Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 28 lutego 2010
Trudno dogodzić!

Po wielu miesiącach, ba, nawet latach, kiedy to zachciało mi się pięknych paznokci i zafundowałam sobie żelowe malunki,czego efektem było kompletne zniszczenie płytek paznokciowych, znalazłam panaceum!

Mam teraz piękne, mocne i długie paznokcie, które nie rozdwajają się, nie mają białych plam, i mogę je bezpiecznie pokrywać lakierem.

Wystarczyło tylko odkryć, że nie żadne belissy, żadne tabletki pokrzywowe, suplementy.

Tylko tabletki krzemowe sillica. Już po dwóch tygodniach był efekt. A ja jadłam po jednej tabletce dziennie przez 2 miesiące.

Tylko problem mam. Te długie pazurki przeszkadzają mi w pukaniu w klawiaturę. Każdy tekst, to ciągłe poprawianie. I pewnie muszę te moje cuda przyciąć! Buuu!

sobota, 27 lutego 2010
No, niech mi ktoś pomoże!!!

Mój osobisty Ślubny chce mnie na balkon wystawić! No!!!!

Nie miałabym pewnie nic przeciwko temu, gdyby to było lato. A co najważniejsze, gdyby mój balkon to nie ":żygownik" był, a przynajmniej taras, czy logia jakaś!

Spytacie, dlaczego?

To proste, jak świński ogon!

Po ostatnim chorowaniu, jakoweś kaszlisko mi siedzi w trzewiach, takie od "pępka" i dusi niemożebnie. Cały czas muszę mieć na podorędziu napitek, bo sucho się w gębie robi, a potem dusi jakoweś diabelstwo.

Ale po wczorajszych przebieżkach i dzisiejszym spacerze nad jeziorem, a także rozmowie długiej telefonicznej z Veanką, już wiem. Mam mieszkanie suche, jak Sachara. Trza nawilżaczy. A wiecie przecież, że moje Ślubne szczęście oszczędne jest. To wymyślił, że mogę sobie pomóc tak, jak przeszło 30 lat temu Synkowi mojemu, który chorzał niemożebnie. Mam pieluchy zamoczone w ziołowych rotworach kłaść na kaloryfery. Napary robić z terpentyną i koło łoża małżeńskiego umiejscawiać.

Tłumaczę mu, jak komu dobremu, że drzewiej to takie były sposoby, co nie znaczy, że nie ma dzisiaj lepszych. Jak groch o ścianę!

I co ja na tym "żygowniku" robić będę? No, co?

piątek, 26 lutego 2010
Zasapałam się!

Uff!

Ledwo dyszę!

Bo tak: najpierw 2 km szybkim marszem do siłowni, potem godzina siłowni, i powrót także 2 km, równie szybko.

Autorytatywnie stwierdzam, że kondycja mi "siadła" okropnie. Trzeba będzie od poniedziałku dołożyć conajmniej 3 razy w tygodniu basen.

Póki co, idę pod prysznic. Potem musze trochę odsapnąć, wypić herbatkę. Bo jeszcze jedna bieganina mnie czeka. Po blogach! :-). To, do miłego!

wtorek, 23 lutego 2010
Domowe już czują!

A co?

A wiosnę!

Proszę bardzo, jak nie wierzycie!

Obcięty pod koniec grudnia storczyk, już tworzy pędy kwiatowe. Tylko patrzeć, jak się rozwiną!

Przycięty po siedmiu latach bluszcz, którego 3 gałązki wsadziłam w ziemię na początku lutego, juz wypuszcza pierwsze listki.

Po dwóch miesiącach lenistwa, miniaturowe anturium wypuszcza pierwsze pąki fioletowych kwiatów.

A na drzewku szczęścia, które prowadzę zupełnie inaczej, jak zwyczaj nakazuje, pełno małych odrostów.

Śnieżnych zwałów coraz mniej, gdzieniegdzie już widać trawniki.

Idzie WIOSNA!

poniedziałek, 22 lutego 2010
Mail !

Pisałam TUTAJ o rozmowach na bardzo ważne, życiowe tematy.

Dzisiaj dostałam maila, w którym pisze, że rozmowa ze mną pozwoliła jej podjąć decyzję. Jest akurat po rozmowie z mężem w kwestii rozwodu.

A mnie jest tak jakoś nieswojo!

sobota, 20 lutego 2010
Niech już będzie ta niedziela!!!

Oboje ze Ślubnym lubimy słodycze. Jakoś tak, mniej więcej od dwóch lat, nasza słabość bardzo, ale to bardzo, pogłębiła się.

Wszystko przez to, że bardzo spodobał mi się zwyczaj niemieckich staruszków. Po obowiązkowej, dwugodzinnej przerwie poobiedniej, również obowiązkowa kawa. Oczywiście, do kawy słodkości.

I ten zwyczaj „przeflancowałam” do mnie, do domu. Jasna sprawa, że okrojony tylko do kawy i słodkiego co-nieco.

Po pewnym czasie, pojawił się jednak problem. Nasze ciuszki jakoś tak dziwnie zaczęły się kurczyć. Metodą dedukcji doszliśmy szybko do oczywistego wniosku. Trzeba ograniczyć słodycze. Ale jak to zrobić, bez gwałtownego szoku dla organizmu, przyzwyczajonego do codziennej porcji endorfin?

To umówiliśmy się, że na początek nie będziemy jeść słodkiego w tygodniu. Akurat minęło pierwsze 5 dni. Nie wiem, jak mój Ślubny, ale dla mnie to ciężkie 5 dni.

Mój organizm domaga się słodyczy, i nic sobie nie robi z zamienników, czyli mandarynek, kiwi, jabłek, bananów i pomarańczy.

Domaga się porządnej porcji czekolady i nie pogardzi nawet naszymi ulubionymi krówkami, raczkami czy kukułkami.

A do niedzieli jeszcze tyle czasu!

środa, 17 lutego 2010
Rozsądkowi wbrew!

Czasami trzeba zrobić coś zupełnie głupiego.

Akurat obejrzałam dwustutrzydziestypiąty odcinek "Brzyduli". Zaczęłam 13 dni temu.

I tak sobie oglądałam, oglądałam, oglądałam. Między snem, gotowaniem, sprzątaniem, zakupami i jeżdżeniem na rehabilitacje.

Ładna bajka!

No! To teraz można się ze mnie śmiać

niedziela, 14 lutego 2010
Toast!

"Dawno, dawno temu zebrały się wszystkie uczucia, jakie istniały na ziemii.

Szaleństwo zaproponowało zabawę w chowanego: ja szukam, a wy się chowacie!

Lenistwo ukryło się najbliżej.

Prawda postanowiła wcale się nie chować, bo i tak ją znajdą.

Piękno ukryło się w tęczy.

Wolność w podmuchu wiatru.

Wiara w niebie.

Zazdrość w ludzkich oczach.

Tylko miłość nie miała się gdzie schować, bo wszystkie miejsca były już zajęte. W końcu znalazła różany krzew i tam się ukryła.

Szaleństwo po kolei odnajdywało wszystkich. W końcu podeszło do różanego krzewu. I tak gwałtownie odsłoniło kryjówkę, że kolce róży pokłuły oczy miłości.

Od tej pory ślepa miłość chodzi po ziemii prowadzona za rękę przez szaleństwo.

Wypijmy za miłość!

Niech trwa!"

sobota, 13 lutego 2010
Zabić, czy udawać, że nic?

Olimpiada zimowa się zaczęła!

Moje ślubne szczęście kibic zapalany tak, że nie ma "totamto"!

Wprawdzie dał sie po południu wyciągnąć na spacer, bo Niunia zadzwoniła z żalem w głosie, że Dziadek jej nie kocha. Potem odsiedział na wizycie, ile należy,a i tak było widać, że mu się pod siedzeniem pali do tych wszystkich sportowych relacji.

Tylko wrócilismy w swoje pielesze, a już telewizor chodzi. I sport, sport, sport. A konkretnie olimpiada.

Pewnie tak będzie następne dwa tygodnie. I wdową słomianę pewnie będę.

Tylko, do jasnej, najjaśnistszej, dlaczego mnie woła i pyta: "zobacz, jaka fryzurę ma Liszowska! Włosy jej wyszły, pofarbowała je, czy co?"

A co mnie to obchodzi?

No, co?

piątek, 12 lutego 2010
Ufff !!!

Od wczorajszego popołudnia pada, i jak na razie końca nie widać.

Przy takiej śnieżycy i silnym wietrze, o dostaniu sie do naszego garażu mogę pomarzyć. Nie było wyjścia. Musiałam iść na rehabilitacje pieszo. W jedną stronę ok. 2,5 km. Droga powrotna, to dodatkowy kilometr, bo jak już wyszłam z domu, i brnę w tej śnieżnej bryi, to już po drodze weszłam do mojej przychodni na drugim końcu miasta, zrobiłam sobie termin do pulmonologa. Jakoś taki dziwny kaszel mam po ostatnim przeziębieniu. Trzeba sprawdzić, co się dzieje.

A zmachana jestem, ło matko pojedyncza!!!! Co sie jednak nie robi dla zdrowia i urody.

To teraz herbatka, pączuś i pobiegam sobie po blogowisku. Dobrze, że tylko wirtualnie.

Miłego dnia Wszystkim!!!!

 
1 , 2
Archiwum