Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 28 kwietnia 2013
Zabawa w klasy!

W ostatniej "Polityce", jeden z wielu artykuł, który mnie bardzo zaciekawił, o tytule: "Polska klasowa"! Wnioski z niego niezbyt ciekawe, bo okazuje się, że w naszym kraju " podział na klasy tworzy coraz trudniej porozumiewające się światy, oddzielone od siebie niczym zamknięte osiedla". A jeśli w najbliższej przyszłości nie postawimy na "publiczną edukację dostępną dla wszystkich dzieci od trzeciego roku życia, wolną od wewnętrznych mechanizmów segregacyjnych, zamiast dzisiejszych klas będziemy mieli coraz wyraźniej zamknięte kasty".

Ale ja o dodatku do tego artykułu, który każdy zainteresowany może sobie w cyfrowej przestrzeni sam odczytać, jeśli go to zainteresuje. Chodzi mi mianowicie o test "sprawdź, do jakiej klasy społecznej należysz", powstały na użytek tegoż artykułu, który to test uwzględniał nie tylko tradycyjne kryteria jak dochody, majątek oraz wykształcenie, ale także miękkie czynniki kulturowe tyczące stylu życia, gustu i uczestnictwa w życiu publicznym. Nie traktuję takich gazetowych testów poważnie, ale ten? Hm! Ciekawy wynik mi wypadł. Oczywiście wypełniałam go kierując się tylko własną osobą. Dopiero później zorientowałam się, jaki jest podstawowy błąd, który podważa wiarygodne wyniki tego testu. Powinien być tak ustawiony, aby wypełniała go para współmałżonków. Bo jedna osoba, to pewne nieścisłości. Tylko chyba trudno o tak dokładne oceny w sytuacji, gdy pary bardzo się różnią. I to pod wieloma względami! W każdym bądź razie, do każdego z dziesięciu pytań było 6 odpowiedzi, a za każdą odpowiedź można było uzyskać od 40 do 0 punktów.

Wyszło mi, że znajduję się w klasie średnio niższej!

Aby być w średnio wyższej musiałabym nie być emerytką, lecz pracować, najlepiej w prywatnym biznesie, słuchać na okrągło muzyki klasycznej, bywać w operze, i znać jakiegoś celebrytę, artystę, lekarza, prawnika lub architekta. O wyższych klasach nie wspominam, bo tam to przede wszystkim kryterium dochodów gra rolę, zgromadzony majątek i to, gdzie się urlopuje!

Nie aspiruję do klasy uprzywilejowanej, ani do elit. Raczej nie chciałabym się znaleźć w klasie granicznej i zagrożonej. Ale kto to wie, co tam los za nas pisze?

Autorzy artykułu się postarali. Trochę włożyli " kij w mrowisko"!

A gdyby ktoś chciał się ze mnie śmiać, że po co mi te głupoty wiedzieć i roztrząsać, to przypominam, że jest niedziela, i można robić wszystko! Czego Wszystkim niniejszym życzę, podsyłając jedną z pierwszych próbek na nowym aparacie! Tulipanek samotny stał sobie w maleńkim wazoniku na stoliczku kawiarnianym, gdzie mój instruktor dawał mi pierwsze instrukcje! To taki mały prezencik na dobrą niedzielę i udany, najdłuższy weekend nowoczesnej Europy!

;-)))

czwartek, 25 kwietnia 2013
Chciało mi się!

Zagwozdkę sobie sprawiłam na własne, długo we mnie dojrzewające do realizacji - życzenie. Czyli nowszy aparat fotograficzny. Mój stary kompakcik, i owszem, jeszcze niczego sobie, ale pozazdrościłam trochę niektórym dobrym duszyczkom blogowym wyższej jakości zdjęć, no i teraz mam za swoje. Od tygodnia "rozkminiam" i podejrzewam, że długo mi to zejdzie jeszcze. A tu za dwa tygodnie Italia czeka!!! 

No same problemy! Dodatkowo, jako "noga do techniki", podchodzę do tego cuda "jak do jeża", co może i zasadom bezpieczeństwa sprzętu nie jest wbrew, za to skutecznie tłamsi chęci poznawcze. Bo od początku schody. Płyta z instrukcją, po angielsku, a dodzwonić się do sklepu ciężko, a jak się dodzwoniłam, to do pomocy technicznej mnie wysłano, gdzie telefon non stop zajęty. Dobrze, że jeden dobry duszek blogowy, w fotografowaniu obyty, doradził poszukać w necie. Znalazłam, ściągnęłam, dałam do wydrukowania. Książka z tego wyszła na 120 stron. Po trzech dniach czytania tego nic mądrzejsza nie byłam, chociaż nie, nauczyłam się wszystkich pokręteł i wiem, gdzie mają być baterie, a gdzie karta pamięci! :-))) Zła sama na siebie, że tak mi to powoli idzie pomyślałam, że przecież muszą być jacyś ludzie, którzy mi w tym pomogą, i to nie na odległość, ale na miejscu. Pochodziłam po necie, poszukałam parę osób parających się fotografią w naszym mieście, wykonałam potem kilka telefonów, i umówiłam się na prywatne warsztaty. Miałam szczęście, że trafiłam na fotografa, który nie tylko zajmuje się zawodowo fotografią, ale dzieli się swoją wiedzą z innymi, właśnie na warsztatach. Trzy godziny objaśnień, dziesiątki pytań, masa ćwiczeń w plenerze, to tyle, co tylko mogłam uzyskać, bo to akurat okres najbardziej gorący dla fotografów. Nie powiem, że nie byłam zadowolona, bo przynajmniej już się nie boje sama brać ten aparat do ręki i ćwiczyć, ale takie nagromadzenie informacji, w krótkim czasie sprawiło , że gdy wróciłam po tym do domu, miałam niezły galimatias w głowie. Tyle tylko, że teraz powoli, metodą prób i błędów muszę wszystko ogarnąć sama. Jedna rzecz mnie tylko zastanawia i dziwi. Przy kompakcie, zdjęcia na komputer zgrywałam bezpośrednio kablem usb, a w tym przypadku, instrukcja mówi, że najpierw trzeba jakąś aplikacje dodatkową zgrać z płytki, a potem z kary pamięci te zdjęcia wrzucać na specjalnym portalu użytkowników tego akurat aparatu. Tak jakby innej drogi nie było?

Nie miałam problemów???

To teraz mam! ;-0

poniedziałek, 22 kwietnia 2013
RUBINOWO!!!

 

... bo jesteś, a jesteś moim szczęściem!

... bo jesteś przy mnie, a nawet wtedy, gdy Ciebie nie ma!

... wszędzie! 

... bo jesteś moim Przyjacielem!

... gdy rozmawiamy i milczymy!

... gdy patrzysz na mnie lub odwracasz wzrok!

... za wszystko i za nic!

... gdy mnie przytulasz i kiedy się kłócimy!

... bo we mnie wierzysz!

... bo jesteś wyjątkowy!

... bo starasz się mnie rozumieć!

... za Twój uśmiech i łzy, radość i smutek!

... za pocałunki też!

... gdy mi się śnisz!

... rano, w południe, wieczorem i nocą!

... zawsze i na zawsze!

... za wszystko co robisz!

... bo mogę na Ciebie liczyć!

... bo mi pomagasz!

... za Twoje gesty i słowa!

... bo jesteś całym moim światem!

... po prostu!

... za każdy rok ze wspólnych czterdziestu!!!

sobota, 20 kwietnia 2013
Bleee!!!

Okropność!!!! Gdziekolwiek się nie ruszę, pełno śmieci w przydrożnych rowach! Jakby koszy nie było! Żadna, nawet najlepiej napisana ustawa śmieciowa nie pomoże, dopóki w ludzkich głowach nie zmieni się myślenie, że sami sobie śmiecimy!

czwartek, 18 kwietnia 2013
Wiosna, a ciało mdłe!

Dwa dni chodzenia na kijki, a moje nogi odmawiają posłuszeństwa? Słyszane to rzeczy!!!! A gdzie gimnastyka już zaplanowana? Gdzie basen? Prawdopodobnie nie ma się co oszukiwać, ale starość włazi na człowieka, czyli na mnie, bez pardonu! I wcale mi się to nie podoba! :-((( Wcale, a wcale!

Jedno szczęście, że ta przymusowa powolność ma też swoje zalety. Bo przynajmniej bez pośpiechu można się wsłuchiwać w odgłosy wiosny.

Patrzeć - jakie piękne okazy żurawi na polach!

Słuchać - zatrzymujące się w locie, śpiewające skowronki, to sama radość!

Czuć - prace na polach się zaczęły, czego dowodem niezłe natężeniu amoniaku w powietrzu!

A jeszcze parę dni temu, nasze jezioro wyglądało tak!

Klucze ptactwa przemierzały niebo we wszystkie strony!

Grudnik zastrajkował w grudniu i postanowił zakwitnąć teraz! A co?

I piesa mieliśmy na trochę! I pobiegałam sobie z nim po osiedlowych ścieżkach!

I babciowanie się zaczęło, bo Najnajmłodsza zachorzała i trzeba więcej się nad nią pochylać w tygodniu, niż normalnie. 

Póki co, weekend zapowiada się spokojny, i oby nie zapeszyć! :-))))

wtorek, 16 kwietnia 2013
No! To po kolei!

1. Pracowo - mus napisać, bo..... tak!

Ostatni dzień przed wyjazdem, to był prawdziwy horror! Eike załatwiła transport dla Kurtiego do szpitala, w celu pobrania mu krwi. Załatwiała na tydzień po moim wyjeździe, na onkologii ją zbesztali, że przecież miał być w środę. Nic nie dały tłumaczenia, że skoro po upadku, po jego krótkim pobycie w szpitalu, na odchodnym, miał wszystkie badania robione, to uznaliśmy wszyscy, iż można to przesunąć o tydzień. Do głowy nam nie wpadło, że to problem. Jakby chirurgia nie mogła badań dla onkologii dać! Widać nie, skoro w czwartek przyjechał transport ( ja miałam jechać w piątek ). Oczywiście, nie obyło się bez sensacji, bo już Kurti umyty-podmyty, a tu nowy atak biegunki. Przebieranki, cacanki - transportowe ludki czekają. Dubelt się powtarza cała sytuacja! W końcu jadą. Mam z nimi? Nie, nie potrzeba! To ja do Violki się pożegnać. Dobrze nie zaczęłyśmy kawy pić, telefon od Eike, gdzie ja jestem, bo w domu nie odbieram telefonu, a ze szpitala dzwonili, że ma być ktoś przy tym niesfornym pacjencie, czyli Kurtim! Jadę, idę na onkologię, leży mój biedaczek. Ale ledwie się zorientowałam co i jak, już go biorą na rentgena. Po co? Nie mam zielonego pojęcia. Po chwili wyjaśnia się, że zaniepokoiła ich ta "gulaja" na ręce. Ponownie mam mieszane uczucia co do funkcjonowania poszczególnych komórek szpitala. Dobra, nie moje małpy, nie mój cyrk, ale ciśnienie mam już podniesione do poziomu krytycznego! W końcu Kurti z powrotem na sali. Czekamy. Po dwóch godzinach przychodzi lekarka. Badania krwi dobre!!!! Złamania nie ma!!!! O tym, to my wszyscy wiemy od dobrego tygodnia, ale nie mnie dyskutować o przepływie informacji o pacjencie między poszczególnymi działami szpitala. Powiadomią nas, kiedy transport będzie gotów na odwiezienie Kurtiego do domu! Czekamy kolejne dwie godziny, w końcu są, jadę na łeb na szyję, po drodze mam jedna sytuację krytyczną, na szczęście wszystko gra. Ledwo dojechałam, Kurti jest. Za godzinę przyszła domowa lekarka, bo ją szpital popędził ( wiem to z rozmowy z lekarzem onkologii ). Zmieniła ponownie leki!!!! Przyjechała Eike, pożegnać się. Potem!!! Późno już, Kurti umęczony, ani nie chciał dobrze zjeść, ani pić. Przebrałam go, utuliłam, zadzwoniłam do Kariny, ta już w drodze. Czas się pakować, a tu totalna moja rozsypka, nogi bolą, ręce bolą, nie miałam czasu posprzątać, ledwo ogarnęłam parę pralek i suszarek, poukładałam do szaf. Późna noc, a ja się pakuję, jak nigdy, idzie mi jak po grudzie. Przed północą schodzę do Kurtiego. Śpi! To ja też w kimono! O piętej rano wstaję, Karina ma być lada moment. Ale mam sms-a od niej, że ma dwie godziny spóźnienia. No ładnie. dzwonię do mojego kierowcy, informuję o fakcie, ten odpowiada, że przewidział to, iż coś po drodze może być nie tak, więc będzie po mnie nie około siódmej, ale około dziewiątej. To czekanie, układanie kolejnych minut, kombinowanie, czy wszystko się uda - jej przyjazd w odpowiednim czasie, aby mój bus nie musiał za długo czekać - nie życzę nikomu! 

2. Rodzinnie

W niedzielę zaczęliśmy obchody naszej małżeńskiej rocznicy. Zbliża się ona, a jakże, i będzie dopiero 22 kwietnia, ale nie wyszedłby nam rodzinny obiad, z wszystkimi Dziećmi i Wnukami. Syn akurat teraz, gdy to piszę, w drodze do Holandii, a Córka nie dostałaby wolnego, skoro za paręnaście dni brałaby wolne na I Komunię naszej najmłodszej Wnusi! Zatem zaczęliśmy z przytupem, w najlepszej naszej restauracji w mieście. Nie było jedzenia z kart, każdy zamawiał co chciał, najedliśmy się do wypęku, lody byłi  i szampiter też. Zdjęcia rodzinne w kombinacjach przeróżnych - a jakże!

3. Domkowo

Nie spodziewałam się, że prace wykończeniowe, mimo srogiej zimy, są tak daleko posunięte. Aktualnie, Ślubny z Zięciaszkiem przygotowują wszystko to, co jest potrzebne do gładzi! W tym tygodniu dopinamy ostatecznie projekt kuchni, Pan od schodów zaopatrzony pieniężnie na zakup materiału został, kafelkarz tylko musi podać terminy, a hydraulicy wchodzą lada moment!

4. Bloxowo

Jestem w poważnym niedoczasie. Nie odwiedzam, prawie wcale nie komentuję. Miałam szczerą ochotę dzisiaj, ale .... okna myłam! I niech to jest usprawiedliwienie! Oczywiście, obiecuję poprawę! :-)))


piątek, 12 kwietnia 2013
Na swoim!

Dojechałam szybko w miarę i bez najmniejszych zakłóceń!

Teraz czas na relaks, szczęście rodzinne i oczywistą asymilację!

Zatem, dla osłody braku wpisów ( tymczasowo oczywiście ) dla wszystkich Czytelników trochę słodyczy. Tym bardziej, że przecież dzisiaj Dzień Czekolady!

środa, 10 kwietnia 2013
Światełko!

Eike należy się medal!!!

Nie dalej, jak wczoraj rano, skoro świt, nadałam jej temat specjalnego łóżka, po południu miała już receptę od naszej domowej lekarki, a już dzisiaj wczesnym wieczorem łóżko przywieziono, i  Kurti w nim leży. Od paru godzin. Jak Ona to zrobiła, doprawdy nie wiem, bo pierwszy raz jestem świadkiem takiej szybkości w załatwianiu spraw przez niemiecką Krankenkasse. Najszybciej, jak do tej pory, czego byłam świadkiem, Ilse z Moisburga dostała w ciągu czterech dni łóżko. Normalka tutaj, to czekanie od tygodnia do dziesięciu dni! Albo Eike użyła swego specjalnego czaru, albo ma takie dobre znajomości! Nieważne, co! Ważne, że skuteczne!

Spodziewałam się trochę oporu ze strony staruszka, bo przecież jak to, jego stare łóżko, ogromne i wygodne - niedobre? Na dodatek przeniosłam go z sypialni do salonu! Bo wydawało mi się, i Eike była zgodna w tym względzie, że sypialnia jest ponura, okno wychodzi na stary płot od sąsiadki, przy którym tylko chaszcze różne. A w salonie? W dwie strony świata ogromne okna, jedno na pastwisko dla koni, drugie na kukurydziane rżyska, po którym kicają dzikie króliki, biegają sarny i pasie się mnóstwo ptactwa, nie mówiąc juz o tym, że telewizor jest choćby dlatego, by szemrać po niemiecku. I przestrzeni dużo, i można sobie usiąść w pobliżu, i On by już nie widział z tak daleka, że robótkę mam w ręce, o co się wcześniej chandryczył!

Ale obyło się bez awantury, wystarczyło iż wspomniałam, że Eike zamówiła mu nowe łóżko, które właśnie jest składane. A wszystko to dla jego bezpieczeństwa i wygody oczywiście! Problem z Kurtim tylko mały, że nie śpi, bo chyba ta nowość go fascynuje. Ćwiczenia robi ręczne! Z takim specjalnym uchwytem, dzięki któremu chorzy przy podnoszeniu mogą co nieco pomóc opiekunowi. Cały czas mam go na oku, ale niestety internet na dole nie działa, więc ja tu tylko z doskoku, i nawet na komentarze nie dam rady odpowiedzieć, za co Wszystkich przepraszam. Najważniejsze, że trochę pary spuściłam, Wasze słowa otuchy mi w tym pomogły, pojutrze do domku, Kurti ma łóżko! Jest super!

Do tego łóżka, w pakiecie, mamy materac przeciwodleżynowy, a od Eike dostawę super jednorazowych podkładów, no i nieodzowną podpikowaną ceratkę na zmianę. O specjalnym kubeczku z dziubkiem do picia i podgumowanym śliniaczku jak dla dzieciaczków nie wspominając. Całą resztę potrzebnych utensyliów niech już Karina ma na uwadze; prawdopodobnie będzie potrzebny senior-fon i specjalny stoliczek do jedzenia w łóżku, może w przyszłości jakiś podnośnik i toaletenstuhl. I do Kariny decyzji zostawiam sprawę ewentualnej pomocy ze strony dochodzących pielęgniarek środowiskowych. Moja zmienniczka jest na tyle kompetentna i dbająca o to, by praca nie była tylko katorgą, że jestem spokojna co do jej zdania w powyższej materii. Wszystko przecież będzie zależało od tego , jak potoczą się wypadki ze zdrowiem staruszka!

Na szczęście Kurti już nie gorączkuję, lekarka ponownie zmieniła dawkowanie leków, więc jest jakby bardziej "fresh". Oby tylko ta biegunka się skończyła! Bo jak to dłużej potrwa, to spod domowego prysznica nie wyjdę przez tydzień, takie mam wrażenie niemiłe zapachowo!

Ach, news Eikowy!! !Doszła do wniosku, że jedynym możliwym wytłumaczeniem tego nocnego upadku była Kurtiego chęć zmiany melodii w domowym dzwonku. Zastanowiło ją to, że po kilkunastu latach marsza weselnego, nagle coś innego jest! A pod dzwonkiem szafka na buty, nad nią wieszak. Próbował niebożę dostać się na "wyżki", stracił równowagę i padł pod drzwi wejściowe. A kolejnej nocy zrobił powtórkę z rozrywki, bo w jego sypialni na żyrandolu wszystkie abażurki przekrzywione! Najśmieszniejsze z tego jest to, że ani ja, ani Michi nie zwróciliśmy uwagi na zmianę melodyjki dzwonkowej, nie mówiąc już o tym nieszczęsnym żyrandolu! Michiemu się nie dziwię, bo On tylko raz w tygodniu tu bywa, ale ja? Taka nieuważna jestem???? Szok po prostu i poruta niewąska! ;-)

poniedziałek, 08 kwietnia 2013
Ciężko!

Mam pod opieką dziecko. Ma 83 lata. I wszystko to, co kiedyś robiło się przy niemowlaku - odżyło. Nie zawsze mile.

Z każdym dniem po powrocie ze szpitala jest gorzej. Już nawet nie chodzi, nie mówiąc o pomocy w przypadku przenoszenia z łóżka na wózek, do toalety, czy gdziekolwiek. Cera żółta, ogólnie źle wygląda. Rano była lekarka, stwierdziła niskie ciśnienie, zmniejszyła dawkę leków uspokajających, a na koniec stwierdziła, że w jego wieku to normalne, nawet mniejsza ilość picia. A po południu wpadło Siostrzankostwo, i wystarczyło spuścić ich na chwilę z oczu, aby zamiast przygotowanej herbaty, dali Kurtiemu kawę a na dodatek, chociaż mówiłam, że ma "szamotanie pępka" nakarmili go pączkiem. No zarąbać za taką bezmyślność można, ale co się Oni będą przejmować, przecież to ja jestem od tego, jak d... od sr...a, aby od wczoraj kilka razy dziennie zmieniać pieluchy i wrzucać w pralkę uflekraną pościel. 

Nie czuję już dzisiaj ani nóg, ani rąk, bolą mnie biodra, a na plecach czuje taki ciężar jakbym przerzuciła dwie tony ziemniaków! Kochany Mały, Biały - buduj się szybciej, bo mi się cierpliwość kończy!!!

Na dodatek, kiedy czyściłam dywanik od Kurtczynych nieczystości, wpadła mi do miski komórka, i teraz już bez kontaktów całkiem jestem. Nie wiem, czy wyschnie, i czy będzie do użytku!!! Nawet jak nie będzie, to pikuś, kupie sobie nową. Tylko te kontakty? Zwłaszcza w tym momencie najważniejszy do firmy przewozowej, z którą będę wracać do kraju!  Jejeczki, abym tylko nie zapomniała na przyszłość wszystkich telefonów zapisywać jednak w kajecie. Co papier to papier. A mówili, że nie ma jak nowoczesność. Guzik prawda!

No i jakby było mało tego dobrego na końcówkę, godzinę temu stwierdziłam temperaturę u Kurtiego, bo jakiś mi się cały rozpalony wydawał. Niby nie dużo, bo 38 st. C. Może to grypa trzydniówka przywleczona w drodze ze szpitala? Stąd ta biegunka i temperatura!  Tylko, że majaczyć zaczął, mowę  ma nieskładną, pokazuje coś palcami na suficie!  Eike nie odbiera telefonu, Michi tylko zalecił robić kompresy zimne, a w razie co to dryndnie jutro, bo może to tylko chwilowe.

No trzymajcie mnie wszyscy święci młodziankowie! I niech już będzie piątek rano!

 

niedziela, 07 kwietnia 2013
CUDA JAKIEŚ???

Na oczy mi nie padło, gdyby ktoś podejrzewał. Wczoraj wieczorem jedno zdjęcie znika, dziś rano go nie ma także, a po chwili, gdy komentarz napisałam, co o tym sądzę - zjawia się ponownie!

Ciekawe kto tak miesza na moim blogu!?!

 
1 , 2
Archiwum