Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 30 czerwca 2013
Odrobinę minorowo!

Pogoda tutaj nadal okropna. Ciągle z góry pada takie małe, zimne "cóś". Chmury, bure i gęste, przewalają się tak nisko, że prawie koron drzew dotykają. Mglisto. Zimno. Nieprzyjemnie. Zupełnie nie byłam przygotowana na taką aurę, żadnych ciepłych ciuchów nie zabrałam, kurtki czy swetra. Uziemiło mnie więc w domu z Kurtim dosłownie na sto procent. Na dodatek "panę" w rowerze złapałam, i chociaż przekopałam cały dom i garaż, pompki do roweru nie znalazłam. Eike miała mi dowieźć, ale od tygodnia nie daje znaku życia. Michi zresztą też. W ogóle zauważyłam, że tak jak wcześniej przyjeżdżali Pociotkowie dwa, trzy razy w tygodniu, tak teraz, jak są raz na 10 dni, to dużo. Pewnie nie chce im się wysłuchiwać wybuchów złości Kurtiego, który teraz leżąc, nade wszystko ceni sobie spokój, i każdy rozmowa to dla niego stres. A z Michim to mam do pogadania, oj mam, bo nie spodobało mi się ostatnio podważanie przez niego zasadności niektórych zakupów. Jakby zapomniał, że wcześniej z pieniędzy "na życie" nie musiałyśmy tankować samochodu, płacić za leki w aptece, czy pedikurzystce pielęgnującej co 3 tygodnie Kurtiego stópki. Te sprawy właśnie opłacał Kurti. Tymczasem Michi dodatkowych pieniędzy nie daje. Ciekawe, czy mam od ust Kurtiemu i sobie odbierać? I jak ja mam robić cotygodniowe zakupy, czy wozić kasty minerałki. Rowerem, który akurat niesprawny jest? A w takiej pogodzie, jak ostatnio, kilkukilometrowy spacer po zakupy raczej do przyjemności nie należy. No, i jakieś dziwne pretensje, że rękawiczki jednorazowe kupiłam nie w Aldi, tylko w aptece, o kilkanaście centów droższe. W ogóle Michi zachowywał się tak jakoś dziwnie. Ale On tak zawsze, "palnie" i zaraz ucieka, jakby się dyskusji bał. To czekam, aż przyjedzie, bo chciałabym wiedzieć, jak to ma być według niego, gdyż niedomówień nie cierpię.

Prócz tego, że pogoda łzawa, to przez ostatnie dni moje oczyska stare też się ciągle "pocą". Drugi sezon Downton Abbey oglądam, a tam tyle wątków do łzawych wzruszeń! 

Niechby już w końcu pokazało się słońce!!!!

piątek, 28 czerwca 2013
Nie można tam nie być!

MONTECASSINO!!!

To był bardzo brzydki dzień. Zupełnie nie włoski! Zimno. Padało. Ciężkie chmury prawie dotykały ziemi. A przed nami wizyta w miejscu, które właśnie we Włoszech, po Watykanie, jest najważniejsze chyba dla każdego Polaka!

Ogromna góra, po której wąską, kręta szosą należy się wspiąć, aby dotrzeć do opactwa benedyktyńskiego, które zostało całkowicie zniszczone podczas II wojny światowej, kiedy Niemcy bronili swoich pozycji przed wojskami alianckimi.

Po ciężkich walkach, w których poległo tysiące żołnierzy obu walczących stron, klasztor zdobyli w końcu żołnierze II Korpusu Wojska Polskiego. Po wojnie, całość odbudowano w kształcie, jaki nadano zespołowi w XVII w.

Z marmurowego dziedzińca, który bardziej przypomina pałacowy niż klasztorny, po schodach wchodzi się do wspaniałego kościoła, bogato zdobionego barokowymi freskami i złoceniami.

Niedaleko klasztoru znajduje się cmentarz przeszło tysiąca żołnierzy polskich, poległych w walce o jego wyzwolenie.

Napis mówi:" Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli w jej służbie" oraz "Za naszą i waszą wolność, my żołnierze polscy oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serca Polsce" !!! Trudno się nie pozbyć wzruszenia, kiedy czyta się te słowa. I tylko w milczeniu góruje nad tym cmentarzem góra Cairo

Cmentarz naszych żołnierzy to pole białych krzyży, na których nie widać maków. To jeszcze nie pora ich kwitnienia. I zupełnie nie wiadomo jakiego momentu dotyczy znana wszystkim od lat pieśń bojowa " Czerwone maki na Montecassino", skoro operacja wojskowa, zdobywania tego wzgórza zaczęła się 15 lutego 1944r, a zakończyła 18 maja 1944r.

Kiedy przechodzi się pomiędzy nagrobkami i odczytuje daty narodzin i śmierci, łza się kręci w oku. 

Główne miejsce zajmuje grób generała Władysława Andersa, zmarłego w 1970r. w Londynie.

środa, 26 czerwca 2013
Potyczki z materią wiadomą, towarzyskie przysiady i własne grzeszki!

Cierpliwość, jak wiadomo wszem i wobec, to jedna z największych cnót! Nie każdemu jest wrodzona! Mnie nie była nigdy! A teraz?  Teraz, to ja wzór cnót w tym względzie jestem, ale ile mnie to ćwiczeń kosztowało, to tylko ja wiem. W każdym bądź razie, po sześciu latach pracy już nic chyba nie jest mnie w stanie tutaj wyprowadzić z równowagi. Mówię "chyba", bo nigdy nic nie wiadomo, w jakiej sytuacji mogę się znaleźć, w której jeszcze nie byłam! Ale na ten przykład karmienie Kurtiego w obecnym czasie, to kaszka z mleczkiem wręcz. Co tam, że każdy kęs przeżuwa zgodnie z normą prawie 50 razy, a może więcej, a może mniej, nie liczę, ale to trawa około 3 -5 minut ( na każde podanie ). Jak kto ciekawy empirycznego dowodzenia tegoż, to uprzejmie proszę sobie przeliczyć ilość żuć na minutę! :-)))) Potem połknięcie strawy, łyk herbatki lub kawy, i od nowa. Żujemy! Z wielkim poświęceniem, bo przecież mimo 83 lat mamy swoje wszystkie ząbki, to muszą być w robocie. Nie dziw zatem, że każdy posiłek trwa prawie godzinę. Że co? Papki dawać? Ale dlaczego? Przecież to nie dziecko małe? No fakt, w innych sprawach dziecię, ale....

Inny problem taki się pojawił, że Kurtiemu jako człekowi nieruchliwemu, leżącemu w jednej pozycji, ruchów perystaltycznych brakuje. To się zastopowało wszystko przez tydzień i ostatnie dwa dni mieliśmy pod znakiem wielkiego "G". Nic nie chciało działać, ani środki w płynie, ani czopki! A jak zadziałały, to taplam się teraz co rusz we wannie, coby zmyć z siebie "to perfumę"! O!O!O!

I towarzystwo nam się polskie tutaj rozrasta. Bo prócz Wioli, jest i Agatka, a wczoraj Nikola dołączyła. Wiola ma babkę, która nocami "kusi" i co rusz ją wzywa, więc bidula nie ma oddechu praktycznie żadnego, bo w dzień też jest babcia bardzo absorbująca, to w czasie przerwy poobiedniej tam  posiadujemy każdego dnia, kawkując i paplając do upadłego. Agaty babinka z kolei, po upadku i zwichnięciu nadgarstka, dochodzi do się, cała happy, bo dziewczyna jej gotuje i sprząta, o czym w ogóle nikt babinki nie poinformował, iż tak to wygląda, gdy Polka przyjedzie do opieki. Poza tym, ma babinka 93 lata, biega po domu jak fryga, a na dodatek kopci jak parowóz! A jaka gadatliwa! Zagadała nas już nie raz, nie dwa ze szczętem! Nikola dojeżdża z sąsiedniej wioski 5 km, cała szczęśliwa z naszej obecności, bo ma babcię po wylewach, z zaawansowaną cukrzycą i na dokładkę z pęcherzycą, i do tego jest jej jeszcze babciny mąż, Cygan, bardzo nieprzyjemnym zresztą, który próbuje ja ustawiać.

Prócz tego, to pogodę mamy paskudną! Wieje! Zimno! I do domu daleko! Co robię wtedy! Zajadam! Co popadnie! Miałam już dni słodyczowe, a od przedwczoraj mnie się bratkartoffeln trzymają! Mit zwibeln! Ja i ziemniaki z cebulą pieczone? Słyszał to kiedy ktoś? A kiedy się człowiek naje tych węglowodanów suto okraszonych na noc, to potem zasnąć nie może i w środku nocy takie wpisy dziwne robi! :-))))

A! I w fotoaparat mi takie coś wpadło!

Nie mam pojęcia, co!

KROGULEC! Pomożesz????

poniedziałek, 24 czerwca 2013
Swoiste memento mori, czyli Pompeje

24 sierpnia 79 roku wybuchł Wezuwiusz! 

W ciągu kilku minut popioły i drobne kamienie pogrzebały 25000 osób. Pompeje - miasto założone przez Osków - przestały istnieć. Przez siedemnaście wieków spoczywało pod skorupą z lawy. Trzeba było poczekać do 1748 r. by przedsięwziąć pierwsze prace wykopaliskowe. Spod zwałów popiołów ukazało życie codzienne kwitnącego ośrodka rolniczo-handlowego. Jest to jedno z najważniejszych miejsc rzymskiej starożytności.

Amfiteatr z I.w.n.e., najstarszy, jaki przetrwał do naszych czasów.

Jedna z ulic

Wnętrze domu - atrium

Świątynia Jowisza

Świątynia Apollina

Bazylika

Piekarnia

Fragment jadłodajni

Fresk z lupanaru

Doskonale zachowane, mimo dwu tysięcy lat, freski z domu patrycjuszów pompejańskich

Fragment rury wodociągowej

Miejsce, do którego przywiązywano konie w czasie popasu w mieście

Jeden z wielu odlewów zmarłych mieszkańców Pompejów!

Wrażenie niesamowite. Kiedy chodzi się ulicami tego gwarnego niegdyś miasta, pełnego pięknych domów, świątyń, łaźni, domów publicznych, forów i amfiteatrów, zachowanego w stanie, jakby jeszcze przed chwila mieszkali tu ludzie, nieodparcie przychodzi na myśl Memento mori - przestroga przed siłą żywiołu i kruchością życia człowieka!

sobota, 22 czerwca 2013
Co cieszy oczy!

Źrebaczek z pastwisko koło domu Kurtiego  pełen życia!

Można go podziwiać cały dzień.

Nie wiedziałam, że jeszcze znakuje się konie!

A tego spotykam, kiedy jadę do Wiolki w czasie mojej poobiedniej przerwy. Chyba mu zapachniał świeżo upieczony placek rabarbarowy, który od niej dostałam, abyśmy z Kurtim do kawy mieli.

Niby konik pociągowy, a jaki dostojny!

Ten jest piekny, prawda.

Chce pogadać? 

Stary, stareńki, zmęczony życiem. Jak tu nie spać na takim słońcu!

Miłego weekendu dla Wszystkich! :-)))

czwartek, 20 czerwca 2013
Zobaczyłam, i..... żyję!

"Zobaczyć Neapol i umrzeć!"

To słynne powiedzenie nie łączy się tylko z trudnościami lingwistycznymi, nieoczekiwanymi wybuchami Wezuwiusza oraz okrzykami zachwytu, wydawanymi nad malowniczą zatoką. Neapol, jako miasto portowe, był od zawsze centrum rozmaitych cielesnych rozrywek. To tutaj w starożytności przybywały rzymskie elity, aby nawiązywać romanse w kurorcie zwanym Baiae, a w czasach nam bliższych wielu śmiałków szukało tu rozkoszy u licznych reprezentantek najstarszego zawodu świata. Lekarstw na przenoszone w ten sposób choroby jeszcze wtedy nie znano. W rezultacie, po „obejrzeniu” Neapolu można było pożegnać się ze światem… ;-) 

Neapol! Szalony, hałaśliwy, zgiełkliwy, brudny, ekshibicjonistyczny! Jednocześnie to miasto malownicze, bogobojne i buńczuczne, żyjące ze śmiercią za pan brat, ale też zanurzone w pełni życia. Niezdyscyplinowane i wybuchowe, jak ziemia, na której wyrosło, które nigdy nie zapomina o tym, że kiedyś, w czasach gdy zjednoczone Włochy jeszcze nie istniały, był stolicą królestwa.

Neapol! Kto nie zna nostalgicznych pieśni "O sole mio", czy "Santa Lucia", albo tarantuli "Funiculi, funicula" - rozsławionych przez Caruso? To tutaj powstała najsłynniejsza pizza - Margherita - podana królowej sabaudzkiej.

Symbol Neapolu - Wezuwiusz, zasnuty mgłą ( foscia ), chociaż częściej zasłaniają go chmury

Nasz neapolitański spacer zaczynamy na nabrzeżu najstarszego portu, przechodzimy wzdłuż fasad wysokich domów,i równo ustawionych białych łódek, a wita nas monumentalna Fontanna Giganta.

Dochodzimy do najstarszej twierdzy,  Castel dell`Ovo, której nazwę można wytłumaczyć jajowatym planem budowli, ale według legendy, to poeta Wergiliusz schował jajko miedzy skałami tufu. Do dzisiaj nikt go nie znalazł, i dobrze, bo dopóki jajko leży nietknięte, miastu nic nie grozi.

Z nabrzeża doskonale widoczna jest elegancka dzielnica Vomero i Castel San Elmo, który pełnił od XIII w. funkcje obronne i zamykał miasto od  zachodu. Służył także za więzienie, przetrzymywano tam m.in. zwolenników Zjednoczenia Włoch. Dzisiaj mieści się tam biblioteka historii sztuki a mury zamku oferują wspaniały widok panoramiczny na całe miasto.

Dochodzimy do Piazza Plebiscito. Dokładnie naprzeciw fasady Palazzo Reale wznosi się monumentalna kolumnada XIX-wiecznego kościoła San Francesco di Paola, zaprojektowanego na wzór rzymskiego Panteon. Fasada ta ozdobiona jest szeregiem XIX-wiecznych posągów, przedstawiających władców Neapolu ze wszystkich dynastii rządzących od założenia królestwa w XII wieku.

A po drugiej stronie Pałac królewski z największą na południu Włoch biblioteka i muzeum apartamentów królewskich.

Wchodzimy do pasażu Umberto I, budynku o wspaniałej architekturze, przepięknych mozaikach, podziwiamy sklepione kopuły, a także renesansowe i barokowe zdobienia. We wnętrzach galerii znajduje się wiele kawiarni, firm, księgarń oraz modnych sklepów. Ciekawostką jest fakt ,iż w każdą środę, po południu jest to miejsce spotkań najsłynniejszych managerów piosenki neapolitańskiej z artystami.

A tuż obok, zaliczany do najstarszych teatrów operowych na świecie - Teatr San Carlo, słynący nie tylko ze swej architektury i wspaniałych wnętrz, jak i artystów, którzy wystepowali na jego deskach, chociażby wymieniając Pergolessi, Alfieri, Metastasio, Gordoni.

Spacer kończymy przy twierdzy Castel Nuovo, która była rezydencją Andegawenów. Renesansowy portal w formie łuku tryumfalnego zdobią przepiękne płaskorzeźby. Mieści się tu Museo Civico z kolekcją sztuki neapolitańskiej

Mamy czas wolny! Całe trzy godziny! Zatem? Spacer po zaułkach, wąskich uliczkach, małych knajpkach, aby chociaż trochę poczuć prawdziwe smaki tego miasta. 

Całe miasto udekorowane jest praniem, które wisi w każdym oknie, w przejściach, na dziedzińcach, i huśta się nad każdą ulicą. 

Neapol słynie z wielu wspaniałości, ale jest też otoczony złą sławą ,i to nie tyle za sprawą tamtejszej mafii - Camorry, tajnej włoskiej organizacji przestępczej, działającej tu od XIX wieku. Jest to również miasto ukochane przez rzezimieszków, kieszonkowców i rozmaitych drobnych przestępców, przed czym przestrzegają wszyscy.

Doprawdy dziwna jest ta atmosfera niepokoju, którą przesiąka się w Neapolu... Rezultat jest taki, że turyści raczej omijają to miasto (bardzo ich było mało pomimo sezonu i weekendu), a śmiałkowie, którzy do niego przyjeżdżają widzą potencjalnego złodzieja w każdej napotkanej osobie.

Podkoszulki i biustonosze łopoczą na wietrze niczym tybetańskie flagi modlitewne.

Neapol jest też miastem, w którym królują skutery i praktycznie nieobecne są rowery, dla autochtonow bowiem zbyt dużo tu wzniesień i podjazdów, żeby można po nim było jeździć rowerem.

 Na przemian widzimy brzydotę, z nieodłącznie walającymi się po ulicach śmieciami,

i wzniosłość. Starożytne warstwy czasu i...

 

zwyczajny dzień, w którym nie może zabraknąć chwili poświęconej rozmowie o najbliższym lub odbytym meczu piłki nożnej, czym fascynują się wszyscy mężczyźni.



Bardzo nam się podoba tutejszy zwyczaj podawania szklanki zimnej wody do aromatycznej, mocnej kawy. Każdy wypija co najmniej połowę, być może dlatego, żeby się ochłodzić, bo kawa jest bardzo gorąca. Nawet filiżanki parzą palce, chociaż barmani ściągają je z łatwością  z wieszaków zanurzonych we wrzątku. Sączymy napar powolutku, ale neapolitańczycy wypijają go jednym haustem przy barze. 

 

Ma jednak Neapol także swoje święte oblicze!

Wiele jest tu cudownych relikwii, jak na przykład słynna skrzepnięta krew świętego Januarego, patrona miasta, która kilka razy do roku, na oczach zgromadzonych w katedrze wiernych, przechodzi w stan płynny. Jeśli ta niezwykła przemiana nie następuje, uważa się, że miastu zagraża niebezpieczeństwo. Niepokoje potwierdziły się chociażby w 1944 roku, gdy cudu zabrakło, a niedługo później… wybuchł Wezuwiusz. A ile tu kapliczek! A kościołów pod wezwaniem Santa Maria! Niektóre nazwane od ich lokalizacji: Maria od łuku, od portyku, od kolumny, inne na jakąś pamiątkę lub niezwykłego zdarzenia typu śnieg w lecie. Ale większość tych nazw objawia poważną rolę Marii wśród wiernych. Maria ma kościoły poświęcone cudom, ciąży, pomocy, koncesji, wierze, cierpliwości, czystości, zdrowiu, zwycięstwu, wiedzy, nadziei, wdzięczności, łasce, każdemu dobru i siedmiu boleściom!

 

 

wtorek, 18 czerwca 2013
Wszechobecny smuteczek

To już zupełnie inna atmosfera jest tutaj! Przytłacza człowieka, snuje się wśród kątów, pełznie po schodach, jakby w oczekiwaniu na nieuniknione! A ono chyba się zbliża! Momentami ma się wrażenie, że życie cieniutką niteczką wypływa z każdej komórki ciała Kurtiego. Chociaż są dni, kiedy wstępuje promyczek nadziei, bo jakby bardziej ożywiony jest, zaczyna momentami przypominać siebie sprzed paru miesięcy, kiedy to jeszcze biegał po pokojach, "kusił" po nocach, i beształ za byle co, nie zrobione tak, jak sobie życzył! Potem znów duszna słabość, oczy zamglone, bełkotliwe parę słów rzuconych w powietrze. I wtedy zadaję sobie pytanie, jak długo jeszcze, ten stan zawieszenia między powrotem do dziecięctwa, a niedołężnością zupełną, zależną od drugiego człowieka, kiedy wyrazem oczu trzeba się przypomnieć o łyk wody, skrzywieniem twarzy zasygnalizować, iż poduszkę trzeba poprawić,  palcami przebierającymi niecierpliwie po kołdrze potarmosić pościel z lęku przed niewiadomym, wymachiwaniem bezwładnych rąk wyrazić  niemą złość na ten los koślawy, który każdego czeka na końcu drogi! I ta powtarzalność: spanie, jedzenie, wydalanie, spanie, jedzenie, wydalanie, spanie..... Potem znów dzień jakby lepszy nadchodzi.  I znowu.... Cisza! Dom, jak grobowiec. Słyszę: jesteś? Jestem. Pomożesz mi? Pomogę. Podchodzę do łóżka, wpatrują się we mnie Jego oczy. Co mam zrobić? Chciałbym cie  pocałować! Schylam się. Na policzkach czuję słabe muśnięcie. Z jego oczu spływa łza. Westchnienie. Zasypia! Ale słyszy każdy mój ruch. Jesteś? Jestem. Nie odchodź! Siedzę tu cały czas! A czas? Czas przesuwa się miedzy palcami, jak paciorki różańca. Dzień po dniu, dzień po dniu..... i tylko noce takie długie są!

niedziela, 16 czerwca 2013
Co widziałam we Florencji

FLORENCJA!!!

Miasto, którego początki sięgają połowy pierwszego wieku, początkowo o niskim znaczeniu w okresie imperium rzymskiego, aby z kolejnymi wiekami przezywać okresy przebudzenia, tworząc dzieła uznawane za dziedzictwo historyczne Włoch, a nawet całego świata. To we Florencji urodził się Leonardo da Vinci i Michał Anioł, to tutaj tworzyli najwięksi mistrzowie Renesansu, jak Brunelleschi, Donatello, Boccacio, Petrarka, Giotto! 

Już po pierwszych chwilach spaceru zanurzamy się całkowicie w czasy pełne historii, w nieprawdopodobna architekturę. Wpierw Bazylika św. Krzyża przy Placu Santa Croce. Na placu tym, raz do roku, 24 czerwca, odbywa się niezwykle brutalny mecz Calcio Storico Fiorentino, którego historia sięga czasów rzymskich legionów. To jakby połączenie  meczu rugby i piłki nożnej w wykonaniu 27 rosłych zawodników, w czasie którego wszystkie chwyty są dozwolone.

Od średniowiecza kościół  Świętego Krzyża jest miejscem wiecznego spoczynku licznych osobistości życia publicznego miasta, to jakby Panteon Narodowy. Przepiękne grobowce mieszczą się w nawach, a dochodząc do transeptu widać podłogę niemal w całości pokrytą płytami nagrobnymi. Dziwne wrażenie ma się, kiedy nie wiadomo, czy stąpać po nich, czy wykonując dziwne łamańce obchodzić dokoła.

Grobowiec Michała Anioła wg. projektu Vasari`ego,

Idziemy dalej wąskimi uliczkami, mijamy stare domy z liszajami dawnych tynków, czasem wyraźnie czujemy niezbyt przyjemne zapachy. Ale w końcu dochodzimy do centrum politycznego miasta, w którym miały miejsce wszystkie ważne wydarzenia w jego historii, pomyślne i niepomyślne. To Plazza della Signoria. Wchodząc tutaj ma się wrażenie, że weszliśmy do wspaniałego muzeum pod gołym niebem. Widać tu jedyną monumentalna fontannę we Florencji, a w jej centrum figurę Neptuna dłuta Ammannatiego.

Tuż obok, w Loggi dei Lanzi, stoją pomniki, między innymi "Porwanie Sabinek" Giambologny,

oraz "Perseusz" zabijający Meduzę. Cellini pracował nad nim 10 lat. Jego autoportret, zgodnie z ówczesną tradycją, widoczny jest z tyłu hełmu.

Na placu tym mieści się też Palazzo Wecchio. To dawna siedziba mistrzów rzemiosła, teraz urząd miejski, którą zaprojektował Arnolfo di Cambio. Pałac wykonano z ciężkiego kamienia ciosowego, z małymi oknami i wystającą galerią; wieża tej średniowiecznej fortecy bardzo długo górowała nad Toskanią.

A tuż dalej, stoi budynek Uffizi projektu Vasari`ego. Składa się z dwóch skrzydeł, w całość wkomponowano arkady z powtarzającymi się kolumnami i filarami, gdzie w niszach widać posągi znanych postaci. Znajduje się tu jedna z najsławniejszych galerii na świecie, z największą kolekcją arcydzieł włoskiego malarstwa.

Pierwszy most, jaki tu zbudowano. Ponte Vecchio łączy brzegi Arno w najwęższym miejscu. Zgodnie z życzeniem Medyceuszy, na moście tym handluje się wyłącznie biżuterią. Grube trzosy do dzisiaj są mile widziane!

Z Mostu  Złotników widać Ponte a Santa Trinita, który zaprojektował Ammannati. Trzy smukłe łuki zaakcentowane są  filarami, do złudzenia przypominającymi dziób tnącego fale statku.

Dochodzimy do religijnego centrum miasta. Nad placem góruje ogromna budowla pokryta trójkolorowymi marmurami z toskańskich kamieniołomów - białym z Carrary, różowym z Maremmy i zielonym z Prato.Kościół ten, po Watykanie i Londynie ma najdłuższą nawę. To Santa Maria del Fiore.

Poniżej fragment nieprawdopodobnie bogatych fresków Giotta!

Po prawej stronie katedry wznosi się dzwonnica projektu Giotta. Nie wspinałam się na przeszło 400 schód, nie te lata, nie te stawy, niestety! Za to wjechałam sobie windą na dach knajpki w pobliskiej ulicy, oczywiście kawę i lunch zaliczyliśmy ze Ślubnym , a za to mogliśmy zrobić zdjęcie tej architektonicznej trójcy, co widać na ostatniej fotce.

Naprzeciwko Katedry budynek Baptysterium, najstarsza budowla z tej trójcy! Przepiękna gra białych i zielonych marmurów, do tego bogato zdobione drzwi z brązu, że słynnymi "drzwiami do raju". Co roku, w niedzielę wielkanocną odbywa się sięgająca średniowiecza tradycja podpalania wozu. Dlaczego? To skrót tej historii:  Pazzino dei Pazzi, wracając z wyprawy krzyżowej przywiózł ze sobą trzy kamienne fragmenty świętego grobu. Użyli ich kapłani do wskrzeszenia ognia pod zapalnik w formie gołębia, który po specjalnym przewodzie między ołtarzem i wozem opuszcza katedrę, przez co wóz z zamontowanymi ogniami sztucznymi staje w płomieniach. Starzy mieszkańcy Florencji przywiązują do tego ogromna wagę, jako do przepowiedni obfitości nadchodzących zbiorów.

Co można powiedzieć o tym mieście? Jest niesamowite! Olśniewa! Oślepia bielą od spływającego z nieba żaru! Nieporuszone od wielu wieków mury, rzeźby, freski, budynki ! To miasto, to czysta harmonia! Smaków, zapachów, olśnień! Jak zwykle, zanurzałam się w nieme zaułki, odwiedzałam miniaturowe kościółki - istne cacka, pogłaskałam świnkę Porcelino, i... chciałabym kiedyś tam wrócić! Ciałem, być może duchem, nie wiem! Żeby tylko tych tłumów tam nie było!!!!

 

środa, 12 czerwca 2013
Wszystko na "k", to co tu "g" robi?

Konie stare, bardzo stare, na dożywociu!

I przychówek białej klaczy. Piękny, wesoły źrebaczek! Co dzień go podziwiam, jak hasa po łące, naprzeciw okna, przed którym leży Kurti!

A pod wieczór, najpierw na polu kukurydzy się pojawia, potem na pastwisku końskim po lewej stronie, gdzie przycupnięty czeka, aż wreszcie pod moje okna, skąd go z góry widzę, podchodzi! Zając! Co dzień, o tej samej porze. Mogłabym zegarek według niego regulować!

Przed drzwiami wejściowymi busz, nie ma kto skosić. Za domem cały ogromny trawnik skosił Mąż Eike, ale przód pozostał jak był, i dalej zarasta. Za to kot sąsiada z naprzeciwka uwielbia się w tych trawach zaczajać. Na co? To tylko on wie.

Za to gołębi wszędzie pełno!

Tia! I to sa te plusy pracy tutaj. Kiedy już nie wiadomo co zrobić, bo Kurti zaopatrzony i wiecznie śpi. To waruję przy oknach, tarasie, drzwiach, i czekam na gości. Naszych Braci Mniejszych! :-)))

środa, 05 czerwca 2013
Włoskie spacery!

1. RZYM

Rzym -Wieczne Miasto, które przy zmiennych kolejach losu trwa nieprzerwanie od kilku tysięcy lat, parokrotnie w swoich dziejach dyktując losy nie tylko europejskiej, ale i światowej historii. Starożytna potęga stojąca na czele świata pogańskiego, a następnie więcej niż wpływowe centrum zachodniego chrześcijaństwa.

Miasto pielgrzymów. Miasto polskich patriotów. Miasto, którego nie można chociaż raz w swoim życiu nie zobaczyć. 

Watykan - Bazylika Św. Piotra, to drugi co do wielkości kościół na świecie, a jej głównymi architektami byli słynni: Michał Anioł, Rafael Santi i Donato Bramante. Budowla jest charakterystycznym przykładem stylu renesansowego, a budulcem jej jest kamień i marmur. Legenda mówi, że bazylika stoi w miejscu ukrzyżowania i pochówku św. Piotra. W centralnej części bazyliki znajduje się zejście do Grot Watykańskich, których umieszczone są sarkofagi papieskie, w tym również  był grób papieża Jana Pawła II.

Pieta, wyrzeźbiona przez Michała Aniała. Niezwykła, skłaniająca do zadumy nad cierpieniem i jego sensem.... Miałam wreszcie okazje zobaczyć ja na własne oczy. Prawdziwą, piękną ...

W kaplicy Św. Sebastiana znajduje się teraz grób Naszego wielkiego Rodaka - Jana Pawła II.

Nie zapomniałam o pogłaskaniu nogi Św. Piotra!

Zamek Św. Anioła - mauzoleum Hadriana, a tuż obok most św, Anioła


Kierując się do placu Navone, podziwiam budynek prokuratury, z nieodłącznymi kwadrygami na jego szczycie.  

Piazza Navone. Znajduje się tu pałac Pamphili, Kościół św. Agnieszki z wieżą projektu Borrominiego i Kościół Nostra Signora del Sacro Cuore. W centrum placu ulokowano trzy fontanny: dzieło Berniniego - Quarto Fiumi, z centralnym obeliskiem i szeregiem kamiennych postaci, fontannę Neptuna oraz fontannę del Moro z posągiem Nubijczyka mocującego się z delfinem. Północną stronę placu zamyka Giacomo della Porta. 

Panteon (z grec. pan – wszystko, theoi –bogowie), miejsce poświęcone wszystkim bogom, to okrągła świątynia na Polu Marsowym, ufundowana przez cesarza Hadriana na miejscu starszej świątyni, zbudowanej ku czci boskich patronów Rzymu, zniszczonej przez pożar. Należy do najwspanialszych i najlepiej zachowanych budowli starożytnego Rzymu. Ciekawostką jest lekko wklęsła podłoga w centralnym miejscu, aby spływał nią deszcz padający z nieoszklonego otworu w kopule.

Przy Piazza di Spagna - słynne Hiszpańskie schody prowadzą do XVI –wiecznego kościoła Trinita dei Monti (kościół pw. Św. Trójcy). Kościół i schody zostały ufundowane przez rząd francuski, natomiast nazwa wiąże się z lokalizacją hiszpańskiej ambasady. Tłumnie odwiedzane przez turystów, odbywają się na nich pokazy mody, festiwale kwiatów, a w czasie Bożego Narodzenia na tarasie schodów urządzana jest szopka.

 

Fontanna di Trevi, autorstwa Nicola Salvi. Jest to najbardziej imponująca, scenograficzna i wartościowa artystycznie fontanna spośród nie tylko tych w Rzymie. Oczywiście, wrzuciłam swój pieniążek. Tutaj miało też miejsce pewne zdarzenie, które na dłuższy czas zafrapowało nie tylko mnie, ale setki turystów. Do fontanny wszedł jakiś szaleniec i zaczął ciąć swój brzuch żyletką, coś wykrzykując do tłumu. Zjawili się karabinierzy, potem telewizja, policja w cywilu i karetka. Wydobycie z fontanny szaleńca, skrępowanie na noszach i odjazd wśród tłumu gapiów sfotografowałam nie tylko ja.

Ołtarz Ojczyzny. Uważany jest za największy współczesny monument w Europie. Zbudowany według projektu G. Sacconi dla uczczenia 50. rocznicy powstania Królestwa Włoch. Ma przypominać zjednoczenie kraju i jednocześnie stanowić symbol Ojczyzny. Znajdują się tu także prochy Nieznanego Żołnierza. Nad całością dominuje gigantyczny posąg pierwszego króla zjednoczonych Włoch - Wiktora Emanuela II Sabaudzkiego. 

 Tuż obok Wzgórza Kapitolu - Wilczyca karmiąca Remusa i Romulusa

Forum Romanum - centrum religijnego, politycznego i gospodarczego życia starożytnego Rzymu. Znane też jako Forum Magnum tj. plac w starożytnym Rzymie, położony u stóp Kapitolu i Palatynu. W okresie cesarstwa Forum zostało rozbudowane i wzbogacone o liczne świątynie i łuk triumfalny cesarza Augusta. Od V wieku ulegało stopniowemu zniszczeniu. W IX, X wieku stanowiło kamieniołom gdzie łatwo pozyskiwano budulec do nowych budowli. Do XVIII wieku służyło na wypas bydła.

Coloseum -Amfiteatr Flawiuszów - to jedna z najbardziej zadziwiających, zachowanych do czasów obecnych starożytnych rzymskich budowli.  Było wielkim elipsowatym amfiteatrem. W niszach kolumnad frontowych umieszczono posągi bóstw. Ogromny posąg (Collossus) poświęcony bogu – Słońcu dał nazwę amfiteatrowi – Koloseum. Bezimienny architekt, który zaprojektował Koloseum korzystał z greckich i rzymskich tradycji budowlanych dodając kilka nowych rozwiązań. Amfiteatr był miejscem krwawych imprez i walk gladiatorów. Organizowano tu uroczystości o charakterze religijnym, święta państwowe oraz pokazy historyczne. Przez wieki Koloseum było wietrzejącą pamiątką dawnej świetności. Do zniszczenia Koloseum przyczyniły się trzęsienia ziemi. Obecnie pozostałości amfiteatru są konserwowane, a Koloseum udostępniono dla zwiedzających.

 

Rzym to miasto-muzeum, w którym na obejrzenie każdego eksponatu trzeba by poświęcić całe życie. Starożytne ruiny i nowoczesna metropolia. Zakurzone zaułki i najwspanialsze dzieła sztuki. Miasto jednoczące skrajności. Miasto drapieżne, którego surowy charakter najlepiej wyraża się w miejskim folklorze i charakterze mieszkańców: chropowatym i nieco szorstkim, a przy tym żywiołowym i serdecznym, miejscowym dialekcie, a także tradycyjnej kuchni.

 
1 , 2
Archiwum