Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 21 marca 2010
Do miłego!

Reise fieber mam , jak się patrzy! Włosy pofarbowane, pięknie wyhodowane pazórki przycięte króciutko, pedikir zrobiony, lodówka i zamrażarka naładowana, waliza spakowana.

Uprasza się o wietrzenie mojej przestrzeni bloxowej, można też podlać kwiatki lub odkurzyć! :-)

Nie wiem, czy będę miała dostęp do netu, może więc tak być, że napiszę dopiero, jak wrócę za 2 miesiące! A ponieważ zbliżają się święta, życzę Wszystkim Czytelnikom, komentatorom i poglądaczom na Wielkanoc wiosennego nastroju! Niech pisanka będzie tylko pomalowanym jajkiem! Niech kurczaczki nie zostaną zadziobane przez kaczuszki.... a długie uszy zajączka wysłuchują tylko naszych radosnych życzeń! Wesołego Alleluja!!!

piątek, 19 marca 2010
Przyśpieszam!

Akurat stawiałam na gaz kociołek z wekami, w których mościły się ozorkowa i słoikowa. Kończyłam opatulanie folią spożywczą mięs różnych, żeberek i kościczków, co by je przenieść do zamrażarki. A tu.... telefon. Gadu, gadu, ja i interlokutor, i stanęło na tym, że w poniedziałek rano jadę. Wedle granicy Niemiec z Luxemburgiem. Do Trieru! Niby też na zastępstwo, ale z zapewnieniem, że być może uda się tam zakotwiczyć.

To dziś od rana szaleję. Zakupy drogeryjne, nieodzowne na wyjazd. Powiadomienie Dzieci. Już się umawiają, jak Ojca zagospodarują w czasie mojej nieobecności. Mycie okien, boć Święta idą, niech chociaż one błyszczą. Ślubny się zaoferował z pomocą mycia ram, tom skorzystała, bo w końcu pazury dalej pięknie rosną, trza je oszczędzać. Połowa sąsiadek się zleciała, aby mego Chłopa podziwiać! Ha! Niestety, nie mam czasu na bieganie i szukanie kartek bez wydruków życzeniowych. Kupiłam jak leci, jaja ogromniaste, zapakowałam w koperty z podpisem, że ode mnie, puściłam w ruch pocztowy. Z niemałym wicem oczywiście, bo dopiero, jak znaczki na koperty przeznaczone za granicę, nakleiłam, okazało się, że są z Bożego Narodzenia.

A teraz się zastanawiam , co wziąć, jaka pogoda tam będzie. Ot, zagwozdka!

Całe szczęście, kopiowanie skończone, na płytę przegrane! A ile wzruszeń było przy tych czynnościach, jak się czytało niektóre wpisy lub komentarze! Kawał życia, jakby nie patrzeć!

Dobra! Biegnę sprawdzać, co u Was!

czwartek, 18 marca 2010
Filozofia górą !!!

Dzisiejszy wykład na UTW: Filozoficzne i historyczne źródła praw człowieka.

Pan doktorant UMK przygotowany doskonale, sypał datami, faktami, przykładami różnych teorii na temat, epokami, nazwiskami największych filozofow. Trochę się pogubił przy naszych pytaniach, ale ogólnie stwierdzam, że to jeden z nielicznych, dobrze przygotowanych wykładowców.

Ten sprzed dwóch tygodni, to jedna wielka żenada. Temat interesujący: Drzewa genealogiczne Pomorza. Ale przekaz???!!!

Nie dość, że facet tylko czytał to, co mu komputer robiący za rzutnik, wyświetlił na ekranie, ale na dodatek, każde słowo było przerywane odgłosem typu aaaa, eeeew, hmmmm....itp. Horrendum po prostu!

A słuchacze?

Czasem się zastanawiam, czy starsi wiekiem nie rozumieją, co się do nich mówi? I te komórki! Na nic przypomninanie, że trzeba wyłączyć! Dzwonią, dryndają, ile wlezie. Czy to tak trudno zwrócić się do Wnuków, aby wytłumaczyli, jak się komórę przełącza na tryb: spotkanie lub bez dźwięku?

środa, 17 marca 2010
Dla potomności!

Tak się wystraszyłam przypadkiem Dewaluacji, że natychmiast ruszyłam do działania.

Od dwóch dni namiętnie kopiuję moje wpisy na bloxie. Wszystkie! Od początku! Nie chcę, aby tak, jak w przypadku Dzienników TS przepadły mi komentarze, które są najbardziej smakowitym cukiereczkiem w pisaniu blogów, dzienników, wspomnień.

Jestem już w połowie 2008 roku. Został jeszcze cały 2009 rok. I już sobie obiecałam, że będę kopiować każdy następny miesiąc bieżącego roku. Zobaczę, ile się zmieści na płytce dvd. Niech zapiski te czekają. Na czas, kiedy ja po nie sięgnę. Na ciekawość moich Dzieci i Wnuków, gdy mnie już nie będzie. A może i na innych kosmitów. A może, jak Anonimowa, zostawie je u notariusza?

Przepraszam więc, że Was nie odwiedzam.

Ot! Starsza pani ma idee fixe! Skończę i ponownie będę! Niedługo!

poniedziałek, 15 marca 2010
Mądrość życiowa !!!

Postanowiłam się z Wami podzielić życiową mądrością. Rzecz jasna, nie moją, bo takowej nie posiadam, zgodnie z cytatem: "nie daj mi Boże, broń boże skosztować, tak zwanej życiowej mądrości!".Majac tego świadomość, zaglądam często do "księgi anegdot świata". Okazuje się, że słusznie, bo niedawno znalazłam tam piękną i dziwnie współczesną historyjkę, która powstała dawno temu, w Turcji!

Posłuchajcie...

Pewnego dnia słynny filozof Nasreddin Hodża wsadził swego syna na osła i wyruszył do sąsiedniej wsi, sam idąc obok. Napotkał wędrowca, który zdziwiony powiedział: - Na Allaha! Czy widział ktoś, żeby stary człowiek szedł pieszo, a młody jechał na ośle?! Zawstydzony Hodża sam usiadł na ośle, a synowi kazał iść obok. Drugi napotkany wędrowiec, zdziwiony tym widokiem, wykrzyknął:- Nigdy nie widziałem, aby takie małe dziecko szło pieszo, a zdrowy, silny mężczyzna jechał na ośle! Więc Hodża posadził syna obok siebie. Trzeci wędrowiec stwierdził: - Biedne zwierzę, musi dźwigać taki ciężar...Rozzłoszczony Hodża puścił osła przed sobą i obaj z synem poszli dalej piechotą. Na ten widok czwarty wedrowiec, którego spotkali, wybuchnął śmiechem: - To niemożliwe! Żeby głupie zwierzę szło wolno, a jego właściciel meczył siebie i dziecko, idąc pieszo! Wtedy Hodża powiedział do syna: - Od każdego usłyszysz co innego. Nikogo nie zadowolisz. Najlepiej używać wasnego rozumu.

Oj Tak! Ale czasami nie jest łatwo!

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, wszyscy wszystko wiedzieli lepiej ode mnie. Jedna sąsiadka zagladała do wózka i otulała małą kocykiem, bo za lekko ja ubrałam, druga, spotkana parę metrów dalej, odkrywała kocyk i pouczała, że nie powinnam dziecka przegrzewać.

No cóż, zawsze znajdzie się dziedzina, w której nie czujemy się pewnie. Zresztą nawet jeśli jesteś wybitnym specjalistą od robienia serników, to połowa znajomych pań upiekłaby je lepiej i nie omieszkałaby tego za plecami skomentować. Dlatego ważne jest, aby kierować się własnym wyczuciem, własnymi emocjami, a nie zastanawiać, jak kto później to skomentuje.

Ja nie narzekam, ale zawsze znajdzie saię ktoś, kto wszystko wie lepiej ode mnie.

W każdym bądź razie mam nadzieję, że historyjkę o Hodży zapamiętacie i w kryzysowych sytuacjach bedziecie sobie przypominać!

piątek, 12 marca 2010
EMO !!!

No, po prostu wiedziałam, że sama sobie skopię weekend! Musiało mi się to teraz przypomnieć? Nie mogła ta moja skleroza później, o parę dni, przyjść?

W ubiegłym tygodniu, na rodzinnej imprezie gościłam Brata z Bratanicą. Dziewczę, w tym samym wieku, co mój Wnuk, jest jednak jego Ciotką. :-)))) Zawsze się dogadywali, więc byłam pewna, że tym razem też młodzi znajdą wspólne tematy, i Wnuk nie będzie musiał, gnany wewnętrznym przymusem, zaraz po głownym daniu, miksować się do własnego domu. Okazało się, że tym razem, to jakby przeciwne planety, owszem, lawirują wokół siebie, ale tak jakoś z przymusu. Co się okazało, po wnikliwym śledztwie? Bratanica stwierdziłą, że nie znajduje już z Młodym wspólnych tematów, bo On egzystuje w zupełnie innym świecie, niż Ona. I określiła nazwę subkultury, do której według Niej Wnuk przynależy. Drążyłam dalej, ciekawa, jakie są oznaki tej nieprzystosowalności. Bratanica wskazała kilkanaście przykładów, związanych z ubiorem, sposobem wysławiania się, ulubioną muzyką, zachowaniem. Oczywiście, nie chciałam tego tematu rozwijać, mieliśmy mieć fajne spotkanie rodzinne. obiecywałam sobie, że zajmę się tematem w niedalekiej przyszłości.

Szkopuł w tym, że zupełnie zapomniałam nazwy tej subkultury. A ma ona tylko trzy litery. Cały czas miałam "na końcu języka", ale poza tym, nic, zero. Dopiero dziś olśnienie! Wrzucam w google to słowo. Czytam, czytam, czytam.... i powoli zaczynam się denerwować, w końcu, po pewnym akapicie, włos mi staje na głowie z przerażenia. To zupełnie nowa subkultura, od kilku lat dopiero popularna w zachodniej Europie i Polsce, ale już samo to, że nie lubią jej punkowcy i skinhedzi, daje do myślenia. A zachowania tych nastolatków coraz bardziej frapują socjologów.

Boję się!

Chyba muszę porozmawiać z Córką!

środa, 10 marca 2010
Zwyczajność.

Ciekawe, jaki był dzisiaj mróz w nocy? Te zimne nóżęta mojego Ślubnego, po powrocie z nocnej zmiany! Brrrr! Obudziłam się! I co teraz? Wstać, sprawdzić termometr? Ale po co? Chyba lepiej jeszcze sobie trochę poleżeć w ciepłej pościeli. Pomyśleć. O czym by tu? Impreza urodzinowa się udała. Po drodze zaliczona 80-tka Teściowej. A reszta, przewidywalna.

Chyba jednak wstanę. Ślubny już chrapie! Nic tu po mnie. Po cichutku zamykam drzwi sypialni. Plask, plask, plaskają moje bose stopy na kafelkach przedpokoju i kuchni. Tup, tup, na panelach pokoi. Trzeba odsłonić rolety. Co tam się dzieje? Wstaje dzionek. Pracusie idą do pracy, uczniowie do szkół, wyprowadzacze ze swoimi pieskami na pierwszy spacer. Po alejkach chodzi dwóch panów w pomarańczowych kamizelkach. Taszczą dziwny odkurzacz. Co robią? Wytężam wzrok, już wiem, czyszczą osiedle z psich kup, których całe mnóstwo odsłonił topniejący śnieg. Koło mojego bloku, na chodniku, uwija się z miotłą sprzątaczka. Z sąsiedniej klatki wyszła sąsiadka, przechodząc koło mojego mieszkania, patrzy w okna. Wiem, mam brudne szyby. Ale po zimie to chyba normalka. Widziałam wprawdzie już desperatki myjące okna, ale mnie moje zdrówko milsze. I tak jestem zaniepokojona wiadomością po ostatniej wizycie u pulmonologa - mam lekką astmę!

O! Na środku placu między blokami, ganiają dwa piękne, duże psy - husky i golden retriver! Biegają, radośnie merdając ogonami, tracając się pyskami, w te, we wte. I w tym samym rytmie obracają się ich właściciele, stojący razem, pewnie nawet plotkujący sobie, ot tak, na dobry początek dnia. Na przeciw, na ogromnej wierzbie, przysiadły wrony. Czekają. O godzinie 10-tej, z drugiego piętra, ktoś sypie im codziennie okruchy chleba. Czarne ptaszyska toczą o nie zażarte boje.

Brr! Zimno mi, czas pod prysznic. Jasne, z modrym, kwadratowym! Zapomniałam kupić wczoraj żelu do kąpieli. No nic! Umyję się tylko, ubiorę. Teraz dla kolanka glukozoaminę rozpuścić. Wypite. Zaparzam kawę. Odpalam laptop. Sprawdzam pocztę. Czas na bloxa, ale teraz tylko wpis. Jestem na skypa umówiona, a przedtem muszę jakieś zakupy zrobić! Nie zapomnieć o tym żelu! Co jeszcze? Chleb. Owoce. A, i płyn do naczyń! Dzisiaj środa, to obowiązkowo Polityka. Najpierw jednak umalować się, przecież nie wyjdę taka "niedokończona"!

Co jeszcze na dziś? Niewiele.Książki w bibliotece wymienić. Parę telefonów wykonać w sprawie pracki niemieckiej. Całe szczęście, obiadem nie muszę się przejmować. Z imprezy została ryba w ananasie, tylko ją odmrożę i dogotuję paczkę ryżu.

Coś jeszcze? A, tak. Po południu kijki. Godzina z niemcem. Trochę tv. Net. Ot, zwyczajny dzień emerytki z małego miasteczka.

Może jednak wyprasuje te koszule Ślubnemu?

piątek, 05 marca 2010
Jak ja to robiłam ???

Kiedy dawniej przygotowywałam domowe imprezy, robota wręcz paliła mi się w rękach. Żaden to problem było dla mnie zrobienie zakupów, mimo oczywistej mizerii w sklepach. A potem szast - prast, gotowanie i pieczenie. Wszystko bez zbędnych rozmyślań, notatek i układania planów.

Co to dla mnie było zrobić przyjęcie na każdą I Komunię dla Dzieci, na 30-35 osób. Nawet wesele Córki w 3/4 przygotowywałam sama.

A dzisiaj?

Jutrzejszą imprezę, tylko na 12 osób, szykuję już od poniedziałku. Na początek długie zastanawianie się, co podać, jakie ciasto upiec. Potem długa lista zakupów, którą co dzień realizuję po troszeczku, sumiennie odhaczając poszczególne pozycje. Wczoraj robiłam pieczyste, dziś pieczenie ciasta, jutro od rana surówki. A i tak nie wiem, czy ze wszystkim zdążę! Niestety, nie ma się tego "pałera", co kiedyś, ruchy też coraz mniej się zagęszcza.

Dobrze, że za chwilę Ślubny przywiezie z przedszkola małą pomocnicę! :-)))

Zadziwiła mnie dzisiaj, ale pozytywnie, moja Synowa. Złożyła życzenia z okazji Dnia Teściowej! No! No! No!

Zmiatam do garów!

Miłego weekendu dla wszystkich!

czwartek, 04 marca 2010
Rezolutna!

Synek przywiózł Wnusię, na krótko. Po południu. Ma poczekać, aż jej Mama ją odbierze po pracy. Sam na zebranie do przedszkola pojechał.

Robię akurat przelewy naszych miesięcznych płatności.Wchodzi Ślubny, który najpierw otworzył Nusi tv na bajki.

- Wiesz, co mi powiedziała, jak Synek z tobą o nowych antywirusach dyskutował?

- Nie. A co?

- Dziadku, dasz mi to fefrerko, jak Tatuś już pojedzie? Tylko nic mu nie mów. To będzie nasza tajemnica!

:-)))

- Dziadku, dasz mi kakauko?

- Ale Ty nie możesz, bo potem masz kłopoty!

- To daj mi to w proszku, nikt nic nie pozna!

:-)))

- Babciu, mam jutro imieninki.

- I co?

- Jak to? Nie wiesz?

- Nie.

- Kupisz mi Ariel?

- A po co Ci proszek do prania?

- Babciu, no co ty! Nie wiesz, że to syrenka. Jest w Carfurze!

:-)))

- Babciu, w sobotę znowu się spotkamy.

- Wiem.

- To może Ci jutro pomogę?

- W czym?

- No co? Nie pamiętasz? Trzeba wszystko przygotować!

:-)))

To mi się fajna, pięcioletnia pomocnica trafiła! Tylko ciumkać z radości!

środa, 03 marca 2010
PIĘKNIE JEST!

Myślą o mnie Ci, co rządzą. Wprawdzie w dziwny sposób, co roku dokładając nie za dużo do mojej emerytury, abym tylko nie pękłą z nadmiaru. To dla mojego dobra.  Twórcy reklam też myślą, suplementy różne oferują, potem człowiek je testuje, i testuje, i testuje, z rzadka trafiając na coś, co faktycznie pomoże. Albo te trzy plotkujące  obok klatki sąsiadki. Też myślą, bo czemu zacichły, jak obok nich wczoraj przechodziłam, idąc rano po świeże pieczywko.

No , ale wspaniałe  jest!  Weszłam dziś w 60!

Czas podsumować .

Jestem w miarę zdrowa , chociaż ostatnio coś zaczyna mi zgrzytać. Ale to chyba normalne. Ponoć, jak się człek obudzi i nic go nie boli, znaczy – już go nie ma. Ja jestem, więc wszystko ok.

Wyglądam chyba dobrze, skoro udaje mi się czasami uśmiechnąć do swojego odbicia w lustrze  

Natura była dla mnie łaskawa, kompleks mam tylko jeden, a to przecież tak, jakby wcale. Zahamowań raczej brak.

Parę zasad, których się trzymam - jest.

Jako żona jestem spełniona. Jako matka pewnie mogłabym być lepsza. Synową i Zięcia mam nie z własnego wyboru, więc się nie wypowiadam. Jako babcia, pewnie nie odbiegam od ogólnopolskiej średniej.

Lubię powiedzieć prawdę, bo u mnie co w głowie, to na języku więc przyjaciół raczej nie miewałam, ale za to wielu wspaniałych znajomych.

Zawodowo to mogło być lepiej, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubiło, co się miało!

Stanowisko i tytuł naukowy nie jest dla mnie miarą wartości człowieka .

Wielcy filozofowie uważają, że młodość kończy się wtedy, kiedy przestajemy być egoistami i zaczynamy dbać o innych. Myślę sobie, że gdy się starzejemy, to nasze piękno przenosi się gdzieś do środka i emanuje na zewnątrz jako szczególny wewnętrzny blask. Nie czuję się młoda ( może duchem, to tak ), czuję się adekwatnie do swego wieku. Mam w sobie zgodę na siebie, na życie, na przemijanie. Cieszę się, że mam tyle lat, ile mam, nie choruję, cenię inteligencję i mądrość, lubię ludzi z poczuciem humoru, jestem pełna entuzjazmu i radości życia, uprawiam nordic-walking i pływanie, mój umysł jest sprawny, rozwiązuję krzyżówki, dużo czytam. Generalnie mam się świetnie!

Potrafię pielęgnować małe chwile w życiu  i wiem, że każda z nich przynosi jakiś cud!

A tego, jak byłam młoda, nie umiałam…

Życie to święto , więc zapraszam do świętowania !!!!!

 
1 , 2
Archiwum