Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 26 lutego 2012
Przejażdżka!

Pojechaliśmy do szpitala. Z Hanne bez zmian. Po dwóch godzinach Pan dał sygnał do odwrotu. Wracamy! Cisza w samochodzie. Patrzę  sobie przez okno i coś mi się  nie zgadza!  Czy jedziemy inną drogą?- pytam. Chcę zobaczyć Elbę – słyszę. Tam wszystko z Hanne się zaczęło – dodał pospiesznie. Ok! Nie mam nic przeciwko temu! Jedziemy dalej! Milczymy!

Wjechaliśmy prawie do Hamburga, ale cały czas kręciliśmy się po jego obrzeżach. Heine pokazał mi kościółek, w którym brał ślub z Hanne, gdzie także jego synowie ślubowali, a wnuki miały chrzest i konfirmacje. Przejeżdżaliśmy koło domu, w którym teraz jest jakaś ubezpieczalnia, a przedtem On i Hanne mieli zakład fryzjerski. Pracowali w nim razem czterdzieści lat.

Potem jechaliśmy wzdłuż grobli, za wałami toczyła wody Elba. Podjechaliśmy w pewne miejsce i dowiedziałam się, że akurat oglądane przez nas ogromne betonowe budowle służyły jako hangary dla U-Bootów. A tuż obok było miejsce obserwacyjne, przy którym stała masa samochodów, i ludzi z aparatami fotograficznymi, i z lornetkami. Akurat przepływał ogromny kontenerowiec. Wysoki, jak nasze dziesięciopiętrowe wieżowce, długi na około pół kilometra. Cały czas jęczałam Heine, dlaczego mi nie powiedział nic wcześniej, wzięłabym swój aparat! Wracaliśmy przejeżdżając obok biur i lotniska air-busów , po prawej mieliśmy cały czas nasyp, a po lewej, ciągnące się kilometrami połacie sadów owocowych, wśród których, co i rusz pokazywałoy się stare, sprzed wieków, domostwa. Była też odnoga na prawo, na Blank Insel. To takie miejsce, gdzie w zalezności od pływów, ląd stały naprzeciw zamienia się w wyspę. Wjechaliśmy w Alte Land, potem Alte Stadt. Wszędzie domy szachulcowe, biało-czerwone, z przeróżnie zakończonymi fasadami. Cudne! Potem Baxenhege, a za nim lasy ogromne i gęste, w których co parę kilometrów, tuż przy drodze, zaprasza restauracja z hotelem. Zrobiliśmy koło o średnicy około sto pięćdziesięciu  kilometrów. Dopiero na samym dojeździe do nas, Heine mi powiedział, że nie był w stanie od razu jechać do domu. On woli nie myśleć o tym, co go boli, tylko skupić się na kierownicy! I faktycznie! Jak na autostradzie dał czadu, a jeszcze orzekł, iż to niezbyt wiele, bo po co mam się bać ( było 160 km/godz), to sobie pomyślałam: Matko Bosko Pojedynczo! Który dziadek, mający 80 lat prawie, u nas, pojedzie z taką szybkością?

sobota, 25 lutego 2012
Sobie myślę!
Jakby się kto pytał, to nie mam tu żadnego narzędzia mordu! Co nie znaczy, że jakbym dobrze poszukała, to bym nie znalazła! Bo czasem faktycznie można wyjść z nerwów i zacząć rozstawiać po kątach tego i owego! Czasem mam ochotę czymś rzucić, ale wiadomo, reaguję na pewne sytuacje typowo po naszemu, po „ polskiemu”. Staram się, naprawdę się staram reagować po niemiecku, ale to strasznie trudne jest, nie ta mentalność, nie ta tradycja, nie te przyzwyczajenia. Nie mniej jednak się staram, przynajmniej zrozumieć o ile nie uda się zaaprobować. Pewne jest także, że trzeba mieć ogromną cierpliwość i dystans do wszystkiego, co się robi. Ale człowiek nie jest z kamienia, więc czasem pęka, i już! Z moją intuicją też jest różnie, częściej to chyba szczęśliwym trafem znajduję się w odpowiedniej porze i odpowiednim miejscu. Faktem niezaprzeczalnym jest jednak to, że Hanne była już jedną nogą w lepszym świecie. Widać, że nasza reakcja była szybka, a w tym szpitalu, w którym jest obecnie, znalazł się lepszy diagnosta, niż poprzednio! Bo nie ma co ukrywać, jeden z tych leków właśnie spowodował to, co zaszło! I jak jeszcze dwa dni temu mówiło się o sondzie żołądkowej i oddaniu jej do hospicjum, to dzisiaj byłam świadkiem rozmowy Hanne z neurologiem ( było to coś z wywiadu ), który orzekł, że jak wszystko dobrze pójdzie, to już niedługo zawiozą ją na szóste piętro, gdzie jest rehabilitacja, na której spędzi około dwóch tygodni. Musi tylko zacząć coś jeść! Spokojnie czekam więc na rozwój wydarzeń, bo póki co, Heine ma co rusz inny pomysł, jak ja się tu im przydam! Chociaż też nie zdziwię się, jak orzeknie, iż mam wracać do kraju!
piątek, 24 lutego 2012
Równowaga musi być!

Z Hanne wyraźna poprawa. Chyba jej odstawiono te otumaniające leki, bo reaguje, próbuje mówić, nawet się uśmiecha i macha ręką! Heine w wniebowzięty. Przestał wspominać o hospicjum. Ale przecież coś chciałam, prawda? To miałam! Ledwo dzisiaj Heine pojechał na granie, Trudel wycięła taki numer, że hej! Akurat poszłam do toalety. Za chwilę słyszę jęki. Pędzę, prawie trzymając majty w zębach, i widzę Trudel, jak leży plackiem na progu, przy wejściu na taras. Jak ona zdążyła zbiec z górki, poszukać klucz i się potknąć? Na całe szczęście nic jej się nie stało, ale co mi ciśnienie podniosła, to moje!

czwartek, 23 lutego 2012
Przepracowanie!

Od szóstej rano Trudel już się kręciła, światło paliła i przestawiała wszystko to, co wpadło jej w rękę. I po spaniu. Ale nic mnie nie goniło, to sobie gniłam w pościeli, a potem zrobiłam jej śniadanie. Czekałam na Pana. W końcu się zjawił. O której jedziemy do szpitala – pyta. Mnie obojętnie. Jemy w milczeniu, nagle on postanawia. Nie pojedziemy teraz!  -Jak ja mam śpiewać Rosamundę ( dla później urodzonych informacja, że ta piosenkę śpiewa się na melodię naszej pt: Bando, Wando), Hiszpańskie oczy i Tango Milonga? - pyta. Przecież będę miał Hanne przed oczyma i nie dam rady! Dobra! Zgodziłam się. Pojechał. Wróci pod wieczór. Coś przecież jednak robić trzeba! Sprzątnęłam swój pokój, przebrałam pościel, akurat druga pralka się pierze. Położyłam farbę na włosy. Zjadłam dwie parówki. Dla Trudel przyniosłam drugi termos świeżo naparzonej kawy! Co by tu jeszcze? Jakieś pomysły?

środa, 22 lutego 2012
Zawsze coś!

Tym razem nie było żadnych drgawek. Porobiło się natomiast to, o czym Spirytka pisała kiedyś w komentarzu do mego wpisu o wodzie. Wiadomo było, że Hanne nie ma siły połykać nawet śliny, ale kazano mi ją poić, podawać tabletki i różne inne środki. Doszło w końcu do tego, że Kobieta prawie by się udusiła własną flegmą. Jedno szczęście, że w tym akurat czasie byłam przy niej i mogłam zareagować. Szybkie podniesienie ją do siadu, i przynajmniej część z zalegającej przełyk i okolice flegmy, udało się jej zwrócić. Ale nadal słychać było dziwne bulgotanie. Heine wpadł w panikę. Po raz pierwszy wrzasnęłam na niego, bo plątał mi się pod nogami, a ja nie wiedziałam co najpierw do ręki włożyć, czy rękawiczki jednorazowe mają pierwszeństwo, czy nie patrzeć na aseptykę i robić wszystko gołymi dłońmi, czy użyć gaziki, a może miękki papier toaletowy będzie lepszy, bo ani ligniny, ani waty nie miałam. Jakoś mi się udało te wszystkie złogi pousuwać z jamy ustnej, ale bulgotanie trwało nadal, doszedł jeszcze bulgoczący kaszel. Heine zadzwonił do lekarza, ten mu kazał natychmiast dzwonić na pogotowie. Kiedy przyjechało, od razu zaaplikowano Hanne tlen i bez dyskusji zabrano do szpitalu, bo istniała obawa zalania flegmą oskrzeli, a nawet podejrzewano, że mogłoby dojść do zapalenia płuc, a tego Hanne już by nie wytrzymała. A zresztą i tak potrzebne było odsysanie za pomocą specjalnego urządzenia, bez którego, w warunkach domowych, żadną mocą nie udałoby się nic zrobić

wtorek, 21 lutego 2012
Powtórka!

Juz mi stres mija! Ale pół godziny temu Hanne zabrano ponownie do szpitala!

Spokojnie?

Zjawił się lekarz. Był wprawdzie na urlopie, ale jak wspominałam, Heine i On, to starzy przyjaciele. To, że się zjawił, to trochę też moja zasługa, bo już nie mogłam znieść tego, jak musiałam podawać Hanne leki w tabletkach. Nie ma tu moździerza, tabletki rozkruszałam szeroką końcówką największego noża, który znalazłam. Potem łyżeczkę sproszkowanych leków rozpuszczałam w wodzie, ale to i tak było za dużo na możliwości Hanne. Nie jestem żadną pielęgniarką, ale dla mnie jasne było to, że skoro leków w tabletkach, nawet w zawiesinie, nie bardzo jest jak podać, to chyba czas najwyższy zastąpić te leki takimi, które są w płynie. I poprosiłam, aby Heine w tej sprawie skontaktował się ze ich lekarzem. Przyszedł pod wieczór O dziwo! Pan doktor kazał odstawić leki. Mam tylko podawać co dzień kroplówkę, jak się uda, poić dodatkowo, i spokój! Ale nie było spokoju! O nie! Bo co się stanie, gdy Hanne dostanie drgawek? Heine na samą myśl o tym, dostaje ataku paniki. Nic – odpowiada lekarz – zadzwonisz pod 112!!! Słowotoku Heine nie byłam w stanie zrozumieć, ale widać, po przyjacielsku, pan doktor przemyślał sprawę, i nazajutrz rano zadzwonił, aby zmienić dyspozycje. Mam jednak podawać jeden z leków. Tak się składa, że to największe tabletki, z dotychczasowego zestawu! I znowu morduję tą biedną Kobietę. Potem jej mąż wpada na genialny pomysł, aby spróbować jej dać mus jabłkowy. Na nic moje veto! Próbowałam. Kolejny raz się przekonał, że to poroniony pomysł, nie pierwszy z resztą, z całego cyklu, który każe mi sprawdzać. Bosz! Oby mu się zamówienia na granie posypały, to Hanne będzie spokojnie odchodzić! Póki co, w tym tygodniu, tylko dwa są. Jakieś złote gody, i herbatka tańcująca seniorek.

niedziela, 19 lutego 2012
Ups!

Ups! Chyba było za dużo! Wina, oczywiście, bo zamówiłam lampkę, a przynieśli lampę! Takiego, jak lubię, czerwonego, wytrawnego. Do tego na przekąskę dolmadakie były z kawałkami świeżego ogórka i pomidora, dokraszone to wszystko słuszną ilością cudownie czosnkowego tzatziki! Małmazja i orgazm na słodko razem wzięte!!! A co sobie będę żałować? W końcu to koniec karnawału! Gdyby się kto pytał, to w tej tutejszej greckiej knajpce nie byłam sama. Hi,hi,hi! Z mężczyzną byłam. Polskim zresztą, jak najbardziej!

 Że co,że przy Hanne powinnam być cały czas? Że randka? Że myszy harcują, jak kota nie czują?  A właśnie nie! Nic z tego! Ale póki co, to idę spać!

I niech nikt nawet nie podejrzewa, że obowiązków nie dopełniłam. Zrobiłam wszystko co należy, potem była dyspensa od Heine, powrót i przednocne czynności przy Hanne.

O tym mężczyźnie będzie jeszcze, ale teraz Dobrej Nocy Wszystkim!

piątek, 17 lutego 2012
Woda!

Płyn życiodajny! Najważniejszy by żyć! Bez niego bardzo szybko umieramy!

Dopiero teraz wiem, jak ciężko jest napoić człowieka, gdy leży na łożu boleści i powoli traci pewne odruchy. Hanne prócz codzinnej kroplówki powinna wypić około litra płynów. To teraz najcięższe dla mnie zadanie. Poję ją herbatą i "drinkiem kosmonautów". To ostatnie, gdyby kto nie wiedział, co to jest, to po prostu bezresztkowy płynny pokarm, złożony głównie z witamin, minerałów i różnych innych odżywczych ingrediencji. Podaję jej to jednomililitrową pipetką. Inaczej się nie da. Dwie pipetki, czyli dwa mililitry, to jeden jej łyk, który jakby jest wymuszony, ale jest.  Pipetka od leku, który podaje się do gardła na rozpuszczenie flegmy, jest takiej długości, że prosto do przełyku wszystko trafia. Łatwo policzyć ile razy w ciągu dnia trzeba podać jej te mikroskopijne ilości płynów, by zbliżyć się chociaż w przybliżeniu do jednego litra. Wieczorem już mnie tak boli ręka, że najlepiej bym ją odłozyła na bok!

wtorek, 14 lutego 2012
Nocna bieganina i poranne trzęsienie ziemi!

Od rana mam mordercze instynkty i zastanawiam się, kogo najpierw ukatrupić: Heine czy Trudel! Heine należy się za to, że jest niereformowalny, niecierpliwy, wszystkolepiejwiedzący i nie da sobie nic powiedzieć. Skoro mu się tłumaczy, że Hanne ma trudności z połykaniem przez zbierającą się w ustach flegmę, którą musi odkrztuszać, to po jakie licho biega po mnie po nocy co chwilę, bo trzeba ją ratować? Po co ją dodatkowo przykrywa kocem, a potem lamentuje, kolejny raz mnie budząc, że żona się spociła? Wrrr! Ale to nie koniec atrakcji.  Wczesnym rankiem coś głośnego wyrwało mnie ze snu! Patrze na budzik, dopiero godzina 5.20! Co jest grane? Ale wysupłuję się z cieplutkiego łóżeczka, wychodzę na korytarz, otwieram drzwi do Trudel, a ta kołysze się w tył i przód, i jęczy! Za chwilę zjawił się Heine! Okazało się, że nie wiadomo jak, Trudel udało się w czasie snu przewrócić stojącą obok łóżka dość ciężkawą szafkę. Próbowała ją podnieść i tak się ta próba skończyła, że szafka ponownie jej wymsknęła się z rąk i upadła na stopę! I po spaniu! Trzeba było Trudel zmieniać co chwilę wodę w misce, bo sobie zażyczyła nóżkę wymoczyć! Wrrrrr!!!

 
1 , 2
Archiwum