Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
poniedziałek, 27 lutego 2017
Rozbieg, wpadka i ten ktoś...

Powinno się zawsze pamiętać, aby liczyć siły na zamiary! Powinno! Ale teoria, to jedno, a praktyka - drugie!

A zaczęło się bardzo niewinnie! Miejskozumbowo jesteśmy akuratnie po pierwszym zebraniu stowarzyszenia"aktywni50+". I prawie natychmiast zorganizowany został wieczór ormiański, z obszerną multimedialną prezentacją Armenii, degustacją potraw tamtego regionu, a na koniec wspólna nauka kaukaskich tańców. Wiejskozumbowo natomiast dostaliśmy od sołtysa dofinansowanie, które może i wielkie nie jest, ale.... pierwsze koty za płoty! Idąc za ciosem, udały się także babskie tańce w pierwszy dzień zapustny. Objedzona pączkami, nieuważna byłam i nawet nie wiem kiedy, tak mi w ferworze tańcowania któraś kumpela nadepneła na stopę, że myślałam, iż odfrunę! A następnego dnia jeszcze zaliczyłam trening kręgosłupowy, potem ćwiczenia miednicy, aby wreszcie zakończyć to zumbowaniem. Efekt wiadomy. Weekend prawie cały przepędzony w pozycji leżącej, a każdy krok, to ból bioder i przyległości też! Jakam stara, takam głupia, chciałoby sie powiedzieć! Dobrze, że  Córka-Wiewiórka nas obiadem podjeła niedzielnym, bo pewnie Ślubny na sucho by był! ;-)

A teraz przedstawiam tego kogoś! Kogutek tęczowy! Do pilnowania stadka zeszłorocznych kurek! Zainspirowany zdjęciem ze strony  kunstbyiris.blogspot.com/ ! Może nie jest doskonały, ale z biglem, czyż nie? :-))))

czwartek, 23 lutego 2017
Słodkiego dnia!

A ja tymczasem do kuchni zmykam! Ciasto drożdżowe juz prawie wyroslo! Czas lepić pączusie, bo mogę nie zdążyć do popołudnia, gdy Progenitura zjedzie na tradycyjną babciną słodycz! :-)))))

czwartek, 16 lutego 2017
Szklanka, zadyszka i barany!

W ubiegłym tygodniu, nasza śnieżna uliczka zamieniła się w lodową. Ponieważ jednak jest to droga nieutwardzona, całkiem sporo na niej dołów i górek wyżłobionych na przełomie jesieni i zimy kołami nielicznych samochodów. W ciągu dnia, jakos szło sie poruszać, ale późnym wieczorem, wracając z zumby, musiałam wlec się po tym lodzie noga za nóżką. Nie , nikt tej uliczki nie odśnieża, nie wysypuje solą, a piasek to rzecz prawie nieznana. Do czasu, aż Ślubny wracając z miasta, nie mógł podjechać na naprawdę niewielką stromiznę naszego podjazdu. Oczywiście, nie obyło się bez złośliwości z mojej strony, no bo jak to, taki akuratny człowiek, a nie przygotowany na lód? Migiem załatwiał piach i posypywał nie tylko podjazd, ale część ulicy. I zaraz mi sie przypomniało, jak przed laty, jeszcze w mieście, kupował łopatę do odśnieżania: dopiero wtedy, gdy tak zawiało garaż śniegiem, że dostać się do samochodu nie było można. Nie wiem tylko, czy to stan bezmyślności przynależny tylko jemu, czy tyczy całości męskiego klanu! ;-) 

Za to od wczoraj, przepięknie. Słońce świeci od samego rana, zero wiatru, mrozu brak. Na dodatek ptaszory chyba jakieś wczesnowiosenne zaczęły trele, aż słuchać miło. Nie mówiąc o kocie sąsiada, który to  - kot, nie sąsiad - poczuł zew natury, i na karmienie przywleka się z mozołem takim, jakby przynajmniej ze wszystkimi wioskowymu kocurami toczył boje! Akuratnie tak się złożyło, że Ślubny poszedł do innego sąsiada z pewną fuchą do wykonania, to pomyślałam sobie, że po długiej przerwie pójdę pokijkować. A przy okazji mały zakup zrobię, bo cebuli mi zabrakło, a na obiad miał być bób. Poszłam! A jakże! Ale zmachałam się tak, jak bym 50 kilometrów przeszła! A było tylko niecałe 4! Padłam, jak kawka! Ani ręką, ani nogą! No, szok prawdziwy dla mnie, bo wychodzi na to, że moje zimowe zumbowanie to pikuś zaledwie, a nie budowanie siły na większe wyzwania, typu rower na ten przykład!  

W obórce przybyło aż pieć baranków! Brak im jeszcze wstążeczek z dwoneczkami i paschalnej choragwi, ale to drobiazg. Napracowałam się, że ło matko pojedyncza! Bo ponoć to sztuka jest takie twory robić. Amigurami się nazywa, czy jakoś tak. Zwłaszcza nad długowłosą pomorską i karakułem się nabiedziłam! Ale od początku. Najpierw trzeba było poszukać wzorca. Znalazłam! Pomysł podstawowy i instrukcja na stronie http://fascinata.blox.pl/html. Jak zrobiłam trzy sztuki wymyśliłam, że warto przypomnieć sobie pętelkowanie. No, i potem przypominałam sobie przez trzy dni, aż wreszcie uznałam, że mogę robić. O tym, że mam paluchy za sztywne i za krótkie nie wspomnę, ale jakoś jedną sztukę dałam radę wymodzić. Rozzuchwalona wlasnymi umiejętnościami, poszperałam w necie i znalazłam moja karakułę. Na stronie http://solny-swiat.blogspot.com/, znalazłam opis wzoru, wprawdzie zastosowany do szydełkowej kurki, ale pare wpisów dalej, do wykonania właśnie baranka. Zrobiłam oczywiście, po drodze prułam trzy razy, bo ciągle mi falował grzbiet, ale w końcu się udało. I starczy! Takie eksperymenty to już chyba nie dla mnie. Ale pochwalić się pochwale, a co!

czwartek, 09 lutego 2017
Trochę innego świata

Tak się składa, że u mnie spokój i w zasadzie nie ma co pisać, zatem zapraszam na krótkie wypady do Chin, śladami mojego Wnuka.

1. Nad jeziorem Lugu

Są na świecie sprawy, rzeczy, a zwłaszcza ludzie, którzy potrafią zadziwić. Właśnie tacy mieszkają w okolicach jezioro Lugu, na granicy prowincji Junnan i Syczuan. Lud Mosuo! Jedyny, gdzie jeszcze istnieje matriarchat!!!

Najważniejsza w każdym rodzie jest najstarsza kobieta. To ona decyduje o wszystkim. Może wszystko: dać córce klucz do gospodarstwa, które jest przekazywane z pokolenia na pokolenie własnie tak, jak  to sie u nas mówi, czyli "po kądzieli"; rozporzadzać mieniem, decydowac o finansach. Oczywiście kobiety tam robią tez dokładnie to, co my, czyli wychowują dzieci,szyją, gotują, sprzątają, pracują. A panowie? Mają obowiązki, a jakże! Takie jak połów ryb, dbanie o bydło, wykonywanie ubojów, ale przede wszystkim są użyteczni w nocy. Nie ma tam bowiem tradycyjnych małżeństw, tylko tzw. małżeństwa na dochodne. Przy czym to kobieta wybiera. Ma też prawo nim się znudzić i poszukać następnego partnera!

   

 2. Lijiang

Miasteczko wpisane na liste dziedzictwa Unesco. A konkretnie, na tej liście znajduje się kamienna starówka . Zamieszkuje tu mniejszość Naxi, którego częścią jest tez lud Mosuo. Naxi według starej legendy powstali z biedy, gdy jeden z ich protoplastów nie dostał nic na drogę życia od swego ojca. Musiał więc poradzić sobie ze wszystkim zupełnie sam. Stąd istniejące do dzisiaj miejsca wyrobu czerpanego papieru, i nie tylko. Zwiedzając stare miasto mija się setki drobnych warsztatów i sklepików z odzieżą, wyrobami skórzanymi, biżuterią czy wyrobami z drewna. Naxi to jakby wzór ekologów, dbających o ekonomię oraz przyrodę, a ich sposób budowy drewniano-murowanych domów jest gwarancją, że nie zostaną zniszczone przez trzęsienia ziemii.

 

 

3. Qingcheng

Góra ta, to jedna z najświętszych gór taoizmu słynie z wielu zabytkowych świątyń. To jakby zielone płuca ogromnego miasta Chengdu, w którym studiuje mój Wnuk. Aby ją zdobyć można podreptać sobie po schodać, pojechać kolejką linową, lub zostać wniesionym na leżaku! :-) W czasie drogi należy uważać na wszędobylskie małpy, próbujące podkradać turystom wszystko, co znajdzie się w zasięgu ich łap! Na szczycie są termy, z których korzystają liczni turyści, zwłaszcza teraz zimą, gdyż latem, oczy chłoną soczystą zieleń górskich zboczy, barwy przepieknych kwiatów i szum licznych potoków  czy wodospadów.

Całkiem niedaleko, w pobliżu Dujiangyan można podziwiać wpisany na listę Unesco, starożytny system budowli hydrotechnicznych, zbudowany na koncu przełomu rzeki Min, w miejscu jej wpłynięcia na Równinę Chengdu.

 

 

4.Góra Emei

Miejsce magiczne, pełne ciszy, jedna z czterech najświętszych gór buddyzmu, wysoka ponad 3 tysiące metrów. To trzy rozległe wierzchołki,  na których rozlokowanych jest prawie 70 klasztorów, pochodzących z dynastii Ming i Quing, ocalałych z zawieruchy dziejów. 

 

Posąg poświęcony opiekunowi góry bodhisattwie Samantabhadrze (Puxian),   

 

 

 

 

 

środa, 01 lutego 2017
Tak - siak!

Wiadomo, że nie należy się niczym chwalić? Wiadomo! Ale co zrobić, jak się o tym zapomina, i niebacznie pochwali Koleżance, że śpię w moim MBD jak młody Bóg. Długo i mocno. Zero kłopotów z zasypianiem. No, ale to było latem. Potem sie wszystko skiepściło! Bo to, i Ślubny zachorzał, i wszystkie z tym atrakcje potrójnie człek przeżywał, a potem wrócił w domowe pielesze, to już w ogóle było się nastawionym na nasłuch, nawet nocny, i nawet się nie obejrzałam, jak zaczęły sie dwudniówki. Czyli tak, jeden dzień przysłowiowych mąk, aby w końcu na parę chwil zasnąć nad ranem, a na drugi zasypiam momentalnie i śpię słodko nawet kilkanaście godzin! Nic prócz tego się nie dzieje, tylko pani bibliotekarka się dziwuje, co ja tak częstym gościem ostatnio u niej jestem! Trwa to już kilka miesięcy, i w końcu Ślubny się zbuntował, nakazując wizytę u lekarza. Rozumiem go, bo to żadna przyjemność w nocy być budzonym przez połowicę, walczącą z niedosypianiem. No to poszłam do doktorów! Moja lekarka dokumentnie przepytała mnie z przyzwyczajeń, historii dnia, jadłospisu, relaksu i wszystkiego, co się da, aby na koniec przepisac kortyzon, który powinien mnie wyciszyć, cokolwiek to znaczy. Niby to lek przepisywany nawet dzieciom, nie można się przyzwyczaić, i takie tam.... No i co? Ano nic. Nie zadziałał.To znaczy, trochę mniej się męczyłam z zasypianiem, ale za to przed południem chodziłam jak otępiała. Po jednej tabletce. Nie dla mnie takie wynalazki! Ziołowe to już w ogóle nie , i pozostaje mi się pogodzić jedynie z faktem, że ten typ, czyli ja, tak ma! Nadzieja jednak w tym, że jak ruszę w plenery z wiosną, to śpik powróci! Mówi się wszakże, że "stare ludzie nie śpio długo!" Coś w tym chyba jest!

Prace ręczne mają się za to dobrze! Zamknęłam już kurnik!

 

inspiracja była na stronie :ecolacom.pl.tl/

Teraz otwarta obórka na baranki. I furtka w lasy i pola, na  zające lub insze długouche! Akuratnie jestem na etapie wstępnym, czyli przeglądaniem stron różnistych, w celach odpowiedniej inspiracji!

Snuj na szczęście odszedł w siną dal, ale za to przyplątały się korzonki, czy coś tam takiego, co to łupie w krzyżu. Na szczęście nie za mocno. Zachciało mi sie wyciągnąć Ślubnego na balety! Wiejskie disco dla seniorów! Nie powiem, fajnie było, bo ludków niewiele, muzyka odpowiednia, tyle tylko, że przeciągi hulały razem z nami! Zresztą, pal diabli korzonki, najważniejszy fakt przecież, że raz na dwa lata Ślubny się porusza tanecznie przez dwie godziny, bo potem, to już koniec. I do następnego razu ;-)))) 

Byłam pierwszy raz na treningu mięśni dna miednicy. Być może efektem tych ćwiczeń było też to, że przestała mi dokuczać dolna krzyżowa ! No, to by było super! Bo póki co, ćwiczenia dość trudne. Dotyczą mięśni wewnętrznych. Trzeba bardzo mocno wizualizować niektóre polecenia fizjoterapeutki! No i oddychać, oddychać, i jeszcze raz oddychać, a każde ćwiczenie robić na wydechu! Jak się ma tak płytki oddech, jak ja, to jest niezły zgryz. Przyjdzie mi na stare lata uczyć się prawidłowego i głębokiego oddychania!!!!

 

Przez cały weekend będzie u nas Najnajmłodsza! Zaklinamy pogodę w związku z tym. Bo jeśli przyjdzie odwilż, to zero łyżwowania będzie. O sannej już nie wspominając! :-)))) A pogoda póki co, piękna. Leciutki mrozik za dnia, niebo lekko zachmurzone, dużo słońca, zero smogu. Na jeziorze nie tylko wędkarze podlodowi, ale i łyżwiarze, bojerowcy, matki dzieciom -wózkowe, paralotniarze, i co tam jeszcze kto wymyśli! W razie draki, jak się skiepści, to mam plan ciasteczkowania, co bardzo dobrze nam we dwójkę wychodzi!  Wszystko po to, aby jak najmniej dziewczę podłączone do elektroniki było! :-))))) Oczywiście gry też będą, zwłaszcza uwielbiane przez nią "państwa, miasta, itd", no i trzeba się sprawdzić z historii, którą wszyscy lubimy. Odpalimy więc i u nas grę Historia. 

A ludzie to mają czasami tak "wyrąbane", że ło matko pojedyncza! Wracam sobie wieczorem z naszego zumbowania, a nad jeziorem stoja sobie dwa samochody. Na jałowym biegu, oświetlające lód. A na nim dwie rodziny z kilkorgiem dzieci. Od małego, po nastolatki! Jeżdżą na łyżwach, wygłupiają się, czasem znikają z kręgu światła! No i co z tego, że lód niby gruby? Wystarczy małe potknięcie, albo zniknięcie na kilka chwil poza reflektory, wpadnięcie w przerębel po wędkowaniach lodowych ! A niczego nie widać o tak późnej porze, zwłaszcza że po południu padał śnieg! Dorośli, a zupełnie bez pomyślunku! 

Archiwum