Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
piątek, 30 grudnia 2016
Do Siego Roku!

 

Wszystkim  życzę:

"Pomarańczowej czekolady i ptasiego mleczka

Wiary, że ludzie są w sumie dobrzy

Miłości w każdej postaci

Poezji i prozy

Muzyki, która oszołomi

Filmów, które bolą

Szklanki do połowy pełnej

Kłótni i powodzeń

Zdolności zdziwienia bez względu na wiek

Ciekawości świata,

Dystansu do samego siebie

Pasji i nadziei

Dostrzegania radości i piekna w najmniejszych skrawkach codzienności

Momentów olśnienia na szczycie góry, w zakolu rzeki, w lesie, nad jeziorem, o świcie i  zmroku

Przekonania, że życie jest jednak piękne! "

:-)))))

wtorek, 27 grudnia 2016
No i po świętach!

Udało się,bo tak miało być! Wigilia u mnie, z paroma kulinarnymi niespodziewajkami, miedzy innymi zamiast pierogów były uszka. Synowa miała swego ulubionego karpia, a Wnuczka najstarsza zupke grzybową. Botem radość Najnajmłodszej, bo mogła znowu rozdawać paczuszki od Gwiazdora. Było niedowierzanie Dziewczyn dorosłych z szydełkowych cudaczków od mua. Był śmiech, wspominki i kropelka białego wina...

Nasz stół świąteczny natomiast, jak co roku, bardzo skromny. Biały obrus, na środek specjalny bieżnik, biała porcelana, dwa kolory serwetek, stroik ze świerku, czerwonej kokardki przywiazanej do ususzonej limonki, i po bokach małe czekoladowe misie i bałwanki. 

Progenitura zaproponowała, aby nie uzywać komórek!!! Ten, kto sie wyłamie, za karę bedzie na koniec wszystko musiał zmyć ręcznie! Nie wolno użyć zmywarki! Aplauz dorosłych był całkowity, Młodzieży niekoniecznie, ale nikt sie nie wyłamał do końca, czyli do wyjazdu na własne śmiecioszki! :-))))

Nasi ulubieni z Rodziny i Znajomych, nie tylko Blogowych dopisali, że aż nie do wiary! Tyle kartek to jeszcze nie miałam. Do tego, jak zwykle z Oldenburga puszeczka najwieksza ( na dole ją widać) , jak do tej pory, pełna ciasteczek od Herbiego, i nowy kalendarzyk od Helgi! 

A potem pierwsze dopoludniowe świętowanie, czyli odpowiadanie na maile od znajomych, i wędrówka w tym samym celu po blogach. W tym czasie Ślubny Trylogię zaliczał. Po południu zaś obiadek u Córki Wiewiórki, zakończony kawą i słodkościami, i stanowczą odmową kolacji, bo ile stary człowiek może zjeść, no ile?

Drugie przedpołudnie świąteczne to praktycznie całe zajęte dla mnie przez dwie części Przeminęło z wiatrem, a dla Ślubnego kontynuacja Trylogii. Popoludnie zaś, to obiad u Synka Muminka, też zakończony kawką i czymś tam mocniejszym, ale robiłam za kierowcę, to mnie to specjalnie nie obchodziło.

 

A największa niespodziewajka? Grudnik zaczął kwitnąć! Na biało-różowo!!! 

Pierniczki od Herberta - mistrzostwo świata, a tak w ogóle, to niemieckie ludki baaardzo w tym roku sie postarali. Na smartfona przyszło tyle fajnych gifów i filmików, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam też naumieć się wrzucania tego czegoś do mego telefonu! 

Całe szczęście, że dzisiaj zumba była! :-)))

czwartek, 22 grudnia 2016
WESOŁYCH ŚWIĄT !!!

TA NOC

(...)

rozkołysane księżycem i aniołami

dzwony świątyń 

eksplodują pieśniami

 

tej nocy

biel

otula i bezdomnych

i szarość zapomnianych zaułków

 

przy wigilijnym stole

słowo

zamieszkało w naszych sercach

a nad stajnią betlejemską

pochyliło się niebo

Maria Jadwiga Kowalska

 

 

Wszystkim odwiedzającym tego bloga życzę wszystkiego, co Najlepsze. Niech Nowo Narodzony narodzi się także w naszych sercach. I aby z tego narodzenia starczyło nam miłości dla drugiego człowieka, a potem żeby ta miłość w drugim człowieku wróciła do nas nie tylko przy wigilijnym stole, ale także przez cały kolejny rok. I niech każdy stół, nie tylko wigilijny, będzie stołem, który łączy, a nie dzieli. Niezależnie od tego, z kim się przy tym stole spotykamy, niech to będą dobre świąteczne spotkania, także w dzień powszedni!

 

czwartek, 15 grudnia 2016
Pierniczę!

Nóżęta lekuchno mi dzisiaj szwankują, ale nie ma co się dziwić. Pierniczenie to przecież bardzo odpowiedzialna praca jest!

Ale zanim sie za nie zabrałam, skoczyłam do płota, i podebrałam kilkanaście gałązek tujowych , które poprzywiązywałam żyłką ( Ślubny nawet nie wie, jak te rybne gadżety się przydają! ;-) ) do okręgu  z gałązek wierzbowych. Do tego kokardka, gwiazdka, i wianuszek gotowy!

 

Skończyłam też moje świąteczne ścibolenie, czyli dzwoneczki i aniołki. Ilości nie powalające, ale i tak jestem zadowolona z efektów, bo robiłam je pierwszy z pierwszych razów w swoim życiu. Na dodatek nauczyłam sie czytać schematy, i z tej umiejętności jestem naprawdę dumna, bo to w końcu nie w kij dmuchał! Oczywiście, nie obyło się bez wielu pomyłek, prucia pod dyktando rzucanych w przestrzeń inwektyw różnych, ale jak na pierwsze "kotyzapłoty" uważam, że nieźle poszło! Voila!!!!

Po trzy dzwoneczki - każdy innego rodzaju - jest dla Córki Wiewiórki, Synowej i dla mnie, a do tego dorzuciłam po małym aniołku. Ten największy z aureolą zrobiłam dla Teściowej ( oczywiście gwiazdka i dzwoneczek też są), do której idziemy zaraz po niedzieli. Do tej pory zawsze chodziliśmy w przeddzień Świąt, ale w tym roku Szwagierka poprosiła o wcześniejszą wizytę. Doskonale ja rozumiem, bo nie jest łatwo czynić przygotowania świąteczne mając do opieki Matkę z Alzheimerem! Mama zawsze się cieszy na te moje ścibolitki, więc z tym większą radością je dla niej robię. Nigdy przecież nie mogłam o niej złego słowa powiedzieć, a wręcz przeciwnie, jest Ona dla mnie antytezą humorów o teściowych. I chociaż mówi do mnie teraz per"pani", to ja wiem, że gdzieś w głębi duszy może coś tam pamięta!

Pierniczki sobie dojrzewały przez prawie półtora miesiąca, w towarzystwie takiego samego ciasta, ale na staropolski piernik. Będę go piekła jutro, na trzy tury, bo tak trzeba, a potem tylko przełożę własnoręcznie usmażonymi powidłami, reszta, czyli polewa czekoladowa i posypka orzechowa będzie na dzień przed godziną "w"! 

Moje tegoroczne pierniczki wyrosły bardzo, bardzo, i są takie, jak powinny być. Jednak nastepna czynność, czyli lukrowanie i dekorowanie, to dla mnie ogromne wyzwanie, bom raczej pozbawiona jest zmysłu artystycznego. Co wyszło, to wyszło, można zobaczyć na zdjęciach, a muszę przyznać, że też je dekorowałam na dwie tury.

Bo w międzyczasie z dwoma zumbowymi koleżankami, jako delegacja większości, szłyśmy do sołtysa. Z petycją o dofinansowanie nas, wiejskich seniorek tańczących zumbę , w ramach albo funduszy sołeckich, które, jak wieść niesie, takie małe nie są, albo poprzez fundusze europejskie, które też sa w duzym asortymencie, tylko brać, chociaż wiadomo, że jak urzędnicy maja wnioski składać, to ich pomroczność intelektualna jakowaś dopada. Ale będziemy sie tym martwić potem! Pan Sołtys obiecał się wywiedzieć w temacie, i jeśli przepisy, fundusze oraz możliwości pozwolą, to pomoże!

Przed wyjściem zapełniłam to pudełko, które zawsze mi przypomina moja ostatnią niemiecką pracę, w Langenau i córkę Any - Waltraud! Znacznie później, dorobiłam podstawowy lukier królewski  do konsystencji bardziej zwartej, i... jakoś poszło, c`nie?

czwartek, 08 grudnia 2016
Gdzie on?

Ogon oczywiście, bom zakręcona jak przysłowiowy ruski plecak!!!

Całe dwa tygodnie ściboliłam  w wolnych chwilach śnieżynki. Jedne białe, na choinki oczywiście, inne kolorowe, które moga być na stroiki. Większa ich częśc została dodana do karteczek świątecznych, których jakoś ostatnio mi przybywa do wykonania, co świadczy niewątpliwie o tym, że w Narodzie odzywa się tęsknota za tradycją. Ja akuratnie dokładnie pamiętam moją Mamusię, jak na początku grudnia schylała się przy małej lampce , aby wypisać kilkadziesiąt kartek, bo tak sie złożyło, że i Jej i Tatusia Rodzina, była dość duża. Przejęłam od Niej tradycję, chyba nową, bo własnoręcznie pisanego słowa, wszak raczej listów już nikt nie pisze nawet maile jakieś takie krótkie, a sesemesy to tylko zwięzłe komunikaty. Ostatnie dwa dni to szykowanie kartek do wysyłki, wyklejanie, szukanie i pisanie odpowiednich życzeń, adresowanie, spacer na pocztę! Całe szczęście, że u nas kolejek nie ma, bo w niedalekim mieście można sobie postać, a postać  do .... , co na mnie działa, jak przysłowiowa płachta na byka! Dzisiaj skończyłam produkcję dzwoneczków. Już się suszą po utwardzaniu, tym razem w mniej stężonym roztworze cukru, jak śnieżynki. Zostało tylko dorobić zawieszki dzwonkowych serc z perełek i doszycie wstążeczek, ale to już "zaś" będzie. 

W międzyczasie były 42 Urodziny Córki Wiewiórki, potem po dwóch dniach 40 Synka Muminka! Na całe szczęście Córka robiła tylko kawę i mini kolację, ale wiadomo, że ma Teściówkę, która z każdej impry robi mega wyżerkę, więc znowu poszło w boczki. Na całe szczęściie robiłam za kierowcę, to mi dodatkowych kalorii z procentów nie przybyło. Za to Synek podrzucił nam Najnajmłodszą, bo akuratnie w swoje święto miał zjazd studencki na Wybrzeżu, więc przeniósł imprezę na sobotę najbliższą. I oczywiście poprosił o przygotowanie kilku dań, które On lubi, a goście, stali zazwyczaj, uwielbiają! To szaleję po kuchni, bo i ciasto też mi się dostało do zrobienia, a jakże! Ryba w sosie słodko-kwaśnym już stygnie, a mnie przyszła taka myśl, że przecież to naprostsze danie do zrobienia! Muszę chyba Synówkę naumieć! 

Rehabilitacje będą jutro się kończyć i całe szczęście, bo jak jutrzejszy dzień przeżyję, to bedę wielka, i powiem: "brawo Ja"! Bo tak: o 11 zumba, potem mikołajkowo-gwiazdkowe spotkanie naszej grupy na kawie, jak się uda, to zrobię potem tygodniowe zakupy, a jak nie, to przeniosę je na późne popołudnie, po zajęciach UTW, na których akurat ma być temat niedosłuchu osób starszych i badanie słuchu też! Więc wicie-rozumicie, trza tam być. Po zakupach, jeszcze ostatnie reha kolanek!

Na weekend znowu Najnajmłodsza u nas, bo Rodzice świętują, zatem nie dziwota, że z tego tygodnia, na następny, przeniosłam terminy i kosmetyczki, i fryzjerki! No, ale skończą się szaleństwa, będę mogła spokojnie oddać sie przygotowaniom do Świąt!

Macham zatem do Was, nie obiecując poprawy wzgledem odwiedzania Waszych blogów! ;-)))

czwartek, 01 grudnia 2016
Nie mogło tak być?

Taka ładna zima była przez parę dni! Aż chciało się z domu wychodzić, bo powietrze czyste jak łza, śnieg sobie skrzył w słoneczku i wesoło chrzęścił pod nogami!  A teraz.....? Błe!!!!!

  

 

 

 

Teraz to wieje, pada i jest ponuro. Na całe szczęście, mamy oboje trochę dodatkowych zajęć w tym miesiącu, to jakoś mniej będzie nas obchodzić, jak wygląda za oknem, chociaż.... średnio lubię jeździć do miasta, gdy leje. 

Akuratnie zaczęłam na poczatku tygodnia swoją co półroczą rehabilitację kolanek, a Ślubny zapisał się do "zębologa". Ja z tym ostatnim poczekam do stycznia, bo mam tyle terminów w kalendarzu, że chyba się już nie wyrobię. O, i załatwiliśmy sobie skierowanie do sanatorium. Trochę z tym było ambarasu, bo każde z nas ma innego lekarza, ale jakoś się udało to zgrać, i mamy już potwierdzenie, że wszystko doszło korekt do enefzetu. Wiem stąd, bo dzwonili do Ślubnego, czy nie zgodziłby się na dodatkowe dopisanie masażów kręgosłupa, oczywiście do zlecenia dla ichniego lekarza, bo to co napisał jego dochtór, to ciut za mało. W końcu serce i płuca, to drobnostka taka! Sic!!!

Do zumby doszły mi dodatkowa zajęcia: gimnastyka kręgosłupa, a już się szykują zapisy na gimnastykę dna miednicy, na którą też mam zamiar chodzić. Wprawdzie nic mi nie dolega, ale skoro jest okazja za śmieszne pieniądze ( 5 zł za godzinę ), to byłby grzech nie skorzystać. Gdyby się kto pytał, dlaczego tak tanio, to proste. Nasza Trenerka z dziewczynami z dawnego UTW założyła stowarzyszenie Aktywni plus, i teraz już tylko czekamy na zarejestrowanie, co nie przeszkadza w niczym, by o siebie zadbać!

Rodzinnie, same imprezy. Co dopiero Córka Wiewiórka miała urodziny, zaraz Synek Muminek na kolejce, a w nadchodzący weekend gościmy Najnajmłodszą. 

Ślubny zajęty także dokarmianiem ptaków, nie słucha, iż zasady są takie, jak u psów i kotów, czyli raz dziennie, nie, On wie lepiej, i ma radochę, gdy z dnia na dzień skrzydlaków coraz więcej.

Przedświątecznego spinania jeszcze nie mam, w lodówce tylko nastawione dwa ciasta piernikowe, leżakują sobie. Jutro dołożę jeszcze do tego wołowinę macerowaną na sposób niemieckiej pieczeni zwanej sauerbraten. Tradycyjnie przygotowuję tylko Wigilię, bo obydwa dni Świąteczne będę u Dzieci. Zatem spoko!

Zrobiłam już 50 szt. szydełkowych śnieżynek, z tego 22 dla moich Dziewczyn, reszta pójdzie na kartki. Teraz zabrałam się za dzwoneczki. Zrobię ich tylko 9 , po 3 dla Córki, Synowej i mua, a potem, jak zdążę, dorzucę być może po jednym janiołku! Gdybym bowiem chciała spełnić życzenia Progenitury, aby mogła udekorować choinkę szydełkowymi ozdóbkami, musiałabym chyba na to poświęcić cały rok, a tak, to może za parę lat dopnę do celu! . No, i może też się na taką pokuszę? :-))))

Archiwum