Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
środa, 07 maja 2008

Majowe spacery!

Zakole Brdy w Płęśnie. Obok znajdują się dwa ogromne pola biwakowe, czyli coraz bardziej popularna agroturystyka. Są kuce, konie, wypożyczalnia kajaków i rowerów wodnych. Można palić ogniska, grillować, łowić ryby, w lecie zbierać jagody, jesienią grzyby, i odpoczywać do imentu, bo wkoło piaski, lasy i karaski! :-)))

A to moja wioska nadjeziorna. Bocianie gniazdo już ożyło!

Naprzeciw bar, gdzie można iść na pyszną rybkę, i nie tylko!

Można połapać cienie zza drzew....

Można podziwiać lśnienia zachodzącego słońca....

Można podumać nad odchodzącym dniem...

I.....?

Pożegnać Wszystkich moich miłych Czytaczy na 6 tygodni!!!!!

poniedziałek, 05 maja 2008

I po majówce!

Dwa pierwsze dni majowe mój Ślubny pracował, dlatego ja mogłam się do woli lenić. Dopiero popołudnia były intensywne.

W czwartek postanowiliśmy zwiedzić rezerwat cisów we Wierzchlesie. Wyjechaliśmy około 16, lekko się chmurzyło. Ale za Tucholą trafiliśmy na prawdziwe oberwanie chmury. Wycieraczki nie nadążyły zbierać wody. Dojechaliśmy na miejsce. Na parkingu masa samochodów, rejestracje z całego kraju. Czekamy, może deszcz przestanie padać. Mija godzina, potem druga, a niebo nadal grafitowe i deszcz nie ustaje. Nie było sensu nadal czekać, bo nadchodził wieczór, a i spacer po mokrym lesie, bez odpowiedniego przygotowania nie należy do przyjemności. Wrócilismy do domu.

Piątkowe popołudnie pogodowo lepsze, pozwoliło nam wyjechać nad jezioro. Kawka na tarasie, w pełnym słońcu, a potem długi spacer promenadą. Dodatkowo wyskoczyłam do Płęsna, odwiedzić poznaną swego czasu na portalu TS - koleżankę, która z całą Rodzinką biwakowała nad Brdą.

W sobotę odwiedziła nas moja najukochańsza Bratanica, która jest matką chrzestną naszej najstarszej Wnusi. Zaraz za nią przyszły moje Dzieci, które z całego Kuzynostwa, właśnie tą wspaniałą Dziewczynę lubią najbardziej. Całe szczęście, że starczyło ciastek, które upiekłam. Rozmowy, wspominki, plany snute na lato. Było wesoło i gwarno, mimo tego, że na znacznie okrojonej naszej przestrzeni.

Niedziela, to wielkie przeżycie dla naszej najstarszej Wnuczki. Uroczystość I-szej Komunii Św. Bardzo mi się podobało, że wszystkie dzieci ubrane były w alby, nie było więc licytowania się bogactwem strojów, które pamiętam z dawnych lat. W kościele Dzieci siedziały w towarzystwie Rodziców i razem z nimi przystępowały do komuni. Mojego Zięcia, który akurat jest w rejsie zastępował jego kuzyn - ojciec chrzestny. Córka miała zamówiony poczęstunek w restauracji, gdzie zgromadziliśmy się po uroczystościach kościelnych. Fajnym pomysłem był dodatkowy stolik dla dzieci, pełen kartek z bloków rysunkowych i kredek. Dzięki temu dzieciaczki się nie nudziły w przerwach między serwowaniem dań obiadowych, kawy i kolacji. I wszystko świetnie, tylko to długie siedzenie, przy pełno zastawionych stołach to trudne doświadczenie dla żołądków. Nawet miłe, rodzinne rozmowy, nie są w stanie zlikwidować uczucia wielkiej ciężkości w brzuchach wszystkich biesiadników.

Archiwum