Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
wtorek, 28 kwietnia 2015
Jak na wakacjach!

Jak przysłowiowy "ruski plecak" jestem zakręcona przez te rehabilitacje. Dodawszy do tego pomoc w odwożeniu Najnajmłodszej do szkoły, zumbę, wizyty różne, okazuje sie czasami, że własnego ogona wręcz nie widzę. W sumie lubię ruch, ale bez przesady! :-)))

Z prawdziwą przyjemnością skorzystałam z zaproszenia do Wejherowa. Nie tylko na babskie pogaduszki i dobre jedzonko przy czerwonym winie, ale przede wszystkim na koncert w ramach Sjesta Festiwalu. Już piata edycja się odbywała w Gdańsku i całe szczęście, że to Basia odnotowała. Wprawdzie nie udało się dostać biletów na  wieczory z "fado", ale koncert tzw. muzyki capowerdyjskiej w wykonaniu Neuzy, to była sama radość. Radość wypełniona pieknymi melodiami, w których pobrzmiewało wszystko, co zwiazane ze słońcem i plażami Wysp Zielonego Przyladka! 

środa, 22 kwietnia 2015
Nic szczególnego!

Nareszcie jakiś akcent wiosenny u mnie zakwitł. Niestety trawa rośnie "bele jak" i trzeba będzie dosiewać. Szczęśliwie przestało wiać okrutnie, więc jest szansa, że nasion nie zwieje. I teraz bez obawy zdmuchnięcia z tego "łez padołu" można spokojnie pedałować ścieżkami różnistymi, co też robimy z wielką rodością, bo jednak zimowe lenistwo nie może trwać wiecznie. Gdy do tego dodać takie widoki cudne, to radość do entej potęgi! 

Na wsi wielki boom budowlany nadal trwa i dotyczy nie tylko rozbudowy całego systemu wodno kanalizacyjnego,  ale też budowania jakby pirsów w głąb jeziora, które jednocześnie pełnią rolę odprowadzania nadmiaru deszczówki. Do tego w kilku punktach gastronomicznych trwają przeróbki, typu podnoszenie ścian i budowanie tarasu widokowego na jezioro, albo zmiana ze zwykłej dyskoteki na tawernę marynarską. Rozbudowuje się też centrum żeglarskie, które w przyszłości niedalekiej ma być  w tym miejscu naszego kraju, głównym ośrodkiem szkolenia młodego narybku żeglarskiego. 

W tym tygodniu zaczęłam  pierwszą w tym roku rehabilitację moich kolanek. Tym razem wybrałam sobie wizyty popołudniowe, i to był strzał w dziesiątkę. Nie ma dzikich tłumów, i nie traci się kilku godzin na kolejki do poszczególnych zabiegów. Muszę przyznać, że te sesje co pół roku bardzo dobrze mi robią, i nie muszę dodatkowo wspierac ich medykamentami.

Robótkowo, nic nowego, nadal chusta na tapecie. Ślimaczy się, bo mając już 1/3, coś mi się w niej nie spodobało i wszystko sprułam. Zmieniłam druty na cieńsze i dołożyłam jeden motek w kolorze przełamującym kolory raczej stonowane, i teraz wyglada to o wiele lepiej. Tyle tylko, że oczek przybywa, i coraz dłużej trwa przerabianie każdego rzędu! Ale co tam! W koncu nikt mnie nie goni, to mogę sie bawić.

Ślubny ma za to następne wyzwanie, które mu sie skończy dopiero pod koniec maja. Co dzień wstaje rano, jedzie do miasta, aby  nie tylko pomóc , ale i dopilnować porannie Najnajmłodszą, po czym odstawić do szkoły. W przypadku złamania ręki, jej szkoła życzy sobie, aby dziecko było odprowadzane i odbierane ze szkoły przez kogoś dorosłego. Rodzice Wnusi pracują, to trzeba pomóc w tym względzie, a dodatkowo dla Ślubnego, to jedna z jego ulubionych czynności, czyli rozpieszczanie, doglądanie i pomaganie.

A ja ostatnio wyszukałam i trochę poprawiłam przepis na zdrowe łakocie. Bez cukru, bez tłuszczu i bez jajek. Smakują obłędnie i teraz Ślubny się cieszy, że ma dla siebie jakieś słodkości i nie musi smętnym okiem spogladać, gdy Progenitura zajada się pralinkami. Te pralinki to ostatnio też mój "bzik". 

A gdyby ktoś chciał, to przepis na te słodkości jest prosty. Po 100g płatków owsianych, posiekanych moreli i sliwek suszonych, oraz jeden duży, dojrzały banan, który powinien być rozciapany blenderem lub widelcem. Potem to wszystko zmieszać , nakładać łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, piec 1 temp. 180 st. C przez 15 min, do zezłocenia!

Dobra! Lecę na kijki. Zajrzę do Was po południu!

Miłego tygodnia!

EDIT!!! 17.48

Ale "dałam ciała! Ślubny z szampitrem, a mnie zupełnie z głowy wyleciało, że 42 lata temu ślubowalismy oboje! :-)))))

To się nazywa "galopująca skleroza" , co?

Ale na rowerku z nim byłam, i nawet dłuższy dystans zaliczyłam, powinno się liczyć, co nie? :-)

Zatem odwiedziny na jutro przekładam! Sorki wielkie! :-))))))))))))))))

środa, 15 kwietnia 2015
Równowaga!

Porobiłam kilkanaście kolorowych elementów na gałązki do stroiku wiosennego, tylko niestety, wiosna sie obraziła, wieje niemożliwie, pada co chwilę, a to śnieg z deszczem, a to grad, i nie bardzo jest jak wybrać się do lasu i na okoliczne pola, aby poszukać odpowiedniego materiału. Wróciłam do przerwanej robótki z chustą, i dziubie powoli, chociaż pewnie znowu będzie przerwa, bo niedawno Synowa z ekstra pomysłem na ażurowe wdzianko wpadła, co to je ujrzała u kogoś, i zaraz pochwaliła się koleżusiom, że jej teściowa na mur-beton taki sam zrobi! Nieźle mnie zażyła, co? Póki co, czekam na rozrysowanie tego ażuru, bom aż taka " do przodu" nie jest, są lepsze w te "klocki", np. SPLOCIK ! :-)

 

Przyroda ożywiona, tak jak wiosna, też wariuje, ale ze szczęścia chyba, jak "nasze" - sąsiedzkie koty, tudzież żaby skaczą gdzie popadnie, wszerz i wzdłuż, niejednokrotnie w miłosnym uścisku złączone!

Najciekawiej jest na miejscu, który ma byc docelowo trawnikiem. Został oczywiście przygotowany odpowiednio przez Ślubnego jeszcze późną jesienią, a pod koniec marca zasiano trawę. Pogoda, jaka jest, każdy widzi, więc trawa ani myśli kiełkować. Za to ptactwo wszelakie ma używanie, bo taka obszarowo duża stołówka, nie w kij dmuchał jest! Nowym gościem u nas był drozd. Akurat mógłby robić za przykład doskonałej mimikry!

Wpada też często do nas młoda sójka ( chyba ??? ), bo akurat w pobliskich chaszczach dorosłe sójki mają gniazdo 

Najbardziej szarogęsią się dzikie gołębie, sikorki, dzwońce, rudziki i mazurki! Sto pociech mam ze Ślubnego, który to całe towarzystwo co chwilę straszy, a to klaskaniem, a to otwieraniem okien co chwilę, jakby nie wiedział, że to i tak na nic się zda. Ptaki swój rozum mają, to i zapamiętują miejsca, gdzie darmowa wyżerka jest!

Ponieważ jednak nie może być za dobrze, to kropla dziegciu też się znalazła! Najnajmłodsza rękę sobie złamała jeżdżąc na desce! Na tej samej, na której w ubiegłym roku, też w kwietniu złamała sobie nogę! I teraz nie wiadomo, czy bać się następnego kwietnia, tego za rok, czy wyrzucić deskę! A może raczej nad dzieckiem popracować nie tylko wychowawczo, aby nie było tak strasznie roztrzepane i wyrywne do ruchu wszelkiego; ale także medycznie, bo może czegoś tam brak w kośćcu, skoro taki łamliwy! Swoją drogą, ma pecha to dziewczę, bo pare lat temu, podczas zabawy w domu, tak nieszczęsliwie upadła, że sobie głowę roztrzaskała o róg stołu i potrzebna była interwencja chirurgiczna. Niewielka, bo kilka szwów, ale zawsze! Może więc to raczej o pechu mówić trzeba, prawda! Niektóre dzieciaki mogą nie wiem co wyprawiać i nic się nie dzieje, nawet draśnięcia nie ma, a inne....!

Miłego tygodnia dla Wszystkich!

czwartek, 09 kwietnia 2015
Ludzie, ludzie, jak ten czas leci, to nie do wiary wprost!!!

Każda okazja do świętowania jest dobra, prawda?

A już szczególnia ta, jak dzisiejsza!

Akurat mija pierwszy rok naszego nowego Życia!

W Małym, Białym Domku!

Życia pełnego nowych doznań, nowych wyzwań, nowych widoków, docierania się na nowo, po kilkuletnim życiu "pół na pół"! :-)))

I Szczęścia! Bo trudno inaczej nazwać stan, gdy co dzień ma się przed oczyma jezioro, raz jak lustro, raz za mgłą, czasem zawiane, czasem wzburzone, niekiedy błękitne, a kiedy indziej szare! Albo las - na wyciągnięcie ręki prawie, czasem groźnie buczacy, częściej łagodnie szumiący nie tylko kołysanki, dający radość z penetrowania jego ścieżek i duktów, dzielący się z nami swoimi darami, które służą nie tylko do jedzenia, ale i do dekoracji. 

A ta cisza, spokój i dłuuugie spanie! Nic, tylko dodatkowy bonus życia na wsi! :-))))

Szampan już się chłodzi!

Kto ma też ochotę spełnić toast za nasze SZCZĘŚCIE - zapraszam!

 

piątek, 03 kwietnia 2015
Wesołego Alleluja!

Wszystkim odwiedzającym Życzę na Wielkanocne Święta!

Wiosny, wiosny, wiosny!

Pękających na drzewach pąków!

Ziemi, która zaczyna pachnieć!

Słońca, które nie tylko świeci, ale wreszcie grzeje!

Wiosny w życiu codziennym i rodzinnym!

 A przede wszystkim życzę Wam wiosny w sercu!!!

Wesołego Alleluja!!!!

środa, 01 kwietnia 2015
Przedświątecznie!

Dużo mi się działo w ostatnim tygodniu, i w dniu wczorajszym oraz przedwczorajszym też!

Akurat nie musze sie specjalnie przedświątecznie sprężać, bo Progenitura w drugie Święto przyjedzie. Sobie tak zażyczyłam! A co! Mogę? Mogę!

A działo się różnie. Na ten przykład ten, otwarcie nowego spożywczaka zapowiedziano w galerii podmiejskiej, z udziałem Tercetu! Tośmy z koleżanką zajechały na występ! I cokolwiek zdegustowane byłyśmy, bo nie dość, że się Artystka o pół godziny prawie spóźniła, ale też po połowie prawie była! I cóż, że miała w zanadrzu dwie Córki śpiewające, i tańczące, oraz Zięcia grającego na keyu? I cóż, że starała się wyglądać jak w przódy, czyli jak w czasach, o których się jeszcze pamięta, gdy dźwięki Pameli i tym podobnych brzmiały co rusz! Nie da się oszukać lat podeszłych, tego też, że miało się na kolanach parę operacji, a i cała reszta nóg do pięknych nie należy! Twarz też nie teges! Maska śpiewająca! A po zmianie stroju jeszcze gorzej, i nie szło tego dalej oglądać, słuchać pewnie tak, mając na podorędziu własną rodzinkę!

Trenerka zumby za to, załatwiła nam spotkanie z właścicielami nowo otwartego w mieście day spa. Dostałyśmy, prócz dokładnego wyjaśnienia czym się ten przybytek zajmuje, także zaproszenie na badanie skóry i jeden z trzech zabiegów do wyboru Pojedziemy niebawem dopieszczać się, a co!

 

 

Dzisiaj ozdóbki świąteczne robiłam. Całkiem fajnie te zawieszki jajowe wyszły! Z rozpędu zaczęłam robić motylki wiosenne, które planuję wykorzystać w dekoracji wiosennej, ale jakoś tak same chyba, wskoczyły na palemki w wazonie na górce!

Póki co, są cztery motylki ( na focie widać trzy ), ale na tapecie jest już piaty, i podejrzewam, że będzie ich więcej, a potem kwiatuszki piękne, które wyczaiłam na yu, a które na mur-beton porobię w paru różnokolorowych odsłonach!

Dziś nastrzykiwałam szyneczki. Do szynkowaru! I chyba niezbyt dokładnie przecedziłam wywar z przyprawami oraz innymi ingrediencjami, bo jak mi psikło ze strzykawki!!! Pół kuchni ochlapana, a mina zła Ślubnego!!!!! Lepiej nie mówić! A przestrzegała pewna blogierka, z której stronki prowadzonego przez nią bloga, informacje tyczace robienia szyneczek szynkowarowych brałam! I co? I dooooopa blada! Strzykło i siedzi na ścianach, i trza pewnie znowu brać gąbeczki, i zafarbować te miejsca! Uciekłam więc na górkę przed tą złą miną i czekam, aż mu przejdzie! :-))) A, że przejdzie, to wiem na pewno! Bo z kim się będzie droczył, jak nie ze mną? No, z kim? ! ! ! :-)))

Archiwum