Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2008

Urlop

Torba podróżna spakowana! Reise fieber jak się patrzy!

Jadę na urlop!

Skoczę na trochę za Bałtyk, potem na powrocie, w centrum sobie pobędę!

Wrócę za 10 dni!

Życzę Wszystkim słońca i samych cudownych dni!

Do poklikania! :-)))))

sobota, 28 czerwca 2008

Owoce

Godzinę temu zjadałam prawie 0,5 kg truskawek z cukrem i śmietaną. Ja wiem, że ten cukier i śmietana,  to rzecz zbędna. Ale jak się powstrzymać? No jak, gdy się z dzieciństwa te smaki pamięta?

A przed chwilą podelektowałam się czereśniami. Ogromne były, prawie czarne, słodkie..... mniam. mniam, mniam! Cała duża micha!

Tylko, że teraz szwy mi trzeszczą!

Ratunku!!!!

piątek, 27 czerwca 2008

Co nagle, to......

.....po diable! W poniedziałek jadę na urlop, a tydzień mi się tak jakoś zwęził, nijak nie mogę " obrobić się". Wczoraj z tej szybkości, albo roztrzepania mego wrodzonego, ufarbowałam sobie włosy bez użycia mieszanki utleniającej. A potem zdziwienie, dlaczego te włosy dalej mają odrosty. Oj, śmiał się ze mnie mój Ślubny, a śmiał. A mnie do śmiechu nie było, kiedy zrobiłam pranie i okazało się, że mi 3 szt. figów zabarwiły się na różowo, bo nieopatrznie wrzuciłam do pralki bordową bluzeczkę.

Całe popołudnia spędzam na działce nadjeziornej. Chwast się tam pleni okrutnie. Zresztą nie tylko chwast, ale kiedy Ślubny parę tygodni temu siał nową trawę, to wiatr wszystko zwiał na miejsca kwietno-zielne, i miast na trawniku, to na rabacie przy płocie darń się świeża utworzyła. Ślubny musiał trawę dosiewać, a ja mam teraz niezłą robotę to wszystko wyplewić i odsłonić rośliny płożące.

Przy okazji życie towarzyskie kwitnie. Po przedwczorajszej wizycie Pioterowej, wczoraj miałam długie spotkanie z koleżanką, której nie widziałam 35 lat.Ale sobie powspominałyśmy! Dzisiaj już obiecałam Przyjaciółce, że do niej wpadnę, bo jeszcze nie zdążyłam po powrocie z Niemiec.

A do tego sprawy remontowe, udział w dzisiejszych późnowieczornych imprezach na otwarcie lata w naszym mieście, plany zaliczenia chociaż jednego dnia Festynu Archeologicznego w Leśnie! Dni powinny być z gumy!

środa, 25 czerwca 2008

Biegusiem!

Rano skoro świt, zerwaliśmy się ze Ślubnym jak te dwa skowronki. Szybciutko mycie, śniadanko i już biegniemy do garażu. Wsiadamy w pandarettę i hajda w sklepy! Najpierw trzeba zamówić drzwi. I tu kłopot. Bo nasz blok budowany w połowie lat 70-tych, więc ościeżnice niekoniecznie będą pasować do skrzydeł drzwiowych. Możemy ryzykować i kupić drzwi jak leci, a musimy kupić 3 szt.pokojowe i 2 szt.do toalety i kibelka. A potem co najwyżej strugać, dopasowywać i przy okazji kląć jak szewc, bo suma summarum drzwi jakby nie było, będą lekko podniszczone. Możemy też dostać jedne uszkodzone drzwi ze sklepu i sprawdzić, czy pasują do naszych ram drzwiowych. A jak nie będą pasowały to możemy sobie zamówić drzwi u stolarza. Już nawet nie wspomnę, że będzie to kosztowało majątek. Ślubny zdecydował, że sprawę przemyśli. Jak go znam, znajdzie złoty środek, i oby tak się stało, bo inaczej remont będzie się nam ślimaczył do końca roku.

No tak, ale jak się remontu zachciało takiego na 100% zmian!

Dalej jedziemy  do salonu meblowego. Już dwa miesiące temu zdecydowaliśmy, że rezygnujemy z drewnianych mebli na rzecz takich z płyty. Zawsze te meble możemy potem przenieść do chaty nadjeziornej, której rozbudowę planujemy za parę lat, a do miejskiego mieszkania kupi się ponownie nowsze meble. Znaleźliśmy w katalogu ładny zestaw i bez kłopotu zamawiamy. Jedynie przy ilości krzeseł moje chłopisko oponuje, ale nie ma, że boli. Ma być 8 szt. i już. Bo 6 to stanowczo za mało. W razie jakiejś imprezy rodzinnej to co, będę stos poduszek podkładać, organizować od sąsiadów siedziska? Zestaw wypoczynkowy też taki wybrałam, jak sobie umyśliłam, elegancki, sofa i fotele niezbyt wielkie, w stylu klasycznym, a jednocześnie lekkie.

Wracamy do domu, a tu już telefon od Pioterowej, że jadą do naszego miasta organizować akcję promocyjną. Pięknie! Wpadli, wypiliśmy kawę, do niej było ciasto przywiezione przez towarzystwo Pioterki, i już wypadają obklejać plakatami miejskie słupy ogłoszeniowe. No to ja nad jezioro, chłopisko do pracy, a późnym popołudniem, z Pioterką rządzimy u mnie w kuchni wspominając dobre, dawne czasy TS-owe. Szkoda mi tylko, że jak Piotrusiowa będzie w naszym mieście, to ja będę balować w innych stronach. Trudno się mówi. Dobrze, że juz sobie obgadałyśmy spotkanie o innym czasie i w innym miejscu!

Bo takie jest życie. Nie da się być wszędzie niestety!

 

wtorek, 24 czerwca 2008

Wojna Niemiecko-Polska!!!

Kiedy przyjechałam na kolejną szychtę niemiecką i moja zmienniczka powiedziała mi, że Babka strasznie się zezłośliwiła, nie chciałam w to bardzo wierzyć! Ale nie trwało długo, jak okazało się, że I. miała rację. Babka zrobiła się strasznie upierdliwa. Cokolwiek robiłam, było zawsze źle. Moje ręce od góry za zimne, od dołu za gorące; głowę mam za wysoko, kiedy ją podtrzymuję przy załatwianiu się i dotykam jej nosa; za bardzo uciskam przy nakładaniu rajstop - a po bokach trzyma w fartuchu swoje portfele i te wypchane kieszenie skutecznie blokują normalne ruchy przy jej ubieraniu na kibelku;dotknęłam ją mimochodem w policzek przy myciu - źle, nie tak uczesałam - źle, perfuma za mocno siknięta - źle; bluzka nie taka jakby chciała -źle, itd, itd.

Na próżno powtarzałam sobie, że to stara kobieta, ma demencję, prawie ciągle leży lub siedzi, jest uzależniona od obcej osoby, ma prawo do niezadowolenia. Zagryzałam zęby i cicho robiłam to, co powinnam mając na względzie również i to, że przecież nie wiadomo, czy ja w jej wieku nie będę jeszcze większą heksą. Na stare lata uczyłam się cierpliwości. A wierzcie mi, nie było łatwo, bo ja akurat należy do grupy tzw. choleryków! Ale kiedy zażądała, abym cały czas siedziała przy niej i nigdzie nie wychodziła, to nie zdzierżyłam. Powiedziałam o wszystkim wpierw Heidi, ta nadała temat Wolfgangowi, a ten zjawił się bardzo szybko. Bo ja między innymi stwierdziłam, że mogę ciężko pracować nawet fizycznie, ale nie zdzierżę terroru psychicznego! Wolfgang wysłuchał moich żalów - a przygotowywałam się do tego cały poprzedni wieczór ( Madanko - dziękuję za podpowiedzi! ) i przyznał mi rację. Mam prawo do czasu wolnego, to ja zarządzam domem i napewno nie jestem niewolnikiem. Potem - w trakcie długiej rozmowy z babką - postraszył ją oddaniem do domu starców.

Poskutkowało to o tyle, że potem już Babka nie fiksowała tak mocno. Owszem, miała gorsze dni, ale ja juz się trochę wycwaniłam, i gdy Ona nie chciała wstawać z łóżka, a była najedzona i "wyaana", wychodziłam sobie na spacer, albo na rower. Przy jakiś jej dyskusjach, i udowadnianiu mi, że to Ona jest "szefin" i mi "bezahlen" odpowiadałam: wiem, iż Ona jest Szefin, ale ja jestem normalnym pracownikiem, który ma prawo do czasu wolnego tym bardziej, że pracuję u niej 24 godziny na okrągło. Ten ostatni argument zawsze ją wręcz powalał i na parę dni była cicha jak trusia!

Może to niezbyt z mojej strony było w porządku, ale uważam, że mimo wszystko powinnam się cenić, a nie pozwalać na sobie "ujeżdżac"!  W ten sposób odniosłam malutkie zwycięstwo i było mi potem dużo łatwiej.

A poza tym to szalałam na rowerze, także stacjonarnym, który sobie przytaszczyłam do mojego pokoju z piwnicy. Rower normalny dostarczyła mi Helene ( żona Wolfganga), bo Babka nie zezwoliła swego używać. O ten rower to była zresztą straszna awantura, w wyniku której Franz Jozef, który chciał ten rower mi przygotować - zeźlił się i obiecał Babce, iż jego noga w jej domu już nie postanie. Ot, kolejna wojenka!

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Australijczyk

Znamy się z netu, a konkretnie z tego samego portalu, na którym zaczynaliśmy swoją pisaninkę. To były dzienniki TS. Po jakimś czasie, zaczęlismy romawiać na skype. I tak sobie rozmawiamy już przeszło 2 lata. Nawet teraz, kiedy jestem w mojej niemieckiej pracy, Szparagus dzwoni z dalekiej Australii przynajmniej raz w tygodniu! A teraz jest w kraju! I spotkaliśmy się wczoraj! Chociaż plany były inne: miałam w poniedziałek, czyli dziś, pojechać do Bydgoszczy. Ale w sobotę wieczorem Szparagus dzwoni, i pyta, jakie mam plany na niedzielę. No, miałam już! Razem z Wnukami byliśmy umówieni na wyjazd nad jezioro, gdzie miał odbywać się coroczny festyn rodzinny dla miłośników przyrody.Ale przecież jeśli ktoś chce mnie odwiedzić w moim domu, to przeceiż plany można zmienić, prawda?

Uprosiłam Ślubnego, aby to On pojechał z Wnukami. Wczoraj od rana siedziałam w kuchni, a już w porze obiadowej - telefon. Wyskoczyłam na ulicę. Patrzę! Jedzie alfa romeo, a w niej znajomy mi Brodacz z  Małżonką! Przywitanie serdeczne i szybciutko do mnie, na obiadek. Oczywiście, cały czas gęby się nam nie zamykają. Po obiedzie spacer na naszą starówkę, i zdjęcia. Przy tym Szparagusowa miała frajdę, bo w punkcie sprzedaży pamiątek regionalnych sama sobie wybiła monetę pamiątkową z pobytu w naszym mieście!

Potem jeszcze krótki wyjazd do chaty nadjeziornej na kawę i ciasto, spacer promenadą! I już się żegnamy żałując, że czas tak szybko upłynął, a moi Goście muszą jechać dalej, w kolejne odwiedzimy. Liczę jednak, że za ich następnym pobytem w kraju uda się nam urządzić wspólnego grilla, jak zaproponowała Szparagusowa.

A wieczorem obejrzałam płytę, którą dostałam na pamiątkę. Przez godzinę podziwiałam przepiękne zdjęcia z Australii. Wszystko przy akompaniamencie wspaniałej muzyki, w której pobrzmiewały aborygeńskie rytmy.

Kolejny raz przekonałam się, że internet łączy! Również w realu!

sobota, 21 czerwca 2008

EXPRESEM!

Witam moich Blogoulubionych czytaczy!

Wróciłam na kolejne 6 tygodni.

Ale zacznę się bardziej udzielać na blogowisku pewnie od jutra, bo teraz szybciuteńko biegnę do marketu. Dzisiaj w naszej wiosce nadjeziornej przywitanie lata, więc czekają nas przeróżne atrakcje aż do późnego wieczora. Zaprosiłam już Dzieci i Wnuki na inauguracyjnego grilla. Muszę poczynić niezbędne zakupy, przetransportować je z miasta na wieś, i co najważniejsze przygotować odpowiednie marynaty, aby mięsko przez parę godzin się pomacerowało. Oczywiście wszystko  "biegusiem", bo chatę nadjeziorną czas nawyższy odkurzyć po zimie!

Życzę wspaniałego weekendu i.... do poczytania!

Archiwum