Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 31 marca 2016
Tak miało być!

Czyli rodzinnie bardzo i wesoło! I nie zmąciły nam tej atmosfery dąsy obu Małolatek, które świąteczne spotkanie potraktowały jako przysłowiowy dopust boży! Wręcz przeciwnie, były zaczynem do dyskusji i wspominek, jak to dawniej bywało! Na szczęście, dały się namówić na spacer, a potem przy popołudniowej kawie zasłodziły się dokumentnie mazurkiem, z którego zresztą nie zostało ani okruszka, bo to był "gwóźdź" wielkanocnej kawki! :-))))

A tak wyglądały moje tegoroczne dekoracje :

małe okno z salonu,

 

okno kuchenne,

sypialnia,

salon,

Następny dzień, jak zwykle tylko nasz, spacerowy bardzo, bo pogoda była, jak marzenie:

spojrzenie z punktu widokowego,

podglądanie łabędzi,

niedaleko zwodzonego mostu, w punkcie łączenia szlaków wodnych,

i najciekawsze: ślady żerowania bobrów!

Lenistwo świąteczne trwa nadal. Nic nie robię, bo mi się nie chce, i już! Myślenie, czym pożytecznym się zająć, tez jest ważne. Na zumbie wczoraj jednak byłam. I nawet pierwszy wiosenny grzmot usłyszałam wśród rzęsistego deszczu! :-)))

czwartek, 24 marca 2016
WESOŁYCH ŚWIĄT !!!

Na nadchodzącą Wielkanoc życzę Wam - moim blogowym Gościom – czasu na zadumę, spokoju i rodzinnego ciepła, obecności tych, którzy są dla Was najważniejsi.

Życzę Wam radosnych chwil przy świątecznym, pełnym smakołyków stole, nadziei w sercu i Wiosny za oknem. Niech rozwieje smutki, przyniesie optymizm i siłę na następne miesiące pełne nowych wyzwań.

Bo po to wiosenne Święta  są. Żeby się zatrzymać, odrodzić się, i być tam, gdzie powinniśmy. Nasze ciało i nasza psyche także ich potrzebuje - aby oderwać się od szarzyzny życia, zacząć nowy etap, powitać nadchodzącą wiosnę, pochylić nad sobą – przypomnieć sobie to, co dla nas ważne i niezbędne. 

Wesołego Alleluja!

niedziela, 20 marca 2016
Przejaśniało!

Chyba nareszcie coś się ruszyło, chociaż jeszcze wczoraj pruszyło śniegiem. Po długim czasie, spacer był baaardzo długi! Na plaży tłumy ludzi, mnóstwo samochodów, bo jak zwykle, kibiców morsów nurzających się w zimnym jeziorze jest sporo. 

A na zatoczkach niedaleko nas, aż trzy pary łabędzie się kokoszą! Sroki nareszcie się gdzieś wyniosły i zaraz rudziki z mazurkami zaczęły sie pojawiać koło karmnika. Koty wariuja i do miski przychodzą często mocno przetrącone.

Robótkowo - finiszuję. Cała fura kurek i i pisanek kordonkowych poleciała w świat z kartkami świątecznymi. Dokańczam teraz tylko długie zawieszki na okna. To taka moja wersja pomysłu, który kiedyś tu na blogu pokazywałam jako ciekawostkę z Niemiec.

Domowo- normalnie. Gdy byłam ostatnio na zumbie, Ślubny z rozpędu wypucował całą łazienkę i wszystkie drzwi. Ja czekam na pogodę, która mi pozwoli umyć okna, a jeśli sie nie uda, to też nie będę się zamartwiać, bo bez tego Święta też się odbędą. Z drugiej strony, jak sobie pomyślę, że zaraz te okna bedą zażółcone, bo na potęgę pylą leszczyny, topole i wierzby, wolałabym te dwa tygodnie przeczekać!

Kuchennie - luzik. Próba ze schabem udana, chociaż poszłam trochę na łatwiznę, i wykorzystałam opcję suszenia w swoim piekarniku, susząc mięsiwo przez kilka godzin w niskiej temperaturze ( 5 godzin w 50 st. C ). Potem jeszcze dwa dni wisiał sobie mięsny pakunek koło kaloryfera, wreszcie odbyła się degustacja, po której nastapiły "ochy" oraz "achy", nie tylko nasze, również Progenitury, zatem nie dziwota, że po pierwszym suszonym a`la szynka serrano kawałku, nie ma już ani śladu, a w lodówce dwa następne nastawione!

Świątecznego wielkiego spinania nie będzie, bo mam proszone Dzieciska z przyległościami na jeden obiad świąteczny plus kawa, a zażyczono sobie pieczonych kurczaków, gdyż nikt takich pysznych nie robi, jak Ślubny. Do kawy będzie mazurek bakaliowy w mojej wersji oraz babka gotowana, dodatkowo Córka przyniesie połowę swojego sernika! O!!! Drugie święto jak zwykle, tylko my sami i jak bedzie pogoda, to pojedziemy sobie na łono przyrody! A jak nie będzie pogody, to będzie swięty spokój! Czego i Wam życzę!

czwartek, 17 marca 2016
Zmieniam zdanie!

Ponoć tylko krowa nie zmienia poglądów! A ja? Ja , która zawsze twierdziła, że każda pora roku jest dobra, i nie ma co użalać się nad faktem, iż na ten przykład, jeśli  pada śnieg w marcu, to należy tylko mężnie przeczekać! Niestety! Nie ma to tamto! Przyznaję się!!!Dlaczego????

Ano, sprawa wygląda tak! Kiedy przeprowadziłam się z miejskiego mieszkania do MBD w małej, nadjeziornej wiosce, od razu zakonotowałam bardzo ważny fakt. Jest cicho, jest spokojnie, jest bosko! Pod każdym względem. Zwłaszcza, jeśli chodzi o spanie. Bo dotąd miałam zawsze problemy z chrapaniem Ślubnego, i odgłosami dobiegającymi z pobliskiej ulicy osiedlowej. Generalnie z niedosypianiem. Oczywiście, w ciągu wielu lat spania w miejskim łóżku, przetestowałam wiele stoperów usznych, bo każdy szmer, każdy odgłos ulicy był dla mnie, jak wystrzał z armaty. Jasne więc też, że od czasu do czasu wędrowałam do przychodni, aby załatwić sobie skierowanie lekarskie na czyszczenie uszysków.

A tu, nad jeziorem, nic takiego nie było potrzebne! Zasypiałam jak niemowlę, i budziłam się po przynajmniej sześciu godzinach niczym zakłócanego snu!

Niestety! Już od dawien dawna wiadomo, że nic nie trwa wiecznie! I dokładnie od miesiąca mam przespaną całą  co drugą noc. Dlaczego, nie mam pojęcia. Coś się przestawiło w moim biologicznym zegarze chyba, bo jak inaczej to wytłumaczyć! Zganiam więc to wszystko na zimowe przesilenie, ale czy mam rację, jedna Opatrzność to wie. A mnie co drugi wieczór szlag trafia! Bo nie zmieniłam swoich przyzwyczajeń, lekką kolację jadam około 19-ej, spać idę między 23 a 23,15, a potem się zaczyna. Niezależnie od tego, że staram się o tym nie myśleć, i tak, co drugą noc "robię za Marka" przynajmniej dwie godziny. Wkurzona zapalam lampkę nocną, czytam. Godzinę, dwie, zależy, co akurat czytam, ale generalnie staram się zmeczyć oczy! Koło 4-tej odpuszczam, gaszę światło, i męczę się dalej. Oczywiście zasypiam po pewnym czasie, budząc się natychmiast, gdy Ślubny wstaje, czyli około 8-ej.  I tak co drugi dzień, a raczej, co drugą noc. 

Co zatem robić? Czekać, aż to przejdzie samo, czy iść po pomoc do lekarza? Tyle tylko, że jest jeden problem: będzie chciał mi zapisać jakieś tabletki nasenne, a dla mnie to nie do przeskoczenia sprawa jest. Po prostu! Żadna chemia nie wchodzi w grę, i nie pytajcie dlaczego, bo nie powiem, ale to naprawdę ma uzasadnienie w dalekiej przeszłości.

Zioła jakieś? Jakie? W jakiej kompozycji? W necie jest tyle propozycji nawzajem się wykluczających. Sama już nie wiem. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że w ciągu dnia, po takiej nieprzespanej nocy, nie widac po mnie żadnych oznak zmęczenia i funkcjonuję normalnie! Cuda jakieś, czy co?

niedziela, 13 marca 2016
Ostatni remanent!

Przemyśl - gród ze śladami osadnictwa  sięgającego II stulecia p.n.e, leży nad Sanem, na styku Karpat i Kotliny Sandomierskiej

Przez miasto to wiodły szlaki handlowe, łaczące Wschód z Europą Zachodnią. Nad miastem góruje zamek królewski, zbudowany w stylu gotyckim przez Kazimierza Wielkiego. Do dnia dzisiejszego, zachowała się brama, baszty z attyką, część pomieszczeń i fragment kurtyn. Obecnie mieści się tutaj Fredreum - najstarszy w Polsce ( założony w 1869r. ) teatr amatorski

A taki widok rozciąga się z tarasu widokowego na zamku

 

Przemyśl to miasto kościołów, do najznamienitszych należą: katedra późnogotycka z XVw., klasztor i kościół Franciszkanów z XVIIIw., barokowy klasztor i kościół Jezuitów z XVIIw., klasztor i kościół karmelitów bosych z XVIIw., klasztor i kościół Reformatorów IIIw., klasztor Benedyktynek z XVIIIw. Przemyśl jest także siedzibą metropolii Kościoła rzymskokatolickiego i diecezji Kościoła greckokatolickiego.

W centrum miasta znajduje się staromiejski rynek otoczony renesansowymi kamieniczkami z podcieniami z XVI-XVIIw. Jest to jedyny pochyły rynek w Polsce.

Oczywiście, prócz pieknie odnowionych kamiec, znajduje się bardzo wiele takich, które aż się proszą o kapitalny remont!

W osiemnastowiecznej wieży zegarowej mieści się Muzeum Dzwonów i Fajek, gdyż miasto to jest stolicą fajek i ludwisarstwa.

A to ławeczka - fajeczka!

Przepięknie odrestaurowany na Euro 2012 dworzec kolejowy, stoi niestety pustawy! 

To już ostatnia wycieczka w ramach sanatoryjnych chwil wolnych. Połączona ze zwiedzaniem Krasiczyna, o którym pisałam wcześniej, była najbardziej forsowna i szybkobieżna!

czwartek, 10 marca 2016
O Panach i nie tylko!

Przypominać chyba nie trzeba! Nasi naj, naj, naj- mają swoje święto. Niech im będzie na zdrowie, co nie!!! Wszystkiego, co najlepsze im życzymy, bo bez nich jak żyć? Kogo byśmy denerwowały od rana? :-))))))

Mój Mężczyzna też świętował, a jakże. Córka go zaprosiła! Na przycinanie wiosenne i wapnowanie drzew owocowych na swojej działce! Wie dziecko moje, czym faceta najbardziej ująć, c`nie? :-)

Prócz tego nic się nie dzieje u mnie specjalnego! No, chyba tylko to, że upiekłam pasztet świąteczny. Akuratnie się chłodzi. Potem go w zamrażarkę wrzucę! Ach, zapomniałabym także, że po opanowaniu szynkowaru w kwestii szynek - wieprzowych i drobiowych- takoż mielonek bez ingrediencji i z różnościami, przyszedł czas na wyższy stopień wtajemniczenia! Uwaga!!!! Schab z pończochy! Se wyguglujcie Kochani! Powinno być miodzio! Przymierzałam się do tego już długo, i w końcu robię próbę generalną, a co! Już jestem po etapie cukrowym, zaczął się etap solny, jutro będzie przyprawowy, a potem..... O , to będzie hardkor pewnie, bo trza poszukać najlepszejszego miejsca! Ale o tym potem, jak się uda! Chyba, że się nie uda, to też zawiadomię i przyznam się jak nic, a co! Ja nie z tych, co przekręcają rzeczywistość, jak nasza władza !!!

A jutro mamy we wsi babski dzień, idę się integrować!

Miłego weekendu Wszystkim!

wtorek, 08 marca 2016
KOLEŻANKOM!!!

MIŁEGO POPOŁUDNIA DZIEWCZYNY!!!!

niedziela, 06 marca 2016
Remanent przedostatni!

KROSNO

To była jedna z wielu wycieczek popołudniowych. Kombinowaliśmy tak, aby zabiegi skończyły się maksymalnie do południa, o 12.30 na pierwszą turę obiadu się szło, łykało pośpiesznie, bo już o 12.50 był naznaczony wyjazd. Powrót musiał być maksymalnie do godz. 18-tej, bo potem kuchnia zamykała podwoje. Zatem ciągły pospiech! Ale ja to lubię! :-)

Naszym celem jest Krosno. Niestety, w Krośnieńskich Hutach Szkła rządził syndyk, wypatrywano strategicznego inwestora, bo groziło bankructwo, więc nie było mowy o zwiedzaniu tego zakładu, który w swoim czasie był prawdziwą wizytówką Polski na arenie międzynarodowej. Bo nie wątpię, że wtedy, w każdym polskim domu można było znaleźć co najmniej jeden wyrób z tego zakładu! Na ten przykład szklanki, które potem wkładało się w koszyczki metalowe, bądż wiklinowe, lub szydełkowe, i tak podawano herbatę lub kawę! 

Na całe szczęście, jest Centrum Dziecictwa Szkła. Specyficzne muzeum, w którym można dotykać eksponatów i je tworzyć! Miałam także niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w tym misterium, i jako jedyna kobieta w gronie kilku męskich śmiałków, pokusiłam się sprawdzić siłę moich płuc. Oczywiście, przy pomocy tzw. piszczeli szklarskiej, czyli długaśnej rurki, do której jest przyczepiona płynna masa szklana, dopiero co dobyta z czeluści pieca. Trzeba odpowiednio dmuchać, jednoczęśnie kręcić rurą piszczeli, aby nadać kształt ewentualnemu wyrobowi. Mogę się pochwalić, że jako jedynej osobie z naszej wycieczki, udało mi się nie spowodować pęknięcia tworzonego wyrobu! I mam pamiątkowy medal!!!!

A potem było zwiedzanie galerii i sklepu, i oczy wychodziły z orbit na widok tych wszystkich szklanych cudowności, i żal, że czas goni, a tyle jeszcze do obejrzenia!

 

      

Potem spacer po średniowiecznym rynku z podcieniami, sprint do fary i kościoła franciszkanów, bo zmrok zapadał i kury grały na odwrót!

U Franciszkanów, gotyckim kościele z piętnastego wieku, akurat byly "mikołajki" dla dzieci, zatem tylko kilka zdjęć mam, ale największe wrażenie robią organy i siedziska dla najważniejszych mieszkanców miasta!

Krótka wizyta w gotyckiej Farze pod wyzwaniem Trójcy Świętej, z przepięknym barokowym wystrojem, bo czas ucieka! I... do autobusu!

 

czwartek, 03 marca 2016
Kolejna kartka z kalendarza!

Czy warto je liczyć? Za roku spadnie następna, i następna, i następna.......

Co roku lepiej się ze sobą czuję, kilogramów już nie przybywa, zmarszczek też jakoś nie!

Lubię każdy marzec, który przynosi jakąś zmianę i dodaje lat!

Ta moja starość jest lepsza niż szumna młodość. Już nie muszę niczego udawadniać, z niczym się mierzyć. Ta moja droga jest już spokojna, wszak idę w dobrym kierunku, który potwierdzają jeszcze czasami jakieś drogowskazy na rozstajach! Idę tez przecież w dobrym towarzystwie, chociaż po drodze wiele osób i sytuacji zostawiłam za sobą!

To wielki przywilej dojść do tego, co mam! A największą klątwą byłoby zestarzeć się, nigdy nie dojrzewając!

Chcę być nadal młoda duchem! Chcę jeszcze marzeń na moją miarę! Chcę nadal spotykać dobrych ludzi, nie chcę się z nikim wadzić, ani niczego nikomu udawadniać!

Słońca na jasnym niebie i w mojej głowie!

Jeszcze więcej pewności, że jestem na swoim miejscu!

Przyjemności! Bo bez nich życie byłoby nie do zniesienia!

A teraz tylko szampan, słodycze i dobre słowo! :-))))

Archiwum