Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
sobota, 28 lutego 2009

Nareszcie do domu!

Jezdze do Niemiec od przeszlo roku, ale nigdy z takim utesknieniem nie czekalam na powrot. W zeszlym tygodniu, w sobote wieczorem, kiedy wyjezdzal maz mojej Wekselki ( zmienniczki), z ktorym w poczatkowej wersji mialam wracac, a potem okazalo sie, iz jednak nie - powloklam sie do swojego pokoju i ryczalam jak bobr: " ja chce do domu"! Rozkleilo mnie dokumentnie to moje chorobsko. Ale Wekselka przywiozla z kraju polowe apteki chyba i serdecznie sie mna zajela. Pilnowala, abym pila wit.C, jadla magnez, a nade wszystko serwowala mi roznosci z amolu: kropelki z wody, smarowanie otworow nosowych, inhalacje goracymi oparami, no i nacierania wieczorem piersi i plecow . Przy tym ostatnim zajeciu, zasmiewalysmy sie do lez, bo gdyby nas kto zobaczyl, to nie wiadomo, co moglby sobie pomyslec. A przeciez my nie "kochamy inaczej! Hi,hi,hi!  Nie powiem jeszcze, ze na 100% jestem zdrowa, ale nareszcie czuje sie o cale niebo lepiej. No, i moge spac! Narazie tylko na lewym boku, bo prawy jeszcze "swiszcze", ale zawsze!

Jedno szczescie, ze Ona przyjechala, bo akurat od ubieglej soboty mala zachorowala na grype zoladkowa, a do tego rosna jej tylne zeby. W normalnym ukladzie, to nic specjalnie groznego, pod warunkiem, ze pilnuje sie, aby dziecko duzo pilo, co w pierwszym dniu bylo trudne. Wiadomo, Rodzina przezyla tragedie, ale choroba dziecka byla takim stresem dla nich, ze tego nawet nie da sie opowiedziec. Pan i Mloda przezywali to okropnie, przysparzajac nam dodatkowych emocji, niekoniecznie dobrych. To, co Oni oboje tu wyczyniali to momentami bylo zalosne i oszczedze opisow, bo mi juz przeszlo. Jakby w ogole sobie nie zdawali sprawy z tego, ze dziecko jest doskonalym odbiorca zlych emocji, ktore oddaje placzem i krzykiem!Momentami mialysmy wrazenie, ze Oni oboje sa zli, bo nie moga uczestniczyc w zabawach konczacych karnawal! Bylysmy nawet juz gotowe z Wekselka wiecej tu nie przyjezdzac. Dzieciaka tylko szkoda, wiec zagryzlysmy zeby i udalo sie nam wspolnie przetrwac ten zwariowany tydzien. Teraz Mala juz zdrowa, a domownicy jak miodem smarowani. Obawiam sie jednak, ze takich niespodzianek bedzie wiecej, tym bardziej, ze mala chodzi na pare godzin tygodniowo do mini przedszkola, gdzie o zalapanie infekcji nietrudno!

Wiadomo tez, ze ja zawsze musze cos "zmalowac"! Tom sie spier-ten-tego ze schodow, ktorych jest z dolu do gory 13 stuk. Wszystkie "drzewniane" i pieknie lakierowane. A skrzypia!!!! Umarlego z grobu by wyprowadzily. Na to lekarstwa nie mam, chociaz z Wekselka wszystkie drzwi naoliwilysmy, bo piszczaly okrutnie. I podkleilysmy krzesla filcem, bo nikt sie nie martwil, ze szuranie nimi o kafle, to niekoniecznie dobra kolysanka dla malej. A wracajac do schodow, to sobie schodzilam pewnego wieczoru cichutko, na palcach, i kapec o kapec sie zahaczyl. Jak gwizdlam, tom sobie przypomniala wpis KOCURKOWATEJ ( zobacz Kobieto, jaki masz wplyw na moje mysli hi,hi,hi ), i zaraz zaczelam hamowanie! Prawa konczyna! Zatrzymalam sie na 5 schodku od dolu. Wekselka dostala prawie zawalu, ale malutka spala, jak zabita, chociaz huk byl niezly, bo i waga moja calkiem sluszna! Teraz mam stluczona prawa czesc "niewymownej" i przepieknej urody siniak na prawej piszczeli. Zastanawiam sie tylko, jak zareaguje na te widoki moj Slubny! Jak sie wkurzy, to oskarzy o molestowanie i nie pusci zurück?

A dzisiaj odkrylam radosc porannego leniuchowania, o ktorej w ciagu ostatnich dwoch miesiecy zupelnie zapomnialam. Niby taka mala, prosta rzecz, a jak podniesie na duchu! Chyba nawet nie mam reise fieber. No, i jest moj mily Wekselek, kobieta o golebim sercu i niezmierzonych pokladach serdecznosci. To do jutra wytrzymam!

W poniedzialek ide na badania i do lekarza!

Tak wiec do napisania w pierwszy wtorek marca! 

wtorek, 17 lutego 2009

Powinnam, ale...!

Zgodnie z obietnica, kolejno powinien sie znowu pojawic wpis wspomnieniowy. Przykro mi bardzo, ale go nie bedzie! I naprawde nie wiem, kiedy sie pojawi. Nie wiem tez, jak iine wpisy sie szybko pojawia!

Prawda jest taka, ze bylam dzis ponownie u lekarza, a ten orzekl, ze mam zaniedbany bronchit, przepisal bardzo silny antybiotyk do brania 3 razy dziennie i dal skierowanie na rentgen.

Bo ja niestety nie wylezalam swojego pierwszego zapalenia oskrzeli, ktore mnie dopadlo po trzech dniach pobytu tutaj. Fizycznie nie dalo sie tego zrobic, bo przeciez bylo dziecko do opieki, a potem jeszcze doszly te wszystkie smutne sprawy z jego matka. I chociaz lekarz przepisal mi antybiotyk, ktory spowodowal, ze po tygodniu juz bylo ze mna ok., to jednak po nastepnym tygodniu, jakas zaraza mnie znowu dopadla. A moze ja ja sobie sama wyhodowalam, nie wiem. Byc moze tez wina w pewnym stopniu lezy w klimacie, jakby nie bylo, gorskim i jego suchym powietrzu, ktore lykalam na kazdym specerku z Malutka!! W kazdym badz razie, na zmiane, albo sie dusilam od kaszlu, albo nie mialam czym oddychac, bo zatoki sie zamulaly na calego. Polykalam jakies lekarstwa donoszone przez Mloda, pilam hektolitry herbat roznistych,stosowalam cytryne, miod i ulubiony tu fenchel ( koper), i zero rezultatow. Nawet juz mi nie pomoglo ssanie gozdzikow, ktore polecila Magru. Co sie zatykalo, to sie nie chcialo odetkac!

I bylo jasne, ze nie przelewki, bom juz sie slabowita zrobila, jak niemowle, a i pot nieraz mnie dopadal chorobskowy. Lekarza mi bylo trza. Dobrze, ze Mloda to zalatwila w tri miga, jak tylko temat podnioslam.

Wiec teraz w chwilach wolnych bede sie oddawac walce z zaraza, ktora mnie drazy. Nie bede nawet myslec o niebieskich migdalach. Komp wiec tez pojdzie w odstawke. Mam jednak nadzieje, ze jak w sobote przyjedzie zmienniczka, to Ona sie wszystkim zajmie ( bo mamy byc we dwie caly tydzien ), a ja tylko swoim zdrowiem.

Papatki!

Nerw mi puscil!

Ja naprawde mam dobra pamiec! Troche krotka, to fakt. Ale dobra! Czasem udaje mi sie cos zapomniec, ale w koncu jestem tylko zwyklym czlowiekiem. Zdarzylo mi sie wiec, ze rano, po zaaplikowaniu mleka dziecieciu, ktore ono w oka mgnieniu wypilo, wzielam je do siebie, aby strudzonego ojca, ktory spal snem sprawiedliwym nie budzic. A po 3 minutach, ony tata wpada z pretensjami do mojego pokoju, ze pozbawiam go jednej radosci porannej zabawy z dzieckiem! No zez Ty! Uszy stulilam po szwach, obiecalam pamietac. Ok! Ale slysze, jak na dole rozne szajsy lataja. Tom sie znerwila lekko. I chyba z tych porannych nerwow, zupelnie mnie sie za niedlugi czas, krotko po sniadaniu, po-pier-tego znaczenie wyrazow "uhre" i "stunde" ! A mialam za jeden kwadrans przyszykowac dziecko i jego "kindertasze", bo gdzies razem pojada! Niestety, zrozumialam, ze chodzi o godzine pierwsza! Jakie wiec bylo moje zdumienie, gdy znow dostalam o-pe-er, bo dziecko nie gotowe. Faktem jest, ze tasza jest zawsze gotowa, jedynie w mini termosie nalezy wymienic wode z zimnej na goraca. Wiec w trakcie ubierania malej, woda zdazyla sie ugotowac. Ale to bylo przeciez o cale 5 minut za pozno, jak Pan sobie zyczyl!

Jak pojechali, poszlam do siebie, polozylam sie. Kolatala mi mysl po glowie: spokoj, spokoj, spokoj! Ale nie przyszedl. Rozedrgalo sie wszystko we mnie, jak w jakiejs starej katarynie. Wstalam, i aby zabic czas, czyscilam wszystkie szyby i lustra z paluszkow dzieciecych. Nie do mnie naleza porzadki, bo jest tu dochodzaca co tydzien sprzataczka, ale czulam, ze cos robic musze, bo eksploduje! Na to przyszla Mloda, widziala chyba, ze cos ze mna nie teges. Zaczela zagadywac! To ja nic, ino sie poryczalam. Taki placz, od wielu tygodni, to czyste oczyszczenie jest! Ona, mloda, jeszcze tego nie wie. Ale zaczela sie dopytywac o szczegoly, to jej wygarnelam, o co mi chodzi. Do wieczora Pan obchodzil mnie z daleka! Ciekawe, na jak dlugo? Ale nastepnym razem chcho juz nie bede!

niedziela, 15 lutego 2009

Pamiec - stancje

1.

Moj pierwszy pokoj sublokatorski, ktory dzielilam jeszcze z jedna dziewczyna, byl w dwupietrowym domu, blisko centrum miasta. Wlascicielkami byly dwie siostry, ktore w nim z rodzinami zamieszkiwaly. Drugie pietro, to tylko 2 ogromne pokoje, do kazdego z nich korytarzyk i toaleta z umywalka. Jeden pokoj, wynajmowala jedna rodzina chlopcom, drugi pokoj, druga rodzina dziewczynom. Dlaczego tak, pojecia nie mam, tym bardziej, ze np. ja i moja wspolspaczka mialysmy zakaz sprowadzania chlopcow. Podejrzewam, ze chlopcy nie mogli sprowadzac dziewczyn. Zawsze mnie ciekawilo, czy nasi gospodarze zakladali, ze miedzy lokatorami obu pokoi nie nawiaze sie zadna wiez. Fakt, faktem nie zdazyla sie narodzic, ale o tym potem. Umeblowanie to tylko dwa lozka, szafa 2-drzwiowa, stol i tylko dwa krzesla, chyba dlatego, aby nikt nie mogl przyjsc. Drzwi wejsciowe byly zamykane o 23. Zapowiedziano nam, ze kto sie spozni, to moze nocowac na podworku, bo nikt nie bedzie spoznialskim schodzil je otwierac. W zasadzie nie mialam wielkiego problemu z pilnowaniem wlasnego powrotu. Towarzystwo, w ktorym sie obracalam, to znajomi i kolezenstwo mojej Kuzynki. Poznala mnie ze wszystkimi i wszedzie razem chodzilismy. Poniewaz Ciotka byla osoba strasznie zasadnicza i pilnujaca dyscypliny, Kuzynka prawie zawsze musiala byc w domu przed 22, wiec i ja wtedy tez szlam do siebie. Raz tylko mi sie zdarzylo w ciagu dwoch miesiecy, ze nie spalam na stancji. Wszystko przez to, ze bardzo spodobal mi sie jeden z kolegow Kuzynki. Koniecznie chcialam go poderwac, ale chlopak byl jakos bardzo oporny. Pewnego wieczora, razem z nim i jego przyjacielem siedzielismy dosc dlugo w parku. Palilismy papierosy, rozmawialismy, bylo wesolo, ze zapomnielismy sie zupelnie, ktora jest godzina. Gdy sie zorientowalam, zaczelam panikowac, ze bede musiala chyba spac pod plotem. Uslyszalam zapewnienie, od tego chlopaka, ktory mi sie podobal, ze nie ma problemu. Pojdziemy sprawdzic, czy drzwi sa zamkniete, a jesli beda, to on  przenocuje mnie u siebie, bo akurat tak sie sklada, ze jego mama wyjechala i nie bedzie problemu. W tym momencie wpadl mi szalony pomysl do glowy. Gdy doszlismy do mnie udalam, ze otwieram drzwi. O dziwo, nie byly zamkniete. Chyba gospodarze zapomnieli o tym. Ale ja oczywiscie sklamalam i poszlismy do domu Kolegi. Jakie bylo moje zdumienie, gdy sie okazalo, ze spac tez bedzie u niego jego przyjaciel. Trafilam na mlodego dzentelmena i moj plan usidlenia chlopaka na dobre sie nie powiodl. Rano spokojnie poszlam do pracy. Najsmieszniejsze w tym bylo to, ze w kontaktach z chlopakami nie wyszlam poza pocalunki i niesmiale pieszczoty, a tu taka desperacja! :-)))

Jak mozna sie domyslec, te drzwi wejsciowe, to motyw przewodni opowiadania o tym pokoju. Bo zdarzyl sie dzien, mniej wiecej w polowie sierpnia, gdy bedac na randce,z zupelnie innym chlopakiem, zaczelo strasznie padac. Bylismy akurat w poblizu mojej stancji, wiec postanowilam zaryzykowac i przeczekac ulewe u mnie. Szlismy wiec po schodach doslownie na paluszkach. Jakie bylo moje zdziwienie, gdy sie okazalo, ze na taki sam pomysl wpadla moja wspolspaczka. I chociaz zachowywalismy sie jak myszy pod miotla, nie trwalo dlugo, jak wpadla do nas gospodyni ( chyba jakis psi wech miala ), zobaczyla chlopakow, siedzacych na lozkach i bylo  "po ptokach". Obie dostalysmy dwutygodniowe wypowiedzenie na opuszczenie tej stancji i poszukanie czegos nowego.

Opuszczajac ten dom, nie czulam zalu ni skruchy. Gospodarze byli niemili, nie mozna bylo korzystac z kuchni, aby sobie cos zrobic do jedzenia. Zakaz wstepu dotyczyl tez lazienki, mylysmy sie w umywalce, a wode do prania grzalam grzalka. Dwa tygodnie w zupelnosci wystarczyly, ze znalazlam pokoj tylko dla mnie, w willi przy jednej z glownych ulic wylotowych, o czym cdn.

piątek, 13 lutego 2009

Nareszcie....

W koncu sie zmeczylam! To znaczy, drugi raz, jak jestem tutaj, to sie zmeczylam. Jak na 7 tygodni tutaj, to sama sie dziwie, ze taka silna jestem!Bo sniegu posypalo wedle uwazania. A jak snieg, to sanki; a jak sanki, to wywrotki kupione dla maluszka. Ale maluszek dzielny byl,bo nawet, jak nie wyrobilysmy zakretu na wykrotach polany, i ryl malym noskiem w sniegu, to zasmiewal sie, ze hej! I zagarnial raczkami, po boczkach cale polacie snieznego puchu! Tosmy jeszcze sobie na wozkowy spacer poszly, bo w poludnie dziecie spac nie chcialo, ino wylo, jak potepieniec jaki ( wieczorkiem dopiero sie pokazalo, ze nowy zabek mamy!). Chcialam dac na wytrzymanie, ale przeca sie nie da, prawda? To z kroku na krok, powoli, na palcach, bez przytupow, szagalam przed sie, a potem z powrotem!

Takie wolne chodzenie ma to do siebie, ze czlek umeczy sie niemozebnie! Nawet liczylam kroczki! W jedna stronke wyszlo, ze bylo 1812 do "gasztatu". Na powrocie pewnie wiecej, o co najmniej 30 kroczkow ( auto stalo na srodku chodnika, jezdnia waska, to nie ryzykowalam z wozkiem), a poza tym,przy zejsciu do naszej polany jest zjazd dosc stromy, to szagi sa jeden na jeden ( pewnie tez nadrobilam ze 40 kroczkow )! I juz z tego wszystkiego to nawet nie wiedzialam, czy to mnie lydki, czy uda bola. Ale gdzie ja moge pasc???? Kolacje przygotowalam, stojac oczywiscie na mych starych nozetach przy kuchni, a Mloda tlumaczy, ze szamac nie bedzie, bo idzie na "szol", gdzie tez jesc daja! Ale Pan domu nie pogardzil krokietami. I tosmy sobie pogadali! I dziecie sie uspokoilo! I zasnelo w tri miga, az dziw!

PS! Wspominki beda co drugi wpis! Buzolkam czekaczy i cala reszte!

środa, 11 lutego 2009

Pamiec - zyciowy wybor!

Zdajac do technikum chemicznego, bylam przekonana, ze w przyszlosci nie bedzie problemow z praca. Przeciez Polska miala sie rozwijac, przemysl chemiczny mial byc lokomotywa nowoczesnosci. Ale wiadomo, rzeczywistosc lubi sobie poskrzeczyc. W roku, w ktorym mialam zdawac mature dopiero rodzily sie plany Celulozy Kwidzyn, a w zakladach Chemicznych Police pod Szczecinem dopiero oddano wytwornie kwasu siarkowego. Wybor byl skromny w miejscu, gdzie wtedy mieszkalam. Albo "gumowka" w Grajdolku, albo przekwalifikowanie sie, i zaczecie pracy gdzie badz. Oczywiscie, prace te mial mi zalatwic moj tato, dyrektor malomiastecznkowej szkoly podstawowej. A ja chcialam sie wyrwac w swiat. Z domu, ktory byl zimny nawet latem, od problemow moich Rodzicow.

I wymyslilam sposob. Byc moze to ja bylam prekursorka wysylanych c.v.? Prosze sie nie smiac! Temat jest jak najbardziej powazny. Byla koncowka lat 60-tych, a ja wzielam pare ksiazek telefonicznych i porozsylalam swoja oferte pracy do kilkudziesieciu zakladow w pasie od dzisiejszego Pomorza Zachodniego, przez obecne woj. Pomorskie, Kujawsko-Pomorskie, dawniejsze Olsztynskie i prawie zahaczylam o Suwalki! Ze koncze taka, a taka szkole; w takiej a takiej specjalnosci;pragne odbyc staz, a po nim normalnie pracowac ku zadowoleniu wszystkich, i takie tam trele morele! Do dzis pamietam, ze na prawie 40 wyslanych listow, przyszlo 16 odpowiedzi negatywnych. Ze oni bardzo przepraszaja, ale nie ta specjalizacja, brak doswiadczenia, brak etatow, i gdyby co, to sie odezwa kiedys, jak sytuacja gospodarcza kraju sie polepszy. Przyszla tez jedna odpowiedz pozytywna. Tak, potrzebuja laborantki; tak, jak najszybciej; tak, gdybym mogla od 1 lipca;tak, staz mam w kieszeni; tak, gwarancja zatrudnienia na stale,po zdanym egzaminie stazowym! Nie tylko ja bylam z tego zadowolona, ale rowniez moi Rodzice, bo pozytywna oferta przyszla z miasta, gdzie mieszkala siostra Taty. Mnie akurat ten fakt specjalnie nie cieszyl, bo znalam Ciotke jako osobe bardzo zasadnicza i jeszcze bardziej "chlodna", niz moj ojciec. Nie mniej jednak, to Ciotce powierzono sprawe znalezienia mi stancji. Mnie pozostalo tylko wstepnie zlozyc papiery i spokojnie przygotowywac sie do egzaminu maturalnego. A powtorek bylo sporo, bo samych przedmiotow zawodowych byla niemala ilosc.

Matura, to wlasciwie formalnosc. Oczywiscie poza matematyka, bo w tym przypadku spokojnie sobie czekalam, az dotrze do mnie sciaga, i dzieki temu na swiadectwie znalazla sie jedyna trojczyna. Bal maturalny to raczej koszmar, bo nie dosc, ze mialam taka sama sukienke, jak jedna z kolezanek, to jeszcze bylam bez pary, jako "nieutulona w zalu" po mojej najwiekszej milosci szkolnej - Adamie. A potem zaraz pojechalam na Wybrzeze, do Wujostwa ze strony Mamy. Na caly tydzien, ktory mial mi zastapic prawdziwe wakacje.  Kuzynostwo zajelo sie mna bardzo serdecznie, i praktycznie nie bylo wieczora, abysmy nie bawili sie na dyskotece w Sopocie po calodniowym zwiedzaniu Trojmiasta.

Ale nadszedl dzien, w ktorym opuszczalam, jako pierwsza z rodzenstwa, domowe pielesze. Mama przygotowala mi wyprawke. Dostalam watolinowa koldre ( kto takie jeszcze pamieta? ), poduszke i jasiek, po dwie zmiany bielizny poscielowej, 2 reczniki kapielowe i kilka zwyklych frotowych, 4 sciereczki do naczyn, 1 rondelek, komplet sztuccow, kubek, szklanke, imbryk do herbaty, talerze: gleboki, obiadowy i sniadaniowy, maszynke  i grzalke elektryczna, emaliowana miednice,szufelke ze zmiotka. To wszystko, a takze kilka workow z ciuchami na 4 pory roku, Tato zaladowal w syrenke i pojechalismy. Do miasta, w ktorym mieszkam do dzis. Nastepnego dnia bylam juz sama i zaczynalam zycie na swoj wlasny rachunek, o czym cdn.

poniedziałek, 09 lutego 2009

Czy czlowiek jest zawsze czlowiekiem?

Jeszcze sie trzese! Obejrzalam film: Dziewczyna z sasiedztwa. Oparty na faktach autentycznych z konca lat 50-tych, wedlug powiesci Jacka Ketchuma, w rezyserii Gregory M. Wilsona.

Juz od pietnastej minuty filmu sparalizowalo mnie, a lzy same ciekly z oczu!

Jakim zwierzeciem, nie, bestia potrafi byc czlowiek !!!!

niedziela, 08 lutego 2009

Pierdolki i takie tam.....!

Juz niedziela! A ja na posterunku. Mloda pojechala z Freundem na tance, tzn, na pokaz, bo dzielnie cwiczy i trenuje, a potem sie produkuje w grupie. Pan domu wybyl na jakas imprezke urodzinowa, zapowiedziawszy, ze nie wie, o ktorej wroci. Seli spi, ja obskoczylam wszystkie blogoulubionki, podgrzalam sobie, i z apetytkiem wszamalam wczorajsza kolacje, na ktora nie bylo chetnych - schabik nadziewany pieczarkami- popilam winkiem, co go panisko zostawilo, i humor mam troche lepszy. Bom przed chwila sie wnerwila ociupinke. Powinnam sie zaczac bac, cy cos? Nie naleze do osob strachliwych, wrecz przeciwnie, jestem do gruntu realistka. Ale jak jestem z dala od ludziskow, w domku, jakby nie bylo, lobcym, na srodku wielgachnej polany, okolonej swierkami i cosik trzeszczy tu i tam? To co ja moge, zwlaszcza, ze komorki tu i inne gpsy nie dzialaja? Przecie mi po pleckach ciareczki zaczynaja chodzic. A noz-kakauko ktos na nas dybie? Na moja dawna cnote tez? Jak tu spac, ja sie pytam?

I wyszlo mi na to, jak sobie tu rozmyslam, ze nie mam juz o czym pisac! 

Bo ustalilo sie wszystko. W tygodniu, rano, miedzy siodma a osma godzina mala sie budzi, wypija butle mleka i schodzimy na pokoje.  Bawimy sie, dreptamy cwiczac chodzenie, budujemy z klockow, czytamy ksiazeczki (niemieckie), spiewamy ( po niemiecku umiem 4 piosenki), wyglupiamy sie, po czym idziemy na spacer. W tej czesci doliny, okolo 10-tej pojawia sie slonce. Czasem sie zdarza, ze w polowie spaceru nachodzi na wszystko okropna mgla, i wtedy szybko wracamy, bo robi sie niesamowity ziab. I mala idzie spac. To ja w net. Czasem sie budzi, bo cos jej przeszkadza - najczesciej walenie kolatka w drzwi, gdy przychodza rozniste ludki. Potem obiadek, mala sie bawi, ja przygotowuje wieczorne jedzenie. Zjawiaja sie domownicy, ja ide w odstawke. Po kolacji maszerujemy do lozka. Koniec dnia.

I tak dzien, za dniem. Z mala roznica na weekendy, bo wtedy zawsze gdzie jedziemy do restauracji, przy okazji poznajemy znajomych i krewnych domu.

Nie ma wiec o czym pisac!

Musze sobie w glowie poukladac pare rzeczy, tym bardziej, ze IKROOPKA przypomniala mi, iz dawno temu obiecalam ciag dalszy wspominanek osobistych!

To nastepny wpis o skonczeniu szkoly sredniej bedzie, i co sie dzialo potem!

Dobranoc!

Wspanialej niedzieli!

Nie mniej wspanialego nastepnego tygodnia!

piątek, 06 lutego 2009

Bedziemy sie chwalic!

Na poczatku troche sie dziwilam. Bo mam jeszcze w oczach obraz, jak duze niemowlaki sa sadzane u nas do chodzika, nie majac jeszcze nawet roku. Dla ich mam to niby wygoda, ale czy z pozytkiem dla koscca dzieciaczka, smiem watpic. Natomiast tutaj, mimo, ze Mala ma juz ponad rok, nikt ja na sile nie zmusza do chodzenia. Zostawia sie wszystko madrej naturze! Ale oczywiscie, w pewnym momencie uznalam, ze przeciez mozna zaczac dziecko zachecac do dreptania na wlasnych nozkach. Poczatkowo szlo opornie, malutka co chwile siadala na pupie i za nic nie dala sie uniesc do pionu. Ale z czasem coraz wiecej bylo momentow, w ktorych stawala sama, przez pare sekund, a teraz minut.Potem chyba odkryla w chodzeniu fajna zabawe. Bo trzyma sie moich spodni z tylu, niby mnie popycha, ja dreptam udajac kaczke, mala sie zasmiewa i maszeruje za mna. Kolejne osiagniecie, to dreptanie trzymajac sie mnie tylko jedna raczka, a potrafi juz tak przejsc caly pokoj. Przy okazji opanowala wchodzenie na kanape, oraz schodzenie z niej. Robi to w przerozny sposob, czasem wlosy mi staja deba i tylko refleksowi wlasnemu dziekuje, ze w pore zdaze ja zlapac. Musze miec oczy wokol glowy. Mam wiec niezla gimnastyke, a dziecko zabawe, w ktorej doskonali swoje umiejetnosci. Jeszcze troche i zacznie chodzic samo! To dopiero bedzie! Bo wczoraj, w czasie wizyty Doris ( kolejnej dawnej przyjaciolki Moni ), Mala zrobila samodzielnie trzy kroki!

A poza tym, nauczyla sie jesc mniej rozdrobnione pokarmy. Ma juz tyle zabkow, ze szybko pojela, do czego sluza. Wcina tez klopsiki i gotowane miesko kurczaczkowe. Oczywiscie, makaron z sosikiem to najulubiensze danie!

Rozpisuje sie tak, jakby to moje dziecie bylo. Ale wierzcie mi! Dla mnie to sama radosc patrzec, jak malutka z dnia na dzien sie rozwija! Pewnie juz zapomnialam o wlasnych latoroslach - ktos pomysli! Nie, wcale nie. Tylko to w sumie takie niespodziewane doswiadczenie. Nawet moja najmlodsza Wnusia dopytuje sie na skype o Selini. Kto wie? Moze niedlugo same beda sobie cos tlumaczyc po swojemu? Tylko mala powinna sie nauczyc angielskiego, bo moja Pifka juz calkiem, calkiem gada! I skad ja tu nauczycielke wezme? ;-)

środa, 04 lutego 2009

Szpilki!

Na plytkach z filmami, ktore przygotowuje mi do ogladania na wyjazdy moj Synek, zazwyczaj sa te z gatunku fantasy, kryminaly, sensacyjne, thillery. Obyczajowe, dramaty i komedie romantyczne, to cos, co rzadko sie trafia. Jakie wiec bylo moje zdumienie, gdy trafilam na film: P.S. Kocham Cie! z Hilary Swank w nietypowej dla siebie roli wdowy.

Ja juz nie wspomne, ze splakalam sie, jak norka. Ze powiedziano tam pare zyciowych prawd, od ktorych dech zatyka. W koncu, leciwam lekko, to sie moge wzruszac do woli. A z dala od swoich, to tym bardziej! ;-)))) Ale, ludzie! Gdy zobaczylam u Hilary te lakierowane pantofelki, do sukienki w ogromna czarno-koralowa krate! Cudo! Koralowe cale, z czarnym klockowym obcasikiem i koturnem bardzo cienkim. Pomarzyc tylko moge! Juz wieki cale nie nosze szpilek. Nozeta nie wytrzymuja, tudziez kregoslupek. A kiedys, panie dziejaszku, smigalo sie przez cale lata w niebotycznych obcasikach. Bo akurat ma sie lydeczki ciut grubawe, a te obcaski, to wysmuklaly, ze hej! Teraz to tylko plaskie obuwie, tudziez lekki slupek, no czasem, w odruchu desperacji trafi sie klinik. Ale szpilaski bym sobie ponosila. Okazja bedzie. W czerwcu! Chrzesniak nasz wspolny, tzn. Slubnego i moj sie zeni. Beda tance!

Pomarzyc, dobra rzecz! Nic nie kosztuje! :-)))

 
1 , 2
Archiwum