Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
sobota, 27 czerwca 2009

Doigrasz się!

- No, i co gały wybałuszasz?

- Do Ciebie przecież mówię - licho przebrzydłe! Znowu musiałeś się do mnie przyplątać? Za długo miałam od Ciebie spokój?

- No, co tak się kryjesz po kątach? Chichoczesz! Myślisz sobie, że nie wiem, co kombinujesz? Mało razy przez całe moje życie dawałeś mi się we znaki? To przez Ciebie przecież żyłam, jak na sinusoidzie! Co? Nie pamiętasz? To już takie stare jesteś? No, patrzajcie narody, licho sie zestarzało, za dużo obowiązków, "cy cóś" ? Ale ja i tak wiem, że chcesz abym była, jak ten opadły liść, który rozwiewa wiatr. Mam krążyć w powietrzu, a potem upaść!

- O!!! Niedoczekanie Twoje! Może brak mi prawa i kierunku w sobie, ale dokładnie wiem, gdzie mam iść! I Ty mi w tym nie przeszkodzisz, choćbyś nie wiem jak się starał! Przez te wszystkie minione lata uodporniłam się na Ciebie! Wtedy, gdy Ślubny miał dwa zawały i wydawało się, że już po nim! I wtedy, gdy miał wodę w płucach i dwa miesiące leżał na płucnym, a ja kursowałam od bladego świtu od chaty jeziornej, gdzie doglądałam Dzieci, do teściowej, by podrzucić płody ogródkowe, potem do szpitala z owocami dla niego, przy okazji dwa razy dziennie podlać zielone, bo lato ówczesne było potwornie skwarne! A także wtedy, gdy załatwiłam Mojemu klinikę w Poznaniu, i trzeba było się wprzody płaszczyć przed naszym kardiologiem, a potem przed dyrektorem kliniki, a ja się nie dałam spławić, bo byłam gotowa, jak ten Rejtan rzucić się pode drzwi pana Ordynatora! Gdy co chwilę byłam na bezrobociu, a Synek udawał, że studiuje, lodówka świeciła po jego wyjeździe pustkami, pies był do żywienia , Ślubny zarabiał tyle, co nic i bywało, że przez całe tygodnie jedliśmy tylko ziemniaki w przeróżnych postaciach! Gdy brałam jakiekolwiek zajęcie, aby jakoś związać koniec z końce! Co? Mam dalej wyliczać?

- Przetrwałam! Spychałeś mnie do dołu, bo przecież nie może być tak, aby takie maluczkie ludki miały dobrze! To według Ciebie! Ale ja uważałam i uważam inaczej! Ręce zedrę, pazury połamię, a i tak będę się w górę drapać! A co! Teraz tak samo! Co Ty sobie myślisz, że się załamię? Że jak nie bedę jeździć na saksy, to zbankrutuję? I kiedy wiem, że ten tysiak, com go wydała na skradzioną szybę, to się nie wróci! I płakać będę? Trudno! Nie udało się. Nie po raz pierwszy, i pewnie nie ostatni! Więc wiadomo! Plany zmienić trzeba, coś innego wymyśleć, albo z paru rzeczy zrezygnować! A jak jeszcze raz podszepniesz mojemu Ślubnemu, że to sprawa mojego charakteru wrednego, to znaczy, że też mnie nie znasz i zupełnie mnie z kimś innym pomyliłeś, i dostaniesz ode mnie takiego kopa w "żyć", że na zawsze się ode mnie odczepisz!

- Zresztą, Licho, powinieneś! Bo teraz te młodsze powinny dostać do wiwatu, aby się życia uczyły! Ja już swoje dawno potrafię ogarnąć!

środa, 24 czerwca 2009

Licho chadza parami!

W ubiegłym tygodniu musiałam być późnym wieczorem w mieście. Wiedziałam więc, że bedę nocować w domu. Przed wyjazdem pytam się Ślubnego, czy radio samochodowe ma schowane, bo chyba zaparkuję pandarettę pod blokiem. Nie będzie mi się rano chciało, skoro świt, pędzić do odległego garażu. Odpowiedź była jasna i przejrzysta. Radio schowane, można śmiało zostawić autko na przedblokowym parkingu.

Sprawę załatwiłam, potem do póżna biegałam po necie, w końcu grubo po północy położyłam się spać. A sen to ja mam, jak przysłowiowy zając pod miedzą! Nie trwało długo, jak uszy mi się wyprostowały, bo usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nic więcej. Godzina była 2.oo! W nocy! Nadsłuchiwałam dłuższą chwilę, czy pukanie się nie powtórzy. Być może ktoś się pomylił? Ale nie. Cicho! To się moszczę na pościeli, sen jakoś nie przychodzi, pewnie dlatego, że już dawno swoją barierę zasypiania przekroczyłam! Już prawie przysypiam, gdy znowu znienacka - puk, puk, puk - cichutkie, ale wyraźne! To już czuję, jak mi włosy stają dęba, a po plecach ciarki strachu biegają, jak oszalałe! I znowu nic! Żadnego ponownego pukania, zero łapania za klamkę, nawet dzwonka nie użyto! I tak od godz. 3.oo na pół drzemiąc, na pół warując, dotrwałam do 6.15. Bo wtedy znowu pukanie sie powtórzyło. I tak, jak poprzednimi razy - pojedyncze tylko, a potem cisza. Nie wytrzymałam, zadzwoniłam do Ślubnego. Referuję mu po kolei nocne sprawy. Jego wniosek był bardzo konkretny - ktoś namierza nasze mieszkanie celem rabunku. Mam zostać w domu, On dojedzie i parę dni będziemy nocować w domu. Ok!

W porze śniadaniowej, jakoś zwlokłam się z wyra, niewyspana okrutnie. Muszę iść po coś na śniadanie! Po drodze dryndam do sąsiadów, opowiadam nocne zdarzenia, proszę o jeszcze większą niż dotychczas uwagę na nasze mieszkanie, bo sąsiedzi to wspaniali ludzie, za każdym naszym letnim pobytem nadjeziornym, dokładnie pilnują, co się dzieje w klatce, spod naszych drzwi uprzątają ulotki, odbieraja nasze przesyłki, słowem - lepszych strażników nie można sobie wymarzyc. Oczywiście, gdy Oni wyjeżdżają, a my jesteśmy w domu, robimy dokladnie tak samo, ale w odwrotnym kierunku.

Przechodząc koło parkingu widzę, że koło naszego samochodu pełno szkła. Podchodzę, i..... załamka! Wybita szyba od strony kierowcy, na miejscu radia jakieś kable zwisają, tapicerka popruta jakimś ostrym narzędziem! Masakra!

Dzwonię na policję, zgłaszam sprawę i ku swojemu zdumieniu słyszę:

- dlaczego Pani nam drzwi nie otworzyła, kiedy pukaliśmy wielokrotnie, aby powiadomić o zdarzeniu?

- To Policja mnie po nocy straszyła? - pytam nieśmiało.

- Nie rozumiem! - głos w słuchawce trochę ostrzejszy.

- Bo ja myślałam, że ktoś chce się włamać! Przecież, gdyby coś się stało, to ktoś chcący nas o tym zawiadomić, powinien pukać parę razy, użyć dzwonka, złapać i potrząsać klamką, a nie po cichutku odchodzić od drzwi!

- Proszę pani, to noc była! - tłumaczy mi znowu miły głos - Sąsiadów mieliśmy pobudzić?

Ręcę mi po prostu opadły, bo takiej delikatności to po stróżach naszego porządku, w najśmielszych snach bym sie nie spodziewała!

Koniec końców, przyjechał Ślubny. Czekając na niego sprzątnęłam szklane pobojowisko wokół samochodu. Pojechaliśmy na komendę złożyć zeznania, podpisać protokoły. Okazało się, że sprawców złapano na gorącym uczynku, oprócz naszego, załatwili jeszcze dwa samochody. Oczywiście, cały łup, czyli radia, został odzyskany. Ale co z tego! Kiedy już parę dni temu dostaliśmy oficjalne potwierdzenie wszczęcia sprawy, i Ślubny pojechał do prowadzącego z odpisem rachunku za montaż nowej szyby, okazało się, że dwoje poszkodowanych wycofała oskarżenie. Bo dwójka z trzech sprawców, to recydywiści. I istnieje obawa, że się dowiedzą, kto ich do kicia wsadził, i będą się mścić!

I teraz Ślubny ma dylemat! Czy nie powinien zrobić tego samego? I próżne moje tłumaczenia, że przecież ktoś musi podtrzymać oskarżenie bez względu na wszystko. Nie może przecież być tak, aby bezkarnie uchodziło każde, najmniejsze nawet przestępstwo! Oby sie tylko nie złamał!

środa, 17 czerwca 2009

I "po ptokach"!!!

Dostałam telefon! Od znajomej, która załatwiła mi pracę jako niania. Dzwoniła w imieniu niemieckiego tatusia, zawiadamiając, że nie mam już więcej przyjeżdżać!

Na pytanie, dlaczego - usłyszałam, że dziecko źle się czuło w mojej obecności!

No comments!

niedziela, 14 czerwca 2009
UFFF!

I po weselnym maratonie!

Słowo daję, taka trzydniówka, to niezła zaprawa i trzeba mieć nielichą kondycję!

Na szczęście, już po poprawinach i mozna spokojnie iść w poziomy!

Pamiętam jednak, że obiecałam zdjęcia z Heidelbergu, więc ostatnia seria dzisiaj!

Starałam się, aby zdjęcia były po kolei. Czyli: zamek, widoki z zamku, muzeum aptek, stary rynek! Nie umiem jeszcze tego programu do końca, więc proszę o wybaczenie.

piątek, 12 czerwca 2009
Polterabend!

 

Już po!

Ciut,ciut, mnie się we głowinie kołowaci! Ale, nic to! Ino dwa drinkowate! To opanuję.

Jutro o 8-ej mam fryzjera, to muszę w poziom iść!

Zatem do miłego!

Przy okazji wstawiam następne zdjęcia niemieckie, tak, jak obiecałam!

To wycieczka piesza do górskiej gospody Zur Muhle

środa, 10 czerwca 2009
MIĘDZY OSOBISTYM A OBIECANYM

Jeśli emerytka może mieć urlop - to ja mam taki na tysiąc procent!

Jemy sobie z dziubków!

Dogadzamy sobie!

Jak zimno, to "śniadaniowe pidżama party" trwa do obiadu!

Jak mi się chce, to coś pichcę. Najczęściej coś z owoców i warzyw. Jak mi się nie chce, to jedziemy sobie do okolicznych restauracyjek i zamawiamy pyszności!

Jak ciepło, to zrywamy się do naszych działkowych pracek!

Szykujemy się na wesele naszego wspólnego Chrześniaka, które odbędzie się w najbliższą sobotę!

Akurat wróciłam z zakupów! Kiecka jest - klasyczna szmizjerka w kolorze śliwki węgierki. Dekolt okrągły, rękawki krótkie, zaszewki jak należy, dlugość klasyczna, czyli za kolanko. Buty też ekstra. Nalatałam się wprzódy po całym mieście bez efektów! Ale człek ma Córkę. A Ona dzisiaj mnie zawiodła tam, gdzie oczopląsu dostałam. I butki są, jak najbardziej, wysoki koturn korkowy, a wszystko jako sandałek. Fioletowe! Ekstra!

To tak dla relaksu wrzuciłam zdjecia fotek z Eberbach, do którego jeżdżę na zakupy. Do tego miasta jadę 7 km drogą pełną zakrętów. Leży ono na obu brzegach doliny rzeki Neckar.

Wstawiłam tam też zdjęcie pięknego drzewa Paulownia

sobota, 06 czerwca 2009
PRZED SEZONEM!

Spokój!

Cisza!

Pomosty zajmują jeszcze rybitwy, kormorany i kaczki.

W gotowości na turystów czekają puste jeszcze miejsca zabaw dla dzieci, niepełna marina, ogródki piwne, pomosty.

Woda w jeziorze jeszcze niezmącona.

Pani Kubowa wodzi za sobą stadko ośmiu łabędziątek, a w odwodzie pilnuje ich, jak zwykle Kuba.

Żeglują nieliczni jeszcze śmiałkowie!

 

środa, 03 czerwca 2009
OBIECAŁAM!!!

Miały być zdjęcia z Niemiec, to będą sukcesywnie!

Teraz Gaimuhle, tam gdzie pracuję! Robione na początku kwietnia i później. Zamek sie przyplątal przez przypadek. Byliśmy tam na obiedzie!

 

Archiwum