Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
środa, 31 października 2007

Do .......!!!

Jutro jadę na groby moich Rodziców!

A pojutrze jeszcze dalej, bardzo daleko! Tam, gdzie przez najbliższe 1,5 miesiąca nie będę miała dostępu do netu!

Jak wytrzymam tak kategoryczny odwyk od odwiedzin na Waszych Blogach - nie wiem!

Ale będę tęsknic!

Wrócę przed Świętami Bożego Narodzenia!

Jakby co, to proszę o wpadnięcie tu czasem, celem posprzątania, odkurzenia i podlania kwiatków!

Papa!

wtorek, 30 października 2007

BAYEUX!

W naszym mieście znajduje się niedługa uliczka o nazwie Aleja Bayeux. Niby nic nadzwyczajnego, prócz tego, że wszystkie domy są na niej pobudowane według jednego wzoru.

Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego uliczka ta ma taką nazwę. Wiedziałam tylko, że to jakieś miasto we Francji, pewnie zaprzyjaźnione z naszym, i że prawdopodobnie architektura jest podobna.

Aż parę dni temu wpadła mi w ręce książka Kylie Fitzpatrick pt: "Przeznaczenie zapisane nićmi - sekretny wątek".

Bohaterka tej książki - młoda wykładowczyni uniwersytetu w Coen, otrzymuje od swej matki mieszkającej w Anglii dziwny łaciński tekst. Zaintrygowana zaczyna go tłumaczyć, ale pracę przerywa nagła śmierć matki. Podczas pogrzebu córka dowiaduje się, że przesłany przez matkę fragment pamiętnika pochodzi ze starego tekstu, własności sióstr Border - jej kuzynek. Proponują one młodej wykładowczyni, aby przełożyła cały rękopis na język angielski.

Fascynująca opowieść o powstaniu jednego z najsłynniejszych dzieł średniowiecznej Europy, tkaniny z Bayeux, okazuje się zarazem historią przodków tłumaczki, zajmujących się odwieczna sztuką haftu, z której słynęła Anglia.

Pod wpływem tej opowieści, tłumaczka nie tylko otrząsa się ze smutku i żałoby, lecz także znajduje siły, by zamknąć dręczące ją sprawy z przeszłości.

I pomyśleć, że przypadkowo wypożyczona w bibliotece osiedlowej książka spowoduje, iż zaczęłam interesować się historią małego francuskiego miasteczka.

A spacer Aleją Bayeux, do sklepu, w którym jedynie mogę kupić moją ulubioną zieloną herbatę jest teraz o wiele milszy!

poniedziałek, 29 października 2007

STAROŚĆ!

      Jednakowo dotyka wszystkich na tej ziemi: ludzi, drzewa, zwierzęta. Starzeją się nawet materiały wytworzone przez człowieka.
Ale świat dokoła młodnieje!
A ja? Ja coraz bardziej oddalam się od niego, chociaż trzymam się  dobrze, choroby żadne mnie nie nękają. Ale tak wiele rzeczy - zachowań, czynności, ba, ubrań - już nie dla mnie. Już muszę je odłożyć, dać spokój, porzucić.
Tak, na dobrą sprawę, to żyję w lepszych czasach, niż na przyklad moi Rodzice. Pod względem starości. Lepsza opieka medyczna / poza Polską, oczywiście/, inne obyczaje. W XIX wieku byłabym niemal zgrzybiałą staruszką. Już nic nie byłoby dla mnie, poza filiżanką herbatki miętowej, albo naparu z lipy.
Ale to, że żyjemy znacznie dłużej, niewiele znaczy.
Po prostu dłużej jest się starym. I każdy, kogo nie dopadły choroby, nie połamał reumatyzm, kto nie dyszy idąc po schodach - powinien czuć się szczęśliwy. Bo mimo wszystko, jak już u nas człowiek porządnie zachoruje, to już lepiej poporządkować swoje sprawy i czarny ubiór szykować! A, jak już masz mieć operację jakowąś pod koniec roku, to szykuj się człeku na niezłą kolejkę. Kasy brak! I co z tego, że jesteś ubezpieczony! Za swoje!
A powoli, nie tylko u nas, robi się tak, że około 40-45 letnie dzieci, kiedy ich dom opustoszeje i mogliby nacieszyć się sobą - muszą zaopiekować się rodzicami. Bo to różne Alzaheimery, urazy po wylewach, zawały, ubytki wzroku lub słuchu.
Jeszcze gorzej, gdy postarzeją się tzw. późne matki. Czy ich dwudziestoparoletnie dzieci, na progu własnego życia będą chciały zająć się matką lub ojcem z demencją starczą? Starczy im sił? Przecież dopiero co są po studiach, trzeba nacieszyć się życiem, może założyć własną rodzinę!
Mało to czyta się opisów, zwłaszcza kobiet, które po kilkunastu latach opieki nad obłożnie chorym rodzicem, same nadają się do leczenia.
I nie ma na to żadnego skutecznego rozwiązania.
No, może tylko wynalezienie eliksiru młodości!
sobota, 27 października 2007

Garbaty małpolud!

To ja! Akurat przydźwigałam dwie ogromne torby zakupów, które są mi potrzebne na dziś.

Garb prawie mi wyrósł, bom pod ich ciężarem lekko się "wygła"! :-)

Kończyny górne wyciągnięte w dół do niemożliwości! :-)

I to wszystko dla mego Ślubnego!

Miał ci On wprawdzie przedwczoraj Urodziny, ale to dziś Rodzinka się zwali na świętowanie!

W normalnym układzie na tygodniowe zakupy chodzimy przykladnie, we dwoje. Ale tym razem musiałam rzecz opanować sama, bo menu dzisiejsze to ma być tajemnica nie tylko dla niego, ale też dla gości.

Więc dziś, skoro świt miałam zacząć zakupy. Ale mam poślizg, że hej! Wczorajszego wieczora, do późnej nocy uczestniczyłam w Sabacie na DTS-ie. Oczywiście monitor opluty dokumentnie! No i zaspałam. Dobrze, że Abea mnie obudziła z meldunkiem, że już wróciła od Flory z kocich remanentów.

Późno, bo późno zatem,poczyniłam stosowne zakupy i zaraz idę "uprawiać" kuchenne zagony. Wiem, że moje szczęście ślubne, przychodząc z pracy, zupełnie nie wyzna się co będzie serwowane na stól, po przygotowanych i zgromadzonych w lodówce oraz szafkach potrawach!. Na ten stopień wtajemniczenia, to On nie jest gotowy mimo upływu lat. I dobrze! Bo po co mu ta wiedza? W każdym bądż razie, tak jak w portalu kuchennym, popołudnie i wieczór miną nam "na słodko"!

No dobra! Paluszki dostały chwilę gimnastyki na klawiaturce laptopka. Siła i ochota, a także radość kuchcenia wielka! Zatem spadam! Do miłego w poniedziałek wieczorem!

czwartek, 25 października 2007

Profilaktyka!

Dostałam zaproszenie z NFZ na mammografię. Oczywiście poszłam wczoraj, bo wiem, jakie to ważne. Poszło szybko i sprawnie. Jedynie oczekiwanie na wynik będzie trwało długo, bo aż 6 tygodni. Ciekawe, dlaczego?

Swoją drogą, niedawno słyszałam, że z takich zaproszeń na badania przesiewowe różnego rodzaju  korzysta zaledwie 30-40 procent zaproszonych. Niby w naszym kraju, jak "drzewiej" mówił Stańczyk, co Polak - to lekarz, ale z profilaktyką najlepiej nie jest.

Ja też mam wątpliwość! Bo dostałam także zaproszenie na badania dotyczące raka jelita grubego. I zastanawiam się, czy iść, bo badania te są bardzo nieprzyjemne i trochę bolesne. Wprawdzie nie mam żadnych dolegliwości, nie jestem też w grupie ryzyka, ale....! Mam jeszcze miesiąc czasu na zastanowienie. 

wtorek, 23 października 2007

:-)))

Jakoś tak chodzi mi po głowie piosenka: "Od rana mam dobry humor"! Faktycznie, mam!

Siedzę sobie jeszcze w polarowym szlafroczku, przy laptopku paruje dobra kawusia, nastawiłam sobie płytę z piosenkami Osieckiej. Powinnam w zasadzie wziąć się za jakieś prace domowe. Poczekają! Powinnam iść na rynek dokupić warzyw do obiadowej sałatki. Zdążę jeszcze! Z koszyka na szafce błyskają do mnie druty , na których przypomina się o ukończenie kamizelka dla Ślubnego. Mam czas.

Humor też dlatego dobry, że Auel zrobiła mi szablon. W jakiś sposób to, co nowe na moim blogu zbiega się z tym, co się dzieje wokół.

Bo po niedzielnych wyborach też idzie nowe! A z nim nadzieja, że będzie normalniej i spokojniej!

sobota, 20 października 2007

Odnowienie tradycji!

Dawno, dawno temu były trzy małżeństwa! Zaprzyjaźnione! Spotykali się przynajmniej raz w miesiącu, zawsze w innym mieszkaniu z tej trójki. Były tańce, składkowe jedzonko i alkohole. Bawili się wszyscy cudownie, do imentu!

Jakoś potem tak się stało, że w jednym małżeństwie był rozwód,po którym moja Psiapsiółka znalazła innego i przeprowadziła się na przedmieście. W drugim Ona popadła w alkoholową chorobę, potem dostała wylew, po którym nastąpiła długa rechabilitacja. W międzyczasie mój Ślubny miał kłopoty z pompką, ja co chwilę bezrobotna. Siłą rzeczy kontakty rozluźniły się!

Obiecałam im przypadkiem tego lata, że zrobimy u mnie ,na nadjeziornej działce wspólnego grilla! Nie udało się!

A tydzień temu postanowiłam, że koniec! Koniec saperowania się od dawnych znajomych! Zaprosiłam ich do nas na przyjacielskie pogaduszki.

I minąło nam pięknie popołudnie i wczesny wieczór na wspominkach, żartach, wspólnym śpiewaniu, opowiadaniu dowcipów, dzieleniu się doświadczeniami ze wspólnego mieszkania z dziećmi i ich drugimi połowami. Alkoholu niedużo, za to dobre jedzonko, bo przygotowałam sałatkę z brokułów, oczywiście leczo, zupkę z gąsek i surówkę z sałaty lodowej, do której wrzyciłam to, na co miałam ochotę ( cząstki pomidora, płatki ogórka, rzodkiewkę, cebulkę, czosnek przyprawy ).

Przyrzekliśmy sobie, że nasza tradycja comiesięcznych spotkań musi być utrzymana! Już dziś się cieszę, bo następne spotkanie będzie za miesiąc, u koleżanki sprawnej inaczej, której Mąż będzie obchodził 60-tkę!

piątek, 19 października 2007

Nowa!!!

To Ona mnie znalazła. Nawet nie wiem, w którym momencie, bo przecież przez 4 miesiące miałam ograniczony dostęp do internetu.

Ale zobaczyłam ją w statystykach. A ja, jak każda normalna, ciekawska baba, weszłam na jej bloga. Spodobał mi się. Zaczęłam czytać, odwiedzać, w końcu komentować.

W pewnym momencie Ona zdecydowała się, aby też u mnie komentować. A mieszka 30 km ode mnie! Stwierdziła, że być może, kiedyś, może się uda.... spotkać w rzeczywistości. Nie naciskałam, bo przecież wiem, że to nie jest takie proste, przestawić się na zwykłość!

Ale parę dni temu zaprosiła mnie na imprezę, której jest współorganizatorką. Pojechałam dzisiaj po południu, i nie żałuję. Wprawdzie nie miałyśmy wiele czasu na gadanie, bo rzecz odbywała się w trakcie pokazów grupy Palladino ( szkoła A.Wajdy )- czyli wyświetlania dyskusyjnych filmów, a potem dyskutowania z autorami scenariusza. Ale nie żałuję. Znalazłam się w świecie, który moja blogowa koleżanka uwielbia, mogłam posłuchać wspaniałej dyskusji młodych i nie tylko, z reżyserem. Obejrzałam także dwa ciekawe, dokumentalne filmy: " Na niebie i na ziemii" - o człowieku obsesyjnie poszukującym UFO w Wylatowie; i " Pierwszy raz" - o dzieciach stepów i tundry rosyjskiej, które są odrywane od swoich Rodziców, bo w ich siołach nie ma nauczycieli. 

Wprawdzie moja nowa Koleżanka nie mogła mi poświęcić wiele czasu, ale ja to rozumiem. Ma Ona swoją pasję i realizuję ją! Wspaniałe jest jednak to, że serdecznie się pożegnałyśmy, przyrzekając sobie, iż za niedługo spotkamy się albo u niej, albo u mnie w domciu, na kawce i ciachu!

I będziemy gadały, gadały, gadały!!!

Archiwum