Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
poniedziałek, 21 maja 2007

Drobne radości!

Wczoraj zamiast jechać nad jezioro zostaliśmy w mieście.Po prostu nie mogliśmy odmówić synkowi pożyczenia samochodu, skoro chciał w końcu jedną niedzielę w miesiącu spędzić z rodzinką na łonie natury.

A my, jak dwa dobre konie w zaprzęgu, powolutku tą niedzielę przeczłapaliśmy. Po wyjątkowo wczesnym obiedzie poszliśmy najpierw do kręgielni. Niestety, wszystkie tory zajęte do wieczora. Wiemy więc, na przyszłość, że trzeba wcześniej zamówić sobie możliwość takiej rozrywki. Co było robić, powędrowaliśmy wolniutko, wpierw na rynek, pod fontannę. Siedzieliśmy chyba tam godzinę obserwując staruszków karmiących gołębie, baraszkujące dzieci. rozświetlone słońcem smugi drobnych kropelek wody, spadającej z szelestem, spacerujące deptakiem na popołudniowym spacerze rodziny. A potem znienacka spytałam Ślubnego, czy nie ma ochoty iść do kawiarni. Zgodził się! Święto lasu!Zaciągnąć mego chłopa gdziekolwiek, to ciężka sprawa. Zawsze powtarza, że  w domu najlepiej mu wszystko smakuje, i zupełnie nie dociera do niego, że ja czasami, tak dla odmiany, chciałabym popatrzeć na inne, obce twarze. Tak więc, zjedliśmy tam wspaniały deser lodowy i wypili kawę latte, po czym, ponieważ było blisko, przeszliśmy się jeszcze po parku.

Pod wieczór, wpadła z impetem najmłodsza Wnusia i biegnąc do mnie od przedpokoju, rozpostarła ramionka, wołając:bacia, Pifka była we Chowie! I za ten obrazek, który pozostał mi w babcinym sercu, nie oddałabym żadnych skarbów świata!

A teraz biorę się za mycie okien, bo słońce przeszło już na tylną stronę bloku, a moje okna po ostatnich deszczach nie były wielkiej czystości. Odliczam też już dni do pakowania i wyjazdu. Na jeziora i lasy oczywiście!

sobota, 19 maja 2007

Byłoby mnie zabiło!!!

Kiedy 3 miesiące temu  u  Zagadkowej przeczytałam o zegarze śmierci, oczywiście nie omieszkałam sprawdzić jego działania. Ba, nawet dowiedziałam się, ile mi jeszcze lat zostało, i w jaki sposób z tego łez padołu odejdę! Oczywiście, że to była zabawa. No, może z gatunku tych bardziej makabrycznych. Przypomniałam sobie o tym dzisiaj, bo chyba jeszcze mną telepie.

Późnym wieczorem, kiedy Ślubny pojechał do pracy, a w telewizorni nic ciekawego do oglądania, postanowiłam się przewietrzyć po osiedlu. Pora sposobna także dlatego, że mój laptopek automatycznie się przełącza na sprawdzanie systemu i chyba specjalnie nie lubi, jak mu przeszkadzam.

Doszłam do przejścia. Światło czerwone. Staję. Obok mnie, z prawa staje jakaś kobieta. W tym momencie się rozmyśliłam. Nie, pójdę inną drogą!. Odróciłam się, światła akurat zmieniły się na zielone, ale ja mijam kobietę i.....w tym momencie wizg ostrego hamowania i krzyk. Jakiś samochód zbyt prędko zjeżdżał ze skrzyżowania, pewnie chciał jeszcze zdążyć, a może kierowca myślał, że się uda, nie wiem. Kobieta, która już zaczęła przechodzić na drugą stronę została potrącona, leży na jezdni, kierowca wypada z samochodu, ja podbiegam, może trzeba pomóc! Potrącona jest oszołomiona, leży i jęczy. Może ma jakieś obrażenia wewnętrzne, wstrząśnienie mózgu, krwi nie widać, zresztą jest późny wieczór. Kierowca roztrzęsiony. Ja też. Ale dzwonię po pogotowie. Za chwile przyjeżdża policja. Kobietę zabierają do szpitala, kierowcę spisują. Odechciało mi się dalszego spaceru i wracam do domu. Roztrzęsiona! Przecież, gdybym nie  zrezygnowała, byłabym na jej miejscu! Intuicja, palec boży,w czepku urodzona jestem, czy to ten zegar?

czwartek, 17 maja 2007

Zapachy, smaki, obrazy

Wracając z pracy, wpadłam na działkę sprawdzić, jak czują sie moje temari, czy ich słoty, zimno i wiatr nie podniszczyły za bardzo. I przywiozłam sobie kilka kiści białego bzu, oraz całkiem spory bukiecik konwalii.

Teraz w salonie pachnie bzem, w sypialni kowaliami, a koło laptopka cytrynkowym zapachem kusi geranium. Obok zielona herbata i talerzyk z czekoladą belgijską. Dobrze, że już się kończy, bo wręcz rozpusta ostatnio u mnie czekoladowa była.

Oglądam fotografie Bertranda, których tylko niewielką część widziałam na wystawie w Brukseli. Udało mi się znaleźć stronę  tu i teraz ponownie się zachwycam.

niedziela, 13 maja 2007

Zostawić chłopa samopas!

W czwartek, spragniona blogowego życia, zrobiłam pierwszy wpis, zaczęłam powoli odwiedzać blogi. Najpierw te zakluczone, i nagle...... Trach! Zero reakcji! Laptopek się zbuntował. Szybko dzwonię po moje pogotowie techniczne, synek przyjechał, popatrzył, gdzieś coś poklikał i wydał wyrok: zawirusowany do imentu.

Na kogo więc padło podejrzenie? Wiadomo! Na ślubnego! Pytam się go słodko, czy przypadkiem z tej wielkiej tęsknoty za mną nie odwiedzał stron z panienkami, skąd najszybciej jakieś tałatajstwo można przywlec? A on w piersi się bije, że nie, że nic z tego, że tylko normalnie sobie buszował! Ale od słowa do słowa, synek wszystko z tatusia wyciągnął i już wiadomo, że mój dalszy odwyk komputerowy,to jednak jego wina była. Tak więc znowu wszystko się odbyło zgodnie z zasadą, że myszy harcują.... a dalej, to wiadomo! Musiał się mój ślubny na własnej skórze przekonać, że to, co zawsze powtarzałam o nie wchodzeniu tam, gdzie nie należy, jest prawdą.

Dzisiaj na szczęście, już po południu synek przytaskał mi laptopka po kuracji. Mogłam więc sprawdzić sobie, jakie spustoszenia porobiły 3 wirusy, które go zaatakowały. Część jest do odzyskania, niektóre braki przeboleję, ale najbardziej mi żal utraty zdjęć, które miałam na profilu mego ślubnego. Niestety, nie da się już ich odzyskać.

Zrobiłabym wpis wcześniej, że już jestem podłączona do sieci, ale nie mogłam. Czekała nas bowiem wizyta rodzinna, nasza starsza wnuczka obchodziła urodzinki. Potem wieczorem, na naszym osiedlu odbywała się impreza majowa, pod szyldem Specjala, na której głównym punktem programu były występy Norbiego i Perfectu. Tego ostatniego,chociaż poszłam sama, bo ślubny niestety do pracki, to ja oczywiście sobie odmówić nie mogłam. Poczuć się, jak za młodych lat, wtapiając się w dziki tłum, aby razem z nim się kołysać, wymachiwać rękoma i śpiewać głośno aż do zdarcia gardła wszystkie największe przeboje, min. "nie płacz Ewka", " ale wkoło jest wesoło", "chcemy być sobą", "niepokonani" i wiele, wiele innych. Na koniec przepiekny pokaz ogni sztucznych!

Dlatego dalszy ciąg relacji z podróży będzie jutro, zaraz po pracy. Przynajmniej dam czas Gosi na wklejenie zdjęć!

A teraz już idę spać! Dobranoc! Do jutra!

poniedziałek, 07 maja 2007

JASNISTA!

Nie umiem! Sorki!

Chcialam napisac od  Goski wpis, bo Ona w pracy, jej chlop takze, dziecko w szkole.

Bruksela dzis deszczowa, to ja dostalam bardzo odpowiedzialne zadanie: pierogi lepic!

Wszystko mnie sie zgadzywuje, ino nie ichnia maka!

Ale cosik sie udalo! Sa ruskie i prawdziwie polskie: z kapustka i grzybkami.

Klawiaturka Gosi zwichrowana, ja sie nie wyznaje na tych niuansach, i nie bede nic juz pisac.

Prosze wytrzymac do czwartku!

POZDRAWIAM!

środa, 02 maja 2007

Przerwa techniczna!!!

Wybywam! Lecę! Do stolicy Unii Europejskiej! Do Gosi i Zdzicha! Cały tydzień mnie nie będzie!

Ten wpis powinnam zrobić jutro, ale gdzie tam będę miała to w głowie?

Jejciu! Podekscytowana jestem. Nóżętami wręcz przebieram z tej ekscytacji! Za każdym razem zresztą, jak poznaję realnie  ludzi z sieci! Tyle juz tych spotkań było! Kiedyś z TS-ów. Teraz Blox! Generalnie, to mam odczucie, że mam szczęście do ludzi. Znajomości cała masa, piszemy, gadamy na gg, skypie czy telefonicznie, odwiedzamy się. W małych i czasem dużych sprawach pomagamy sobie!

Torba spakowana. Kwiaty nad jeziorem sprawdzone, że nie zmarzły i podlane. Jedzonko dla ślubnego w zamrażalniku. To dla mojej spokojności, bo inaczej żywiłby się tylko ogonkami świńskimi i golonką! A nie wolno mu! Ino cienkości typu kurzaczek i inne warzywka! Spis ważnych spraw do załatwienia dla chłopa pod lustrem tkwi! Takoż rozpiska, jakie kwiaty i kiedy podlewać! Spokojnie mogę oczekiwać raise fieber! Chyba nic nie zapomniałam! Jeśli jednak? Coś? A w kibini mater z tym! Ważne, że będę się dobrze bawić!

Za paręnaście  godzin wsiadam w autobus. Całą prawie noc będę jechać do Warszawy. Ale czeka mnie też piękna sprawa. Veanka ze swoją mądrą Córką będą na mnie czekać i odtransportują na Okęcie, skąd mam samolot do Lille, gdzie już mnie Gośka ze Swoim odbierze i ciupasem odstawi w swoje rewiry! 2-3 godziny gadania z Veanką - już się doczekać nie mogę, i chyba w tym nocnym autobusie z wrażenia spać nie będę! Dlatego teraz, jak Smakowita mówi, idę w poziomy! Może na zapas się uda? Spać!

Odwyk też komputerowy będzie!

Odwiedzaczy proszę o cierpliwość!

Wracam za tydzień!

PAPATKI!

wtorek, 01 maja 2007

Między świętami, a ciszą!

Mój Ślubny ma weekend tylko raz na trzy tydnie, więc żadna dziwota,że dziś postanowił popracować dla domu. Bo kiedy ma??? Umowił sie z Zięciaszkiem, i od świtu układali panele w naszej przyszłej sypialce. W międzyczasie wyczytałam na którymś z blogów, że to nie jedyny przypadek tego typu, i gdyby przytrafiłoby się to w np. Niemczech, to policja stawiana byłaby na baczność, a delikwent "szioł w tiurmu"! Więc ciesze się jak" głupi ciapek", że nas nie trafła cela. Ale także refleksja mnie naszła taka. Napisałam już nawet rano, u Zagadkowej, że te nasze święta jakieś takie:1-szy maj - z czasów komuny, chociaż także Święto Józefa Robotnika; 2-gi maj - dotychczas samopas, smutnie chodzący dzień, teraz to Święto Flagi, a także Dzień Polonii i Polaka,; 3-ci maj, Święto jutrzenki swobody, a także Święto mocno Maryjne.

Kiedy ciepełko, jest cudnie, i można świętować do imentu, czyli majować, grilować, wycieczkować, drineczkować, i  o ..... -ować na 125 milionów sposobów.

Gdy zimno, to co? My akurat, nie patrząc na pogodę, poszliśmy sobie na długi spacer popołudniowy, do lasku miejskiego, potem przez łąki i wertepy do doliny śmierci z wrześnowych dni 1939r. Pochylaliśmy się nad trawami, leśnymi wodotryskami źródlanymi. Zebraliśmy witki brzozowe i baźki nowe do wazonów. Wyplewiliśmy miejsce nagrobne obrońców naszego miasta. I zapaliliśmy świeczki.

Teraz pachnie u nas cebulą i czosnkiem. Ślubny zażyczył sobie jajówy. Dostał! A co będę żałowała. Wypiłam tylko kubas herbaty zielonej.

Tylko....

Ślubny woła na lampeczkę czerwonego!

No jak się oprzeć?

Świętuję, prawda?

Archiwum