Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
piątek, 27 lutego 2015
Znalazłam!

Pierwsza forpoczta wiosny! Przebiśniegi! Rosną naprzeciw mojego okienka, u sąsiadki, tuż za płotem! :-)))) Zaraz dostałam powera i wyczyściłam wszystkie okna. Teraz to mogę przez nie patrzeć na wylot! :-)))) I grzać gębulę od słońca, które od kilku dni rozgościło się pięknie nad jeziorem. Nawet łabędzie pokazały się po bardzo długim czasie!

Kolejny eksperyment: ciastka owsiane. Bez masła, cukru, mąki pszennej , czekolady i rodzynek, za to z mąką razową orkiszową, ksylitolem, olejem rzepakowym i żurawiną!

Spacerujemy dużo, poza tym, Ślubny poczyścił rowery, zrobił im przegląd, napompował, teraz tylko poczekać ciut-ciut na wyższe temperatury, i hajda w lasy, na ścieżki!

 No, to tymczasem, bo znowu masę pracy mnie czeka. Marzec to zazwyczaj u nas, już od poczatku miesiąca, czas imprez rodzinnych, urodzinowo-imieninowych!

niedziela, 22 lutego 2015
Taki sobie misz-masz!

Jezioro kilkukrotnie jakby chciało być zamarznięte, w końcu się udało. Jak okiem sięgnąć, tafla lodowa, wprawdzie nie wiadomo jakiej grubości, ale przy obecnej, słonecznej pogodzie, mało kto odważyłby sie próbować. Chociaż! Zauważyliśmy na zachodniej stronie, koło trzcin, dwa stanowiska, gdzie łowiono ryby z przerębla. Znaczy to chyba, że lód dość gruby chyba jest.

Tak prawdę mówiąc, trochę ostatnio się zastanawiałam, czy coś pisać, bo blox wariował, na dodatek pożerał treści różne, np. w trakcie  mojej odpowiedzi na komentarz, zjadł owy, pisany przez autora czytanego wtedy bloga. Zniknął także mój wpis z czerwca, ale w plikach zachowały się zdjęcia. Dziwy prawdziwe! Nie rozumiem więc unowocześniania platformy, skoro takie niedoróbki jeszcze są!

Tymczasem, spokojniutko, powolutku dziergam sweterek dla Córki. Dałam się namówić  na robótkę z włóczki melanżowej, cienkiej, jak kordonek, do tego najcieńsze druty. Już miesiąc robię, a jeszcze rękawy mi zostały. Ale nic, chciałam być dobrą mamusią, to trudno!

Za to ostatnio dużo biegam po kulinarnych blogach. I eksperymentuję z mąkami, bo Ślubny płacze prawie, jak widzi nas "przy słodkim" do kawy, gdy jemu zakazano. Nawet przerabiam pod tym kątem sprawdzone przepisy. Okazało się, że mąka orkiszowa i ksylitol dobrze się sprawują w wypiekach, więc nadzieja dla Ślubnego jakaś mała jest! :-)))

A przedwczoraj, z głupia frant zrobiłam szpagat. Na koniec kankana, jakby z marszu mi się udało. Nio, bo pani trenerka od zumby zafundowała nam muzykę poważną oraz operetkową, oczywiście w wersji do tańca, i tak jakoś samo wyszło! :-) Zdziwienie było, ło matko pojedyncza! Ale ja się sama zdziwiłam!

Najgorsze jednak to, że za okna trzeba się wziąć. Słońca dużo, firan nie mam, więc widać te wszystkie zacieki i kurz pozimowy! Oj, nie lubie tego! Tak, jak prasowania! Ale mus, to mus!

wtorek, 17 lutego 2015
Mikroby z kotami, a czasem ostatki!

Koty są mi obojętne, i to wie każdy, kto mnie zna! Ale! Mam kilka zaprzyjaźnionych - mam nadzieję, że to nie za duże słowo - kociar, które odwiedzam na bloxie, i byłoby nieładnie z mojej strony nie wspomnieć o święcie Kota! Tym bardziej, że Ślubnego wzięła od paru dni infekcja we władanie! Leżą mi na górce Jego zwłoki, i sobie biegam tam i z powrotem, wszak wiadomo nie od dziś, że chłop chory w chałupie, to.......

Moim skromnym zdaniem nabawił się choróbska wychodząc do nie swoich kotów prosto z nagrzanego domku, bez czapki i szalika ( udawał młodzieniaszka??? ), ale..... pewności nie ma! I jak myślicie? Co się stało? Tak! Tak! Po trzykroć tak! Można nie lubić danej zwierzyny, ale też nie można patrzeć, jak ta zwierzyna głodna chodzi! W zimie! I tym sposobem zostałam także karmicielką kotów! ;-(

A dzisiaj na zumbie, Trenerka rozdała nam wiotkie, szyfonowe szale, suto ozdobione różnistymi blaszkami. Wycisk później, w tempie niespotykanym dotychczas, był przynajmniej znośny, gdy ciche pobrzękiwanie cekinów zgadzało się z ruchem rąk, nóg i bioder!

Ostatki w MBD? Spokojne będą! Sałatka caprese i lampka czerwonego wina!

 

sobota, 14 lutego 2015
Zmiana warty!

Starsza Wnuczka już wróciła do domu. Z wielką ochotą przystapiła do nauki robienia na drutach i przyswoiła podstawy, ale nie mam pewności, czy załapała bakcyla, bo ma jeden problem. Mianowicie, jej robótka jest strasznie ścisła. Skąd - inąd wiem, że najlepiej być pośrodku, bo ja akurat robię wszystko bardzo luźno, a wszelkie moje próby robienia bardziej ścisło, spełzały na niczym. To samo ma Starsza, tyle tylko, że w drugą stronę. Za nic nie dało się robić luźniej, a ja już nie mam argumentów i przykładów, jak to coś osiągnąć. Ale przynajmniej zrobiła mini szaliczek dla swojego kota Snickersa, a prócz tego z wielkim oddaniem uczestniczyła w powstaniu tego szalika poniżej, czyli baktusa. Leży na niej jak należy i będzie zadawać szyku wśród koleżanek!

W ogóle Starsza z moich wnuczek, czyli Młodsza, bo tak wynika z kolejności urodzenia, jest spokojną 16-nastolatką, trochę wycofaną w głąb siebie. Uwielbia lenistwo i spanie,  oraz to, aby jak najmniej jej przeszkadzać w życiu. Tośmy nie przeszkadzali. Mogła się wysypiać do imentu, i jak najbardziej "odpocząć" od swoich Rodziców ! Hi,hi,hi! Swoją drogą, jestem bardzo ciekawa, czy jej przejście w okres dorosłości będzie tak samo bezbolesne, jak u jej Brata, czyli naszego "Chińczyka"!

A Najnajmłodsza przywiozła ze sobą takiego zwierza! O! O! O! Patrzy toto swoimi oczkami, okragłymi jak koraliki i ciągle żuje. I w nocy kwiczy! Wrrrr!

Za to piękna pogoda jest, umiarkowany mrozik, rankiem drzewa i wszystko w szadzi, nawet jezioro zaczęło zamarzać. Jest zatem okazja do fajnych spacerów, nie tylko dla świeżego "wozducha', ale także ku oderwaniu Najnajmłodszej od elektronicznych nośników! Chodzimy przede wszystkim na plażę, gdzie w niewielkim okręgu niezamarzniętego jeziora skupia się całe mnóstwo ptactwa, zacięcie walczącego o kąski chleba, którymi karmią je liczni spacerowicze. 

A mnie zaciekawił ten ogromny ptak, który przysiadł na skraju lodu i wody, czekając pewnie, aż mu jakaś zbłąkana ryba pod dziób podpłynie. Nie wiem, kto zacz. Może kania, albo jastrząb, albo nawet orzeł, bo u nas w Borach bywają. W każdym bądź razie, to jakiś drapieżca! Na poprzednim zdjęciu widać, a jakiej jest odległości od brzegu. Niestety, mój trzydziestokrotny zoom nie wystarczył.

A później zajęliśmy się cukiernictwem. Po pączkach zostały białka, to nasuszyłam bezów. Prócz tego powstały też kruche ciasteczka pomarańczowe. Tym razem w wersji dla Ślubnego, czyli z razowej mąki orkiszowej i zamiast cukru jest ksylitol. Niewiarygodnie kruchuteńkie!

Dla tych z Was, którzy po dzisiejszym Święcie jeszcze nie mają dość słodkości, jak znalazł! :-))) Proszę się częstować! Zapas jest! 

To do miłego! Już w większym zakresie, bo przecież mam ogromne zaległości w odpowiadaniu na Wasze komentarze, nie mówiąc o odwiedzaniu Was!

Już niedługo! :-)))) 

czwartek, 12 lutego 2015
Zapraszam na pączki!

 

Świeże pączki! Jeszcze ciepłe! Z konfiturą różaną!

Kto chętny, niech się częstuje. Własnoręcznie zrobione z pomocą najstarszej Wnuczki! I radzę się pośpieszyć, bo jak po południu wpadnie cała Progenitura, to nie będzie z czego zbierać nawet okruszków! :-)))

A teraz zabieramy się dalej za robotę. Nauka robienia na drutach ciąg dalszy. Opanowane już są: nabieranie, oczka prawe i lewe, zakańczanie i podstawowe sploty, czyli pończoszniczy i francuski. Czeka nas teraz ćwiczenie ściągaczy. No i na tapecie mamy szalik baktus!

Miłego!

niedziela, 08 lutego 2015
Atak złośliwców!

Nie może być za spokojnie! Po prostu, nie może!

Ale po kolei!

Pierwszy złośliwiec, na własnej piersi wyhodowany, czyli skleroza moja! Przycupneła sobie z boczku i czekała na okazję! Doczekała sie, jakże by nie! A ja tylko zapomniałam w połowie miesiąca, że już przelałam na konto oszczędnościowe kwotę, która dodawana sukcesywnie ma nam na hiszpańskie wakacje wystarczyć. I zrobiłam ponowny przelew. Zadowolona, zameldowałam Ślubnemu z satysfakcja, jaką to ma oszczędna żonę! Ale zamiast pochwały, usłyszałam kpiące: " a o Imieninach Synowej zapomniałaś? Leki masz już wykupione? Na kosmetyczkę odłożone?". Nie będę ściemniać, niestety, zapomniałam, nie wykupiłam, nie odłożyłam. Należy więc odjąć z tego, co zostało to, co powinno być jeszcze załatwione!A żyć do następnej wypłaty, za jakieś dwa tygodnie z okładem, trzeba. Najprościej byłoby zrobić roszadę wspak, czyli z powrotem przerzucić forsę z jednego konta na drugie, ale się zaparłam. Co? Ja sobie nie poradzę? Nie takie oszczędności musiałam przeżyć? I zacisnęłam pasa, po uprzednim przejrzeniu zasobów w lodówce, zamrażarce i składziku! Niekiedy karkołomne ewkwilibrysy czyniłam, aby starczyło na taki czy inny drobiażdżek, ale generalnie sie udało przetrwać, chociaż już nie pamiętam, aby w mojej lodówce tuż przed wypłatą, takie echo było! Za to teraz, po napłynięciu emeryturek, luzik! I porządeczek jakby większy na linii zapasów. Oczywiście, także przekonanie, że czasami złośliwiec sklerotyczny na coś się przydaje. 

Następne złośliwce, niestety, nie takie przyjazne były! Jak się za mnie wzięły, to na całego. Wgryzły się w gardło, zaatakowały zatoki, osłabiły mięśnie, spowodowały pieczenie i łzawienie oczu. Padłam, jak "kawka" i pozostałam w niemocy dziwnej prawie przez tydzień. Ani czytać, ani siedzieć, ani chodzić, ani jeść, o myśleniu już nie wspomnę, bo to totalna katastrofa była. Ślubny co chwilę tylko wpadał "na górkę" sprawdzać, czy czegoś nie trzeba, czy nie donieść herbaty, zapasu chusteczek. Czy nie przewietrzyć, wstrząsnąć piernatkami, zmienić pościelową bieliznę. Walka ze złośliwcami była o tyle trudna, że tak: do lekarza się nie dostałam w dzień "próby", musiałabym czekać kilka dni na wolny termin; pozostały domowe sposoby, czyli cytryna, miód, płukanki wodno-solne, cebula, czosnek i imbir! Na gardło tabletki z apteki według porady aptekarza brane, spowodowały niezłą alergię, po której drapie się do tej pory, i zastanawiam się nad kupnem szrubra - byłby najlepszy! Ale powolutku wychodzę na prostą.

Jakby było mało, okazało się, że złośliwce innego autoramentu zaatakowały mój laptop! Siedziały sobie cichutko i robiły swoje, a ja się dziwiłam, że nie mogę tego czy owego. Jak Synek sprawdził, co się dzieje, to aż przysiadł ze zdumienia, że w ogóle cokolwiek mogłam, a mogłam jedynie czytać. Smartfon mój osobisty może i byłby lepszy, ale jak mam na czymś tak małym pracować, to dziękuję pięknie. Poza tym, zalogowanie się to wyższa szkoła jazdy, a odwiedzanie blogoulubionych to multum jakichś zapetleń, nie na moje nerwy ta nowoczesna technika. I jeśli sprawdzi się wieszczenie, że za bardzo niedługi czas tylko smartfonami bedziemy się posługiwać, to ja widzę ciemniość!

W temacie złośliwców będzie też zapewne i to, że Ślubny odebrał swoje wyniki badań podstawowych. No, i wyszło szydło z worka! Czeka nas dietetyczna rewolucja! Szybcikiem zrobiłam i ja badania, których wyniki będą jutro. To się zobaczy, czy we dwójkę dietujemy, czy ja tylko do towarzystwa! :-))))

A poza tym, to znowu mnie na blogowisku nie bedzie! Ferie są! W tym tygodniu, starsza Wnuczka przyjeżdża na nauki dutowania, a zaraz potem Najnajmłodsza!

Bywajcie! :-))))

 

Archiwum