Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
piątek, 30 listopada 2012
Oczy na zapałkach!

Cała noc nieprzespana! Kurti mi tak ciśnienie wczoraj podniósł, że to ja bym prawie "zeszła"! Na zawał! Jak go zobaczyłam pod drzwiami na pięterku, gdy meldował, że jest okradziony, natychmiast zwizualizowałam jego upadek z tych wąskich i krętych schodków! A nie słyszałam nawet, jak po nich się wdrapał. Nawet nie podejrzewałam, że będzie go na takie coś stać, skoro ma problemy z chodzeniem przy lasce, i gdy go podtrzymuję o ramię! Co dziwne, nie zawołał mnie przedtem o pomoc, jak robił dotychczas, gdy "kusił" po nocy! Szok, po prostu! Stał i płakał, bo wszystkie pieniądze zniknęły, nie ma roweru, po domu grasują gangsterzy, próbowali włamać się do jego sejfu! A ja się zastanawiałam, jak go z tych schodów sprowadzić, aby nie tylko on został w całości. Jakoś znowu udało się, tym razem sposobem "na dziecko", czyli siad na pupie i zsuwanie się po pojedynczych schodkach aż do dołu. Potem oczywiście trzeba było znaleźć tą czarną saszetkę z książeczkami oszczędnościowymi, włożyć do sejfu, zamknąć sejf, przekonać Kurtiego, że powinien spać, dołożyć mu następną tabletkę demencyjną. Potem zadzwoniłam do Eike, bo telefon Michiego nie odpowiadał, i opowiedziałam o wszystkim sugerując, aby Oni oboje zastanowili się nad tym, czy nie lepiej byłoby zlikwidować ten sejf, książeczki i ważne karty miałby Michi, a Kurt i tak nigdzie sam nie płaci, to po co mu pieniądze, których wiecznie szuka! Dalej, to już wiadomo! Spać się nie dało! Co tylko usłyszałam jakiś stuk, skrzypnięcie, już uszy stawały mi "słupka". I tak do rana! A Kurti nic dzisiaj nie pamięta! Zdziwiony był okrutnie, gdy mu powiedziałam, że nie może wchodzić po schodach, bo o upadek z nich nietrudno! On? Nie! To niemożliwe!

Chciałam dostać się dziś do lekarza domowego Kurtiego, aby poprosić o zmianę leków, bo moim zdaniem to jest niemożliwe, aby po dwóch godzinach snu po podaniu tabletek na uspokojenie, pacjent przebudzał się i buszował po mieszkaniu, zapalając wszystkie światła. Niestety! Terminów brak, pacjentów za dużo! To może chociaż rozmowa z panią doktor? Też się nie da! Bardzo dziś zajęta! Trudno! Aby do poniedziałku rano, do wizyty u niej! Chyba damy radę? Musimy!

środa, 28 listopada 2012
Żniwa!

Przedwczoraj, późnym popołudniem,na kukurydziane pole za domem Kurtiego wjechały dwie maszyny.Ogromne! Ale tylko skosiły dwa paski pola, i odjechały.

Do wieczora się nie pokazały, ale za to widzieliśmy młode jelonki, co jakiś czas przebiegające z jednej strony pola, na drugą. Wczoraj jednak, maszyny rozpoczęły kukurydziane żniwa od rana, i tym razem całe pole zostało skoszone.

Do tej pory widzieliśmy tylko łany kukurydzy, a teraz? To widok z tarasu, czyli od strony salonu.

A to od strony sypialni Kurtiego!

Z tymi żniwami na końcu listopada, to rzeczywiście był "ostatni gwizdek". Dzisiaj już wisi u nas gęsta mgła, a od jutra ma się ochładzać! Pewnie też ta pogoda ma wpływ na Dziadka, bo od dwóch dni osowiały chodzi, chociaż znowu się cieszymy, bo na badaniu krwi pobrano tylko jej jedną probówkę, a nie jak dotychczas-dwie, no i znowu dopiero za dwa tygodnie chcą nas w szpitalu widzieć. Eike zaprosiła Kurtiego i mnie na pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Będzie na mnie czekała w Hollenstedt, bo wiem, jak tam dojechać, a potem już poprowadzi do swojej wioski, do której stamtąd niedaleko. A Hollensted to tylko 4 km od Moisburga, do którego znam drogę od strony szpitala w Buchholz. I kto by pomyślał, że się będę tak rozbijać po niemieckich dróżkach? Poznałam Michiego. To siostrzeniec, który zawiaduje wszystkimi sprawami finansowymi swego Wujka. Jest fotografem specjalizującym się w fotografowaniu świetlnych instalacji, które sam wymyśla. Miałam okazje podglądać jego stronę internetową. Rzeczywiście, niebanalne oko! A prócz tego, to spokój. Chyba rzeczywiście, pierwsze dwa tygodnie, Kurtiego i moje, to docieranie się było. Zdarzają się sporadyczne ekscesy, ale nie są to jakieś ogromne problemy. Zdarza się też, że czasem mam ochotę nie reagować na jego "dziwactwa", ale jak widzę, gdy się miota, i swoją nieporadnością jeszcze się nakręca, szybko odpuszczam, i biegnę pomóc poszukać to, co znowu gdzieś położył razem ze mną, a zapomniał gdzie!

niedziela, 25 listopada 2012
Czy to gmina, czy to wieś, czy coś innego!

 

Gdy załatwiałam formalności z przyjazdem tutaj wiedziałam, że to wioska. Jak już jechałam przez jej ulice do miejsca mojego pobytu, raczej byłam skłonna sadzić, że to miasteczko. Okazało się, że to zbiorowa gmina! Takiego pojęcia dotąd nie znałam!

W jej skład wchodzą: Bendestoerf, Itzenbuettel, Luellau, Harmstoerf! Prawdopodobnie, w całej gminie wiekszość domów wygląda tak:

I dokładnie tak samo wygladają położone w starym parku na wzgórzu, w centralnym miejscu:

stary ratusz

i biblioteka gminna.

 

A Nowy ratusz wygląda tak!

Przez Jesteburg płynie rzeka Seeve.

Do Hamburga stąd jest 30 km, a do Lueneburga 10 km. To ostatnie miejsce bardzo mnie ciekawi, bo nazywają te okolice "pustacią Lueneburską", a to ni mniej, ni więcej, tylko rozległy teren łąk, torfowisk i wrzosowisk, na którym stworzono ogromny rezerwat przyrody.

Do ciekawostek Jesteburga należy drewniana wieża dzwonnicy,

w której jeszcze kilkadziesiąt lat temu bił dzwon odlany w 1190 roku, na co dowód istnieje na tej tabliczce

Tego dzwonu już nie ma, trudno dociec gdzie jest, pewnie mi się uda dowiedzieć czegoś w przyszłości. Ale dzwonnica nadal działa, z dzwonem odlanym w 1534 roku!

Tuż obok, znajduje się stary szpital, wcześniej lazaret, a zaraz obok cmentarz ofiar II wojny światowej. 

Szłam sobie wolno tą alejką i czytałam. Sami młodzi mężczyźni. W wieku do 25 lat. Prawdopodobnie umierali z  powodu wojennych ran, bo daty ich zgonu, to najczęściej rok 1945, 46 , nawet 48. Niemcy, Francuzi, Polacy, Słowacy, Węgrzy! Leżą sobie cichutko, i nie przeszkadza im, że tuż obok jest plac zabaw dla małych dzieci. Ot! Historia splata się z teraźniejszości! I to na wyciągnięcie ramion!

sobota, 24 listopada 2012
Liczby!

Miałam akurat robić wpis o tej wiosce, w której teraz jestem. Ale! Przez przypadek zupełny pobiegł mi kursor na sam koniec mojej strony. Popatrzyłam i się ociupinkę zamyśliłam. Taki sam numer miałam na początku stycznia  tego roku, zanim jakaś amba pożarła mi połowę wpisów, zwłaszcza na najstarsze posty cięta była!  Strona była siedemdziesiąta czwarta, komentarzy siedemnaście tysięcy! Wtedy, w styczniu, za późno niestety zorientowałam się, w czym rzecz, byłam przekonana, że administracja mi pomoże w odzyskaniu kawałka mojego, spisanego osobiście życia, ale nie ma tak dobrze. Pisma, maile, pozostały bez odpowiedzi, a ja "głupia" przecież, nie zadbałam wcześniej o to, by archiwizacje porobić! Teraz już jestem mądrzejsza. Kończy się miesiąc, wszystko archiwizuję i przenoszę do pamięci podręcznej. Żal mi zwłaszcza utraconych wpisów wycieczkowych! Zdjęć mam mnóstwo, ale właśnie na blogu opisywałam wszystko dokładnie. Nie ma teraz tego, albo jest niekompletne. Powie ktoś, o co kruszę kopie? Trzeba było notatki robić! Może i tak. Zawsze mimo to, szkoda! I może się ktoś następny wyśmiewać ze mnie, jak wtedy, w styczniu, na forum bloxa, że to śmieszne, co ja piszę, bo mojego życia kawałek straciłam! Dla kogo śmieszne, to śmieszne, dla mnie nie!

A miał być wpis o Jesteburgu widzianym moimi oczami!

Będzie! Następnym razem!

czwartek, 22 listopada 2012
Buntownik!

I ponowna jazda! Tym razem z przewidzeniami, że ukradziono z meblościanki pamiątki po Mamie Kurtiego. No, i oczywiście, pieniędzy na książeczkach mu też brakuje! Mam natychmiast zadzwonić po policję! Mam jechać z nim do banku, aby resztę zabezpieczyć! Dyskusje daremne, bo był tak podminowany, że miejsca sobie znaleźć nie mógł. Na koniec stwierdził, że skoro nikt nie chce z nim o jego stratach rozmawiać, bo Eike i Michi nawet nie zadzwonią, on nie będzie jadł i pił. I się zaparł. Do obiadu nawet nie podszedł. Nie będzie jadł i już. Ma przyjechać policja! Kilkakrotne namawianie go do wypicia chociaż trochę wody też nie skutkowało. Policji chce! Popołudniowa kawą pogardził! No gdzie ta policja? - dopytywał się bez ustanku!  Tia! Juz widzę, co by się działo, ile zamieszania, udowadniania, nerwów Michego i Eike, o swoich nie wspomnę! Trzymało go jednak do późnego popołudnia, w końcu zadzwoniłam do Michiego, bo niejedzenie Kurtiemu nie zaszkodzi, ale brak picia już tak, zwłaszcza jak bierze lekarstwa. Michi był zajęty, ale pod wieczór zjawiła się Eike. Posiedziała, pogadała z dziadkiem, który jakoś się udobruchał, nawet obiecał całą buteleczkę wody do kolacji wypić!  

Wypił trzy herbaty!

A mnie ciekawi, co następnym razem mu zginie? Jak znam życie, obudzi się w środku nocy i zacznie na ten temat dumać, a do świtu już coś tam znajdzie, co mu się powinno zgubić!

Cierpliwości! Tylko cierpliwości trzeba!

wtorek, 20 listopada 2012
Automatic!

Warunek od firmy mnie zatrudniającej w to własnie miejsce był jeden - prawo jazdy! Mam! Od prawie trzydziestu lat! Ale???? Samochód Kurtiego jest na automatycznej skrzyni biegów, a ja całe moje samochodowe życie na manualnej do tej pory jeździłam! I nie ważne, że mi gadano, iz to pesteczka te automaty! Przecież ja techniczna noga do sześcianu, więc wiadomo, że się nie uda. Ale postanowiłam spróbować, nawet w firmie wiedzieli, że jak za pierwszym podejściem spalony będzie, to odpuszczę.

Nie muszę chyba przekonywać, że miałam pietra, kiedy po pierwszej jeździe z Kariną, w pierwszym dniu, popatrzyłam, jak jej to wychodzi. Miałam! A jakże! Ale jak się człek zaweźmie, to .... mu się uda! I tylko dwa razy mi lewa nóżka podskakiwała tam, gdzie nie należy! Dwa razy! Słowo! Dwa razy, ani jeden czy dwa więcej! A teraz? To ja już mogę sobie jeździć landstrasse tam i z powrotem. Tym bardziej, że tutaj kultura jazdy jakby lepszejsza od tej w naszym kraju. Nawet mojego Ślubnego naumiałam, że jak zobaczy pieszego zbliżającego się do pasów, należy zwolnić! I zwalnia! Słowo! Bo to była pierwsza rzecz, która się w Niemczech nauczyłam. Pieszy ma pierwszeństwo. Pewnie, że na początku reagowałam odruchowo, jak u nas, a potem były śmieszne sytuacje, bo ja stałam, kierowca niemiecki przed pasami stał i oboje gestykulowaliśmy między sobą, że należy przekroczyć jezdnię. Długo przecież trwało, abym się przyzwyczaiła do tego, że to ja najważniejsza jestem, prócz roweru, bo on ma takie same prawa na ścieżkach. Teraz to już lecę prawie na oślep piechotą! A wprzódy? Zatrzymanie, niedowierzanie, bo jakim prawem ja pierwsza? 

A jeszcze dwie rzeczy podpatrzyłam. Na rondzie tutaj nie mam jako kierowca pierwszeństwa. Muszę przepuścić wjeżdżających na rondo z prawej, chociaż ja juz na nim jestem, a wiadomo, iż u nas na rondzie jest się panem! Po drugie, jadąc na głównej osiedlowej drodze, także muszę uważać i wpuszczać wpierw te samochody, które u nas z prawa byłyby podporządkowane, a tutaj maja pierwszeństwo!!!

Jakby sie kto pytał, po co samochód. Z Kurtim trzeba co tydzień do Bucholz jeździć na pobranie krwi. Gdy jej za mało, jest transfuzja. Gdy w sam raz, za tydzień wizyta. A wczoraj? NIESPODZIEWAJKA!!! Wizyta za dwa tygodnie!!! Słowo! Cieszymy się wszyscy, jak jakieś głupie ciapki, ale jest z czego! Wystarczyło tylko przy każdym obiedzie dawać na talerz Kurtiemu starte gotowane buraki, a wieczorem sałatkę wielowarzywną, surową, bez dodatków! Moje rewolucje się pasą!!!! I nadal spada mi waga! Co już takie śmieszne nie jest, bo jak starym ludziom coś spada, to są jeszcze bardziej starsi, niż wcześniej! O!o!o!

niedziela, 18 listopada 2012
Wizyty były!

Ale wpierw o tym, jak nie mogę się zabrać do odpowiedzi na Wasze komentarze. No nie mogę, bo najzwyczajniej mi czasu na to brakuje. W ciągu dnia nie ma mowy, w czasie przerwy obiadowej albo na zakupy jadę, albo Was odwiedzam, albo podrzemię ciut-ciut, bo jednak "ciafrotanie" ciągłe Kurtiego mnie czasem wymęczy do imentu. Wieczorem zaś, zanim  On da się zaciągnąć do sypialni i zaśnie, trochę trwa. Potem trzeba telefony pozałatwiać, odwiedzić blogosferę, jakiś film czy odcinek serialu obejrzeć, poczytać do poduszki i ani się obejrzę, a robi się już grubo po północy. A rano skoro świt - na nogach, bo śniadanie o 7.30, obiad 11.15, potem oczekiwana przerwa, o 14 kawa, potem siedzimy w stołowym, rozmawiamy. Rzadko da się coś w telewizorni obejrzeć, bo Kurti tylko kanały zmienia, nie zatrzymując się nigdzie na dłużej. Trwa to cztery godziny do kolacji, godzina przerwy, aby zażył leki, jak tylko widzę, że mu się oczy kleją, czabas Go za rękaw i do sypialni na spanie transportuję! I tak w kółko. Jedyny mój wypad w międzyczasie- toaleta, i to biegusiem, bo Kurti już po paru minutach mnie szuka i nawołuje!

A dziś były wizyty. Pierwsza na kilka minut przed obiadem. No!!!! Czy te młode ludzie niemieckie form nie znają? Pora obiadowa - rzecz święta! Tak mnie tutaj uczono! Nie czepiałam się jednak, bo pierwszy raz na oczy widziałam Eike. Nawet obiadu "stykło"! To jedna z tych osób, które są odpowiedzialne za Kurtiego. Jest Córką jego kuzyna.  Wiekowo około 40-stki. Wesoła, trajkotka, ale konkretna. Zaraz jej nadałam tematów parę do załatwienia. Primo, w łazience trzeba zamontować barierki do trzymania. Opowiedziałam przy tym o nocnym upadku. Sekundo, pomyśleć o zamówieniu specjalnego łóżka, bo Kurtiemu z jego problemami, ciężko siadać i wstawać z niskiego łóżka, które ma obecnie. Tercjo, załatwić rolstuhl. Nie może być tak, że dziadek praktycznie z domu nie wychodzi, bo sam ledwo drepta. Z tym wiąże się też konieczność zrobienia dwóch ramp przy schodach. Zanotowała wszystko i obiecała, że przedyskutuje to z Michim. Ten z kolei to dziadkowy siostrzeniec, ale jeszcze nie był, pewnie dostąpię zaszczytu za tydzień, bo oni oboje według relacji Kariny, tak się zmieniają.'

Ledwo położyłam Kurtiego na poobiednią drzemkę, zjawili się przemili goście. Sylwia z Frojndem! Zameldowałam jej w piatek, że jestem, a dziś rano telefon - przyjadą mnie odwiedzić. To w końcu tylko 30 km stąd. Dostałam wiele pozdrowień od Helgi, Giseli i wszystkich znajomych z Moisburga. Rety, jakie to miłe było! Nagadaliśmy się przez te dwie godziny, że hej! Żałowali, że nie mam możliwości "wybycia" wieczorem, bo chcieli mnie zaprosić na jakiś ekstra występ w Hamburgu w następną sobotę. Trudno, ale i tak miłe, że zaproponowali takie coś. Zjawią się jeszcze nie raz, tak obiecali! Pytali tylko, czy mają przywieźć ciasta od Giseli. Ze śmiechem opowiedziałam im, że po tych trzech miesiącach jej "futrowania" słodkościami musiałam 7 kg zrzucić! Ale się nie obrażę, jeśli przy okazji przyjedzie i Gizela, i Helga!

Optymistycznie nastawiona po ich wyjeździe, nie martwiłam się koniecznością pomocy Kurtiemu przy kąpaniu, które zawsze odbywa się w niedzielne popołudnia, a czego on serdecznie nie znosi. Na całe szczęście, w każdy poniedziałek trzeba jechać z nim do szpitala w Buchholz na pobranie krwi. Inaczej nie dałby się pewnie tknąć. Pewnie to retoryczne pytanie, ale czy większość starych ludzi tak nienawidzi wody i mydła?

sobota, 17 listopada 2012
Było miło, lecz się zmyło!

Przestrzegała mnie Karina, że Kurti ma demencyjne odchyłki. Sprawdziło się! Wczoraj raniuteńko, po bele jak przespanej nocy, coś mi się o uszy obijało,wstawałam, kładłam się, jakoś dotrwałam do świtu. Kurti powinien być na śniadaniu o 8-ej, spał do 9-ej.Wstał otumaniony, skarżył się na bóle w krzyżu.

-Jestem w rozpaczy!

- Co się stało?

-Nie mam żadnych pieniędzy na książeczkach!

- Skąd wiesz?

- Bo sprawdzałem!

_ Pokaż!

- Nie mogę!

- Dlaczego?

- Bo nie wiem, gdzie są!

-Jak to?

- Zgubiłem!

Idę do jego sypialni. Szukam! Nie ma! Sprawdzam łazienkę! Są! Dwie czerwone książeczki kasy oszczędnościowej. Leżą pod umywalką. Niosę do jadalni!

-Są!

Kurti cieszy się, jak dziecko, ale za chwilę pochmurnieje!

- Tu nic nie ma!

- Jak to, nie ma?

- Sama zobacz!

- Przecież przewróciłeś kartkę, musisz się cofnąć do poprzedniej, tam wszystko jest!

Kurti patrzy na mnie uważnie, nie dowierza, ale kartkuje te książeczki. Rozchmurza się! Są! Są pieniądze!

 - Dobrze, to teraz idziemy na śniadanie!

- Nie mogę!

- Dlaczego?

- Bo wczoraj przewróciłem się!

- Co?????

- Przewróciłem się, i dzisiaj bolą mnie plecy!

- To dlaczego ja nic o tym nie wiem?

- Wołałem!

-Przykro mi, nic nie słyszałam!

Udało mi się jakoś go do jadalni doprowadzić. Widać było, że coś mu jest, bo lewa noga nie mogła nadążyć za prawą, jakby nią zamiatał. Apetytu też nie miał. Coś tam poskubał z chlebka posmarowanego truskawkową marmoladą, wypił filiżankę kawy i kazał się zaprowadzić do sypialni. Tam ma swój sejf - biała, metalowa szafka - tam wszystko przechowuje. I się zaczęło to samo, co przed śniadaniem! Upierał się cały czas, że brak mu pieniędzy. Na nic moje tłumaczenia, że z książeczki nie można pieniędzy stracić. Trzeba osobiście odebrać w banku, okazać własny ausweis, nie ma możliwości, aby ktoś inny mu to wziął. A nawet gdyby, musiałby mieć jego upoważnienie. Nie docierało. To znaczy, Kurti rozumiał, co do niego mówię, ale za minutę i tak swoje wiedział. Jest biedakiem! Nie będzie mógł zapłacić firmie, która przysłała mu kosztorys na wykonanie elektrycznego zasilania wszystkich zewnętrznych żaluzji! No, i tłumaczyłam od nowa! I od nowa! Od nowa! Zeszło nam na tym całe popołudnie, i połowa kolacji,którą z tego stresu zjadł w połowie, co jest niesłychane zważywszy na to, że uwielbia sałatkę z surowych warzyw!

A wie się przecież, że demencja tak ma! Ale po tysięcznej powtórce tego samego, człowiek czuje, że mu tak się ciśnienie podnosi, iż za chwilę para pójdzie uszami, a jeszcze moment, to ma się ochotę na morderstwo! I jak się czegoś nie wymyśli, to .....! Naszła mnie jednak Eureka!

- Co Ty opowiadasz Kurti! Pieniędzy nie masz? Masz! I to sporo! Gdybym ja tyle miała, nie zostałabym z Tobą nawet 5 minut. Zaraz pojechałabym do Polski, wzięła  Ślubnego, i "mit" jedziemy zwiedzać świat!

Kilka razy, z przerwami na jego zamartwianie się brakiem forsy to powtórzyłam, w końcu chyba doszło do niego! To co chwilę pytał, czy aby na pewno te pieniądze na książeczkach są. Musiałam mu przez następnych kilkadziesiąt minut to udowadniać, powtarzając poszczególne salda na obu książeczkach!. Nie wiem wprawdzie do końca, czy się udało, ale nareszcie mogłam te książeczki włożyć do czarnej saszetki, zamknąć suwak, i to wszystko umieścić w jego sejfie. Oczywiście, pod czujnym spojrzeniem Kurtiego!

 I żeby nie było, iż to koniec atrakcji!!!

Ledwo się położyłam po 23-ej, usłyszałam huk! Zrywam się, biegnę na dół! Do sypialni Kurtiego. Nie ma go! Do łazienki! Jest! Leży między klopem a wanną, próbuje się jakoś wydostać z tej matni, rusza się jak kulawa mucha. Jakim cudem jest na "glebie", nie wiem. Pewnie stracił równowagę, gdy sobie majciory po siusianiu podciągnął. Tylko jak go teraz do pionu dostać???? Kombinuję w te, i nazad! Tak się nie da. Tak też nie, bo poczułam, jak mi w krzyżu coś zgrzytnęło, a nie daj co, to jeszcze razem z nim zalegnę na tej posadzce! Wpadłam na to, aby się przekręcił odrobinę, lewą ręką złapał rant wanny, prawą oparł się na kibelku. Dostałam go na tyle, że miał pozycję prawie w klęku. Tom mu lewą nogę podniosła, stopę na płask położyła, potem to samo z drugą nogą, pupę podparłam i dźwignęłam go już bez problemu! 

Przestraszony był chyba nie mniej, jak ja! Cichutko dał się doprowadził do łóżka, opatulić. Śpi!

A mnie śpik odszedł!

 

 

piątek, 16 listopada 2012
Na skraju pól!

Domek Kurtiego stoi na samym końcu uliczki. Za nim, z jednej strony są pastwiska, na których latem pasą się konie, a z drugiej ciągną się pola kukurydzy.  W tej chwili na pastwisku jedynie ptactwo żeruje. Wczesnym rankiem pojawia się rodzina kani, wtedy żadnego innego ptaka nie widać. Później zjawiają się kawki i kruki, wróble i sójki. Wczoraj pasło się stado kuropatw. Nie dziw więc, że stałymi gośćmi są też dwa koty, czarny z białym krawatem i ogromny siwo-rudy, z ogonem puszystym jak u lisa. Podchody robią do ptactwa! Niedawno, przy śniadaniu obserwowaliśmy, jak z  kukurydzianego buszu wyszedł jelonek - roczniak chyba, skubał coś na pastwisku, a potem wolno przeszedł wzdłuż parkanu, w niewielkiej odległości od naszego okna. Trawniki przed domem, a także na jego tyłach, bardzo zaniedbane. Za garażem, istne gąszcze wysokich, zeschniętych badyli, poplątanych z płożącymi się pędami jeżyn. Pewnie z Kariną trzeba będzie się nad tym w przyszłości zastanowić, o ile oczywiście, dodatkowo nam za to zapłacą. Ach! Powinnam przecież napisać, że trafiła mi się, mam nadzieję, niezła zmienniczka, z którą bardzo szybko doszłyśmy do porozumienia. Ustaliłyśmy, że poza tym jednym razem, będziemy się zmieniały co 6 tygodni. Karina jest rodowitą Ślązaczką, z początku miałam trochę trudności ze zrozumieniem jej, bo mówi gwarą, za to było dużo śmiechu. Problem tylko taki, że Karina pali, nie mogę więc korzystać z dużego pokoju na górce. Przez dwa miesiące jej pobytu wszystko tak prześmiardło tytoniem, że nawet kilkudniowe wietrzenie na nic się zdało. Na szczęście jest jeszcze mała sypialnia, w której się rozlokowałam. W zasadzie, wieczorami,  to głównie siedzę w dawnym biurze Kurtiego, bo tu znajduje się cała główna rozdzielnia, pełna kabli, listew i podłączeń, z najważniejszym - do internetu! Mamy jeszcze do dyspozycji własną łazienkę i  niewielką kuchnię, gdyby chciał ktoś nas odwiedzić. Na parterze królestwo Kurtiego, czyli jego sypialnia, łazienka, kuchnia, jadalnia i ogromny salon, w którym przesiadujemy zwłaszcza w długie popołudnia.

Byłam już na pierwszych spacerach po tej niby wiosce, co na moje oko raczej jest miasteczkiem, zdjęcia porobione, tylko je zmniejszyć muszę!

sobota, 10 listopada 2012
Zostałam sama!

Kobitka, która była przede mną, wyjechała! W nerwach cała, ale nie dziwota, skoro mieli być o 18,30, a przed chwilą dopiero ją zabrali! 

To nadaję!

Jestem w Jesteburgu! Piękna, ogromna wioska w okolicach Hamburga, i tylko 8 km do Bucholz! A ile sklepów!!!!

Moim podopiecznym jest Dziadek! Samotny! W małym domku na skraju wioski. Tuż obok tylko pastwiska dla koni i pola kukurydzy, w których buszują sroki, jedna sójka, rodzinka kani i ptak wielkości sójki, ale żółtoskrzydły!

Zostałam sama z Dziadkiem. Śpi już od dwóch godzin, co ponoć jest niespotykane, bo ma demencję, i buszuje po nocach!! Stres go opanował pewnie, bo nijak nie mógł znieść myśli, że nowa, czyli ja - przyjadę. Trząsł się z nerwów, jak osika, gdyśmy się witali i poznawali. A dzisiaj musiał żegnać swoją poprzednią opiekunkę! Mam nadzieję jednak, że wrócimy razem do normalnych układów typu opiekunka - podopieczny!

Tyle na początek!

Macham!

 
1 , 2
Archiwum