Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 30 listopada 2014
W skrócie!

Kilka dni temu pisałam, że u nas listopad był pod znakiem Seniorów. I różnych imprez z tym związanych też!

Najważniejsza z nich, jakby podsumowująca całe dwa tygodnie, to Dzień Seniora i związana z tym gala, na która zaproszono wszystkie grupy seniorów, które działaja w naszym mieście. Impreza udana, a jedyny zgrzyt, to niezbyt dobre przygotowanie młodzieży, która nas gościła. Nie wiem, czy zapomniano o czymś, czy nie było komu dopilnować, ale występy młodych ludzi to prawdziwa żenada była, bo w ogóle nie wiadomo, o co chodziło. Ale młodzież i tak zadowolona była, więc.... nie będę dalej grymasić. Cale szczęście, że w grupowym pokazie mody lat 70-tych uczestniczyły osoby 60+, przynajmniej pokazano nie tylko historię ubioru, ale i klasę modelek, z wdziękiem prezentujących dawne stroje.

Za to występ naszych koleżanek z grupy zumby, do której i ja się zaliczam, to był strzał w dziesiątkę. Kobiety dały takiego czadu, że młodym dosłownie szczęki powypadały. I dobrze! W końcu fakt, że to zumba gold, to żaden wstyd, ale za to jaka gracja, jakie zgranie i perfekcja wykonania! Nie odważyłam sie wystapić, bo jeszcze mam kłopoty z koordynacją kończyn dolnych i górnych, ale myślę, że na drugi rok już bedzie super! Póki co, jest najbardziej widoczna oznaka dobrodziejstwa tej formy ruchu - wszystkie spodnie i spódnice poszły do Córki, do zwężania! :-)))

A na naszej wsi już spokój zupełny. Pusta marina, pusta plaża, drzewa ogołocone z liści. I niby słońce, ale jakieś takie zamglone, nie grzejące. Fura kaczek i stada łysek, czasem kilka łabedzi się pojawia na tafli jeziora.

To już ostatki naszego wojażowania po rowerowych ścieżkach leśnych! Mimo ciepłego ubioru - ziąb wciska się każdą możliwą szparką!

Ostatnie promienie wcześnie chowającego się za horyzont słońca, skutecznie przeganiają do domu, w ciepełko! 

Nie obyło się bez niespodzianek! Gdzie ja bym pomyślała, że w końcu listopada znajdę przy ścieżce rowerowej kanie? A znalazłam. I było kolacja prima sort! Kanie a`la schabowe!!!

Nadchodzący tydzień też zwariowany. Zaczynam rehabilitacje kolanek, co dzień przez dwa tygodnie, po godzinie ćwiczeń. Należy się, to korzystam, a co! Do tego wyjazd na Wybrzeże do Basieńki, koncert hiszpański nam się skroił przy okazji jej Imienin! 

Imprezowanie rodzinne jeszcze się nie skończyło! Dziecko młodsze ma pojutrze Urodziny! 

Nadal też należy myśleć o Świętach BN, i realizować zamierzenia, wszak to będą pierwsze takie Święta w MBD!

A czasu coraz mniej!

czwartek, 27 listopada 2014
Szybcikiem!

Moje Dziecko Najstarsze w niedzielę ma Urodziny! 40-ste!!! W sobotę będzie goscina, a późnym wieczorem młodzież idzie na tańce. Normalka!

Tyle, że gościnę trzeba przygotować, a Dziecku Najstarszemu przydarzył sie wypadek w pracy, bo pomagając koleżance przytaszczyć z magazynu skrzynię z bananami, tak jakoś niefortunnie ją chwycila, że wybiciu uległ palec. Teraz jest unieruchomiony, a roboty huk!

No, ale od czego jest Mamusia? 

To lece do pomocy!

Miłego weekendu!

sobota, 22 listopada 2014
Ciekawostka!

Przyglądaliśmy się temu czemuś w ciągu kilku rowerowych przejazdów w tym tygodniu. Wreszcie sfotografowałam to coś i zaczęłam poszukiwania, aby dowiedzieć się, z czym mam do czynienia. Kto zgadnie co to?

A to grzyb, do niedawna będący pod ochroną. Nazywa się szmaciakiem gałęzistym, a regionalne nazwy to siedzuń sosnowy, baranie rogi, kwoka, kozia broda, leśny kalafior, sorokop, strzępulec, orysz. Ponoć bardzo smaczny, o orzechowym smaku. Nie mam jednak zamiaru go wycinać i jeść. Widziałam to cudo po raz pierwszy, a jednak w lasach dotychczas go nie spotkałam. Niech sobie rośnie dalej!

Miłej niedzieli!

czwartek, 20 listopada 2014
Żal!

To nie tak miało być Madanko!

Dlaczego Ty?

 

[*]

[*]

[*]

czwartek, 13 listopada 2014
Powinnam???

 

Jesień jeszcze piękna. Kolonie łysek, które już dawno powinny opuścić te wody, przeniosły się z południowej na wschodnią stronę jeziora. Ślubny już finiszuje z infrastrukturą działkową, a na naszym domku gospodarczym wisi karma dla skrzydlatych gości. Stadami okupują ją sikorki, chociaż ostatnio dołączyły rudziki, a i sójka z rozpedu coś porwie z karmnika.

A ja ? Zupełnie nie mam czasu się zastanawiać, że już za progiem szykuje się smętny czas, pełen małych i dużych depresji. Czas przygnębienia.

Jakiś wewnętrzny motor mi się włączył i robie to, co dawniej robiono wszedzie, nie tylko na wsi. Nachomikowałam masę dobrej herbaty i niezły zapas gorzkiej czekolady, nazbierałam u Psiapsiółki orzechów, nasuszyłam grzybów, nasmażyłam dżemów, konfitur i powideł. Nie robiłam jeszcze nalewek, ale pewnie i na to kiedyś przyjdzie pora, bo jest na działce jeszcze trochę miejsca na jeden krzew, np. rokitnik albo dereń czy też pigwowiec.

Ostatnio nawet dałam się namówić Ślubnemu, i ..... kupiliśmy pół świni! No! Naprawdę! Nie zwariowałam. Chociaż? Moja jedna dobra Koleżanka twierdzi, że coś nie teges ze mną, bo kto tak szaleje, mając przecież wszystkiego w sklepach w bród. Zmieniła jednak zdanie słysząc ode mnie, że te wszystkie zajęcia skrzętnego gospodarzenia w MBD sprawiają mi autentyczną frajdę, o satysfakcji nie wspominając! Ostatni tydzień to gorące dni kuchenne, spędzone na przerabianiu tego dobra. Na dodatek szynkowar sobie kupiłam,  i dzisiaj jedliśmy po raz pierwszy, naszą własną szynkę gotowaną! 

No i czas pomyśleć o Świętach. Wymięsiłam dzisiaj ciasto piernikowe, który teraz dojrzewać będzie powoli w chłodzie, aż przyjdzie czas na upieczenie piernika i nadziewanych pierniczków. Zagotowane są już grzyby suszone, jutro je zmielę.Część będzie na wigilijne klopsiki grzybowe, a z reszty oraz z kapusty kiszonej powstanie nadzienie do pierożków. Trzeba też do lasu jechać nazbierać szyszek, gałęzi brzozowych, może i ostrokrzew się trafi - na stroik.

Dodać też trzeba, że po siedmiu latach wróciłam do robótek na drutach i wydziergałam już komin dla Córki, teraz na tapecie jest komin dla Starszej Wnuczki, no i w kolejce czekają jeszcze dwa do wydziergania, a potem jeszcze specjalne zamówienie.

Prócz tego dwa razy w tygodniu zumba, o kijkach i rowerze też nie zapominam. Oczywiście sa i książki. Przeczytałam ostatnio "Tajemnice Filomeny"  Martina Sixasmitha, na podstawie której powstał film z Judi Dench, a teraz powoli przebijam się przez "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator.

W tym miesiącu u nas na tapecie seniorzy, więc masa różnych spotkań i atrakcji fundowanych nie tylko przez UTW, ale i Dom Kultury. Czasami jestem tak zakręcona, że ......ło matko pojedyncza!!!!

To proszę się nie dziwić, że mnie na blogowisku mało. Pewnie będzie musiało mnie zawiać, abym częściej Was odwiedzała! ;-))))) Bo wtedy zakopię się pod ciepły kocyk, zapalę lampę, przy cieple której będzie mi wygodnie, jasno, rozgrzewająco. I zamiast zdrzemnąć się, odpłynąć -  pochodzę sobie Waszymi ścieżkami!

 

piątek, 07 listopada 2014
A czas, jak rzeka, płynie.....

 

Pamiętam jeszcze dzisiaj tamtego chłopaka!

I tamtą dziewczynę też!

I pamiętam, jak po raz pierwszy na siebie spojrzeli!

To było 45 lat temu! Wtedy, gdy ona akurat odbywała staż na dziale głównego mechanika, a on przyszedł z kartą obiegową, jako nowozatrudniony. 

Potem, przez przeszło dwa miesiące krążyli wokół siebie, jak dwie osobne planety, ale na tej samej orbicie. Ciągle popatrywali na siebie, z ciekawością najpierw, a potem z ogniem w oczach, w których była obietnica czegoś nieuchronnego, ale tajemniczego zarazem.

W końcu ta młodzieżowa zabawa. I ten walc! Na Sopkach Mandżurii. Wymusiła na nim kupienie czekolady, bo to taka zabawa wtedy była. 

Zatańczyli, i ..... wsiąkneli oboje!

I tak wsiąkają do dzisiaj!

Po drodze było dłuuugie chodzenie, ślub, potem dziecko pierwsze, niebawem drugie. Nowe mieszkanie. Małżeńskie życie. Nieraz z piorunami, ale i tęcza też się otwierała.  

Mijały lata, pojawiły się wnuki. Nawet dom we wspólnej jesieni życia pobudowali.

Dzisiaj znowu, prawie jak co roku, zabłysną świece, ona przygotuje uroczysta kolację, on otworzy szampana. Za co wypiją? Oczywiście, za siebie!

A potem, tak jak prawie zawsze od 45 lat, pójdą na spacer, teraz już nad jezioro.

Trzymając się za ręce!

Archiwum