Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
środa, 30 czerwca 2010
Nie jest łatwo!

Nasza chata zawsze rada gościom. Tym razem, w drodze na Wybrzeże, w ubiegły weekend odwiedziła mnie jedna ze Stylowiczek - Muminka. Od razu zakupiła kijki, aby towarzyszyć mi w wieczornych przemarszach po nadjeziornej promenadzie. Często podglądałyśmy rodzinkę Kubową, min. gdy młode uczyły się nurkowania.



Jeździłyśmy też na basen,bo woda w naszym jeziorze dopiero zaczęła przekwitać, co oczywiście młodzieży nie przeszkadza,ale nam tak. W niedzielę wybrałyśmy się na festyn archeologiczny do Leśna, w pobliże gockich kręgów kamiennych.



Nowym elementem festynu, w tym roku, były pokazy układania ptaków: jastrzębia Harrisa



i sokoła wędrownego



W drodze powrotnej,w Asmusie nie mogłam oprzeć się pokusie, aby nie stanąć przy słupie z klekoczącymi bocianami.



W poniedziałek zawoziłam Gościa na pociąg i przywiozłam Wnuczki.
Zaczęły się schody, bo nie jest łatwo 6 i 10 latce zapełnić różnymi atrakcjami cały dzień, zwłaszcza przy założeniu, że nie będzie ani telewizora ani komputera. Razem ze Ślubnym nie narzekamy na kondycję, ale też nie jesteśmy już młodzieniaszkami. Zatem wieczorem padamy, jak przysłowiowe kawki ze zmęczenia. Dobrze, że dziewczynki też, bo byłby "obciach"!
Ale mają wszystko: spacery na lody, pływanie łódką, zjeżanie z dmuchańców, jazdę na wrotkach, pływanie w jeziorze, zabawy na plaży, jazdę rowerami, bierki, damkę, zabawy z ogrodowym zraszaczem, odgrywanie scenek rodzajowych, konkursy na najfajniejsze opowiadanie i najbardziej kolorowe malowanki. Dzisiaj byliśmy na najpiękniejszej stacji benzynowej, zwiedzać zoo. Najciekawsze tym razem były żubry i nowy nabytek - struś nandu szare.



Teraz Dziewczynki są na urodzinach wspólnej, trochę dalszej kuzynki, więc mamy 2-3 godziny oddechu.
Jutro wybieramy się pod Kartuzy, zwiedzić Kaszubski Park Miniatur.
Muszę zająć się teraz trasą przejazdu i pokombinować, co jeszcze można zobaczyć po drodze.
Zatem do miłego za niedługo, bo mnie Babciowskie obowiązki wzywają!
piątek, 25 czerwca 2010
Wieści nadjeziorne!
Siedzę sobie w nadjeziornej chatce i bardzo mi tam dobrze. Jest spokojnie, czasami leniwo, w ogóle nie tęsknię do miejskiego życia. Brak netu i tylko 4 programy tv pozwalają na inny ogląd świata. Ot, można się poprzyglądać gościom, którzy nas odwiedzają!

Bezpańska kotka z płotu sąsiada poluje na nornice.



Dziki gołąb spaceruje bardzo majestatycznie.



Szpaki szybciutko biegają.



Z gąszczy barwinka czasem wyłoni się żaba.



A jeziorna rodzinka Kubowa ma w tym roku tylko czworo Kubiątek ( akurat ten czwarty schował się za mamusię! ).



Przyszły tydzień zapowiada się bardzo pracowicie, bo przyjadą Wnuki. Już układamy plany zajęć, aby dzieciaczki się nie nudziły.

Zatem, do miłego!

Dokładam jeszcze jedno zdjęcie gołębia, na prośbę Krogulca! :-)


środa, 16 czerwca 2010
Kto nas nawiedził??????
Ufo?????
Te ślady jakieś takie dziwne. Nawet sylwetkę "ludzia" można sobie wyimaginować.
Ciekawa jestem, kto zgadnie.
Rozwiązanie podam za tydzień, kiedy znowu przyjadę w domowe pielesze podlać kwiatki i wywietrzyć całe mieszkanie!
Pa,pa,pa!!!


piątek, 11 czerwca 2010
Zdążyć przed burzą!

Stwierdziłam dziś autorytatywnie, że z moja kondycją coś nie tak. Koleżanka - kijkowiczka starsza ode mnie, a ja ledwo, ledwo mogę ją doganić. Okazuje się, że za małe kroczki stawiam. Kłaniają się całe lata drobienia na szpilkach :-). Ale dzielnie zaciskam zęby i maszeruję, nie bacząc, że czasem coś mnie w kolanki strzyknie, w pachwince coś zaboli. Nie mówię już o komarach, bo tej plagi w tym roku, z niczym porównać się nie da.
Od wczoraj namiętnie mierzę sobie ciśnienie. Mieliśmy wykłady UTW o promocji zdrowia, na koniec każdy mógł sobie zmierzyć ciśnienie i wyszło mi 160/110. Niedobrze! O dziwo, dziś po 10 km marszu było 135/88, potem 128/92, 2 godz. temu 157/95. Takie skaczące też nie za dobre i pewnie przyjdzie mi odwiedzić lekarza. Sprawdza się więc porzekadło, że po 60-ce wszystko się zaczyna człowiekowi sypać.
To ciśnienie też podniosła mi moja Wekselka z niemieckiej pracki. Zadzwoniła po południu z informacją, że znalazła nową pracę, bo ze staruchami wytrzymać się nie da, i za tydzień jedzie w nowe miejsce. To po jakie licho wracała, skoro wiedziała, że sobie nie poradzi? Burzy mi przy tym wszystko, co miałam zaplanowane do października!
Tak się zeźliłam, że zaczęłam pakowanie bambetli i uciekam z domu nad jezioro. Może złość mi przejdzie, gdy sobie pobiegam wieczorną rosą po trawie, potańczę, pośpiewam, pobrodzę w zimnej jeszcze wodzie jeziora, poskaczę na skakance, posłucham śpiewu ptaków z pobliskich zarośli i bukowego lasu.
Miłego weekendu Wszystkim życzę i paru następnych dni też, bo nie wiem, kiedy wrócę.
Biegnę pozamykać okna, bo wietrzysko ogromne się robi, deszcz zaczyna dzwonić o szyby, ciemno na dworze jak w nocy i błyska przepięknie.
Buża rozszalała się na dobre!
To zmykam! :-))))
środa, 09 czerwca 2010
WSTYD ???

Po niemieckich dwóch miesiącach, proste, domowe sprawy urastają do rangi symbolu. Celebrowanie śniadania, zakupy na osiedlowym bazarku i w zwykłym, naszym markecie. Potem zastanawianie się, co na obiad. Czyli wsłuchiwanie się w sugestie Ślubnego, ale także przypominanie sobie tych potraw, które teraz zjadłabym natychmiast, bo tam nikt tego nie je, albo robi głupią minę, gdy to proponuję!

Akurat wracam sobie z ryneczku zadowolona. Mam piękne truskawki, tylko za 5,0 zł kilo. Do tego główka świeżej kapusty, zestaw warzyw zupowych i młode ziemniaczki. Dzisiaj będzie „parzybroda”. Na kościkach schabowych. Z dużą ilością świeżego koperku! Mniam!

Idzie dawno nie widziana Koleżanka.

- Cześć! Cześć! Dawno się nie widziałyśmy!

-Co słychać? Wyjeżdżałaś gdzieś?

- Co? Ty też? Myślisz, że jeżdżę do Niemiec, tamtym staruchom tyłki podcierać?

- ?????

- Kochana! Jeździ ta nasza, polska szarańcza, na własne życzenie staje się niewolnikami. Swoich własnych Rodziców nie umieli doglądać. A starymi Niemcami opiekują się, jak nikt inny na świecie. Skąd mogą wiedzieć, czy Oni nie zabili w ostatniej wojnie ich Krewnych? A wiesz przecież, że ja 15 lat opiekowałam się moją chorą mamusią. Nikt, ale to nikt mi nie pomógł. Poza tym, kto? Mój były eks? Dzieci przecież nie mam! Takiej gehenny, to ja nikomu nie życzę! A teraz, jak słyszę, że tyle Polek tam jeździ, to mi się nóż w kieszeni otwiera! Co Oni tam chcą? Tylko pieniądze mają w oczach! W kraju im się nie chce, bo za mało! Dzieciom chcą fortuny zostawić! Na studia im zarabiają! Wstyd, po prostu!

- Wiesz co? Muszę lecieć, bo Ślubny na drugą zmianę, obiad trzeba naszykować! Może pogadamy następnym razem.

- No, pa, pa, lecę zabukować lot do …..

….. nie dosłyszałam, bo już biegła przed siebie.

Ale mam jakiś niedosyt. Bo dlaczego ja nic nie powiedziałam, że tam jeżdżę. Do pracy. Do tych staruszek, którym trzeba te tyłki podcierać gdy się zmienia pampersa?

Wstydziłam się?

Brak asertywności?

W końcu Rodzice moi na polach Piotrowych już przeszło 10 lat.  Dzieci  też nie krzywdzę. Mają swoje życie i radzą sobie bardzo dobrze. Wnuki się przyzwyczaiły, że babcia jest z doskoku, i po powrocie z wojaży ma dla nich nie furę pieniędzy i prezentów, tylko serce na dłoni i zrobi wiele, aby je zadowolić. Ślubny nareszcie nauczył się gotować i emabluje mnie, jak nigdy dotąd.

Uczciwie, i ciężką pracą, zwłaszcza psychiczną, dorabiam po to, aby rozbudować naszą nadjeziorną chatę. Bym przez następne, przynajmniej 30 lat, mogła tam bywać od marca do października. Aby kominek rozgrzewał moje stare kości.  I guzik mnie obchodzą Ci, co mówią mi, iż to moje Dzieci potem dostaną! A przepraszam, kto ma dostać? Do grobu mam wziąć?

Czy to moja wina, że nikt nie chce w kraju takich starych, jak ja? A głodowa emerytura nie pozwala godnie żyć? W końcu żyję tu, w Polsce i nie mam takich możliwości, jak emeryci w krajach zachodnich. Na wszystko muszę ciułać, i ciułać, i ciułać!

Jasne! Powinnam płakać w rękaw i żądać od pomocy społecznej. Tylko, że nam się nie należy. Ślubny przecież zarabia. Jak dobrze firma „przędzie” i On ma parę sobót i niedziel zajętych nadgodzinami, to dobrze. A jak nie, to wystarcza. Na godne życie wystarcza. Ale nie na ekscesy typu wycieczka zagraniczna raz do roku, a tym bardziej na budowanie czegokolwiek bez podpierania się kredytem bankowym.

 

Dlaczego jej tego nie powiedziałam????

O co „kaman”??????

poniedziałek, 07 czerwca 2010
SPOKOJNOŚĆ !

Ślubny w pracy. Rozpakowałam już wszystkie "bambetle", których na takie kilkudniówki nadjeziorne, zawsze zabiera się w ilościach nadmiernych. Pranie nastawione, reszta musi czekać. Pada, więc nie będzie wieszania na balkonie, to co uprane musi się kisić w domowej, niewielkiej łazience. Zatem kawusia, tym razem o smaku pomarańczy i mruczenie laptopa, to zajęcie na całe popołudnie.

Weekend udany nad podziw. W tym dwa dni siostrzano braterskich rozmów o problemach życia rodzinnego. Wesołe pokrzykiwania Wnuków. Grillowanie. Długie spacery nadjeziorną promenadą. Grzybobranie - pierwsze w tym roku, którego efektem końcowym była uczta wieczorna ze smażonych na masełku pieprzniczek i brzozaków. Jeden prawdziwek też się trafił!

Spokojnie więc udaję się na spacer po blogowisku!

środa, 02 czerwca 2010
PĘDZIWIATR !!!

Nie mam na nic czasu!

Okres ochronny mi się już skończył, kiedy to nic nie robiłam, tylko dawałam się Ślubnemu rozpieszczać! Ale, ile można się lenić? Czekała masa spraw do załatwienia, które tylko ja mogłam załatwić. Nad jeziorem chałupka do przygotowania na sezon letni. I to nie ma znaczenia, że pewnie nie ja będę z niej w tym roku korzystać. Musi stać gotowa na przyjęcie gości różnych, przeróżnych. Jakoś moje Dziewczyny w tym roku zapomniały. Trochę je rozgrzeszam, bo obie nową pracę mają, w różnych godzinach, to i czasu brak na pomoc dla nas. Zresztą, my jeszcze nie tacy starzy staruszkowie, aby sobie samemu nie poradzić. Niemniej, zrobić wszystko trzeba. Wkurza mnie jedynie indolencja sąsiadów. Ten zza miedzy, do tej pory nie kosił trawy, porosła więc prawie jak zboże i rozsiewa się na moją część. A ja odchwaszczam i końca nie widać. Ten po drugiej stronie strumienia ma nowego psa, duże bydle, które jednym susem potrafi przeskoczyć wodę i biega jak szalony pod moim płotkiem, równo depcząc irgę, płażaki i konwalie. Na nic zwracanie uwagi sąsiadowi. Nic sobie z tego nie robi. Chyba powinnam machnąć ręką i niech nad rzeczką busz zarasta.

Najbliższy weekend  zapowiada się mocno rodzinny, bo to i najmłodszy Braciszek przyjeżdża, i Wnuki już lada moment wpadą i zostaną do niedzieli. W kuchni zatem siedzę i pitraszę zawczasu, aby potem tylko miłym gościom służyć.

No, i mój Ślubny chyba sobie młode lata przypomniał, albo mocno stęskniony mą dwumiesięczną nieobecnością, bo wszystko muszę z nim, w jego obecności, dla niego, o nim! Zawsze podziwiałam staruszków, którzy zgodnie trzymając się za łapki szli spokojnie do sklepów, razem wybierali to, co mieli kupić, razem przy kasie wysupływali groszaki, potem zgodnie, z uśmiechem wracali spokojnie w domowe pielesze,a teraz mam prawie to samo! Nie powiem, miłe to, ale trochę męczące. Tak, wiem, wiem, mam za dobrze, i marudzę! Niech będzie!

To już teraz wiadomo, dlaczego nie mam czasu odpowiedzieć na komentarze, Was poodwiedzać, wpisać do ulubionych nowych Gości, nawet dzwonić i skypowe gadanki uskuteczniać!

Liczę, że zmieni się to po długim weekendzie, którego sobie i Wam życzę, aby był wreszcie słoneczny, radosny i prawdziwie letni!

Archiwum