Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
sobota, 29 sierpnia 2015
Choróbsko!

Trzeba mieć niezły fart, aby latem złapało zapalenie oskrzeli! Doktorka zapisała antybiotyk i leżeć kazała! Tyle tylko, że nie powiedziala, jak spać, gdy oskrzela grają kiedy tylko głowa poduszki dotknie, a kaszel rozerwać chce nas na strzępy! 

Trzecią noc próbuję spać i nic. Na przysłowiowy pysk padam, pozycje zmieniam, nawet na siedząco próbowałam i nic. Zaraz gra, świszcze i charczy! A ja wrażliwiec jestem, ciszę muszę mieć absolutną! 

Snuje się więc z jednej strony kanapy na drugą, wstaję, znowu próbuję, chwilę jest cicho, i znów świszcze do uszu! Makabra jakaś! 

Wypiłam już kubek gorącego mleka, podjadlam ciut, a jakże, przecież kolacja dawno  była a do śniadania daleko! Literki w książce już  mi się w jedno zlewają, a świt jeszcze za lasem . Rozreguluje się  całkowicie,  znów będę robiła za "snuja" przez cały dzień !

Co robić po nocy? Gdyby paluchy nie dretwialy od pisania na smartfonie, poodpowiadalabym na zaległe komentarze. Albo spróbowała niektóre wyrazy spolszczyc, o takie jak ten przed przecinkiem. Może albumy fotograficzne wyciągnąć, pooglądać stare zdjęcia?

Muszę się w końcu zmęczyć! 

środa, 26 sierpnia 2015
Powinien być, ale nie będzie!

Wpis powinien być!

Ale taka ilość różnego badziewia mnie dopadła, że ani coś myśleć, ani pisać, ani robić, ani gadać, z czego najbardziej cieszy się Ślubny, ale jak tu gadać chrypiąco-skrzypiącym bas-barytonem!

To tylko sobie oraz Wam zdrowia życzę, i lecę w poziom!

środa, 19 sierpnia 2015
Książę , Rodzinka, Wizyty i promil polityki!

Doczekałam się! Po kilku latach, mój najstarszy Wnuk znowu do nas przyjechał na kilka dni wakacji! Dojrzał po prostu do tego, co nie jest przecież takie oczywiste, bo młodzi ludzie bardzo długo dochodzą do powtórnego momentu, kiedy chcą odwiedzać swoich seniorów!

Dlaczego tylko na kilka?  Bo zajęty wielce odwiedzaniem znajomych, pokazywaniem Polski koledze z USA, który z nim studiuje, a był ciekaw Warszawy, Wrocławia i Krakowa. No, i oczywiście, dzieleniem się swoja osobą z całą Rodziną, nie tylko naszą, ale o wiele liczniejszą ze strony Zięcia!

 

Nie ma niczego, co mogłoby przebić babciowanie dużemu chłopakowi, mężczyźnie wręcz! I cała przyjemność po naszej stronie, bo nie brakowało mu niczego. Spał tak długo, jak chciał, robił, co chciał, jadł to, co sobie życzył, a ja nie miałam zupełnie z tym problemu, że go hołubię! A co tam! Za rok dopiero znowu go zobaczę, to co będę mu żałować. Wprawdzie Córka stwierdziła, że hoduję Księcia, ale co Ona tam wie! A jak mnie zabrał na spacer i pogadalismy sobie od ucha i serca, to moiściewy! :-)))))

W międzyczasie mieliśmy grilowanie na działce Córki, oczywiście z bezowcem moim, słusznie przybranym malinami, i okazało się, że skoro ktoś nie trawi śmietany, to zastępstwo w postaci jogurtu typu greckiego, jest jak najbardziej apropo! To z kolei Synówka zażyczyła sobie też bezowca, bo w poniedziałek były jej imieniny i też dostała, a dla Córci zrobiłam nową wersję z serkiem puszystym, którego lekka słoność dobrze równoważyła słodycz bezy! Zabezowałam zatem rodzinkę na pół roku z okładem chyba! :-))))

Po drodze zdążyłam się spotkać z pewną dawną Dziennikowiczką-Stylowiczką! W Płęśnie, nad Brdą. Pogadaliśmy sobie przy kawce i pysznej drożdżówce, podziwiając okolice. Chyba będzie trzeba w przyszłym roku umawiać się o wiele szybciej, bo inaczej dojdzie do tego, że tylko parę minut bedzie nam dane na pogaduchy! Tacy to zajęci ludzie! :-))))

Wczoraj przejechałyśmy się z koleżanką do samego serca naszych lasów, aby sprawdzić, czy wzorem roku ubiegłego są jeszcze jagody. Są! Oczywiście, że są! Ale jakie? Same pypcie zasuszone na krzaczkach! A niedalekie jezioro lobeliowe skurczyło się jakby. Postawione tarasy drewniane, które przeszłymi laty były punktami obserwacyjnymi pośrodku nadbrzeżnej wody, teraz stoją na piasku, który zarasta powoli leśną roślinnością! Susza! Okropna susza! Aż żal na to patrzeć, jak przyroda marnieje!

Dzisiaj wprawdzie, od wielu dni nareszcie mozna usiąść na tarasie. Wiaterek rześki i chce się żyć, a nie chować w domu, zasłaniając szczelnie okna, aby tylko słońce nie grzało dalej!

Nasz Synek chyba pozazdrościł swojej siostrze, i tak długo wiercił dziurę w brzuchu swojemu teściowi, że ten przepisał na nich swoją działkę ogródkową! Już widzę, jak godpodaruje na małorolnych arach! :-))))) A jeszcze niedawno słyszałam, że nasza dawniejsza działka ogródkowa, to jego najgorszy koszmar dzieciństw! He, he, he! Ale wiadomo, tylko krowa nie zmienia poglądów, co nie? :-))))

Na koniec dygresja:

Sadziłam, że mamy nowego prezydenta, a my mamy nowego kaznodzieję!!! Naprawdę! To niewiarygodne, ale nasz Prezydent marnuje się na urzędzie, w którym póki co niewiele może i raczej jest do reprezentacji. Oglądaliście może uroczystości na górze Grabarce? To lico poważne, ta wiara bijąca z całej postaci, te dłonie złożone lub otwierające się jakby do błogosławieństwa, to słowo poważne i poprzedzone każdorazowo głębokim namysłem!!!! Stanowczo lepiej byłoby mu w Watykanie! 

środa, 12 sierpnia 2015
Goście, szanty, operetka i kociołek!

Istnieje takie powiedzenie, że "każda myszka swój ogonek chwali", a ja bardzo lubię się chwalić. Moim rajem, moim najpiękniejszym dla mnie miejscem na ziemi.  Pewnie mój raj wobec innych to nic szczególnego, pewnie są piękniejsze zakątki gdzieś tam w kraju naszym i na świecie! To nic! Dla mnie to, co na wyciągnięcie ręki jest najpiekniejsze. Akurat nadarzyła się świetna okazja ku temu, aby się trochę napuszyć. Odwiedziły mnie dwie super Koleżanki. Wprawdzie upał był niemiłosierny, nad jeziorami środek sezonu i o miejsca noclegowe trudno, ale się udało zakwaterować je w niedalekim ośrodku, tuż nad samą plażą, bez tłoku, za to z hektarami wody na wyciągnięcie ręki. 

Wizyta była tylko weekendowa, ale udało się nam razem zaliczyć wiele atrakcji.

Pierwsze to szanty, których osiemnasta edycja odbywała się akurat nad jeziorem. Wieczór był ciepły, publika liczna i świetnie reagująca na dźwięki i słowa żeglarskich pieśni, ręce bolały nas od klaskania, a brzuch od śmiechu, bo sytuacji komicznych parę też było.

 

W ramach chwalenia się, zawiozłam Koleżanki w głęboki las, do akweduktu w Fojutowie. Plan był taki, że skorzystamy również z atrakcji pobliskiego centrum turystycznego, ale jak zobaczyłyśmy te dzikie tłumy, pełne parkingi samochodów z rejestracjami z całego kraju, odpuściłyśmy sobie ten ośrodek. Wystarczyło nam zapału tylko na spacer do skrzyżowania dróg wodnych kanału Brdy z Czerską Strugą 

i sprawdziłyśmy, jak wygląda najbliższa okolica z wysokości wieży widokowej.

W mieście niedalekim odbywały się akurat Piąte Noce Operetkowe, zatem grzech byłby nie skorzystać. Ponieważ jest to impreza cykliczna i bardzo popularna, na godzinę przed spektaklem posadziłyśmy mojego Ślubnego na widowni, by pilnował miejc, a my udałyśmy sie na szybka wycieczke do centrum, którego jeszcze jedna z Koleżanek nie widziała. A potem, w pięknej scenerii miałyśmy szczęście oglądać świetną inscenizację musicalu Jerry`ego Bocka "Skrzypek na dachu" w wykonaniu zespołu Teatru Muzycznego z Łodzi. Nie muszę chyba pisać, że aplauz widowni był niewiarygodny, a Dziewczyny wyjechały nastepnego dnia bardzo kontente.

My jeszcze ze Ślubnym następnego dnia zrobilismy sobie powtórkę z operetki na drugim wieczorze operetkowym, prowadzonym przez dyrygenta Marka Czekałę z bydgoską Orkiestrą im. Johanna Strausa, a towarzyszyli im najwybitniejsi artyści polskich scen operowych. Największe przeboje scen operowych i operetkowych wykonano solo, a także w duetach 

 

( zdjęcie 1,2,5,6 pochodzi z naszego portalu regionalnego )

Upał nie popuszcza nadal, a ja błogosławię wręcz mój salon, który osłonięty od strony tarasu markizą, utrzymuje w ciągu dnia przyjemny chłodek. W końcu 24 stopnie wewnątrz, to nie 34 na zewnątrz!. A co można robić w taki upał, gdy wszyscy, prócz plażowiczów oczywiście, przesiadują w domu? Czytać, oczywiście, że czytać. Dostałam całkiem pokaźny stosik książek, to połykam. Czasem się śmieję do rozpuku, czasem łezka spadnie, jak w życiu.

A w życiu rodzinnym? Impreza bardzo integrująca na działce Córki, czyli hot-pot, a po naszemu kociołek. Pełen smakowitości, które po wyciągnięciu znad ogniska łowiło się z głębi, parząc palce lub języki. Świetna zabawa przy wieczornym stole!

Dzisiaj stuprocentowej spokojności już nie będzie, bo z gór wrócił Syn z rodzinką, więc pewnie przyjadą podzielić sie wrażeniami. Za kilka dni natomiast zapowiedział się na kilka dni nasz Chińczyk. Trzeba będzie chłopaka podtuczyć przed wyjazdem do ryżożerców! :-)))

A teraz zwiewam czym prędzej do salonu, bo na mojej górce już robi sie afrykański klimat. Odwiedzę Was wieczorem! :-))))

środa, 05 sierpnia 2015
Sprawy różne!

Zapowiadano bardzo gorący dzień. Każde z nas wzięło to pod uwagę,  i zaczęliśmy raniutko!

Wstaje dzień! Godz. 5.25! Ślubny na okonie wyruszył. To ten czarny punkt po lewej stronie.  

Godz. 5.37 - wstające słońce zaczyna grę na wantach! A ja się rowerem przemieszczam!

Godz. 5.45-wjeżdżam w las. Jest cicho, spokojnie, z rzadka przemyka obok jakiś samochód. Dzionek budzi się rześki, lekko wietrzny, w sam raz na jagodobranie.Tylko czy znajdę takie miejsce, gdzie nie będą tylko tyci jagódki, ale przede wszystkim te dorodne? Się zobaczy!

Dwa dni pod rząd, moje i Ślubnego działania, realizowane w różnych miejscach. Efekt??? Przynajmniej 3 kg okoni, dorodne sztuki, średnie i mniejsze, które trochę napoczęliśmy, a reszta w zamrażalnik poszła. Dla miłych gości, których się spodziewamy niebawem. Do tego  2,5 kg jagód, z czego słuszna część do francuskich ciastek się nadała nadzwyczaj, część dostała sąsiadka dla wnuków, które bawi namiętnie przez dwa miesiące, i nie ma czasu na takie fanaberie, jak zbieractwo leśne, część zjadła młodsza Progenitura przed wyjazdem urlopowym w góry, a resztę zagospodarowała moja własna Córka-Wiewiórka, gdyśmy do niej na grila i odbiór chałupki działkowej przybyli. No, i wyszło na to, że zostaliśmy bez nic, zatem należy sie juterkiem nie tylko łódź ruszyć na jezioro, ale także we wiadome lasy ruszyć skoro świt, mając za busolę Ślubnego, który wstaje na rybki z regularnością szwajcarskich czasomierzy! A miał ci On chwilę krytyczną, gdy na łepetynę spadły schody podsufitowe. Po jakie licho je sprawdzał, nie wiem, ale wiem, jak wyglądał, gdy zszedł był z "wyżek" krwią zalany! Na całe szczęście obyło się bólem głowy i niemocą poranna dzisiejszą, ale teraz jest wesolutki jak szczygiełek, zatem jutrzejsze łowy-połowy będa na mur-beton!

Ale zanim to, kończyliśmy pierwszy rok zumbowy. Znalazła się między nami jedna superaśna Dziewczyna, która całą grupę zaprosiła do siebie, tyle tylko, że składkowo się zobowiązałyśmy odnośnie jedzonka i trunków. Ja akurat robiłam za kierowcę, tak samo, jak jeszcze dwie delikwentki, ale to czego się naśmiałyśmy w trakcie do wypęku, to nasze. Trenerka zadowolniona wielce, my takoż, dzień był zimny pogodowo, ale super gorący spotkaniowo, czegóż trzeba więcej!? Powtórki!!! I pewnie będziemy się we wrześniu witać, bo teraz to przerwa jest. Wążniejsza nie dla nas, ale dla trenerki, której tez się jakieś wczasy należą!

Potem to już tylko Noc Poezji była! Dwudziesta pierwsza! Naprawdę! Przynajmniej na jednej trzeciej byłam, ale potem to różnie bywało. Wiadomo, pracka niemiecka. Ale od ubiegłego roku siadam sobie pośrodku widowni, i czekam, aż się zacznie magiczny czas słów pieknych. Latoś towarzyszył mi Ślubny. Poezja to niekoniecznie jego bajka, ale wyszedł zauroczony. I dobrze. Niedowiarkom też się należy. :-))) A było co podziwiać, bo prócz dorocznych laureatów konkursu jednego wiersza, recytujących swoje wiersze, produkowali się artyści z wyższej półki.

Grupa "Dzieńdobry" z Bielska-Białej prezentowała nie tylko swoje utwory, ale przede wszystkim wiekszość twórczości Marka Grechuty. Hej! Zasłuchał się człek w te korowody i czekania miłosne, przypominając lata durne i chmurne, ale i kochliwe wielce! 

Anna Cieślak przypomniała słynne dialogi Małego Księcia z różą i lisem. Nie bez powodu. Dzięki recytacjom słynnego dzieła Saint de Exupery`ego dostała sie do szkoły aktorskiej, a w tym roku, niebawem, zobaczą dzieciaczki film animowany, w którym ulubiona aktorka młodych dziewcząt dubinguje właśnie Różę! 

Znana przede wszystkim z występów w zespole "Pod Budą" Anna Treter, tym razem śpiewała z panami z własnego zespołu. I chociaż repertuar przedni pod wzgledem tekstów, to mnie bardzo przeszkadzało nadużywanie solowych produkcji członków zespołu. Byłoby to zrozumiałe w trakcie jakiegoś konkursu, ale w takim anturażu, niekoniecznie! 

Cezary Żak, jako "pierwszy biskup Rzeczypospolitej",nie tylko załatwił cudną pogodę na swoje występy, ale także przybliżył nie do końca znaną stronę słynnej noblistki - Wisławy Szymborskiej. Limeryki! Cymesik słowotwórczy! Z wielu odmian, specjalnie wymyślonych przez Poetkę, zapamietałam tylko parę, między innymi:

Lepieje ( lepiej dostać w głowę drągiem, niż się tutaj raczyć pstrągiem ),

Odwódki ( od samogonu, utrata pionu, od martini potencja mini ),

Moskaliki ( kto powiedział, że Moskale są to bracia dla Lechitów, temu pierwsza w łeb wypalę przed kościołem Karmelitów )

Podsłuchańce ( zboczeńcy napadają tylko na kobiety! No, chyba że ktoś jest nienormalny! )

Andrzej Seweryn!!!!

Podjął się rzaczy niesłychanej. Wygłaszał teksty najpiękniejszych monologów Szekspira pisanych wierszem, bez mikrofonu! W średniowiecznej fosie pełnej zasłuchanych ludzi. Nie tylko potrafił oczarować publiczność, ale sprawił, że w każdym zakątku fosy, w którą się udawał podczas swych recytacji, wszystko było słychać doskonale. I nie tylko dlatego, że widownia zamarła z zachwytu, i mozna byłoby usłyszeć bzyczenie muchy, gdyby nie to, że było już bardzo późno. Emisja głosu, której jest mistrzem, to sprawiła! I nie dziw, że na koniec, chyba po raz pierwszy w historii Nocy Poezji, Jego występ zakonczył się owacją na stojąco!!!! Warto było czekać na taki cud!!!

To tyle tego i owego, co u mnie! Teraz czas mi iść w piony, bo raniutko, skoro świt, czyli tak gdzieś około 5-tej, usłyszę aksamitny głos mojego Ślubnego, i to nie będzie sen erotyczny, tylko twarda rzeczywistość. Pobudka!

Dobranoc! :-)))

Archiwum