Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
wtorek, 30 grudnia 2014
NAJLEPSZEGO!!!!

Pięknie i powoli zima nadchodzi nad nasze jezioro. Zaczyna powoli zamarzać. Od brzegu. Na środku zaś tworzą sie tumany mgielne, przybierające o poranku fantastyczne formy. Nie można się napatrzeć. I to wszystko cudnie się wpisuje w przełom Starego i Nowego Roku!

 

Mili moi!

Chcę Wam złożyć życzenia na ten Nowy, nadchodzący Rok.

Życzę Wam wiele powodów do satysfakcji!

Byście mieli odwagę zastanawiać się nad rzeczami, nad którymi zastanawiać nam się zwyczajnie nie chce lub nie kalkuluje.

Bo jak napisał mistrz:" Najdłuższego i naużyteczniejszego życia starcza li tylko na to, aby nauczyć się żyć."

Żyjmy powoli!

Za to soczyście...

Takie są moje życzenia na 2015 Rok - dla siebie samej i dla Wszystkich Was.

 

poniedziałek, 29 grudnia 2014
ROZLENIWIENIE!

Totalne lenistwo objęło nie tylko mnie, ale i Ślubnego. Z tym, że On ode mnie lepszy jest, bo co świt i co popołudnie karmi sąsiadowi koty. I rozczula się, bo jeden akurat już prawie po rekonwalescencji łapki, a drugi za to kuleje okrutnie. W koncu to koty przybłędy, łażą, gdzie popadnie, to i różniste przygody im sie tafiają, co ja rozumiem, ale Ślubny boleje. Wolałabym, aby mniej to go bolało, a w koncu wysłuchał moje prośby o psa!!!!

Skype to jednak fajna sprawa. Bo w koncu najmłodszy Bracki tam dosiadł się, rozkminił, i teraz sobie gadamy co tydzień prawie. I się zmówiliśmy na Sylwestra. A co! Mieliśmy być u  nich, ale ja wytłumaczyłam, że przecież musze okrągłą rocznicę w MBD mieć, a wtedy dopiero będę się szarogęsić w inszych rejonach, i sie zgodzili. Brat z Bratówką oczywiście. To pójdziemy sobie na ta naszą plażę w czwórkę! Jakby inny Brat średni i starszy - to przeczytał i dołączył, nie miałabym nic przeciwko! A co! Ale to pewnie marzenie ściętej głowy jest! Co? Słucham? Przecież wiem, że mnie pół rodziny podczytuje! Raz chlapłam językiem, i mam! Nie przeszkadza mi to wcale, co najwyżej, niech modły wnoszą gdzie nie bądź, cobym kiedyś nie rzekła zbyt mocno, o tym i owym! Hi,hi,hi!

Najważniejsze, że jutro znowu zumba! Doczekać się nie mogę! Człowiek jednak z natury leniwy jest, i jak kijaszka, lub kogoś nad sobą nie doświadczy, to czterech liter z własnej woli nie ruszy! No!

sobota, 27 grudnia 2014
Poświątecznie!

Mając na uwadze fakt, że niestety, od dawna mnie "sms" w swoje władanie bierze, wszystkie przygotowania  do Świąt rozłożone zostały odpowiednio i dokumentnie, coby zrobić, a się nie narobić. I jakoś tak składnie mi poszło, że prawie całe przedpołudnie wigilijne w stroju nocnym defiladowałam, to coś tam dosmaczając, to coś dokańczając, aby na koniec prysznicem zakończyć przygotowania i wskoczyć w świąteczne szatki. Mogłam Świętować? Niby tak, bo...

Prawie się udało!

Prawie, bo skąd miałam wiedzieć, skoro pierwszy raz w swoim długim życiu robiłam, że pierniczki z choinek będą lukier królewski piły, jak smoki jakie? A przecież to główna dekoracja stołu była! Tom na kilka godzin przed Wigilią szybcikiem nowy lukier szykowała i sklejała to, co się poodłamywało w trakcie przenoszenia na zastawę wigilijnego stołu. Udało się to sklejanie i nawet lepiej te choinki wygladały, jak w przódy, bo przecież śnieżnego pyłu nawet w naturze, na zielonych drzewkach nigdy zimą za mało! To i ochom i achom gości końca nie było, a i moje uszyska stare odbierały je, jak najpiekniejszą muzykę.

Najlepsze jednak było to, że jak największego skarbu musiałam bronić potraw dietetycznych, które dla Zięcia przygotowałam: sandacz w ziołach w papilotkach duszony w piekarniku, takoż dorsz na pierzynce z marchewki i selera, no i fląderkowe filety przekładane warzywami różnistymi, o pierogach z kaszą jaglaną i ziemniakami, do barszczu oczywiście nie wspominając. A Zięcia właśnie w Wigilię ze szpitala wypuścili, by mógł świętować z nami. Ludzie! Jak nie ten sam chłopak, którego od przeszło dwudzisetu lat znałam! Jednak choroba i to poważna, najtwardziejszego twardziela i chojraka zmienia dokumentnie. I tak powinno być. Bo każdy człowiek od tego ma rozum, aby go używać zwłaszcza w sytuacjach krytycznych. Jeśli dostaje się drugi sygnał, że coś w nas nie działa , nie czeka się na trzeci dzwonek, tylko robi wszystko, by ostateczność odwrócić. Czego życzę Zięciaszkowi z całego serca, mając też na względzie dobro mojej Córki i Wnuków. 

A jak przy Wnukach jestem, to ...... Tak się dawno nie wzruszyłam, jak zobaczyłam moją starszą Wnuczkę, gdy przyjechała z nami świętować. Wyglądała jak milion dolarów! W końcu, moja krew, co nie? :-)))) Młodsza za to rozbawiała nas do łez, bo najbardziej nie mogła sie doczekać rozdawania prezentów. Niespodziewajka była niezła, bo Gwiazdor z naszej strony przyniósł kosmetyki dziewczyńskie. To sie panienki prześcigały w wypróbowywaniu! :-)))

Potem pasterka. W nowym kościele. Z inna oprawą, jak kiedyś! I spacer nocny nad jeziorem, w podmuchach wiatru, który nad ranem przywiał śnieg, niezbyt długo trzymający, ale za to, następnego dnia można było spokojnie spacerować promenadą. 

No, i już za chwilę przyjdzie nam w nowym miejscu witać Nowy Rok!

wtorek, 23 grudnia 2014
Pięknych Świąt!!!

 

Dosypię ździebełko miłości

do pierogów wigilijnych,

ocipkę choć czułości,

okruszynkę namiętności,

jeszcze dodam nutkę wspomnień,

aby czułość tę rozpalić,

i melodię zapomnianą,

i tęsknotę ukrywaną,

a na koniec do potrawy

dodam piknej przyprawy,

może ona coś odmieni,

może serca zaruchmieni,

może cudny spowoduje,

w Wigilię nas uratuje,

bo to cudów noc…

 

 Wszystkim odwiedzającym ten blog, życzę Miłych Świątecznych dni,

wypełnionych dobrymi myślami, życzliwymi słowami i serdecznym uśmiechem!

 

czwartek, 18 grudnia 2014
No, i pierdykło!

A miało być tak pieknie!

Nowy domek, pierwsza w nim Wigilia. Dzieci, Wnuki, Teściowie Córki.

Za bardzo się chyba cieszyłam, za bardzo "chodziłam" wokół świątecznego tematu. Zapomniałam zupełnie, że nie należy o planach mówić za szybko, bo na mur-beton coś nie wypali. No, i stało się! Od prawie dwóch tygodni Zieć w szpitalu, stan ciężki, rokowania na przyszłość takie sobie. Córka urlopu z pracy nie dostała. O jej stanie psychicznym nie mówię, bo wszystkich nas dopadło niezłe "tąpnięcie". 

Zupełnie nie wiem, jaka to będzie Wigilia, w ogóle, całe Święta! A jak, na co się zanosi, Zięcia nie wypuszczą ze szpitala, to ..... wolę nie myśleć! 

Niby coś tam robię kuchennie, bo przynajmniej wtedy można zagłuszyć niewesołe myśli, ale sie boje, boje się, jak nigdy dotąd, i wcale mnie te nadchodzące Święta nie cieszą!

czwartek, 11 grudnia 2014
Czasu marnowanie!

Od ubiegłego tygodnia mam poczucie marnowania czasu. Zwłaszcza tego przed południem. Rehabilitacja bowiem moich kolanek polega bowiem na czekaniu na kolejne, następujące po sobie zabiegi. Pacjentów jest tyle, że ani obsługa, ani ilość sprzętu nie jest do tego dostosowana. Na dodatek, to grudzień, więc ludzi chcących zaliczyć te badania przed końcem roku całe mnóstwo! W ten sposób jedno podejście to najmarniej dwie godziny czekania. Bezproduktywnego, bo nie liczę czytania, którym ten czas się zabija!

Dostałam zaproszeni na mammografię. Oczywiście poszłam. Zazwyczaj jest tak, że przychodząc na badanie jest króciutka kolejka, i wszystko odbywa się w miarę sprawnie. Ale nie tym razem. Okazało się bowiem, że poprzedniego dnia robiono aktualizację programu komputerowego, obsługującego te badania na terenie naszego województw i coś się zawiesiło. Nie ma listy zarejestrowanych pacjentek, a bez tego ani rusz. To sobie czekałyśmy z paniami, czekałyśmy, żartując sobie na początku z tej sytuacji, ale z upływem czasu robiło się coraz bardziej nerwowo. W końcu stwierdziłyśmy, że wszystkie wychodzimy i niech robią sobie co chcą. Tłumaczono nam, że nie można zapisywać ręcznie, bo potem to sie może nie zgadzać z zapisami komputera, a i będą trudności z dopasowaniem zdjęć rentgenowskich do konkretnej pacjentki. Gdy jednak było nas już dobrze z  przeszło dwadzieścia, a listy nie było, nagle stwierdzono, że owszem badania sie odbędą. A minęło przeszło dwie godziny przerzucania się argumentami. Nie można tak było szybciej?

Dzień jednak pechowy nadal. Na pocztę poszłam, wysłać kartki świąteczne. Tym razem na główną, w centrum miasta. A tam niedawno wprowadzono elektroniczny system obsługi klienta. Horrendum wprost! Nie dość, że nie wszystkie okienka otwarte, to te czynne obsługiwały klientów z numerkami pobranymi w specjalnej drukarce przy wejściu na pocztę w taki sposób, że trzykrotnie wywoływane były numerki kolejnych klientów, ale nie jakoś po kolei w kolejnych okienkach, tylko na wyrywki. Oczy trzeba było mieć naokoło głowy i cierpliwość ogromną, bo gdy komus nie chciało się czekać i wychodził, to i tak panie obsługujące czekały i czekały, czy dany numerek nie podejdzie. Nastepna godzina zmarnowana!

Myślę sobie, że możecie nie marnować czasu i wypić ze mną rogrzewającą zieloną herbatę z jaśminem, a także zjeść kawałek pysznej szarlotki! :-)))

niedziela, 07 grudnia 2014
Koty, ptaki, koncert hiszpański i zabawa w Mikołaja!

Ślubnemu ponownie przypadł zaszczyt dokarmiania kotów. Nie, nie naszych, bo takowych nie mamy. To dwa koty od sasiadów z naprzeciwka, którzy do wiosny przeprowadzają sie w miejskie pielesze. Przywożą tylko co jakis czas karmę dla swojej żywiny. A  Ślubny bardzo, ale to bardzo zdyscyplinowanie, zaraz po śniadaniu biegnie, aby swoje kotki zaopatrzyć. Koty cwane są. Ledwo usłyszą szelest rozsuwanych rolet, już przycupnięte, czekają przy furtce na swego dobroczyńcę, który nie odejdzie od nich ani na minutkę, dopóty się nie najedzą, dzięki czemu, inne, obce, wsiowe, dzikie koty nie mają szans żadnych na dopadnięcie resztek z miseczek. Z tymi kotami, to mimo faktu, iz kociarą nie jestem, jest o tyle dobrze, że teraz w domu już zupełnie nic się nie marnuje, najmniejszy okruszek, kosteczka, rybia łuska, czy skórka od kiełbaski. Wprawdzie wyniosłam z domu motto, że żywności nie należy marnować i gospodarzę tak, aby było bezresztkowo, ale przecież czasami sie nie da. Ba, nawet czasem dołożę szklankę wody, aby zupki było więcej. Co mi tam! Niestety, koty zauważyły nasze dokarmiacze dla ptaków i juz parę razy był zgryz, bo próbowały z płotu skoczyć do kuli, oczywiście ją zrywając. Dobrze chociaż, że do karmnika nie ma jak wystartować, chociaż i tu może nas czekać pewnego razu niespodzianka! Na szczęście ptasi goście nic sobie z kotów nie robią, a i coraz to nowi goście prócz sikorek się pojawiają. Ostatnio wróble i mazurki! Łyski na jeziorze nadal pływają i tak sobie myślę, że zmienią miejsce żerowania dopiero wtedy, gdy jezioro zamarznie.

Do Wejherowa znowu pojechałam. Zakupiłyśmy bilety do Filharmonii Bałtyckiej na koncert muzyki hiszpańskiej! To w ramach Basinych Imienin. Było wspaniale. Zwłaszcza spacer Długim Targiem wieczorową porą, podziwianie pieknie odnowionych kamieniczek i całej starówki nad Motławą. W drodze na koncert byłyśmy świadkami, jak zaczęto dekorować ogromną choinkę tuż obok Neptuna, a wracając już po, okazało się, że prace już sa na ukończeniu! Sam koncert to wielkie święto hiszpańskiej gitary w wykonaniu wirtuoza Rolanda Saad z towarzyszeniem Mińskiej orkiestry symfonicznej pod dyrekcją Piotra Vandilovsky`ego. Prócz znanych tematów z Carmen Bizeta, baletu El Amor Brujo, najważniejszy moment, na który czekali wszyscy, to słynny koncert Aranjuez Joaquina Rodrigo. Długo musieli bisować nie tylko członkowie orkiestry, ale i solista, który  jako jeden z nielicznych gra na gitarze klasycznej tylko opuszkami palców . Rolando Saad prezenował ten utwór już przeszło dziewięćset razy, prawie dwu milionom słuchaczy, wykonując go na całym świecie z najlepszymi orkiestrami, w najsłynniejszych teatrach i salach koncertowych, nie korzystając przy tym ze sprzętu wzmacniającego, co stanowi ogromną rzadkość!

W moim rodzinnym domu, św. Mikołaj przynosił nam tylko i wyłącznie paczuszki ze słodyczami, na które trzeba było przygotować dobrze, własnoręcznie wyczyszczone obuwie. Tak samo było u mnie, gdy Dzieci były małe, tak samo jest nadal, bo moje Wnuki zawsze dostają od nas tylko slodycze. Aby jednak dorosłe Dzieci nie czuły się poszkodowane, zabawiłam się w Mikołajową i napiekłam muffinek, które w części zostały od razu przez nich zjedzone, a resztę zabrały do domu. Tradycji stało się zadość i teraz spokojnie będą czekały na Wigilię, która w tym roku jest u nas.

Archiwum