Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
piątek, 19 września 2014
UFFF!

Zaczęło się od sąsiadki, która ma niesamowite pomysly na dekoracje mieszkaniowe. Szkoda tylko, że bywa tutaj tylko dwa miesiące letnie, bo w ciągu roku mieszka w swoim domu  w zupełnie innej wsi, ale w czasie wakacji jest najbardziej zapracowaną babcią na naszej ulicy. Babciuje nieprzerwanie w lipcu i sierpniu przy czwórce wnucząt w różnym wieku. Przy tym kijkuje, piecze chleb i cudowne drożdżówki, nastawia nalewki, smaży dżemy i już nie wiem, co jeszcze, w każdym bądź razie, to lokomotywa jakowaś jest! :-))) No i ma bzika, pozytywnego zresztą, na punkcie wszelkich dekoracji. 

To ja też zaczęłam podpatrywać, ściągać pomysły, ale niestety, jak się nie ma do tego typu plastycznych prac drygu od maleńkości, to teraz to moga być tylko marne popłuczyny tego, co się widzi i gębę z zachwytu rozdziawia! 

Ja tylko mogłam buszować po okolicy i zwozić do siebie różne różności typu, wrzosy, mchy, kwiaty, owocowe gałązki, trawy, gałęzie i insze "cuda-wianki". Co wyszło, to wyszło, ale i tak się okazało, że się ludziskom podoba. I pięknie jest!

Oczywiście, sąsiadka ta podrzuciła mi dereń ze swojej działki z naprzeciwka, tom pierwszy raz dżem z tego smażyła, a sąsiadka starsza z kolei podzieliła się węgierkami. Słodziaki piękne, po przekrojeniu mają barwę miodu a smakują..... niebiańsko. Powidła tak samo! Bez grama cukru!

A dzisiaj już wariactwo moje kompletne, manikiury, pedikiury, fryzjery, zakupy, stopięćdziesiątosiem milionów spraw telefonicznych i skypowych z koleżankami doli wyjazdowej, pakowanie szmat i nie tylko. Jutro dokończyć szaleństwa kuchenne, coby Ślubny z głodu nie zszedł był, co byłoby prawdopodobne w sytuacji, kiedy uparł się domek gospodarczy pod dach doprowadzić, gdy usłyszał o zbliżających się deszczach! 

Powoli zbliża się reise fieber!

Ranną niedzielą Synek zawozi mnie do Gdańska, stamtąd szybkim autobusem z koleżanką Wejherowską jedziemy do stolicy. Instalujemy się na Okęciu i czekamy. Długie 6 godzin, w czasie których jeszcze jedna babeczka do nas dołączy. A wedle pólnocy samolot nas zawiezie  tam, gdzie moja Rodzinka i większość znajomych orzekła, iż w obecnym czasie tylko wariaci latają!!!

Lecę do  kraju, w którym kiedyś lądowali Argonauci, będę podróżować przez Kolchidę, pić wino w cieniu Kaukazu!

Gruzja na mnie czeka!

Do zobaczenia za dwa tygodnie!!!!

środa, 17 września 2014
Sprawy działkowe, leśne i jeziorne, czyli jesień!

Życie sąsiedzkie w pełnym rozkwicie! Ślubny ma kilka pomagierów, więc domek gospodarczy rośnie jak na drożdżach. A ponieważ jeden z pomagierów, to typ dawnej "złotej rączki", zwany przez wszystkich Kierownikiem, jest zatem ktoś, kto w razie problemów projektowo-budowlanych zawsze znajdzie radę!

Sąsiadki za to podrzucają mi co rusz robotę. Jedna podrzuciła gruszki ulęgałki. Zrobiłam je w zalewie octowej, będą do mięsa. Druga przyniosła miskę naszych krajowych moreli. Akurat na swojej posesji likwidowała takie drzewo, bo już rodziło małe owoce, to i mnie się sięgnęło. Dżemek morelowy wyszedł prima sort!

No i już wiem. Żadnego na przyszły rok stosowania cukrów typu żelfix, dżemfix czy konfiturfix. Tradycyjnie smażony dżem, to jest to!

Noce już chłodne, rano pełno rosy, ale czasem odwiedzi nas ważka,

a wszystkie krzewy, pracowicie przez pająki oplecione są koronkami.

Pogody słoneczne, razem z Basiutkiem rowerkujemy bez opamiętania. Czasem trzeba jednak zejść z obranej ścieżki w bok, aby nie spotkać się oko w oko z dzikiem na przykład, co jest bardzo prawdopodobne, gdy się widzi ściółkę bardzo mocno porytą na przestrzeni kilku kilometrów.

Grzybów , jak na lekarstwo, a właściwie można powiedzieć, że w ogóle ich nie ma. W ciągu ostatnich kilkunastu dni tylko raz znalazłam jeden okaz, przez zupełny przypadek, bo akurat przy ścieżce rowerowej chciałam sfotografować pięknego muchomora. A tuż obok, stał on - prawdziwek. Zdrowy, jak rydz!

A tą kanię spotykamy stojącą sobie spokojnie, też przy ścieżce rowerowej. Być może nikt jej nie zauważa, a ja czekam, aż się rozwinie, by mieć stuprocentową pewność, że to napewno kania.

Za to nad Dużym Gacnem cudowna cisza. Czas jakby zatrzymuje się w miejscu. Siadamy sobie na mostku i siedzimy w milczeniu, wpatrując się w połyskujące srebrem słońca fale. A potem idziemy na jagody. Jak sięgam pamiecią, nie zdarzyło mi się jeszcze widzieć o takiej porze, tylu jagód. Dojrzałych, wielkich, słodkich jak miód.

Nad naszym jeziorem królują niepodzielnie ptaki. Nawet remizy podpływają z trzcinowisk na naszą stronę jeziora. Łabędzie z rodzinki pokazywanej wiosną już dorosłe, widać odczepiły się od rodziców. Kaczki pasają się na trawnikach, a mewy obsiadają wszystkie miejsca, które się da.

Czasem, kiedy jedziemy wolno ścieżkami rowerowymi, słychać stukot końskich kopyt, i chciałoby się, aby tylko takie pojazdy spotykać na leśnych drogach.

Dzisiaj zakończyłyśmy już sezon jagodowy. Placek upiekłam. Biszkopt przełożony kremem z serka mascarpone, kremówki i dużej ilości jagód. Na to reszta jagód zalana galaretką. Proszę się częstować, bo to ostatnia taka okazja! :-))))

sobota, 13 września 2014
My- rajdowicze!

Przeprowadzając się na wieś, nie odcięłam całkiem sie od miasta. Od dłuższego już czasu prawie co dzień sprawdzam portale miejskie, oczywiście o gminnym nie zapomininając też. Ostatnio odkryłam, że będzie po raz pierwszy organizowany rajd trasą Kaszubskiej Marszruty.  Zapisałam oczywiście siebie i Ślubnego. 

Rajdowaliśmy dzisiaj. Zbiórka ochotników z naszej wsi był na jej końcu. Na przywitanie dostaliśmy po okazjonalnej torbie, w której była koszulka, mapa wszystkich tras z dokładnymi opisami czterech szlaków, które już powstały, i oczywiście bon konsumpcyjny.

Przed samym wyjazdem Ślubny oczywiście podniósł mi ciśnienie. Całą godzinę przed tym wydarzeniem przesiadywał na fotelu, aby na samej zbiórce oświadczyć, że chyba w tylnym kole powietrza nie ma. Pompki rowerowej oczywiście też nie ma! No żeż! Dobrze, że znalazł się jeden z uczestników, który rzeczoną pompke pożyczył. Ale dzięki temu zostaliśmy na szarym końcu naszego peletonu. A dogonić go, to nie takie znowu hop siup! Tempo było takie, że szybko dostałam zadyszki. Bo jakoś tak się zrobiło, że takich wiekowych uczestników tylko paru było, reszta to średniaki, młodzież i małżeństwa z dziećmi. Na półmetku udało się ich wszystkich dogonić, bo akuratnie na kolejnym punkcie zbiórki czekaliśmy na uczestników z sąsiedniej gminy. Ale i tak, dojechanie przez niecałe półtora godziny odległości 20 km, to dla nas nie w kij dmuchał!

Punkt zbiorczy wszystkich rajdowiczów był w Dużych Sworach.  W projekcie, dzięki któremu mamy przeszło 160 km tras, uczestniczyły cztery gminy i starostwo powiatowe. Prócz rowerzystów z tych gmin, były dwie grupy kijkowiczów oraz grupa kajakarzy. Byliśmy zdumieni ilościa przybyłych ludzi.

Dzięki bonom mogliśmy zregenerować nadwątlone trasa siły. Były kiełbaski, bigos, karkówka, do woli herbaty i kawy, a na dodatek przepyszności przygotowane przez gospodynie wiejskie. Swojskie ciasta, konfitury, domowy chleb i smaluszek z jabłkiem - za przysłowiową złotówkę porcja!

A potem była część rozrywkowa, a więc zabawy dla dzieciarni i dorosłych, miedzy innymi jazda żółwia rowerem, konkursy wiedzy przyrodniczej, a na koniec występ zespołu Spin. Zapomniałabym dodać, że Gościem Honorowym był wspaniały kolarz Lech Piasecki, zwycięzca Wyścigu Pokoju i mistrz świata w kolarstwie z 1985r.!

Powrót to już bułka z masłem była. Powoli, bez pośpiechu. Ogromny upał z początku rajdu zelżał, nawet po drodze lekko nas deszczyk pokropił, ale jesteśmy bardzo zadowoleni. Jeśli faktycznie te rajdy mają wejść do stałego kalendarza imprez miejsko-gminnych, to się piszemy za rok, i za następny też, i do skutku, póki sił w nogach starczy! :-))))

czwartek, 11 września 2014
Małe szczęścia, nie tylko moje!

Najnajmłodsza od paru tygodni ma nowe hobby. Wyplata kolorowe bransoletki z gumek recepturek. Byłam przekonana, że to z jej szkoły pomysł, ale okazuje się, że w całej chyba Europie plota te cuda! Też mam! :-)))

Córcia zapracowana mocno na stoisku cukierniczym w ogromnym sklepie, w którym i okres urlopowy, i cudaczne pomysły biznesowe jej szefowej. Trzy tygodnie u nas nie była! Aż mi było skuczno. A parę dni temu, przychodzi sąsiadka z małą paczuszką. Dla nas. ????? Odwijam z bibułki..... a tam.....

Gdy otworzyłam, oczy mi się spociły okrutnie. Ślubnemu zresztą też! Bo do kawki następnego dnia, dostaliśmy to!

Turyści i wczasowicze juz opuścili naszą wioske. Nareszcie wszystkie pomosty wolne! Kaczuchy i nie tylko, wzięły więc je w posiadanie i odpoczywaja po uważaniu! :-))) 

 

Nio! Wreszcie nikt się na marinie nie szwęda! Można sobie w spokojności popatrzeć, jaką łodzią w razie "draki" popłynąłby ptak!

Koty poszły w "długą"! Jes,jes,jes! A lokatorzy nie straszni w ogóle! :-))))

niedziela, 07 września 2014
Kipisz i cała reszta!

Dopiero teraz widzę, co to znaczy budowa!

Naprawdę!

Jakoś do czasu, zanim nie przyjechałam z Niemiec na stałe, mnie to specjalnie nie obchodziło. W końcu miałam na miejscu Ślubnego, o którym wiedziałam, że kompetentny w każdym calu jest. Dopiero teraz, kiedy na miejscu jestem, a zaczęliśmy etap zwany infrastrukturą widzę, że to nie takie hop siup! Ba! Nawet pojęcia nie miałam o co chodzi. 

Bo teraz od rana do późnego wieczora głośno! Piły chodzą, młotki dudnią, gwoździe strzelają po kątach, dymi spawarka, snują się dymy, odpadki i strużyny na oknach osiadają. Dostaję już fiksacji, wszak firan nie mam, tylko mi słońce popołudniem późnym operuje na tarasie i szybach z salonu oraz na balkonie z szybami sypialnianymi. Normalnie fobia jakaś mną trzęsie, co jest zupełnie do mnie niepodobne, bo nigdy nie spędzał mi snu z oczu fakt niedomytych okien. A teraz?  

Dzieje się jednak ,dzieje tyle na działce, że czasami mam ochotę zwiewać, gdzie pieprz rośnie. Ale jak? Gdzie? Się nie da po prostu! Jedynie zacisnąć zęby i być ponadto! 

Z drugiej strony, gdyby nie moja osobista Złota Rączka, pewnie musiałabym odpowiedzieć twierdząco na telefoniczne molestowania niemieckiej koordynatorki, która nie przyjmuje do wiadomości, że już tam nie pojadę, i z wytrwałością godną lepszej sprawy, wydzwania co dwa tygodnie od początku czerwca do mnie, ciągle mając nadzieję, iż tam wrócę!

A nie wrócę. I to nie dlatego, że tak sobie powiedziałam, a przecież parę osób z bloxowego grona wie, iż nie odrzekałam się tego, bo czemu nie, przecież mogę raz na rok, na dwa-trzy miesiące pojechać, aby sobie potem zagramuniczną wycieczkę zafundować! Tylko kiedy ostatnio popatrzyłam na sąsiadkę od Pszczelarza, pomyślałam sobie, że do jej wieku mi już tak bardzo dużo nie zostało, to ja jednak podziękuję serdecznie, i niech nikt sobie nie wyobraża, że za Odrę znowu pojadę! Niedoczekanie! 

Dobra!

Turystycznie tak! :-))))

czwartek, 04 września 2014
DZIEWIĄTKA!

Akurat minęło osiem lat, kiedy po raz pierwszy napisałam post na bloxie!

Zaczynam kolejny, dziewiąty już rok blogowania!

Kochani!

Czytelnicy, Komentujący, Ci co zostawiają tylko swój wirtualny ślad, i Ci, którzy podglądają przez dziurkę od klucza!!

Dziękuję Wam, że jesteście!

Przecież dzięki Wam istnieję tutaj! To o Was myślę, kiedy mam blogowstręt! I dla Was się wtedy mobilizuję! :-)))

Zapraszam na Urodzinową kawkę oraz tort z białą czekoladą, malinami i jeżynami!

:-))))

poniedziałek, 01 września 2014
Kolorowo mi!

Kalina koralowa

  Róża zwyczajna

  Głóg

 Trzmielina zwyczajna

 Dereń

  Berberys

 Irga

Skromne bardzo zbiory z naszego pierwszego grzybobrania. Niestety, w naszych lasach jeszcze za sucho na jakieś rewelacje!

Jesteśmy już pełnoprawnymi mieszkańcami naszej wsi. Wiązało sie to z kilkoma wyjazdami do miasta,  trzeba było wszystko pozałatwiać tak, aby w okresie późniejszym nie było kłopotów z odbiorem pism urzędowych i nie tylko. Były zatem wizyty w urzędzie gminy, miasta, skarbówce, energetyce, gazowni i na poczcie. Mamy już własną skrzynkę pocztową na wlocie do naszej uliczki. Sąsiedzkie kontakty dobre, kwitły całe lato, a teraz część sąsiadów już powoli zwija manele, aby na zimę przenieść się do miasta. Tylko cztery posesje są zamieszkałe przez cały rok, w tym doszła nasza. Zapowiada się ciekawie w kwestii dotychczasowych przyzwyczajeń, które pewnie pójdą do lamusa, przynajmniej częściowo. Będzie cicho, spokojnie i bez emocji. Damy radę temu? Nie wiem, wszystko dopiero przed nami!

Archiwum