Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
środa, 31 października 2012
Skrawki pamięci!

 

Ks. Jan Twardowski


O stale obecnych


Mówiła że naprawdę można kochać umarłych
bo właśnie oni są uparcie obecni
nie zasypiają
mają okrągły czas więc się nie spieszą
spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi
nie połykają tak jak my przerażonego sensu
nie udają ani lepszych ani gorszych
nie wydajemy o nich tysiąca sądów
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona
znają nawet prywatny adres Pana Boga
nie deklamują miłości
ale pomagają znaleźć zagubione przedmioty
nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
nie straszą pustka pełną erudycji
nie łączą świętości z apetytem
bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilkę
przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem

ocalili znacznie wiecej niż duszę

 

Byłam na grobach Dziadków. Od paru lat  chyba tylko ja z mojej Rodziny doń jeżdżę. Posprzątałam oba groby, przyniosłam kwiaty, zapaliłam znicze. Dziadek leży z Babcią z pierwszego małżeństwa, która zmarła w czasie II. wojny światowej. Nie znaliśmy jej, a pamiętam, że ze zdjęć spoglądała pani z surowym obliczem. Za to doskonale znaliśmy i kochaliśmy drogą żonę Dziadka, Babcię Stasię, która leży osobno, w innym miejscu cmentarza. Dotąd jest dla mnie niedościgłym wzorem babciowania. Zawsze wesoła, troskliwa, gotowa nam przychylić nieba, broniąca przed karzącą ręką Dziadka, a czasem i Rodziców. Dziadek surowy, być może dlatego, że jako jeden z nielicznych Tucholan wrócił z obozu w Dachau. Dla niego modlitwa, poszanowanie chleba i wpojenie szacunku do starszych było najważniejsze. 

Jutro jadę na grób Rodziców. Pewnie, jak od 11 lat, będziemy tam z najmłodszym Bratem sami!

niedziela, 28 października 2012
Koniec końcowi nierówny!!

Załapałam się jeszcze na ostatni wyjazd na gąski. Z Psiapsiółką pojechałyśmy pod koniec tygodnia, i trzeba przyznać, że było warto. Grzybków zatrzęsienie, ja nawet już szarych nie zbierałam, a moja Psiapsiółka to żałowała, że dodatkowych koszy nie wzięła! Można zatem powiedzieć, że sezon grzybowy zamknęłyśmy z przytupem, bo i fura grzybków w zamrażarce, nieźle objedliśmy się kotletami gąskowymi i zupkami z gąsek, w jednej puszce pełno suszu różnistego, a w słoju szklanym same suszone prawdziwki. No, i po lasach naszych już dawno tyle nie pobiegałam, jak w tym roku! 

A listki laurowe po to, aby grzybki dobrze się przechowywały!

             

Na koncert poszłam z Ircią. Akurat na naszym UTW go polecili, to poszłyśmy. Występował Edward Hulewicz. Kto go pamięta? Szalenie przystojny, z bujną fryzurą, ciemnymi okularami, całe rzesze nastolatek wzdychało do niego w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Tak, tak, to ten od nuconego do dziś przeboju " Na zdrowie pań"! Koncert był niebiletowany, ludzi niezbyt wiele, nawet chyba połowy sali nie było. Mam mieszane uczucia po nim. Niby to fajnie sobie wspomnieć na żywo, za kim się szalało w latach dawnej młodości, ale z drugiej strony, to przykre oglądać pana blisko 75-letniego, próbującego nadal zatrzymać czas nie tylko wyglądem, bo faktycznie czas się mu chyba zatrzymał ( a może i skalpel był w robocie, kto to wie, w końcu artysta w Stanach był kawał czasu ), ale i ruchami, które za nic nie przypominały dziarskiego młodzieńca!

czwartek, 25 października 2012
Mniej mnie!!!!

Przeszło dwadzieścia lat na to czekałam!!!

Przekroczyłam magiczną liczbę 70!!!

O całe 7 kg mniejsza waga, jak w sierpniu!

I dalej spada!!!!

Ło matko pojedyncza!!!!

:-)))))

wtorek, 23 października 2012
Dwie strony medalu!

Pierwsza!

Telefon! Do mnie

"Babciu Kochana! Dostałam 5+ z niemieckiego! Wszystko dzięki Twojej pomocy! Bardzo, bardzo Ci dziękuję!"

:-)))

Druga!

Telefon! Nie do mnie!

"Mamusiu! Ja już nie chcę tu być! Babcia nie pozwala grać na komputerze! I bajki też wyłączyła!!! Buuuu!"

Jak inaczej zmotywować drugoklasistkę do nauczenia się tego, co powinna na sprawdzian? Wie ktoś???

Swoją drogą, rozumiem żal najmłodszej Wnusi. Jak takie dziecko ma pojąć, że "prawdy wiary" , i nie tylko to, w przyszłości, trzeba wykuć na blachę, aby zdać wszystkie egzaminy dopuszczające do I Komunii Świętej. I to tak wykuć aby je pamiętać po pół wieku?

:-(((

niedziela, 21 października 2012
Zamykanie!

Powoli zamykamy sprawy nadjeziorne. Dzisiaj był ostatni wyjazd wspólny, aby na bazie tego, co zrobione, przedyskutować jeszcze parę detali, które będą realizowane wtedy, gdy ja już za Nysę pojadę.

To akurat poddasze. Wydzielona jest łazienka i sypialnia, wszystko już ocieplone, położone są płyty, a także częściowo zmontowana konstrukcja na drzwi i system szaf, które będą po lewej stronie. Wszystko to dzieło mojego osobistego Boba Budowniczego!

Już mieliśmy jednego dzikiego lokatora! Szczura wodnego, który prawdopodobnie dostał się przez rurę kanalizacyjną. Biedaczysko próbował się wydostać przez wpół otwarte okno od strony kuchni, ale nie przewidział, że powierzchnia przyokienna za śliska. Łapki nie dały rady, gdy się ześliznął, pewnie mielił nimi w powietrzu bezsilnie, aż w końcu zdechł w okiennej szczelinie. A był już w połowie na zewnątrz! Szkoda mi go trochę było, chociaż stworzenie niezbyt sympatyczne! Zdjęcia nie pokażę, bo tylko gwoli historii budowy zrobione! 

Teraz co dzień, jak melduje Ślubny, dzikie koty, dokarmiane przez okolicznych sąsiadów, przynoszą nam pod domek swoje łupy: myszy i nornice! Wkupić się pewnie chcą na przyszłość!!! :-)))

Spacer dzisiejszy wspaniały. Już dawno o tej porze roku nie było tak pięknie. Dosłownie "trochę lata jesienią"! W mieście mgła ustąpiła krótko po południu, a nad jeziorem, gdy przyjechaliśmy, na wodzie, między brzegiem a lasem, tworzyły się jakieś mgielne kompozycje, ni to góry, ni to doliny. Szkoda, że nie mam dobrego aparatu. Ale i moją cyfrówką parę zdjęć udało się zrobić!

 Koronki pajęczyn, pokryte brylantami rosy, oświetlały bardzo skąpe promienie słońca.

 Z oparów gęstej mgły wyłoniła się ostatnia pewnie tego roku żaglówka!

 Pomosty juz puste, tak jak kawiarnia na starodawnym korabie!

 Na marinie pakowanie łodzi na przyczepki, które je zawiozą do zimowych garaży!

 A nad wodą ptactwo wszelkiego rodzaju, podziwiane i dokarmiane przez spacerowiczów!

środa, 17 października 2012
Lepiej późno, niż wcale!

Tia!!!

Lepiej zawczasu spisać na straty nową firmę, która z potencjalnego pracownika robi oszusta i kłamcę! Chyba poczuli się zagrożeni tym, że ich prześwietliłam przez BIK!!! A co? Wolno mi! Było nie podawać w necie możliwości skorzystania z tej drogi!

Lepiej przeprosić się ze starą firmą i od razu samopoczucie nam sie polepsza, tym bardziej, gdy usłyszymy, że współpraca będzie z inną niemiecką koordynatorką, z którą, tak się szczęśliwie złożyło, nagrywamy na tych samych falach, i która nie ma ochoty wypuszczać mnie z rąk! W każdym bądź razie, mam juz zlecenie, pod Hamburg, do realizacji od 10 listopada! Spoko więc!

Lepiej sobie w jesieni zycia przypomnieć, jak to jest z małolatami, których obowiązek szkolny dotyczy! A niezbyt wiele doświadczeń wcześniejszych mam w tym temacie. Pisałam nie raz, że Dziećmi naszymi głównie Ślubny się zajmował!

Teraz zostawił mi wolną rękę, sam zajety pracami wykończeniowymi na nadjeziornej budowie. A tak sie złozyło, że Synek na delegację pracową do Rotterdamu wyfrunął, po drodze Synowa załapała nową pracę, a Śliwka dopiero do drugiej klasy chodzi. I ponieważ to dziecko bardzo ruchliwe, głośne, wiercipiętne, słabo zdyscyplinowane, zatem nam sie trafiło! Pięć dni w tygodniu. Przed i po południu, w zależności od tego, jak zaczyna i konczy lekcje. 

To mam wszystko to, co tradycyjnym Babciom się należy!!!

Ale kto mnie zna, to wie, iż nie ze mną te numery!

Wojujemy!

I się nie dajemy!

I najmłodsza Wnusia poznaje to, co się nazywa zasadami u nas! Bo takie wprowadziłam i ich pilnuję. I nie dociekam, czy tak samo ma w domu rodzinnym. 

Moje najważniejsze! Czyli: po szkole odrabiamy lekcje i dopiero wtedy mamy prawo do tv i on-line, przed lekcjami powtarzamy czytanki i ćwiczymy słówka angielskie, bo sprawdzian, jedzenie w kuchni przy stole, nie przy tv, herbatke pijemy przy stoliczku, nie koło laptopa, słodycze dopiero dwie godziny po sniadaniu, na dwór tylko z komórką niestety, ale mam nauczkę sprzed dwóch prawie miesięcy, nie mówimy do nas per Ty, bośmy nie koleżanki i koledzy, i tak mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale po co? W końcu każda Mama i Babcia powinna wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi, prawda?

Uj! Rozpisałam się! A tu czas najwyższy się zbierać, bo z Ircia umówiona jestem, że razem maszerujemy do naszego UTW, na pierwsze spotkanie integracyjne.

Zajrzę do Was pod wieczór!

poniedziałek, 15 października 2012
Nosi mnie!

Od piątku mam "nerwa" takiego, że hej! Co mnie podkusiło zmieniać firmę? Było się męczyć dalej z Jutą!

A tak od tygodnia rozmów bez liku, i cięcia na styku nowego oraz części starego składu dawnej firmy. Pośrodku ja, pioneczek, którym przerzucają w te i we wte! Wrrrr!

Dziś powinno się wszystko wyklarować, ale póki co mną telepie. 

To idę na kijki, a jak wrócę zabieram się za mycie okien - na uspokojenie jak znalazł!

Dobrze, że pogoda piękna!

Nie stresującego poniedziałku Wszystkim życzę!

sobota, 13 października 2012
Spacery!

Te jesienne są tak samo piękne, jak letnie. A czasem nawet lepsze, zwłaszcza te nad jeziorem. Wtedy turystów już nie ma. Plaża pusta.

 

Na ścieżkach rowerowo-pieszych też pustki. Nie ma na kogo wpaść, nikt nie zaczepi na rozmowę o niczym. Na wodzie tylko ptactwo.

 

Czasem jakaś zbłąkana motorówka przemknie z jednej strony jeziora na drugą. Widocznie komuś nie chciało się chodzić do odległego sklepu na zakupy.

Najlepsze jednak są spacery z psem. Z braku własnego, może być czasowo zaadoptowany od sąsiadów, którzy musieli gdzieś pilnie wyjechać!

piątek, 12 października 2012
Przepis na tort czekoladowy - dla Kasiutki!

Co potrzebne:

Duży biszkopt ( można zrobić samemu, lub kupić w cukierni )

6 szt. czekolad ( po połowie białych i ciemnych, lub tylko jednego koloru )

6 op. śmietanki 30-36%

6 op. śmietanfiksu

Do ozdobienia: według uznania. Mogą to być gotowce lub robimy, co nam się chce, o tak na przykład, jak na poniższych fotkach:

            

 

Wykonanie:

1. Śmietanę zagotowujemy, dodajemy pokruszoną czekoladę, mieszamy i gotujemy ok. 3-5 min. Bardzo szybko schładzamy ( w misce lub zlewie z zimną wodą, kilkakrotnie ją zmieniając). Odstawiamy na 12 godz. do lodówki. Potem miksujemy ze śmietanfiksem. Krem gotowy.

2. Biszkopt kroimy na 3-4 blaty i smarujemy kremem. Boki częściowo, gdy dekorujemy biszkopcikami, lub w całości, gdy używamy posypek, względnie owoców. Odstawiamy przykryty do lodówki na 12 godz. aby czekolada wsiąkła w biszkopt.

Uwagi:

Można robić dwukolorowy krem, wtedy używamy wszystkiego po 3 dla każdego koloru ( 3 czekolady, 3 śmietanki, 3 fiksy) a także każdy krem osobno przygotowujemy. Tylko z jasnej czekolady - mieszamy ze zmieloną kawą i filiżanką mocnego naparu kawowego (tort kawowy), albo z orzechami ( tort orzechowy), albo z migdałkami ( tort migdałowy), można też użyć owoców z puszki ( brzoskwinie, ananasy, morele) lub sezonowych np. truskawek. Wtedy dekoracja też z plasterków owocowych. Torty z ciemnej czekolady, to raczej z rumem tylko jako dodatek, lub arakiem, względnie ze śliwowicą, wtedy można jako dodatek dać drobno posiekane śliwki wędzone!

Smacznego!

 

 

wtorek, 09 października 2012
To chyba s! k! s!

Impreza piątkowa bardzo udana. Móc pogadać z ludźmi, którzy kończyli naszą budę 60 lat temu nie zawsze się zdarza. I pozazdrościć im werwy i pamięci! Uroczystości były ogólno-szkolne, nie takie, jak nasz rocznik co pięć lat organizuje, zatem i sztandary były i dużo emerytowanych nauczycieli się zjawiło, i zwiedzanie planetarium, i odsłonięcie tablicy pamiątkowej. Z naszych Dziewczyn były nie tylko stałe bywalczynie ( jak ja ), ale też takie, których nie widziałam od matury. Gadankom i wspominkom nie było końca, bo przecież jeszcze wieczorem był bankiet. Tańce, hulanki i swawole były przewidziane do białego rana, dla mnie skończyły się po pięciu godzinach, bo przecież rano to ja do domu musiałam wracać. Ale spać się nie dało i wypocząć przed podróżą. Nogi bolały strasznie! A kiedyś? Cała noc mogłam hasać!

Urodziny Wnuka huczne i gwarne. Jak zwykle, u Córci, tego rodzaju imprezy organizuje jej Teściowa. Należy Ona do Kobiet, które przygotowują takie ilości jadła wszelkiego i ciast, że stoły się uginają, a po imprezie biesiadnicy są obdarowywani tym, co zostało. A ja przecież żołądek mam już skurczony, boć z cholesterolem walczymy, i bardzo szybko mogłam tylko sobie patrzeć na te dobroci wszelakie. Niestety! Kamień w trzewiach poczułam i trzymało mnie tak dwa dni!

Na odreagowanie dwudniowego biesiadowania, z Córcią i Zięciaszkiem skoczyliśmy wczoraj do lasu. Po dwóch godzinach już wracaliśmy, a w bagażniku pełne kosze gąsek, maślaków, miodówek i podgrzybków. Cztery prawdziwki też się znalazły! Ale potem ta robota??? Widocznie, co za dużo, to niezdrowo, skoro trzy intensywne dni spowodowały, że wieczorem padłam "jak kawka"! S  K  S jak nic!

I trzyma mnie do dzisiaj. Bo to nie ja rano obudziłam Wnusię, poszłam po bułki, dopilnowałam aby zjadła śniadanie i odprowadziłam do szkoły. Wszystko zrobił Ślubny, który już od paru godzin siedzi na budowie, a ja dopiero niedawno wygramoliłam się z pościeli. A tu trzeba na pocztę iść, wysłać w końcu resztę książek do Szwecji, bo już dawno przeczytane. Jakieś zakupy zrobić. Pierogów nalepić, bo Wnusia sobie zażyczyła. 

Ma ktoś coś na zapęd?

 
1 , 2
Archiwum