Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
sobota, 18 listopada 2017
...

 

 

 

Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:

czyjeś ciało i ziemię całą,

a zostanie tylko fotografia,

to - to jest bardzo mało...

 

***

Niestety, nie udało się!

???

 

Kiedyś  tu wrócę!

piątek, 03 listopada 2017
Dobrzy ludzie!!!

Wbrew wszystkiemu, co jątrzy i dzieli, co obrzuca kalmuniami i najgorszą nienawiścią zionie, udaje się znaleźć czasami oazy spokoju, skrawki codzienności życzliwej i ludzi, którzy spieszą z pomocą. 

Nie wierzycie? Ale to najprawdziwsza prawda! Sama takiej życzliwości nie raz doświadczyłam.

Ot, na przykład wtedy, gdy mogłam po zakupy jechać tylko wcześnie rano, aby załatwić wszystko zanim Ślubny się obudzi i trzeba będzie doglądać go prawie bez przerwy. Sytuacja taka: zakupy w dużym markecie zrobione, dotaszczone do samochodu, wózek odstawiony. Jadę na pobliski ryneczek po świeże warzywa i owoce, a tu zonk! Gdzie torba z portfelem, w którym wszystkie dokumenty i karty bankomatowe? Zimny pot mnie oblewa, bo uświadamiam sobie, że pewnie ta torba, w trakcie odwożenia na swoje miejsce , została sobie wisząca zupełnie z przodu. A tam przecież hordy nie tylko cwaniaczków, co to za złocisza wózek dotargają! Co było robić. Z duszą na ramieniu wyrwałam opelkiem "z kopyta" pod market, a tam torby ani śladu, To ide do recepcji spytać się, czy kto jej nie zostawił. Prawie ryczę z bezsilności, ale tłumaczę panience, jak ta torba wygladała i co w niej jest. A Panienka wyjmuje torbę, moją jak najbardziej, potem sprawdza, czy wszystko w niej tak jak opisałam sie znajduje, i oczywicie, po sprawdzeniu danych z dowodu, oddaje mi ją z uśmiechem. Miałam ochotę ją uściskać, ale przecież to komu innemu powinnam dziękować. W tym momencie ktoś do mnie podchodzi. Odwracam się, a tam starsza pani dopytująca się, czy napewno nic z tej torby nie zginęło. Bo to Ona własnie ja odniosła do recepcji. Wyściskałam Kobiecinę serdecznie, pytając jednocześnie, jak mogę jej podziękować. A ona tylko poprosiła, by ją zawieźć na duży rynek. Ja bym ją i dalej zawiozła z tej radochy, że mi się wszystko znalazło, ale Pani była zdecydowana: rynek duży i ok! No, Anioł po prostu! :-))))

I znowu! Inny poranek, późnowrześniowy, gdy jadę na rzeczony powyżej duży rynek,po pomidory Lima. Akuratnie ma tam stoisko moja dawna znajoma, a te pomidory to najprawdziwsza małmazja, z których po ususzeniu, pyszności są w oliwie zaprawione. Pomodory sie ważą, trajkotamy o tym i owym, płacę, idę do samochodu, jadę do MBD. Dopiero w trakcie wypakowywania z bagażnika innych cudów-wianków, orientuje się, że czegoś brakuje. Jak myślicie, czego? Pomidorów. Pomyślałam sobie  jednak, że znajoma mi do następnego rynku te pompodory zostawi, a tu, po kilku godzinach dzwonek do drzwi i zjawia się Ona, taszcząc moją zapomnianą zgubę. Nie znała mojego nowego adresu, ale dopytała na starym miejscu, bo jej się chciało! Po prostu, Złoto w czystej postaci!

Niedawno natomiast, większość z Was, moich Blogoulubionych postanowiła mi pomóc, i zagłosowała nań w gminnym konkursie na najlepiej odtworzona etiudę teatralną! Chciało się Wam, moi Mili pamiętać, aby przez kilkanaście dni klikać właśnie na mnie. Co więcej, namawialiście do tego swoich bliskich, a może i kogo innego. I nie ważne jest w tym momencie, to, jakie miejsce osiągnę. Ważne, że mam w Was wspaniałych Przyjaciół. A że większości z Was nie znam? To drobiazg. I tak czuję przez skórę, że wszyscy jesteście tymi, którzy "znają Józefa", a  nawet gdyby nie, to i tak jesteście DE BEST.

Buziole dla Was wszystkich bez wyjątku, i jak zwykle duuużo Ciepłego i Puchatego!!!!

A rozstrzygnięcie konkursu będzie dopiero 24.11 na specjalnej gali gminnej!

Na koniec, dla równowagi, wieści niezbyt fajne, bo Ślubny tylko tydzień był w domu, gdy mu się kardiologiczne badania skończyły. Po sześciu dniach wyladował znowu w szpitalu, tym razem na wewnętrznym ( woda podchodziła od stóp do pasa  ), bo kardiologia zupełnie zajeta, łacznie z korytarzami. A po kolejnym tygodniu znowu mi go odesłali do domu. Od wczoraj samotrzeć walczymy znowu. Pociesza mnie tylko to, że bardzo dobrą fizjoterapeutkę załatwiłam, i jej uda się trochę mojego chłopa postawić na nogi. Bo jak nie, to ma On marne szanse na kardiowerter-defibrylator!!!

Archiwum