Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 31 grudnia 2009
WSZYSTKIEGO DOBREGO !!!

Wszystkim odwiedzającym ten blog , z całego serca życzę na Nowy Rok:

- by los zdjął odrobinę ciężaru z codzienności,

- by słońce świeciło pełnym blaskiem,

- by przyjaciel wiedział, co znaczy słowo przyjaźń,

- by słowo szczęście nie kwitło tylko kwiatem paproci,

- by miłość nie musiała szukać drogi,

- by dobro nie było tylko frazesem,

- by sens w życiu nie był tylko bezsensem,

- by forsa była środkiem, a nie celem,

- by zdrowie było wieczne w nieskończoność,

- by gniew odszedł na wieki, a co rano budził uśmiech,

- by nadzieja była płaszczem,

- by marzenia potrafiły się ziścić!

wtorek, 29 grudnia 2009
Resztki!

Przy kompie stoi sobie salaterka pełna kompotu z owoców suszonych. Jak zwykle, po Świętach dojadam go sama. Nikt  inny nie lubi, a ja i tak co roku gotuję. Jest też niezła porcja klusek z makiem. Co rok robię ich za dużo, chociaż  po miseczce dostaje Córcia i jej Teściowa. Jutro na obiad odsmażę resztkę pierogów z kapustą i grzybami, a pojutrze będą ostatnie 4 jarskie gołąbki. Ciasta na szczęście zostały zjedzone. Zresztą, ja nic nie robiłam. Od Frau von dostałam stolen ( to rodzaj keksa z nadzieniem jabłkowym ), a Córcia przyniosła struclę makową, kruche ciasteczka i chałwę, którą jada Wnuk, nie uznający innych słodkości.

 Święta minęły spokojnie, rodzinnie i leniwie. Kazanie księdza na pasterce było bulwersujące. Pogoda nie rozpieszczała, trzeba było zrezygnować ze spacerów. Na dodatek tuż przed Wigilia dostałam wiadomość o nagłej śmierci mojej koleżanki, z którą jeszcze 2 tygodnie temu wesoło rozmawiałam, wspominając wrześniowe spotkanie rocznicowe naszego szkolnego rocznika. Rozgościł się więc u mnie smuteczek.

I trwa niestety dalej. Panoszy się po półkach, rozrzucając książki. Na kanapie bałagani w poduszkach. Herbatę rozleje, okruszki świątecznych ciasteczek rozsiewa po dywanie. Namolny taki, wciska się pod czoło. Przypomina! O sprawach doczesnych  przypomina, i marnościach tego świata też. Także o tym, że pewnie mogłam w pewnych sprawach bardziej się postarać, nie odpuszczać, wykazać więcej konsekwencji.

Nikt nie chciał ze mną po wieczerzy wigilijnej kolęd  śpiewać. Nagle wszyscy zachrypli!

 Ech! Smęcę, jak nie ja!

 Chyba jednak pójdę do kuchni, i do piekarnika podrzucę te kluski z makiem!

poniedziałek, 21 grudnia 2009
Ciepło Świąt Białych

„Na śnieżne ciepło Świąt Białych czekamy cały długi rok,

jakby świat cały w tym puchu białym, chciał ogrzać Cię, nim zrobi krok.

 

Bo śnieżne ciepło Świąt Białych jest po to, by szczęśliwa myśl,

którą nosi człowiek na co dzień w głowie – do serca mógł przybliżyć dziś.

 

I śnieżne ciepło Świąt Białych, to tamten dom i tamten próg,

tam – ten ktoś, kto kogoś, o jakże kochał, a jakże bardziej kochać mógł.

 

Przez śnieżne ciepło Świąt Białych, przyjdzie z kolędą z doli złej,

taki ktoś, kogo zabrakło drogo i dziś Go nie ma jakby mniej.

 

Niech śnieżne ciepło Świąt Białych ośmielą w nas te parę słów,

które nam tłumaczą, że jak od nich zacząć, to świat nie taki straszny znów.

 

A śnieżne ciepło Świąt Białych kłania się Twym dziecięcym łzom,

Które tak z goryczy, jak i z innych przyczyn – jak łatwo płyną – łatwo schną.” 

                                                                             Andrzej Poniedzielski

WSZYSTKIM ŻYCZĘ SPOKOJNYCH, RADOSNYCH I RODZINNYCH ŚWIĄT !!!!

 

niedziela, 20 grudnia 2009
Dziwnie jakoś !

Siedzę sobie w tym ogromnym domiszczu, okolonym lasami i polami, i zupełnie nie mam poczucia, że niedługo Święta.

Owszem, przed wyjazdem z domu posmażyłam mięsa, przygotowałam grzybowe gołąbki, zrobiłam pierogi. Leży to wszystko w zamrażalniku i czeka.

Ślubny co kilka dni zdaje sprawozdania, co sprzątnął, co kupił, co załatwił. W zdumienie mnie wprawił niepomierne, zamawiając ćwiartkę świniaka, który został przerobiony na szynki, wątrobiankę i czarny salceson. No cóż! Będzie to sam jadł.

Jak kibic, stałam z boku i patrzyłam, jak dekoruje dom Frau von. Na drzwiach wejściowych, z jednej strony świerkowa girlanda, a z drugiej wieniec. W ogromnym holu, na ozdobnym  stoliku stoi całkiem sporych rozmiarów stroik adwentowy. Świece są jednak tylko wtedy zapalane, gdy przychodzą goście. W korytarzu obok salonu, na ozdobnej skrzyni rozstawiła sobie instrumenty anielska orkiestra. Przy niej stoi piramida z różnymi ludzikami, zwieńczona wiatraczkiem poruszanym ciepłem palących się wokół świec.

Na oknach stoją aniołki – pieski oraz aniołki – lalki. W ozdobnych wazonach stoją kompozycje świąteczne od zaprzyjaźnionego ogrodnika lub stroiki z jedliny i ostrokrzewu, robione przez panią domu.

Taras, na całej długości ozdobiony girlandami. Na nim piękny domek dla skrzydlatych gości. Nie ma w domu choinki, za to z  każdej strony, na zewnątrz, stoją po trzy srebrne świerki, wesoło mrugając kolorowymi światełkami.

Gruby chyba chory. Uprzedzająco grzeczny się zrobił. Zagaduje. Nawet do wspólnych posiłków zaprasza! Niespotykane to. Podziękował Kristine i mnie za pomoc przy uroczystościach  urodzinowych swego ojczyma.

Jego Frojdinka, wiecznie nosząca nos do góry, nie umiejąca nawet najmniejszej rzeczy po sobie sprzątnąć, też taka jakaś inna. Radosna, uśmiechnięta, pomocna nawet i wyręczająca. Dziw nad dziwy.

Od rana śnieży i śnieży, cały świat zrobił się biały. Oby tylko przestało do wtorku, bo jak ja dojadę do swojego domu?

Dla miłego nastroju, kilka świątecznych klimatów.

sobota, 19 grudnia 2009
Czekanie na spanie !!!

Herr von wczoraj po południu veto dał. Na wstanie z łóżka. Czekał na swoje dzieci, które miały przylecieć ze Stanów. Nie ruszy się, póki nie przyjadą.

Oczywiście, wykorzystałam ten czas skrupulatnie, odwiedzając wszystkich moich Ulubionych. Jakis film potem sobie na CD puściłam. A te Hamerykańce, jak nie lecą, tak nie lecą.

Herr von to nawet strajk jedzeniowy ogłosił. Ale ja bym też strajkowała ze szklanicą mleka z trzema gałkami lodów waniliowych.

Obejrzałam drugi fim. Hamerykańców nie ma. Herr von ogłasza, że jest zły, bo Lufthanza jest winna temu, że jego dzieci jeszcze nie doleciały. Frau von tłumaczy mu, jak dziecku, że warunki zimowe, to loty się opóźniają. Na nic. Zaparł się chłopina w tym łożu i tyle.

W końcu są, Gruby jedzie po nich na lotnisko, wracają po 2 godzinach. Frau prawie fruwa, Herr każe najlepszą koszulę na siebie wkładać.

I teraz dalej gadają. W saloniku obok. Ja na straży, bo w końcu ktoś potem starszego Pana musi w łożu na powrót umieścić!

Chyba zejdę do kuchni. Jakiegoś tosta sobie zrobię. Albo talerzyk owoców schrupię, oczywiście bez talerzyka, tylko owocki. Akuratnie świeże winogronka są na zbyciu, tudzież gruszeczki!

Tak, to dobry pomysł!

To niektórym Dobranoc!

A innym wczesne Dzień dobry!

czwartek, 17 grudnia 2009
Nie ma tego złego.....

...... co , oczywiście, na dobre by nie wyszło!

Kiedy byłam ze znajomymi w Essen, dostałam jako prezent gwiazdkowy płytę CD : nagranie Andre Rieu w repertuarze typowym na Święta Bożego Narodzenia. Już widziałam siebie, w swoim domowym zaciszu, jak słucham.... i odpływam.

Ale tutaj, gdzie jestem, Frau von lubi wszystko wiedzieć. I tym razem musiałam się chwalić, co też pięknego przywiozłam z Weinachstmarktu w Essen. Do dziś nie wiem, jaki błąd językowy popełniłam, ale Frau od razu podziękowała za płytę stwierdzając, że lepiej będzie, jak podaruję jej mężowi na urodziny. Skwapliwie przytaknęłam, a dopiero póżniej cała komiczność sytuacji do mnie dotarła. Wysłałam więc wici do Rodziny, aby nasz informatyk podpowiedział mi, jak mam sobie to wszystko na laptopa przegrać. Pomoc uzyskałam. Na drugi dzień opowiadam o tym Kristine, a ta normalnie pokłada się ze śmiechu, i radzi nic sobie z tego nie robić, i płytę zatrzymać.

Nie posłuchałam jej, i dobrze, bo wczoraj, na dobranoc Herr von zażyczył sobie muzyki światecznej. Frau szukała, szukała, w końcu oznajmiła : "dostaniesz jutro"! A więc pamiętała.

Dziś Herr von obchodził 80-te Urodziny. Byłam druga w kolejności z życzeniami. Odśpiewałam ichnie "100 lat", a Herr od razu zażyczył sobie, abym mu płytę włączyła. I kiedy popłynęła pierwsza, a potem kolejne piękne melodie, zaczął płakać. Mnie się trochę "łyso" zrobiło, na całe szczęście niepotrzebnie. Staruszek stwierdził, że to przepiękne jest i lepszego przezentu nie mogłam mu zrobić. Tak więc nie żałuję tego, że dzięki lapsusowi językowemu nie będę miała oryginału.

A potem, ponownie, tym razem z Kristine śpiewałyśmy Urodzinowo, bo jako służba, składalismy się na piękny bukiet kwiatów. Oczywiście, nie mogłiśmy przebić Frau von, która podarowała mu kulę z 80-sięciu pąsowych róż.

Po południu zjawili się goście. Party było na styl amerykński, czyli na stojąco. Potrawy serwowane były przez specjalnie zamówioną ekipę sushi-baru z Koln. Wszystko podlane specjalnie sprowadzonym z Francji szampanem.

Pierwszy raz miałam okazję smakować japońskiej kuchni. Ale nie wiem, czy mój zmysł smaku jest passe, a może raczej starodawny. W każdym bądź razie, nie zachwyciłam się typowym sushi. Za to tempura - i owszem. Tak samo pierożki, galaretka z tofu nadziewana mięsem oraz szaszłyki drobiowe w sosie sojowym były całkiem , całkiem.

Na koniec był ogromny tort o smaku mango z polewą marcepanową.

I tym słodkim akcentem, miłego weekendu Wszystkim życzę!

To kula z róż od Frau von dla Jubilata

Tort o smaku mango

A to bukiet od służby.

środa, 16 grudnia 2009
Pieczona pierś gęsia według Frau von !

2 duże gęsie piersi natarto pieprzem i solą, potem obrumieniono na oliwie z dodatkiem masła, nie żałując do tego smażenia drobno pokrojonej cebulki oraz czosnku. Następnie mieso zostało podlane odrobina czerwonego wina. Dodano też kilka plastrów świeżego imbiru, startę zesterem skórkę z pomarańczy oraz parę gałązek świeżego majeranku. Duszenie, w temp. 180 stopni C trwało 70 min.

W miedzyczasie w osobnych rondlach gotowały się świeże, jadalne kasztany, a także coś, co tu się nazywa wilde founde, a według mnie mógłby to być bulion wołowy. Kiedy bulion zredukował się do 1/3, dodano kasztany i zmiksowano. Doprawiono pieprzem i dolano dobrej śmietanki.

Uduszone mięso pokrojono na kawałki, polano sosem i serwowano z dodatkiem ziołowych knedli oraz zasmażanej czerwonej kapusty.

Deser, to po prostu plaster świeżego ananasa, okolony malinami, a w środku kulka lodów waniliowych.

Proste i pyszne!

Zatem Smacznego!

poniedziałek, 14 grudnia 2009
To dalej przedświątecznie !!!

Tym razem z Essen, gdzie wczoraj zabrała mnie moja nieoceniona jedna Waryjatka i jej mąż.

Oj było co podziwiać! Szkoda tylko, że wiało zimnym wiatrem. Gluwein do tego, to najlepszy wynalazek!

piątek, 11 grudnia 2009
POWTÓRKA !!!

Przedwczoraj rano Frau von zakomunikowała, że jedziemy wszyscy do Koln. Tym razem nie zapomniałam wziąć aparatu, w którym była świeżo naładowana bateria.

Państwo Von mieli swoje sprawy, czyli wspólny obiad ze znajomymi w japońskiej restauracji, a potem umówioną wizytę u fryzjera. Dostałam do swojej dyspozycji parę groszy, aby się posilić oraz 2 godziny wolnego.

To ja sprint odpowiedni zrobiłam i pędem przed siebie, ku widniejącym z daleka wieżom katedry. Po drodze, oczywiście, fotografowałam co się dało. Doszłam do mostu nad Renem, przygodną parę poprosiłam o uwiecznienie mnie na tle katedry, co potem oddałam, robiąc im też takie samo zdjęcie. I wolno wracałam, a aparat cały czas był pod ręką. Najbardziej się cieszę ze zdjęć kwiatowych. Między tyłem katedry a dworcem rośnie krzew, chyba rodzaj wiśni, cały obsypany białoróżowymi kwiatami. Przed katedrą pyszni się cała rabata fiołków alpejskich, a w samym środku miasta kwitną bratki. I to prawie w połowie grudnia!

No, a teraz przede mną bardzo odpowiedzialne zajęcie. Przygotowanie zdjęć do wpisu z przepisami. Chcę także Wam pokazać zbiory Frau von: srebra i obrazy, oraz Herr von: trofea myśliwskie. Fura godzin cierpliwej dłubaninki przede mną!

Pozdrawiam piątkowo i życzę miłego weekendu!

środa, 09 grudnia 2009
Jabłoń i jej owoce

Ja już teraz dokładnie nie pamiętam, czy o tym pisałam, ale fakt jest taki, że Frau von bardzo wcześnie owdowiała. Jej trzecie dziecko miało 8 miesięcy, gdy została wdową. Herr von był rozwodnikiem i ma dwoje dzieci.  Spotkali się w Hameryce, pokochali i wspólnie wychowywali całą trzódkę. Nie ze wszystkimi się udało. Taki Ferdi, na przykład. Facet ma 40 lat z okładem. Duży dziad. Utyty! I bardzo, ale to bardzo niesympatyczny. O wszystko ma pretensje, wszystkim ma coś za złe, nie potrafi używać słowa :dziękuję", a o słowie "proszę", to chyba nigdy nie słyszał, chociaż akurat to wydaje mi się mało prawdopodobne. Jego Matka i Ojczym na co dzień wręcz nadużywają " proszę, dziękuję, przepraszam". Ferdi nie potrafi, tak jak jego Mama, z uśmiechem zwrócić uwagę, gdy któraś z nas coś zrobi nie tak. Nie, on czeka tylko chwili, kiedy może jakąś szpilę wrzucić. Np. kiedy ja zapomniałam o tym, że nie należy noży ze stali szlachetnej wkładać do zmywarki, nakleił nań kartkę z odpowiednim napisem. No! Ok! Zerwałam kartkę, bo już mi się w pamięci prawie wydrukowało wszystko. A po dwóch godzinach widzę taką samą kartkę naklejoną na drugiej zmywarce. I oczywiście, przy okazji gromy z jego oczu leciały na mnie, jak tylko się napatoczyłam. Śmieszne jest też to, że jak on jest, to Frau von robi się "tycia", i nie ma nic do powiedzenia. Wszyskim rządzi duży. I co chwilę się ciska. A wtedy po kuchni i przyległościach latają blachy z piekarnika, noże, pólmiski mosiężne, i co tam jeszcze ma on ochotę wpuścić w ruch, bo jest mu akurat pod ręką!

Prawdopodobnie cierpliwość Frau von się wyczerpała, bo parę dni temu miała tu miejsce kosmiczna awantura, w wyniku której "duży" ze swoją frojndką wybyli. Swoją drogą gdyby na mnie któreś z Dzieci tak wrzeszczało, to wywaliłabym z domu na "zbity pysk"!!! A tak, to duży wybył do Paryża! I dobrze. Jak pojechali, Frau von to zupełnie inna kobieta jest. I życie towarzyskie kwitnie! A ja jej pomagam w kuchni, jak tworzy te swoje smaczności. I pewnie będę grubaśna jak beka! Ale jak tu się powstrzymać i nie jeść takie specyjały?

Dzisiaj były na kolację piersi z gęsi w sosie kasztanowym. Do tego ziołowe knedle, czerwona kapusta, a na deser lody waniliowe w ananasie okolonym malinami!

I co?

Cieknie Wam ślinka????

Zaczęłam to wszystko fotografować i pewnie na moim blogu niezadługo znajdą się przepisy kulinarde made in Frau von!

 

 
1 , 2
Archiwum