Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 26 listopada 2015
Wieść druga z miasta Iwona

Tak mi się ładnie udało z ulozeniem 57 zabiegów, że wszystkie popołudnia mam wolne. Korzystam więc z bogatej oferty biura turystycznego. Zaliczyłam już trzy spacery z przewodnikiem: po Iwoniczu, na górę Cyrenejke (punkt widokowy na kotline iwonicka), i na górę Borowinowa (szlak kapliczek). Dłuższe wycieczki to zwiedzanie Dukli (sanktuarium św Jana, jego Pustelni, kościół rokoko) i kopalni ropy naftowej w Bóbrce. Była też całodobowa, w niedzielę, do Lwowa.

A prócz tego potupajki. Narazie trzy, ale w planach są następne, bo towarzystwo moje jest nieźle rozrywkowe. Są nas cztery panie i jeden pan, tak więc przez trzy godziny każda z nas ma okazję zatańczyć nie tylko solo.

Dzisiaj mam pierwsze leniwe popołudnie. Od zbyt intensywnego wypoczynku też należy odpocząć!

czwartek, 19 listopada 2015
Wieść pierwsza z miasta Iwona

Dojechałam! I chociaż podróż długa,ale spędzona w fajnym towarzystwie: dwóch przemiłych, młodych ludzi ze służb mundurowych, wracających z kursu podstaw bezpieczeństwa publicznego, a także przesympatycznej kobiety z Mazur, również potencjalnej kuracjuszki, i  to w tym samym sanatorium co ja!

W Krośnie było trochę nerwowo, bo busy rozwozace pasażerów po okolicznych kurortach, miały dziwne miejsca postoju, ale w końcu wysiadlysmy u celu. Potem jeszcze podejście strome pod górę, pokonanie dwóch odcinków schodów i. .. zziajane, z jęzorami po pas, meldujemy się w recepcji! A tam zdziwko: dlaczego nie skorzystalysmy z windy? Nóż kurczaczki! A gdzie jaka informacja o tym? 

Potem okazało się, że za prędko przyjechałysmy, pokoje nieposprzatane, trzeba czekać. Ale w międzyczasie załatwiłysmy lekarza i po wnikliwym wywiadzie - plan zabiegów. 

Czas mijał, zdążyłam zjeść obiad, Mazurka juz u siebie na pokoju dubeltowym,a ja kwitne. To się  zeźliłam. Bo poznane w międzyczasie moje współtowarzyszki z pokoju we wspólnym segmencie, zdążyły mi donieść, że poprzedniczka jeszcze pokoju nie opuściła,chociaż powinna to zrobić 2 godziny temu. Zagotowalo mi się pod kopułą, a gdy recepcjonistka zaproponowała mi, abym z tamtą panią pogadala to zapytałam tylko: "ja"???? Musiała moja mina w tym momencie wiele mówić,bo za 15 min juz mogłam zdjąć buty. Po 22 godzinach!

 

wtorek, 17 listopada 2015
To jadę!

O siedemnastej wsiadam w pociąg i razem z jedną przesiadką, czeka mnie osiemnastogodzinna podróż. Niby długo, ale co to dla mnie, gdy sie do Niemiec latami tak jeździło? Dam radę. Na całe szczęście, laptop zostaje w domu, przy mnie tylko jedna walizka i plecaczek. Odwyk lekki internetowy będzie. Wprawdzie mam smartfona z dostępem do internetu, ale pisanie długich notek na nim to istna katorga. Pewnie więc coś tam czasem skrobnę, może nawet jakiś króciutki komentarz gdzieś po blogach bloxowych zostawię, bo na blogspocie to nie da rady, zaraz haseł woła, a potem gada, że nieprawidłowe.

Cała reszta będzie za trzy tygodnie z okładem, czyli fotorelacja, bo przecież aparat biorę!

To do miłego! :-))))

piątek, 13 listopada 2015
Spraw bieżących parę!

Czas prze nieubłaganie ku zakończeniu roku. Nie byłoby pewnie w tym nic dziwnego, bo to zwykła kolej rzeczy jest, ale dlaczego tak ponuro? Od dwóch tygodni tylko jakaś sieczka leci z nieba, mgły otulają lepiej niż najlepszy szal, człowiek kisi się we własnych pieleszach, spoglądając tęsknie, kiedy można będzie chociaż na chwilę wyjść, albo przejechać się rowerem.   

Ścieżki nasze zupełnie w lesie pokryte listowiem lub igliwiem, jako główna atrakcję prezentując na poboczach różne rodzaje mykologicznej flory, chociaż zdarza się, nie tak zupełnie często, że przywozi się w bagażniku rowerowym kilka całkiem ładnych kani. Aby jednak jechać w lasy gąskowe, można zapomnieć. Nie cierpię zbierać grzybów w deszczowej aurze. 

Na całe szczęście, raz na tydzień pogoda się lituje, i można oglądać późnym popołudniem takie coś, a w nocy nawet gwiazdy! Tyle tylko, że jak coś ciekawego się na nocnym niebie dzieje, to akurat chmur aż gęsto. Tak przecież było w niedawnym wystapieniu zorzy polarnej! :-(((

Na niwie kuchennej dzieje się, oj dzieje. Nastawiłam ciasto piernikowe do dojrzewania, to po pierwsze. A po drugie, nie pisałam wczesniej pewnie o tym, ale za parę dni jadę do sanatorium. Do Iwonicza! Będę sobie naprawiać moje kolanka. A co? Się należy, trza brać, bo nie wiadomo, co będzie zaś! :-)))) Po raz pierwszy jadę, i ciekawość tego mnie trochę podnieca. Szaleję więc w kuchni, zapełniając zamrażarkę różnościami dla Ślubnego, bo przynajmniej wiem, że zje to, co dla niego zdrowe, a On raczej nie dbałby o dietę w czasie mojej nieobecności! Po drodze było Święto, to również po raz pierwszy, napiekłam świętomarcińskich rogali. Biały mak już miałam dawno zakupiony z interneta, przejrzałam milion pińset sto dziwięćset przepisów, bazujących niby na recepturach oryginalnych, poświęciłam jedno popołudnie na przygotowanie, następny poranek na składanie w całość, pieczenie i lukrowanie z posypywaniem orzechami, ale było warto. Dla samej radości patrzenia, jak Progenitura wpierw nie wierzy, a potem "szama" do ostatniego okruszka! Udały się  nad podziw, i zniknęły w oka mgnieniu! 

Robótkowo, jak widać. Nadal dziubię chustę. Zachciało mi się cienkich drutów i cienkiej włóczki, do przerabiania w rzędzie już jest przeszło 300 oczek, a co rząd dochodzą cztery, zatem końca póki co nie widać. Ale przynajmniej jest zajęcie dla rąk wieczorową porą, gdy się jakieś filmy ogląda. Bo popołudniami dziergolę duperelki. Choinki do bożonarodzeniowych kartek i śnieżynki do stroiku świątecznego.  Tych ostatnich, całe mnóstwo do robienia jest na rosyjskich stronkach, a skoro człek z czasów jedynie słusznego ustroju jest, to i gadka ruska mu nie straszna, a nawet wręcz przeciwnie, swojska! :-)))) Potem może jeszcze zdążę zrobić kilka janiółków, a być może też dzwoneczki. Się zobaczy. Jak dobrze pójdzie, to za rok, za dziergane bombki choinkowe się wezmę. :-)))

A poza tym?

Foch samochodowy przechodzi powoli i jest nadzieja, że po powrocie z sanatorium, jak mnie wyleczą, to będzie smętne wspomnienie po nim! Swoją drogą, fajnie jednak mieć cztery litery wożone, bez własnej uważności na to, co się dzieje na drodze! ;-))))

Zaczynam powoli zbierać to, co trzeba zabrać do sanatorium. Nigdy tego nie robiłam przed jakimkolwiek wyjazdem, ale .... czuję, że trzeba do tematu podejść poważnie, bo przecież jadę się podreperować, co nie?

A!A!A!

Jakoś pech mnie dzisiaj ominął, chociaż to piątek, i trzynastego!

Co za czasy! Nawet tego nie można być pewnym! ;-)))))

sobota, 07 listopada 2015
Jesienna dojrzałość!

Nie, nie mów nic, przytul mnie, zamknij oczy, wsłuchaj się w ciszę,

szepce o nas, młodych, szczęśliwych, bezgranicznie zakochanych.

Poczuj, jak w powietrzu unosi się nasza miłość, świeża jak poranna rosa,

bezinteresowna, choć tak dojrzała, a jednak młoda.

Więc usłysz, poczuj, ta cisza, to My, i ....

Sekundy - spojrzenie, godziny - znajomość

Miesiące - przyjaźń, lata - dojrzała miłość

Rozłąka - tęsknota,

My - przeznaczenie!

znalezione w sieci - autor nieznany

      znalezione w sieci

A dziś, jak od czterdziestu sześciu lat, wspominamy tamten dzień! Siódmy listopada, tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego dziewiątego roku, gdy po raz pierwszy zamieniliśmy parę słów: " czy mogę poprosić?". A odpowiedź była zwyczajna:"tak, tak, tak"!

Popłynął walc "Na wzgórzach Mandżurii"! Musiałeś kupić mi czekoladę. Bo taki był wymóg! Następnego dnia zaprosiłeś mnie na naszą pierwszą randkę, do kawiarni "Czar", której już dawno nie ma w naszym do niedawna mieście. A gdy przyszła kelnerka, zamówiłeś "Lacrimę". Przyniesiono butelkę, i Ty musiałeś przeprosić, bo tylko było Ciebie stać na dwie lampki tego, jakże popularnego w tamtych czasach wina! 

Potem było z górki! Chodzenie, chodzenie, chodzenie! Rozłąka, bo koledzy się śmiali, że jesteś pod pantoflem. Ja się wściekłam, bo jak to tak, Koledzy ważniejsi? Jacyś niby zmiennicy, jakieś niby zmienniczki, na bardzo krótko, i ...  Powrót! Trwa do dzisiaj! Po drodze małżeństwo, dzieci, Twoja ciężka choroba, kryzysy, odbudowa, wreszcie... Mała stabilizacja, znowu zachwiania, ale my już silni, niezłomni. Bywało ciężko, czasem brakowało na wszystko, ale daliśmy radę, a potem pojechałam do Niemiec. Zarabiać na moje marzenie, któremu Ty niby sekundowałeś, ale do końca przekonany nie byłeś. 

Mamy teraz nasz Mały Biały Domek, w którym prócz mej niemieckiej pracy jest Twoja, fizyczna, przy jego budowie. I najważniejsze - stwierdzenie, że to jednak także Twoje najważniejsze miejsce na ziemii.

Nasze!

To co? Musujące wino się chłodzi! Wypijmy za NAS! 

I niech grają nam "wzgórza Mandżurii"!

Archiwum