Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 25 listopada 2010
Taka sobie historia.
Małe miasteczko, gdzieś wśród lasów i jezior. A w nim żyła Kobieta. Już niemłoda była. Żyła sobie spokojnie do czasu, gdy na własne życzenie zaprosiła do swego domu Problemy. I się zaczęło! Problemy rosły i rosły, Kobieta starała się i starała, nawet osobista Córka była zazdrosna o te oddanie się w całości Problemom. A potem Kobieta już przestała się starać, schowała uszy po sobie udając, że nic specjalnego się nie dzieje. Robiła Kobieta to, co do niej należało, patrzyła na Problemy, dziwiła się, ale milczała. Aż pewnego dnia odkryła internet, a w nim pewien portal, na którym zaczęła opisywać swoje problemy z Problemami. Potraktowała rzecz całą, jak kozetkę terapeuty. I ta kozetka zaczęła Kobiecie bardzo odpowiadać. Kobieta jednak wtedy nie wiedziała, że jak się korzysta z nie swojego komputera, to trzeba za sobą ślady zacierać. I nie trwało długo, jak Problemy Kobietę namierzyły i zrobiły kosmiczną awanturę. Co było robić. Kobieta przeniosła się na inny portal, zmieniła wszystko, co było do zmiany, przestała używać imin własnych i adresów, a dla niepoznaki, jeszcze przez rok cały pisywała  raz w tygodniu na tym starym portalu. Jakie było więc zdziwienie Kobiety, kiedy pewnego pięknego dnia, całkiem nie tak dawno temu, jej osobisty Małżonek, po przyjściu z pracy, tonem nie znoszącym sprzeciwu zażądał, aby wyspowiadała się z tego, co znowu narozrabiała. Kobieta poprosiła o wyjaśnienia. I dowiedziała się. Problemy znowu ją znalazły, oburzone wielce, i kategorycznie zażyczyły sobie, aby o nich nic, ale to nic nie pisać. Zdziwiła się Kobieta niepomiernie, bo jakoś nie przypominała sobie, aby kogoś z błotkiem zmieszała, bo akurat tego nie lubi i nigdy nikogo od "głupich" nie wyzywała, a już tym bardziej Problemów.  Wszak od kilku lat pisze wszystko o sobie, o swoim życiu, ale o Problemach? Nie! O nich to tyle było, co brudu pod maciupkim paznokietkiem. I na dowód dała Małżonkowi przeczytać kilka swoich wpisów. Zrobiła to po raz pierwszy, jak długo pisze. Małżonek przesiedział nad dwoma tekstami godzinę. Wgryzał się chyba dogłębnie w ich treść. Zaznajomił się z komentarzami, a na koniec stwierdził, że tam nic obraźliwego dla nikogo nie ma. Kobieta odetchnęła. Ale też od razu pod kopułą zaczęły jak szalone wirować myśli przeróżne. Co robić? Zamykać swoją pisaninę i dać dostęp tylko wtajemniczonym? Można, ale co to na przyszłość za frajda z pisania, kiedy obracać się trzeba tylko w wąskim gronie. A Kobieta jest jak narcyz, uwielbia kiedy przychodzą nowi czytelnicy jej wypocin, i zostają. Przenosić się znowu gdzie indziej? Kobieta już to miejsce zasiedziała, czuje się w nim, jak w Rodzinie, po prostu jest jej dobrze. I ma teraz z tego rezygnować? A niedoczekanie! I zaczął w Kobiecie narastać bunt.Bo dlaczego to ona - Kobieta - ma mieć problem? Przecież to Problemy powinny mieć "zagwozdke", skoro nie potrafią z Kobietą rozmawiać. I Kobieta nadal będzie pisać tam, gdzie pisała, nie będzie nigdzie się przenosić, nie będzie niczego zamykać. I będzie pisać o wszystkim, co jej tylko w duszy zagra. Jak uzna, że Problemom należy się wpis, to napisze, co myśli.  Poza tym, nikt nikogo, a tym bardziej Kobieta,  nie zmusza, aby czytano to, co w jej głowie i duszy się urodzi. To wolny kraj jest!
Kobieta co najwyżej, może zamiast dotychczasowego motta na własnej stronie głównej napisać ogromnymi bukwami: wszelkie podobieństwa do zdarzeń i osób trzecich jest jak  najbardziej przypadkowe! O!
Kobiecie jest jednak przykro bardzo, bo już była pewna, że z Problemami, jak nie cudownie, to przynajmniej jest poprawnie. A okazało się, że nie koniecznie. I Kobieta nie rozumie, jak trzeba być zapiekłym w swej nienawiści ( chyba ), aby drążyć i szukać, rok po roku, aż się znajdzie zgubę. Ile musi być w tym gniewu i zacięcia? Tego Kobieta chyba nie będzie w stanie zrozumieć nigdy, a tym bardziej zapomnieć, mimo, że mądrzy ludzie mówią, iż "czas leczy rany!"
środa, 24 listopada 2010
PROBA
Uda sie, czy nie? Bo znow bedzie odwyk od netu!

Za drugim razem się udało. Jak człowiek szuka, to znajdzie. Jak w nowym miejscu nie będzie internetu, to będę pisać notki sms-em. Tylko nie wiem, czy to działa z zagranicy. No cóż, w praniu się okaże.
Póki co, to już mam kosmiczną reise fieber, po nocy zamiast spać, układają mi się pod kopułą niemieckie wyrazy, zdania i rozmowy. Czeka już stosik prasowania, bo akurat czego, jak czego, ale tej czynności mój Skarb nie cierpi. A potem cała masa spraw do załatwienia. Zakupy. Poczta. Fryzjer a potem farbowanie tego, co zostało na głowie. Załatwienie świadectwa od lekarza, że jestem zdrowa i zdolna do pracy. Pedikir i manikir. W banku założyć konto walutowe. Przygotować i zamrozić uszka z grzybami i kapustą, oraz klopsiki grzybowe na Wigilię, zgodnie z zamówieniem złożonym przez progeniturę. Dokończyć tort urodzinowy dla córki Koleżanki, która zamówienie złożyła dawno, i wstyd byłoby się wycofać w ostatnim momencie. I najważniejsze - pakowanie!
Jutro rano wyjazd, na 2 miesiące. I nie na wyspę Fohr, tylko gdzieś w okolice Bremen. Jak będzie? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że to będzie pan prof.dr!!!
wtorek, 23 listopada 2010
SKARB!
Kiedyś oglądałam program "Mała czarna". Akurat pewien celebryta chwalił się tym, jak przez lata zajmował się domem i dziećmi, a jego żona w tym czasie robiła karierę. Słuchałam z niedowierzeniem, jak się chwali, bo akurat moja wyobraźnia nie ma problemów z wizualizacją męża gotującego obiady i odprowadzającego dzieci do przedszkola. Dla mnie nic nie ma dziwnego w tym, że mąż gdy widzi naczynia w zlewie, pozmywa je, kawę do biurka przyniesie, bo ja zajęta pisaniem jestem, przy laptopie postawi, czasem coś ugotuje, pomaga przy myciu okien, a już obsługa odkurzacza to tylko do niego należy. Nie robi przy tym min cierpiętnika, a to wyższa szkoła jazdy.
No cóż, wilk kiedyś też został udomowiony, i co z niego wyrosło! Wiadomo przecież, że żaden facet nie chce być jamnikiem, albo ratlerkiem, wszak kobiety wolą dzikość wilka...
Mężczyzna przecież łatwiej się zadomawia niż udomawia, bo jak wiadomo, zadomowienie daje same profity: ma się uprane, ma się ugotowane, ma się uprasowane, i jeszcze nikt nie rzuci w twarz najgorszego dla mężczyzn epitetu:"pantoflarz". Bardzo fajny dowcip jest o pantoflarzach i niepantoflarzach:
Do nieba są dwa wejścia. Nad jednym jest napis "pantoflarze", nad drugim " ci, co pantoflarzami nie byli". Przed pierwszym ogromna kolejka, przed drugim - stoi jeden facet. Ci z kolejki przyglądają się mu z zazdrością:" Ty to musisz być gość". " Eeee, nie, żona kazała mi tu stanąć, by było szybciej". :-))))
Mimo to, tak sobie myślę, że tych z kolejki wcale nie jest aż tak dużo, i jeśli zdarzy nam się udomowić mężczyznę, to należy codziennie powtarzać:"MAM SKARB".
Ciekawe swoją drogą, jak odmienna jest konstrukcja psychiczna kobiet, skoro my dajemy się udomawiać bez większych problemów! Tylko rzadko kto to docenia!
poniedziałek, 22 listopada 2010
Poweekendowo!
Zaczęło się w piątek, od spotkania towarzyskiego, w gronie ludzi dawno niewidzianych.
Skrzyknęliśmy się w jeden dzień, na hasło dane przez koleżankę, która też jeździ do Niemiec, tylko rzadko nam się udaje zgrać wspólne terminy tu, w kraju.
Ustaliliśmy, kto, co przygotowuje lub przynosi, i w ten sposób całość przygotowań zajęła niewiele czasu.
Wspaniałe jedzenie, umiarkowanie z alkoholem,humor, śpiewy, wspominki z lat wspólnej młodości, i ani się obejrzeliśmy, a już prawie blady świt nas zastał.
Na całe szczęście, w wielu sprawach mogę polegać na Ślubnym, który pozwolił mi odespać nocne spotkanie. W międzyczasie załatwił sprzątanie, potem pojechał po Wnuczki. Jak są Dzieci w domu, to wszystko idzie w odstawkę, tym bardziej, że przyzwyczailiśmy dziewczynki, iż telewizja i internet to nie wszystko. Zatem my sami musimy być animatorami zabaw. Przyznaję bez bicia, że Ślubny jest w tym mistrzem. Nie dziwota, bo w końcu nasze Dzieci to On faktycznie wychował! Był wprawdzie mały zgrzycik, bo młodsza Wnusia już na wejściu stwierdziła, że jest chora. Szybki pomiar temperatury, zaaplikowałam aspirynę, a po godzinie, jak to u dzieci bywa, już dokazywała w najlepsze.
A wczoraj, znowu chciałam błysnąć, niestety, udało się połowicznie. To miała być szarlotka według przepisu Veanki ( u mnie - Owocowa ). Wszystko wyszło, jak należy, skorupka biszkoptowa była jak marzenie, placek urósł całkiem, całkiem, ale niestety, znowu zbyt krótko chyba był w piekarniku ( 50 min. ), bo środek, mniej więcej wielkości spodka, był niedopieczony. Wycięłam środek, resztę pokroiłam na kawałki i jakoś nikt się nie zorientował, że coś było nie tak. Wręcz przeciwnie, Dzieci, które przyszły po swoje latorośle stwierdziły, że jeszcze nigdy tak smacznej szarlotki nie jadły.
Tak więc pod wieczór dopiero poszliśmy na wybory, a potem na długi spacer, na którym namiętnie zaczęliśmy dyskutować nad tym, jak będzie wyglądała nasza nadjeziorna chata po przebudowie. Dyskusja przeniosła się także do domu, i trwała, i trwała, jakby to miało się dziać natychmiast. A przecież do tego faktu to jeszcze przynajmniej 1,5 roku musi minąć!
niedziela, 21 listopada 2010
Po cichu!
Dom już śpi!
Dziewczynki też!
Przed chwilą była przerwa w oglądanej przeze mnie komedii romantycznej. Weszłam do salonu, gdzie zażyczyły sobie spać na największej kanapie moje Wnuczki. Trzeba zgasić światełko nocnej lampki. Ale zanim zgasiłam, popatrzałam sobie na dwie główki. Na te włoski rozrzucone po poduszkach. Jedne jasne, drugie ciemniejsze. Posłuchałam, czy oddechy są równe, pogładziłam po czółkach, i ..... poczułam, że mi się oczyska pocą!
Na palcach wyszłam z pokoju!
Dobranoc moje Kochane!
Dobranoc Wszystkim!

piątek, 19 listopada 2010
Kuchennie!
Wczoraj buszowałam w internecie na stronach kulinarnych i nie tylko. Dzisiaj z obszerną listą zakupów i Ślubnym w charakterze tragarza szalałam w markecie. Teraz zacznę miotanie się po kuchni, aby wszystko - krokiety z szynką, roladki z łososia, sałatka nicejska i sałatka według Rest ( u mnie jako Akogo ) - mieć za dwie godziny przygotowane. Potem trzeba to zataszczyć na miejsce przeznaczenia, i pomóc koleżance w całej reszcie czynności koniecznych, aby spotkanie towarzyskie się udało. Jako podkuchenna zostałam dlatego, że przecież emerytka jestem i mam dużo czasu.No!
A od jutra do późnego popołudnia w niedzielę, będę gościła moje Wnuczki. Tutaj kwestia jedzenia jest jeszcze bardziej zawiła, bo wprawdzie miałam zaplanowane szczegółowe menu na te dwa dni, ale powoli lista się kurczy, z racji skreślania poszczególnych pozycji. Hamburgery - nie! Starsza je tylko bułę z klopsem, Młodsza tylko bułę. Hot-dogi - też nie, ta sama śpiewka. Pizza - nie, nie, nie! Starsza tylko z serem, Młodsza tylko objada brzegi. Żadnych surówek. Starsza tylko kiszone ogórki i surowa marchewka w plasterkach, Młodsza nie tknie nic! No po prostu zgroza, i powoli mi ręce opadają. Nie zazdroszczę Mamom Dziewczynek, bo ja gdybym miała ten problem na codzień, nie zdzierżyłabym! Postanowiłam więc, że jutro tylko frytki z piekarnika i jajko sadzone, bo obie to lubią, my oczywiście z surówką. A na niedzielę to chyba klopsiki w białym sosie, bo już nic mi do głowy nie przychodzi! Oczywiście najlepiej byłoby, aby na komódce stały salaterki pełne słodyczy, a w miskach chipsy. Dobrze chociaż, że obie lubią jabłka, to chociaż tym je "napasę"!
czwartek, 18 listopada 2010
PRZEPROWADZKA!
Przez te moje wyjazdy i rozjazdy zupełnie jestem w "niedoczasie"!
A tu już półtora miesiąca temu powinnam się przeprowadzić!
Przecież jako czterolatce, należy mi się nowa szafeczka i nowy wieszaczek.
Zabieram więc swoje zabaweczki, misie i laleczki. Mam nadzieję, że pójdą ze mną bez grymasów.
Idę sobie!
Do Starszaków!



Zabawę czas zacząć!
Tralalala!
Mam już 4 lata!
Komu lizaczka?
Komu cukiereczka?

:-)))))
środa, 17 listopada 2010
KSIĄŻKI!
Do tej pory, jadąc do pracy, zabierałam walizę, w której było więcej książek i gazet, niż ciuchów. Nie muszę mówić, jaka była ciężka. Ślubny zawsze się śmiał, że wożę kamienie.
Na całe szczęście, jedna dobra dusza blogowa - OKobieta - podpowiedziała mi, że przecież skoro biorę laptop, to czemu nie ściągam e-booków. A druga jeszcze lepsza dusza blogowa - Kasia Eire ( czyli u mnie Perspektywiczna )- poświęciła mi dwa przedpołudnia, tłumacząc z ogromną cierpliwością, jak mam to wszystko zrobić. Zatem ściągnęłam parę potrzebnych programów i voila!
Od wczoraj namiętnie ściągam książki, które potem będą mi umilać pobyt na obczyźnie.
wtorek, 16 listopada 2010
Przypadki, czy działania z premedytacją?
Co wracam po dłuższej nieobecności w domu, po jakimś czasie konstatuję, że coraz więcej ubywa mi różnych naczyń z szafek kuchennych. A to brakuje kubeczka, a to szklanki, kiedy indziej brak salaterki, talerzyka lub miseczki. Nie mówię już o spodeczkach, bo został tylko jeden. Ale najbardziej brakuje mi szklanki, takiej staromodnej, w której kiedyś zaparzało się herbatę i podawało w metalowych, plastikowych lub włóczkowych ochraniaczach. Gospodynie domowe starej daty wiedzą, że najwygodniej właśnie posługiwać się taką staromodną szklanką, odmierzając produkty sypkie typu mąka lub cukier. Miałam ja tak głęboko schowaną. I zniknęła jak sen jaki złoty.
Oczywiście winnego nie ma. Bo jedyny, Ślubny, robi oczy jak spodki, gdy próbuję go w tej kwestii wybadać. Trolle więc jakie, czy co?
Jeszcze parę wyjazdów i trzeba pewnie będzie zastawę wymieniać na metalową lub kupić nową.
poniedziałek, 15 listopada 2010
TAJNIKI WRZECHŚWIATA!
Miałam to szczęście, że gościłam w stolicy w chwili, kiedy podwoje otworzyło Centrum Nauki Kopernik.
W pięciu galeriach  (  Korzenie Cywilizacji, BZZ, Człowiek i środowisko, Strefa światła, Świat w ruchu ) można odkrywać tajniki przyrody, człowieka i stworzonej przez niego cywilizacji. A to dopiero początek. W przyszłym roku planuje się otworzyć multimedialne planetarium, udostępnione zostaną laboratoria, odpoczywać będzie można w ogrodzie na dachu i Parku Odkrywców. W gmachu mieści się także niezwykły teatr, w którym aktorami są roboty. Można także uczestniczyć w warsztatach, pokazach i wykładach.





















Na zwiedzanie Centrum trzeba przeznaczyć kilka godzin, bo 2-3 to stanowczo za mało. Trzeba też mieć świadomość, że jest dość głośno, bo najwięcej jest dzieci i gimnazjalistów.
Ale warto. Już obmyślam, jak zorganizować wycieczkę dla moich Wnuków!
 
1 , 2
Archiwum