wiadomo również, że te miejsca – miejsca kultu religijnego - stanowiły natchnienie dla wielkich artystów tej epoki, i podziwianie ich dzieł to drugi wyznacznik zwiedzania Asyżu.

Dla nas, to miasto było "wisienką na torcie"! Włoskim, oczywiście!

Archiwum