Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
piątek, 30 marca 2007

Ech, to Ty....!

Wiosna, wiosna, wiosna! Wczorajsze i dzisiejsze popołudnie to zachłystywanie się świeżym powietrzem nadjeziornym. Ponieważ cały czas jest piękna, słoneczna pogoda, postanowiliśmy, ze Ślubnym szybciej niż dotychczas porobić porządki po zimie, na naszej działeczce. Napracowalismy się okrutnie, ale efekty są. Usunięte zeschnięte liście pod krzewami i przegrabiony cały trawnik. Wykopane niektóre krzaki, bo je mróz poczęstował i uschły. Przesadzone tuje, aby uzupełnić zielony szpaler przy ogrodzeniu, koło drogi. Jak co roku trzeba też było zasypać niewiarygodną ilość krecich kopczyków, a pozostałość ziemii rozgrabić. Swoją drogą, ciekawe, czy jest 100% sposób na to, aby krety nie psuły trawnika. My chyba wypróbowaliśmy już wszystkie sposoby, i oczywiście efekty żadne. Ślubny poczynił też pierwsze przygotowania do umocnienia brzegu nad strumykiem. Jeszcze trochę, a nasz płot w tym miejscu zsunie się do wody, bo nornice harcują tam niemiłosiernie. Umocnienie będzie z palików sosnowych, które zostały już pocięte. Do tego jeszcze potrzeba z garażu przewieźć kątowniki stalowe do ofaszynowania. Będzie miało chłopisku niezłe zajęcie w nadchodzącym czasie, bo trzeba także zrobić drenarkę z jednej strony działki.

Potem jeszcze spacer nad jeziorem. Wiele zmian widać. Gmina dostała kasę z Unii i upiększa nasze wczasowisko, że hej. Prawie już gotowa nowa marina na wszelkiego rodzaju łodzie żaglowe. Do połowy trasy nad jeziorem już ułożono promenadę i zainstalowano jej oświetlenie. Także centrum wsi ma piękny deptak i stylowe lampy. Dokończyć trzeba jeszcze tereny koło klubów żeglarskich, gdzie odbywają się krajowe i międzynarodowe regaty. Póki co, na nasze zacisze musimy wędrować po werepach, bo także tam trwaja przygotowania do położenia nowej drogi.

A potem kawa i odpoczynek na tarasie. Słońce prażyło, lekki wiaterek owiewał twarze, hałasowały ptaki w pobliskich zagajnikach. Spokój i wdychanie zapachów niedalekiego jeziora! Jeszcze miesiąc i będę to miała co dzień, aż do jesieni. Już się nie mogę doczekać. Teraz tylko mnie policzki palą. Chyba trochę ogorzałam od słońca!  

środa, 28 marca 2007

Jak to drzewiej radzono!

Szukając dzisiaj po szufladach ( a tak niedawno niby porządki robiłam ) moich zapisków świątecznych, znalazłam zeszyt jednej z moich koleżanek, który jakimś cudem się u mnie zawieruszył. A w nim, prócz różnych przepisów kulinarnych, mini powieści o dziecku opisującym swoje wrażenia z łona matki przed urodzeniem - 10 Przykazań Małżeńskich dla Żony z 1912r. Ponieważ wydało mi się to dość ciekawe, przedstawiam:

1. Nie bądź nigdy powodem sprzeczki z mężem, lecz gdy uniknąć jej nie możesz, przetrwaj ją odważnie - zwycięstwo w pierwszej sprzeczce podniesie Cię na przyszłość w opinii męża.

2. Nie zapominaj, że poślubiłaś człowieka, nie bóstwo. Niech Cię zatem nie zdumiewają jego słabości.

3. Nie żądaj zbyt wiele pieniędzy od Twego męża. Raczej staraj się zaoszczędzić z pensji, którą On Tobie wyznacza.

4. Jeśli stwierdziłaś u Twego męża brak serca, pamiętaj, iż ma on także ... żołądek. Apelując wytrwale do jego żołądka za pomocą doskonale ugotowanych potraw, możesz w końcu wzruszyć jego serce.

5. Czasami tylko, ale nie za często, zostaw mu ostatnie słowo. To mu pomoże, a Tobie nie zaszkodzi.

6. Powinnaś czytać gazety w całości, nie tylko historie skandalików i kronikę wypadków. Mąż Twój będzie przyjemnie zdziwiony, że może rozmawiać ze swoją żoną o kwestiach ogólnych, a nawet polityce.

7. Nie bądź gwałtowną, ani ostrą w kłótniach z własnym mężem. Pomnij, że był czas w Twym życiu, kiedy uważałaś go za półboga.

8. Powinnaś od czasu do czasu przyznawać Twemu mężowi, że wie on nieco więcej od Ciebie, ostatecznie bowiem nie możesz być nieomylną.

9. Jeżeli Twój mąż jest dzielnym człowiekiem, bądź mu przyjacielem. Jeśli nie, bądź mu doradcą.

10. Powinnaś szanować krewnych Twego męża, szczególnie jego Matkę, boć ona kochała go wcześniej niż Ty!

piątek, 23 marca 2007

Chrrrrrr !

Moje ślubne szczęście jest z gatunku tych, co czasami chrapią. I nic nie pomaga, ani kuksańce w bok, ani kopy, ani zmiany pozycji. Zresztą, chyba w każdej chrapie! Nawet nie mam teraz możliwości iść do innego pokoju, bo teraz taki u nas rozgardiasz niby remontowy. A prawda taka, że jest tylko super niewygodna i przykrótka kanapa w dużym pokoju. Więc się męczę! Dzisiejsza noc, to mały koszmarek! Dobrze, że stopery znalazłam, to mniej donośnie słyszałam. Chociaż to żadna pociecha, bo dzisiaj jestem nawet nie do d.....

No cóż! Chrapek mi się trafił!

sobota, 17 marca 2007

Robić nic!

Akurat miałam sobie nałozyć maseczkę, kiedy na gadanie skypowe wyciągnęła mnie jedna przyszła Babcia. Gaduliłyśmy dobrą godzinę. A teraz maseczka już nałożona. Trzeba poczekać pół godziny, to może potem w lustrze zamiast szarej i zmarszczonej gęby, pokaże się coś jaśniejszego. Skracam więc sobie ten czas  oczekiwania buszując po blogach, przy kawusi. Całkiem przyjemnie, chociaż może nie za bardzo twórczo. Bo przecież to marnowanie czasu jest. Nie piszę wszak książki, ani wiersza. Nie maluję obrazu. Nie rzeźbię. Nic nie robię przecież. 

Ale ja już się w życiu narobiłam. I okazuje się teraz, że to moje robienie teraz psu na budę się zda. Bo w złych czasach robiłam, złe nawyki przyswajałam, podziwiałam nie te autorytety co trzeba. W ogóle to wszystko "tamto" było be... i o kant d..y można rozbić.

To robię "nic". Jak w piosence. Chociaż, nie! Nastrój sobie robię. Bo wczoraj dyplomacją babską Ślubnego tak przekabaciłam, że wyszło na moje. On oczywiście jest święcie przekonany, że to ja uległam. Niech jest! Swoje wiem. Dlatego sie nastrajam pozytywnie. A jak się dobrze nastroję, to może jakieś słodkie przygotuję. Bo pewnie Dziecka przyjdą z życzeniami do Ślubnego. Wnuki do jutra zostaną. To muszę byc " na fleku"!

czwartek, 15 marca 2007

Krótko!

Nerw mnie trzyma od wczoraj na moje ślubne szczęście. I nawet basen wczorajszy, ani dzisiejszy długi, przedpołudniowy spacer nic nie zmieniły. "Zawiesiłam" się!!!

poniedziałek, 12 marca 2007

Takie tam...

Umówiłam się dzisiaj z Córcią, że idziemy na zakupy. Zadanie do wykonania: kupno firanek do przyszłej sypialni. Ściany są koloru lila-róż. A firanki, które zostały zakupione są jasno fioletowe, na nich jasnoceglaste liliowce, z długimi, zielonymi liśćmi. Do tego kupiłyśmy lamówkę i taśmę do marszczenia. A co tam! Niewiadomo kiedy ta "sipialka" będzie, to chociaż niech okno wygląda porządnie. Córcia uszyje wszystko i będzie Ok.

Jak Ślubny się wyspał po nocce, to zaczęłam marudzić, że jak w końcu nie kupi drewnianego taboreciku, to zacznę bałaganić. Bo ja niestety, jak w niebie wzrost rozdawali, to po rozum stanęłam. Teraz mam problemy, jak na "wyżki" trzeba się drapać, czyli do pawlacza, albo wysoko w szafy. A moje ślubne szczęście, chociaż obiecało mi onegdaj, że kupi drabinkę, to tyle ją widziałam. Pewnie dlatego, że remont się będzie przez następny rok z okładem ślimaczył, to czuje się zwolniony z obietnicy. To zaraz się okazało, że On ten taboretek musowo musi ze mną kupować! Jakby to wielkie mecyje były, kupić taki prosty mebelek! Ale co miałam robić? Pogoda ładna, to pojechałam. Taboretek został zakupiony, za jedyne 30 złotych polskich, a przy okazji tośmy pozwiedzali wszystkie sklepy meblowe w mieście. Ślubny się przymierzał. Do mebli oczywiście. Też nie wiem, po co, skoro za rok wszystko może się zmienić. No, ale chciał, to miał!

sobota, 10 marca 2007

Refleksje po...!

Trzy dni temu Teściowa obchodziła Urodziny. Jest wieloletnią tradycją, że wszyscy, bez zaproszenia, w ten właśnie dzień idziemy do Niej z życzeniami. Mój ślubny , od czasu jej przeniesienia się do Szwagrów, nigdy nie poszedł swojej Mamy odwiedzić. Zaparł się. Żadne tłumaczenia, czy wskazywanie, iż nie może się przecież gniewać do końca świata na własną Matkę, że w zasadzie cała ta "afera" to sprawa jego Siostry, do niego nie docierają. Oznajmił mi, że nie pójdzie na Urodziny, i już. Nie czuje się zaproszony. Chyba przez ostatnie dwa tygodnie nie było dnia, abym mu nie perswadowała, że tak nie można. Poszedł w końcu, ale poza złożeniem życzeń, prawie wcale się nie odzywał. Atmosfera była jakby sztuczna i tylko dzięki naszym i Szwagierki Dzieciom i Wnukom, jakoś udało się dotrwać do końca.

Mnie tylko cały czas zastanawia inna sprawa. Bywam tam średnio raz w miesiącu, bo Szwagierka zawsze farbuje mi włosy. I niby wszystko jest ok. Niby obie - Teściowa i Szwagierka chcą mi udowodnić, jak to wszystko między nimi dobrze funkcjonuje, jaka Mama jest szczęśliwa i zadowolona. Ale ja wyczuwam jakiś dziwny fałsz w tym wszystkim. Takie ciu, ciu, ciu dla mnie to jest i mydlenie oczu!

Bo jeśli stary człowiek, po przeszło 30-stu latach mieszkania samemu, zostaje nagle wyrwany i przesadzony w inne środowisku, nawet jeśli to Rodzina, to jednak powienien tam mieć swoje miejsce. Tymczasem pokój, w którym Teściowa chyba tylko śpi, jest jednocześnie gabinetem fryzjerskim,w którym szwagierka przyjmuje swoje klientki, także mnie. Tam się myje włosy, farbuje, strzyże, suszy, modeluje.Oprócz lustra, szafek z utensyliami fryzjerskimi i  stertą katalogów z różnymi fryzurami, fotelem dla klientek i kanapy, nie ma żadnych oznak, że mieszka tam starsza osoba. Żadnych bibelotów, rzuconych gdzieniegdzie części garderoby, fotografii, obrazów, puzdereczek, nic. Co więcej, Teściowa, jak się zdrzemnie w saloniku we fotelu, zaraz jest przeganiana na kanapkę, albo do kuchni. Stara Matka nie ma swojego miejsca! Po prostu, nie ma! Czy Ona w tym wszystkim dobrze się czuje, śmiem wątpić. Możliwe, że szukam dziury w całym, pewnie też powinnam sobie powiedzieć " nie moje małpy, nie mój cyrk",ale ten obrazek mi zupełnie nie pasuje do tego, jakim stara się mnie epatować Szwagierka. I pewnie machnęłabym na to wszystko ręką, gdyby ta sprawa mnie pośrednio nie dotykała, właśnie za sprawą Ślubnego. Którego stres, właśnie z powodu "afery przeprowadzkowej" trwa i odbija mi się już niezłą czkawką!

Tylko, co ja mogę????

czwartek, 08 marca 2007

Auuuu!

" Chodzi lisek wkoło drogi, nie ma ręki, ani nogi!"

                                                                 fragment piosenki z przedszkola

Ło matko! W życiu nie przypuszczałam, że ten aqua fitness to wcale nie takie proste, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało! Samo utrzymanie się w pionie podczas ćwiczeń, to już niezły wyczyn. Zwłaszcza trzymanie stóp płasko na dnie basenu. A skoordynowanie odpowiednie rąk w trakcie ćwiczenia nogami, to jest dopiero niezła szkoła jazdy. Także ćwiczenia na piance wypornościowej wymagają niezłej zborności ruchów. Faktem jest, że zadyszka może mniejsza, jak w trakcie tradycyjnej gimnastyki, i niby nie jest człowiek zmęczony. Ale dzisiaj wszystkie odnóża mnie bolą. Kark też. Chyba na następny raz będę musiała sobie przerwę zrobić między ćwiczeniami a pływaniem, bo wczoraj zaraz po pożegnaniu instruktorki pływałam przez 45 min.bez przerwy. A tak, pomiędzy pójdę sobie na rzeczkę masującą, albo na bicze szkockie.

Dzisiaj córcia zaprosiła na kręgle, to muszę być w pełni sprawna, więc idę sobie na kanapkę. Z kawusią! Obejrzę sobie film jakiś! Będę dochodzić! Do siebie! Hi,hi,hi!

Wszystkim odwiedzającym KOBIETOM Życzę przemiłego dnia!!!

środa, 07 marca 2007

Wesoło!

"Wesołe jest życie staruszki, wesołe, jak piosnka jest ta!

Gdzie stąpnie, zakwitną jej dróżki, i świat doń się śmieje: ha,ha!"

                                                             Piosenka w  wykonaniu Wiesława Michnikowkiego

Słoneczko od rana operuje przepięknie. Poszłam sobie na spacerek do miasta. Dochodze do rynku i słyszę, jak orkiestra uliczna gra "Suliko". Siadłam sobie na ławeczce, rozpięłam kurteczkę, pycho wystawiłam do słońca. Przymknęłam oczy. Odjechałam! Ale pięknie! Jak prawdziwa babcia-emerytka, która ma tylko wspomnienia.

Ale pokrzepiona duchowo, rozgrzana słońcem, zadyszana od szybkiego marszu,wpadłam do mieszkania i z tego rozpędu 3 okna umyłam. Obiadek szybkościowy zrobiłam, czyli zupka z ostatnich jesiennych gąsek na śmietanie, a do tego ziemniaczki dukane ze spyrką. Teraz czas szykować się na imprezę rodzinną. Idziemy na Urodziny Teściowej. A wieczorem 2 godziny fitnessu wodnego. Wykupiłam karnet i dziś idę pierwszy raz. Będę więc się gimnastyczyć i pławić! Hi,hi,hi!

Archiwum