Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009

Zaraz mnie trafi!!!

Jasnista z ogonkiem mnie trafi!

Dzisiaj Mloda ma Firmung. Nie pytajcie , co to , bo do konca nie zrozumialam, ale chyba cos podobnego, jak nasze bierzmowanie. Jak na 20latke, ciut pozno, ale pewnie tak tu jest.

Od rana zakupy, przygotowywanie uczty. Na 18.30 pojechali do kosciola! Ja w tym czasie mialam mala nakarmic i polozyc spac. Ale wiadomo, ze w takich przypadkach dzieci maja osma skore i na kilometrow sto wyczuja, ze cos nie tak, jak normalnie. To usypialam mala przez godzine, co normalnie sie nie zdarza. Gdy juz byla prawie gotowa, nadjechali! Gwar, szum! Mala od razu miala duze uszy. Mloda przyszla. Mowie, ze Seli nie moze zasnac i prosze o troszeczke spokojniejsze zachowanie. To ona na to, ze mala zabiera na pol godziny do gosci. Szlag mnie trafil. Ja jestem niania, powtarzam do znudzenia, ze dziecko male musi miec ustalone godziny wszystkiego w ciagu dnia i nie wolno tego zmieniac! Poszla! Za 15 min. przyszedl Pan i dziecko wzial na dol. Zabaweczka, psiakrew! 

A teraz po godzinie wariowania z goscmi ,mloda sie gimnastykuje, by Seli usnela! Daj jej Panie Boze cala noc tak! I moga mnie wywalic! Zwisa mi to i powiewa!

środa, 29 kwietnia 2009

Poswietowalam!

WCZORAJ! Skype

Godz. 19.30,54   wysylam na czacie 4 emotikony do Slubnego - zero reakcji!

Godz. 19.36,46   a Tobie cos na oczy padlo????? - pytam - zero reakcji!

Godz. 19.41,44   chyba sie z takim chlopem rozwiode! - krzycze!- zero reakcji

Godz. 19.46,31   ja mu tu niose serce na dloni, kwiaty, tort i szampana na nasza 36 rocznice, a on sie nie odzywa! -wrzeszcze - nadal zero reakcji!

Godz. 19.46,39    obrazilam sie!!!!!!!!!   - zero reakcji

Godz. 19.46,44    smiertelnie!!!!!!!!!!!!   - zero reakcji

Wkurzona, nie odbieram skypa, gdy po kilkunastu minutach dal znak zycia! Dzwonie do Corki i jej opowiadam, a ta wyje ze smiechu! Za nastepne pol godziny dostaje wiadomosc na czacie skapowym od niego: nie umiem sie tym poslugiwac!!!

No co ja moglam z ta moja sierota zrobic!? W koncu odebralam tego skypa!

wtorek, 28 kwietnia 2009

Pomylil sie, czy zapomnial???

Od trzech wieczorow Pan nie wychodzi nigdzie!

Buuuuuu!

To nienormalne przeciez!

I jak ja mam sobie pogadac telefonicznie?

niedziela, 26 kwietnia 2009

Nie cierpie!!!

Weekendy tutaj, to nie tylko dla mnie przyslowiowy dopust bozy. Moja Wekselka tez powtarzala, ze to najgorsze dni, ktore trzeba bylo zaciskajac zeby przezyc! Bo wszystko staje do gory nogami. Pan i wladca w domu, to tylko to sie liczy. A male dziecko? No coz! To przeciez dodatek i chyba troche przeszkoda.

Najgorsze bylo teraz to, ze Seli po prawie 5 dniowym pobycie w hotelu prawie calkiem ma wszystko poprzestawiane. Sadzilam, ze chociaz w sobote bedzie ciut spokojniej, ale gdzie tam. Od rana tlumy facetow przewalajacych sie przez dom. Panowie od koparki i spychacza, facet od zatwierdzania planow, kilkoro kumpli od piwa. Zeby to cale towarzystwo poszlo sobie na taras, ale nie! Musza w salonie, bo leci Formula 1. Do tego nagotowana cala fura kielbasy, 2 skrzynki piwa. I siedzi to cale towarzystwo i sie wydziera. Co ich obchodzi, ze na gorze dziecko spac polozylam. Potem sie dziwuja, ze dziecko nieznosne cale popoludnie. Mlodej to tak nerwy puscily, ze az dostala pater noster ode mnie, za wrzaski na mala.

Dzisiaj dzien niby zapowiadal sie spokojnie. Niby! Ze sniadaniem dla malej czekalam dosc dlugo, bo Pan spal, a wtedy wara cos robic na dole. I to nie ma znaczenia, ze mala wyje z glodu! A potem sie okazalo, ze mala musi isc spac szybciej w poludnie i po godzinie mam ja zbudzic, bo jedziemy na uroczystosc rodzinna, pokomunijna! Zawsze przy takiej okazji, dostaje cholery, bo jeszcze sie z czyms takim nie spotkalam, aby punktualne przybycie na jakies imprezy rodzinne bylo wazniejsze od snu malego dziecka.

Dobrze, ze chociaz jedzenie bylo pyszne. Miedzy posilkami wsadzalam Mala do wozka i spacerowalam sobie po bulwarach nad rzeka. Pogoda piekna, rzeka w sloncu blyszczala, na horyzoncie pysznily sie gorskie lasy. Wokol mnostwo ludzi spacerujacych, odpoczywajacych na laweczkach wsrod zieleni. Masy rowerzystow.Motocyklistow. Gdzieniegdzie rozpostarte kocyki na trawie i piknikowanie. Wszystkie ogrodki przy kawiarniach lub restauracjach pelne gosci. Na dodatek odbywal sie jakis "faszing". To takie popularne tu pochody z okazji roznych, w ktorych uczestnicza rodzice i dzieci. Tym razem zegnano zime i witano wiosne. Kazdy taki pochod otwiera orkiestra i poczet sztandarowy. Cale to towarzystwo, przy dzwiekach werbli i trab, przechodzi ulicami miasta. Dzieci nosza rozne rekwizyty z bibuly i kartonu, a rodzice sekunduja. Fajnie to wyglada. Szkoda, ze mi sie o aparacie dosc pozno przypomnialo, ale zrobilam cala mase zdjec.

A mala padla dzis o 18,30. Sama wyciagala raczki i prowadzila mnie w kierunku schodow na gore. No, cos takiego!!!! Ciekawe, czy przespi cala noc!

czwartek, 23 kwietnia 2009

Zapisze sie!!!!

Slowo daje! Zapisze sie do tego poszukiwanego konkursu na internetowa wariatke! To znaczy: konkursu szuka jedna z bloxowiczek! Wariatka juz jest! W mojej osobie oczywista!

Bo bylo to tak!

Wczoraj do poludnia, latalam co pare godzin ze sciera, bo tego poremontowego kurzu tak latwo dobic sie nie da. Zrobilam tez dwa razy kawe panom remontowcom. Pozniej przyszla Putzfrau. Rozejrzala sie wszedzie, stwierdzila, ze ladnie posprzatane, ale jak weszla do kuchnio-jadalnio-salonu to troche jej szczeka opadla. Bo tam nie tylko podloga, ale ogromne okno tarasowe i 3 okna nowe od sufitu niemal do podlogi, do umycia rzecz jasna! To ja z usmiechem na ustach poinformowalam, ze ide na spacer! I oczywiscie poszlam. Slonce grzalo! Powietrze od rana bylo zoltawe od pylacych swierkow. Slowo daje! Pierwszy raz na oczy widzialam, jak nad ta polana unosily sie zolte tumany pylkow! W ilosciach trylionowych chyba, bo wszystko zazolcone.

No, ale ja do lasu! Aparacik mam, to co i rusz ladny lanszafcik "focilam". Nawet dawno nie widzianego granatowego zuka mi sie udalo zlapac w migawke!

Na powrocie popatrzylam sobie w niebo, i pomyslalam, ze te chwile, co mam wolne moglabym poswiecic wdrapaniu sie na kamieniolomy. Wisza one nad polana z tym malym domeczkiem, z dolu widac tylko chaszcze, tudziez czasami w ciagu dnia, z nienacka odzywaja sie glosne wybuchy, swiadczace o tym, ze jakies zycie tam wre. Jedynie, jak ide z Seli na spacer, to z odleglosci ok.1,5 km dokladnie widac cale wyrobisko.

No i polazlam w te gore. Wdrapywalam sie od tylnej strony naszej polany, tuz nad kamiennym murem wielkiej starosci, po kamlotach obrosnietych mchem, osuwajacych sie spod nog. Czepajac sie czego sie da: a to jakiejs paproci, a to krzaczka, a to po prostu jakiejs wyrwy ziemnej lub korzenia. Po drodze dwie jamki, w jednej przycupnela jaszczurka, lypiac na mnie oczkiem. Druga chyba zamieszkana przez wiekszego zwierza. Sapiac, dyszac, nie ogladajac sie za siebie, bo to chyba dobre 50 metrow, dotarlam na wierch. I tu rozczarowanie! Bo tylko ujrzalam jakies stare baraki, cos w rodzaju bunkra, dwa ogromne glazy i cala polac czerwonego blocka. A przeciez z drogi przebiegajacej obok domku, za niecale 100m jest trakt prowadzacy do celu. Tylko, ze ja chcialam blizej. I guzik! Co bylo robic! Odwrocilam sie, spojrzalam w dol, i...... Dostalam takiego pietra, ze hej! Dopiero w tym momencie dotarlo do mnie, ze gdybym tak spadla, albo noga by mi ugrzezla miedzy glazami lub korzeniami, do sadnego dnia bym chyba tam lezala, i nawet pies z kulawa noga by mnie nie uslyszal! Wiec schodzilam w tempie slimaczym, zygzakiem, czepiajac sie wszystkich mozliwych podpor, kilka razy zawsze badajac kazda stopa grunt przed soba! Jakos sie udalo!

Oczywiscie ciuchy i buty nadawaly sie tylko do pralki. Nie myslac nadal, razem z dzinsami wrzucilam do prania moj ulubiony,jasny blezer. I mam! Za bezdurnosc! Blezer w niebieskie laty!

To chyba moge w tym konkursie startowac,co? Jak go znajda!!!! :-))))

Putzfrau, gdy wrocilam, poinformowala mnie, ze przyjdzie dopiero w nastepny czwartek. Ciekawe, kto posprzata ta reszte przed przyjazdem mebli. Jak myslicie? Zostane krasnoludkiem?

Jutro wraca Selini, to nie wiem, kiedy sie pokaze, ale chyba za niedlugo!

To milego weekendu wszystkim!

wtorek, 21 kwietnia 2009

Blogo! A co tam kurz...

Siedze akurat na tarasku gornym, ktory ma byc w przyszlosci pokojem dla nian. Bedziemy nareszcie z moja Wekselka mialy troche prywatnosci! Slonce operuje jeszcze niemozebnie, dab rosnacy na wyciagniecie rak, produkuje niezliczone ilosci pylkow! Nieprawdopodobna, lesna cisze tylko zaklocaja ptasie trele. Na dole, na fotelu tarasu dolnego susza sie lale, ktore rano wypralam wlasnorecznie, bo zupelnie nie wiedzialam, czy mozna je do pralki wrzucac bez ryzyka wypadniecia szklanych oczek, tudziez sfilcowania sztucznych wloskow. Sielsko! Anielsko! I tli mi sie we lbie moim starym taka fraza: "a ja se na tarasku siedze, to na prawym, to na lewym boku. I niczego mi w zyciu juz nie trza! Tylko spokoj!"

Spokoj jest. Akurat dojadam reszte pierogow leniwych, com sobie sama przygotowala, ku uciesze mego zoladka i podniebienia oczywiscie tez! Twarog nasz, polski, oczywiscie ze soba przywiozlam. Jeszcze mam w zamrazarce 2 kostki " na zas"!  Popijam czerwonym, wytrawnym winem! Ukradlam je z Pana piwniczki! I nie bede sie bic w piersi za grzech, bo Pan mnie przyzwyczail, na onej niemieckiej ziemii, pic wino do kolacji. Zreszta, sama mu sie przyznam. Bo najlepiej kurz splukuje przednie winko! A tego kurzu, to dzisiaj moje biedne piersi i plucka (po ostatnim pobycie tutaj), nalykaly sie. Uj! I jeszcze te debowe pylki!

Skad kurz? Ano z robot remontowych! Pan i Mloda nie daja zycia od wczoraj. Pierwszy raz ubieglej nocy zamknelam sie w moim waletowym pokoju na klucz! Robotniki jakos rano weszli do domu, i to bez mego udzialu. Wszedzie siwo! Dusi i drapie w gardle! Juz nie pamietam, abym w ciagu jednego dnia wypila tyle wody, co dzisiaj! Chyba z 5 razy wszystko w kuchni i na schodach przecieralam mokra szmata! A na dodatek, panowie remontowcy sie pytaja, czy na jutro bedzie podloga wymyta, bo mus ordnung machen! Neue möbel kommt!  Ja im tlumacze, ze jestem niania, a nie zadna pani od porzadkow. Putzfrau przyjdzie jutro ok.15,oo. Oni zafrasowani - to za pozno! Do Pana i Mlodej nie moge sie dodzwonic! Wylaczyli komorki, czy co? To sobie mysle, ze nie ma innego wyjscia, tylko ta podloge wytarmosic szmata jak nalezy, a potem o premie zawolac!

Wiec o to wino, ktore mi pomaga zmyc kurz z mego oddechowego ukladu, nie bede sie nikomu spowiadac!

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Ale jestem padnieta!

Od 6.20 Seli nie spala. Dobrze, ze sobie sama w lozeczku kwilila, to moglam jeszcze na chwile "przyciac komara"! Ale o 7,oo nie bylo zmiluj sie! Zaczely sie remontowe i budowlane prace!

Wiec szybko: toaleta poranna, czesanie loczkow, mycie zabkow, sniadanko z paroweczka i kromeczka bialej buleczki, popite woda z odrobina miodu! Ja w przelocie tylko lyklam kawe i wszamalam kubas salatki, co sie ostal ze wczorajszej obiado-kolacji! Pasi!

Przyjechala Mloda. Ma urlop! Bedzie od dzis z Mala w hotelu. Pakujemy jej ciuchy, Malej ciuchy! Co i rusz nam sie jeszcze cos przypomina: a to babyfon, a to odpowiednia ilosc butelek, jedzonka, pampersow. Kekse! Banane! Medicine! Termometr! Butki! Czapeczki! Pieluszki i specjalne majteczki na basen, o ile kaszelek ustapi! Trzeba dokupic rajstopek, bo ostaly sie ino 2 pary. To sru! Jedziemy do miasteczka na zakupy. Przy okazji trzeba wymienic puste kasterki z butelkami po piwie i wodzie. Niech robotniki maja co pic! Oczywiscie ja tez dostalam przykazane, co mam robic. Mam poukladac i umyc szafki w piwnicy, na koncu podloge! Potem zajac sie lazienka! Oczywiscie pralek do prania i wysuszenia cale mnostwo. Niektore rzeczy nalezy suszyc na lince, potem uprasowac!

Moja Kolezanka, ktora namowila mnie po dwoch latach molestowania na prace w Niemczech, zawsze powtarza, ze nie nalezy wychodzic przed szereg. Jestes do opieki, to sprzatania nie tykaj! Chyba, ze Ci w ramach ustnej umowy cos okresla. Jak nie, nie daj sie nabrac!  Za wszystko, czego nie mialas robic, bo nikt wczesniej tego nie powiedzial, zadaj pieniedzy! Tylko, ze ja przyjezdzajac tu wiedzialam, ze bede opiekowac sie malym dzieckiem i pomagac od czasu do czasu jego matce. Niestety, Matki juz nie ma! A pieniadze te same. Wiec sie poczuwam! A moze nie powinnam? Moze nie jestem nowoczesnie asertywna? Tylko jak sie postawie, to co? Bede wyc chyba z nudow do ksiezyca! 

No, to ide do tej piwnicy!!!!!

piątek, 17 kwietnia 2009

POMOC potrzebna!

Dziewczyny!!!!

Kobiety!!!!

Matki!!!

Potrzebuje na gwalt rady w kwestii karmienia dziecka w wieku 1 rok i 5 miesiecy. Bo moj Gospodarz kategorycznie zabronil podawania Seli mleka. Mala byla przyzwyczajona do wieczornej butli i dobrze przesypiala cala noc! Teraz mam tylko podawac herbatki. Tylko, ze Selina co 3 godziny sie budzi z glodu, wyje jak potepiona, a na dodatek po takich ilosciach plynow, musze ja przebierac co i rusz!

Po kryjomu wprawdzie karmie mala mlekiem, bo jeszcze zostalo w kartoniku, a Ona przyssywa sie do tej butelki lepiej jak matwa. Jest tylko jeden szkopol, ze jak mnie One przyuwaza, to bedzie  kosmiczna awantura! 

Mala ma jadac to, co dorosli! A wiec chleb strasznie kwasny, jajek na potege, makaron rano - poludnie - wieczorem - oczywiscie z sosem!

Dobrze,ze jada moje zupki i miesko kurczaczkowe, ale za to gardzi wszelkimi owocami. Banan - to wyjatek, ale tez rzadko! Na maluszkowe jogurciki ma "dlugie zeby"! Nie cierpi ryzu i kaszki mannej!

Rece mi opadaja!

Ja wiem, ze pare fajnych Mamus do mnie zaglada. Pomozcie, podpowiedzcie, bo mnie juz troche brakuje konceptu!

A Mamy z Niemiec prosze, podajcie mi dokladne niemieckie nazwy dziecinnych pokarmow.  Ja zakupowo poruszam sie po Kauflandzie, Lidlu, a w ostatecznosci Rewe!

Za kazda podpowiedz bede niewymownie wdzieczna!

Pozdrawiam!

środa, 15 kwietnia 2009

Brak wolnych minut!

Moi Kochani Wszyscy, ktorych mam w zakladkach! Wiem, ze jestecie przyzwyczajeni do tego, iz odwiedzam Was co dzien. Ale tak sie dzieje tylko, kiedy jestem w kraju!

Mam taka "maniane" tym razem, ze z ledwoscia znalazlam czas na odpowiedzi do komentarzy z mojego ostatniego wpisu! No, po prostu padam z nog i wole polezec bezmyslnie w poscieli!

Dopoki sie sytuacja tutaj nie unormuje, dopoki nie bede miala mozliwosci przyzwyczajenia na nowo Seli do siebie, dopoty moja obecnosc na blogowisku bedzie sporadyczna. Musze po prostu sobie z tym wszystkim poradzic, a to wymaga czasu, spokoju i niebotycznej cierpliwosci!

Mam nadzieje, ze zrozumiecie! 

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

To nadaje zza Odry!

Wrocilam akurat spod prysznica, wiec musze czekac,az glowisia mi wyschnie, a tak zupelnie konkretnie, to wlosy musza! Zatem czasu az godzine na malutka pisanine moge poswiecic. Rano jutrzejsze niepewne jest, bo ponoc zacznie sie przebudowa i zmiany przerozne onego domku, w ktorym akurat mieszkam od trzech dni. Luksus prawie mam calkowity, bo to i Seli spi, Pan nie odmeldowawszy sie poszedl w dluga, a Mloda to juz dawno pojechala, bo tak miala dosc matkowania mojej podopiecznej. Jakos tak sie zlozylo, ze Seli znowu chora. I tak w sumie nie wiadomo, czy to nowe tylne zeby jej rosna, czy po prostu przeziebiona jest, bo mloda ze swoim Frojdem pare dni temu wsadzili ja do jaccuzi. I gdyby to jaccuzi bylo w domu, to ok. Ale ono na powietrzu jest, niczym nie osloniete. Wiec jesli dorosli moga, to niekoniecznie to sie sprawdzi u malego dziecka. Seli jest nieznosna, placzliwa i w ogole do niczego, a na dodatek nie uznaje nikogo procz Mlodej.

Ale za to dojazd na moje miejsce pracy mialam "pico bello"! Jazda bmw, za ktorego kierownica siedzial Maz Wekselki, to sama przyjemnosc! Przede wszystkim szybko! Nie to, co ostatnim razem, gdy wracalam 21 godzin, i to jeszcze Slubny mnie musial odbierac ze Starogardu Gd., bo kierowca busa nie mial zamiaru mnie dalej wiezc, chociaz mialam oplacona jazde w obie strony! A tym razem tylko 10 godzin, w ktorych nawet przerwy byly na kawe, toalety, czy papierosa. To ostatnie to wspanialomyslnie wybaczalam kierowcy, chociaz troche mnie to kosztowalo! Poza tym, po drodze umowilam sie z "Zarobiona" na kawe, ktora wypijemy za 3 miesiace, jak bede ponownie przejezdzac przez jej miasto!

Pierwszy dzien Swiat to moja "niespodzianka" sniadaniowa dla domownikow. Nie powiem, udala sie nad podziw! W sobote wieczorem wszystko przygotowalam z produktow, ktore przywiozlam z domu. Ja wiem, ze "prawie" to wielka roznica, ale w obcym kraju liczy sie wszystko. Byly wiec jajka faszerowane, domowy zurek z biala kielbasa, pasztet z sosem tatarskim, oraz domowa wedzona szynka! Jedli, az im sie uszy trzesly! I dobrze! A potem bylo szukanie jajek. Oczywiscie Seli dostala od wielkanocnego zajaca najpiekniejszy prezent: wozek spacerowy i lalke, ktorej mozna nagrywac rozne teksty do rozmowy z dzieckiem. Ku mojemu zdziwieniu, zajac przyniosl takze dla mnie koszyczek slodkosci. A najlepszy numer byl wtedy, gdy mloda poprosila mnie o oddanie tego koszyczka, bez zawartosci oczywiscie, bo musi go sprezentowac jednemu ze swego kuzynostwa.

Po poludniu bowiem jechalysmy do Dziadkow, ktorzy mieszkaja razem z rodzina swego syna. To popoludnie bede dlugo pamietac. Babcia Mlodej jest od dwoch lat w polowie sparalizowana po wylewie. A Dziadek? Dusza czlowiek. Wesoly, rozmowny! A jak gra na gitarze? Podlaczyl ja do wzmacniacza, i jak dal czadu! Same najlepsze rock`end`roll -owe kawalki lecialy, a my wszyscy, lacznie z babcia, synowa, jej siostra, wtorowalismy jak kazde z nas umialo! Nawet na glosy! 

A dzisiaj mialam totalne lenistwo, bo Pan wzial Seli od rana na wizyty u przyjaciol.Tom sobie mogla w spokojnosci dokonczyc cudowna ksiazke, ktora jeszcze przed wyjazdem na saksy dostalam od jednej "Wspolblogowiczki". Tytul: "Nie idz tam czlowieku - Santiago de Compostela", autor Andrzej Kolaczkowski-Bochenek. Niesamowita relacja drogi do sw.Jakuba, ktora przeszedl czlowiek bez wiary na poczatku, a ktory ja chyba odzyskal. Jestem caly czas pod wrazeniem. Zreszta, czytajac, niejeden raz wzruszenie sciskalo mi gardlo, a i lzy sie zjawialy, jak na zawolanie!

W miedzyczasie Sali sie obudzila, wyjac w nieboglosy. Na to wrocil Pan. Dostal furiacji, dlaczego dziecko wyje. A ja pare chwil temu, juz po przebraniu oraz uspokojeniu malej, musialam doroslemu Ojcu tlumaczyc, ze to normalne u malego dziecka. Raz jest chore, a za 5 minut zdrowe. i nic nie mozna na to poradzic, tylko trzeba wiedziec, co robic. Skoro On nie wie, to niech mi nie przeszkadza. O dziwo! Zgodzil sie ze mna!

 
1 , 2
Archiwum