Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 24 listopada 2016
Ptasio i mglisto!

Po raz pierwszy zawitał do nas zimorodek. To była bardzo ciekawa wizyta, bo nawet nie wiem, jak on długo sobie siedział na naszym tarasie, zanim go ujrzałam przypadkiem przechodząc do kuchni. Szybciutko wycofałam się i pobieglam na pieterko po aparat, mając nadzieję, że nie ucieknie. O dziwo, siedział dalej. Kiedy przyszedł Ślubny i stwierdził, że on chyba w szybę uderzył, skoro tak nieruchomo siedzi. Podszedł do okna, a zimorodek..... fruuuuu, i tyle go widzieliśmy!

Ale później wracając ze spaceru pokazał się niedaleko brzegu, takiego podwyższonego, co nie dziwi, bo własnie na takich brzegach ptaszek ten kopie sobie norki. Siedział na gałęzi, wpatrując się w wodę.

Wyczytałam na stronie Parku Narodowego, że nad naszym jeziorem i w okolicach Strugi 7 jezior, monitorowane jest od 2012r. 2-3 pary zimorodków. 

Słowem, mieliśmy szczęście! 

 

 

Wystarczyło parę dni mroźniejszych i już pojawiać się zaczeli skrzydlaci goście. Oczywiście gołębie, które albo wydłubują robaczki z płotu sąsiada, albo wydziobują ziarenka kaliny, które spadły obok naszego trawnika. Sikorki, to już zupełnie się zadomowiły, odwiedzając tłumnie karmnik i bujając się na tłuszczowej kuli, a dzisiaj po raz pierwszy, na zwiad przyleciały mazurki

 

Ostatnie dni przed południem witają nas mgliście, ale potem pokazuje się słońce, i bez przeszkód można do woli spacerować, kontemlując listopadowe jezioro, pustą plażę oraz marinę bez żaglówek. Wielkimi krokami zbliża się spokojny, zimowy czas nad jeziorem! 

 

 

 

piątek, 18 listopada 2016
Chcecie bajki?

Oto bajka:

"Dawno, dawno temu, gdzieś bardzo daleko, było sobie dobre miasto. Jego mieszkańcy żyli szczęśliwie, śmiali się, bawili i nigdy nie chorowali. W mieście tym było bardzo dużo ciepłego i puchatego. Ciepłe i puchate było miękkie, puszyste, bardzo lekkie i miłe w dotyku. Ludzie mieli taki zwyczaj, że kiedy spotykali się ze sobą, dzielili się ciepłym i puchatym mówiąc: „Tobie puchate i mnie puchate, mnie puchate i Tobie puchate”. A kiedy się dzielili – ciepłe i puchate rosło i było go jeszcze więcej. Ludzie nauczyli się, że kiedy ciepłe i puchate rośnie – ich życie staje się piękniejsze, serca wypełniają się miłością, a ciało jest zdrowsze.

Pewnego dnia do szczęśliwego miasta przybyła czarownica. Jeździła ona po całym świecie i sprzedawała ludziom swoje czary i lekarstwa. Jednak w dobrym mieście nikt nie chciał kupować jej lekarstw, ani nie potrzebował czarów. Wszyscy przecież byli zdrowi i szczęśliwi.
Czarownica chodziła po mieście i przyglądała się ludziom, ich zwyczajom i nie rozumiała, dlaczego nie może niczego sprzedać. Po pewnym czasie zorientowała się, że wszystkiemu winne jest ciepłe i puchate. Kiedyś obserwując jak ludzie się nim dzielą postanowiła uwolnić ich od ciepłego i puchatego i powiedziała do jednego z mieszkańców: „Wiesz? To ciepłe i puchate, które dostałeś od swojego przyjaciela, to wcale nie było jego ciepłe i puchate. On oddał Ci tylko to, co wczoraj dostał od Ciebie”. A do innego mieszkańca powiedziała: „Czy zauważyłeś, że Twój sąsiad dał Ci wczoraj mniej ciepłego i puchatego niż Ty dałeś jemu?”
Krążyła po mieście tak długo, aż zatruła ludziom serca i ludzie zaczęli się sobie nieufnie przyglądać. Coraz rzadziej dzielili się ciepłym i puchatym i chowali je w domach zazdrośnie strzegąc i bojąc się, że je stracą. A ciepłego i puchatego, którym nikt się nie dzielił było coraz mniej.
Pewnego dnia czarownica dała jednemu z mieszkańców trochę zimnego i kolczatego i powiedziała: „Tobie kolczaste i mnie kolczaste, mnie kolczaste i Tobie kolczaste”. I kolczaste urosło. Ludzie zaczęli się dzielić ze sobą kolczastym. Pojawiły się choroby, a szczęście zaczęło znikać z dobrego miasta. Ludzie stali się smutni i niemili dla siebie.
Mijały dni, miesiące i lata. Czarownica sprzedawała ludziom swoje lekarstwa i stawała się coraz bogatsza. Kiedy potrzebowała więcej pieniędzy dzieliła się z ludźmi zimnym i kolczastym i wtedy ludzie więcej chorowali i częściej przychodzili do niej po leki.
Szczęśliwie, dwoje dzieci bawiąc się ze sobą na strychu znalazło w starej skrzyni ciepłe i puchate, które dorośli dawno temu tam schowali, żeby nikt go nie zabrał. Kiedy je oglądali – rozerwali je na dwa kawałki i podzielili między siebie. I ciepłe i puchate natychmiast urosło, a dzieci poczuły, że w ich sercach pojawiła się jakaś radosna nuta. Pobiegły do rodziców i podzieliły się z nimi mówiąc: „Tobie puchate i mnie puchate”. I ciepłe i puchate znów urosło!
I od tej chwili ludzie zaczęli ponownie dzielić się ze sobą ciepłym i puchatym i w ich sercach pojawiało się więcej szczęścia i radości, a ciała mniej chorowały. Wtedy przypomnieli sobie o starym zwyczaju i dawnych czasach. Wypędzili złą czarownicę i starali się dzielić jak największą ilością ciepłego i puchatego. Jednak w ich mieście istniało także zimne i kolczaste, które kiedyś podarowała im czarownica. I odtąd ciepłe i puchate krąży między ludźmi na przemian z zimnym i kolczastym, i tylko od ludzi zależy, czym się ze sobą podzielą. A to, czym się podzielą – rośnie i wypełnia ich serca i myśli."

Bajka ta krąży od lat w sieci. Znam ją od czasu opublikowania jej przez Audrey w swoim dzienniku, który pisała na TS, gdzie i ja zaczynałam swą przygodę z pisaniem w internecie. Nie ma watpliwości, że to bajka  generalnie o dobru, ale także o bardziej niewymiernych sprawach, takich jak empatia, przyjaźń, troska o innych, współczucie, zaufanie, ciepłe uczucia, wyrozumiałość, ogólna przytulaśność i całuśność. I o tym, jak naprawdę ważna jest świadomość tego, jak wiele dostajemy, a także co sami dajemy!

Dlaczego ją przypominam właśnie teraz? Nie wiem, jak Wy, ale ja jakoś wyczułam ostatnio, że w przestrzeni jest zbyt dużo zimnego i kolczastego. Brońmy się przed nim, nie dajmy się mu stłamsić! Akurat niedługo Święta, wyciągnijmy na nowo woreczki, i zacznijmy znów radośnie się nimi dzielić. Wszak Ciepłe i Puchate szczodrze rozdawane cudownie się rozmnaża, i jest go coraz więcej i więcej! Może Ono innych odmieni!

 

 

 

piątek, 11 listopada 2016
Świętujemy!

Rogale marcińskie już są!

Można świętować Dzień Niepodległości! :-)))

 

poniedziałek, 07 listopada 2016
Chlip, chlip!

 

Po raz pierwszy od 47 lat, które własnie dziś minęły od naszego poznania, wliczając w to 4 lata chodzenia i 43 lata małżeństwa, jestem dzisiaj zupełnie sama!

I chociaż powinnam się cieszyć, że wszystko na badaniach jest w jak najlepszym porządku, i jutro powinnam witać Ślubnego w MBD, to jednak dzisiaj jest mi ..... jakoś tak niewyraźnie!

sobota, 05 listopada 2016
Jesienne, jeziorno-leśne klimaty!

W życiu dzieje się czasem dużo, czasem przemija ono w jednostajnym rytmie, ale jednego można być pewnym. To zmienność przyrody, zawsze o tej samej, z czterech pór roku do wyboru!

Nad jeziorem już cisza. Gdzieniegdzie jeszcze żaglówki kryją się wśród szuwarów, czasem jakaś łódź się rozsypie i zostaje na długo, aż do całkowitego zbutwienia, na marinie pustki, odleciały kormorany, coraz mniej łabędzi, na wodzie prym wiodą kaczki, łyski, mewy i od niedawna zadomowione u nas nurogęsi, nawet wędkarze poukładali swoje łodzie nad brzegiem. Gdy wiatr mocno wieje od północy, jezioro przypomina morze z białymi grzywami przewalających sie fal, gdy deszcz, zasnuwa się sinością wielką i mgłami, a gdy spokój, tafla nieruchomieje jak lustro.

 

Bardzo szybko jesienne drzewa potraciły swoje koralowe owoce, jedynie jeszcze irgi pełne czerwonych kuleczek wśród gołych, zapełnionych kolcami gałązek. 

Wśród przyścieżkowych traw i pniów wyrastają dziwne twory grzybiaste i hubiaste.

Za to wśród brzozowych zagajników, zatrzęsienie brzozaków, czasem trafi się sowa lub koźlak. Prawie w ogóle nie było podgrzybków, malo kurek, a o prawdziwkach można zapomnieć. Nie mniej jednak, sos ze smażonych na klarowanym maśle łebków brzozaczków, podlany białym winem i śmietaną , bardzo podkręcił rozpływający sie w ustach schab pieczony w mleku! 

Pod nieobecność Ślubnego, zostałam niejako zmuszona do zaopiekowania się kotem sąsiada, który już wybył do miasta na pobyt zimowy. Stare kocisko wie, że nie jestem jego admiratorką, nie podchodzi do mnie, gdy nasypuję mu karmy do miseczek. Za to nie miał z tym kłopotu jeż. Wylizał do cna wszystko, zupełnie nie przejmując się prychającym ze złości gospodarzem.

Na samotne wieczory, nie tylko ksiązka jest dobra. Także dłubaninka drutowa lub szydełkowa. Drutowanie póki co skończone, co widać poniżej.

Czas pomyśleć o nadchodzących świętach BN. Do wykonania znów mam masę śnieżynek szydełkowych. Muszę też skompletować i pomielić wszystkie składniki do domowej przyprawy piernikowej, przecież w następnym tygodniu należy już nastawić długodojrzewający piernik staropolski!

Ślubny na badaniach kontrolnych w odległym szpitalu. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze! I oby jak najdłużej!

Archiwum