Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
czwartek, 14 lutego 2008

Żona zła!

Wieczorem wyjazd do niemieckiej Babki. Jestem już spakowana. W zamrażarce dla Ślubnego  bigos, fasolka po bretońsku i pierogi różniste, o które prosił; a także pasztet, który sobie odmrozi na Wielkanoc. Muszę jeszcze dokupić wszelkie ingrediencje do tortu czekoladowo-śmietanowego, który zrobię w sobotę. Babka w niedzielę obchodzić będzie 90-te Urodziny. Oj, będzie feta!

Tym razem nie ubezpieczałam się w PZU, tylko wyrobiłam sobie europejską kartę ubezpieczeniową, która wystawia oddział NFZ. 

A, jeszcze upiekę ciasteczka, niech Ślubny sobie trochę czas osłodzi w pierwszych dniach mej nieobecności!

Tylko dlaczego ja się cieszę, że wyjeżdżam i zostawiam dom na całe 6 tygodni!

Nienormalna jakaś jestem, czy co?

Pa! Pa! Pa!

Do poczytania w kwietniu!

wtorek, 12 lutego 2008
Masa ciała!
Odwiedzając niektóre blogi czytam, jak to Kobiety prowadzą nierówna walkę ze zbytecznymi kilogramami. I jeśli specjalnie nie dziwię się tym, które chcą wrócić do dawnej figury sprzed ciąży, to współczuję tym, które uważają, że są nie dość szczupłe i katują ciało różnymi dietami.
Nie od dziś wiadomo,że zbyt duża masa ciała powoduje prócz problemów estetycznych,także problemy natury...funkcjonalnej.
Trudno się schylić do stóp własnych, by zapiąć buty, trudno ubrać cienkie rajstopki.
W lecie, grubasom gorąco podwójnie, otarcia w miejscach intymnych to norma, a przy np. szybkim marszu - zapocenia ze skutkiem zapachowym nie da sie ukryć.
Ciężkie i smutne to życie? Wieczne liczenie kalorii i pomstowanie na wagę każdego ranka i wieczora.
A co najbardziej jest wkurzające? A choćby to, że problem wydaje sie mało ważny dla faceta z tobołkiem przed sobą. Poklepuje sie taki, i mówi z rozbrajającym uśmiechem, że to mięsień piwny.
No, piwny też.
Coraz więcej jest ludzi otyłych na naszych ulicach.
A jednak funkcjonują, żyją, są szczęśliwi.
Więc moze nie warto się tak bardzo przejmowac i katować?
Bo akurat niemozność zjedzenia kanapki w bezsenną noc/od razu uspokaja/ stresuje mnie strasznie, chociaż nie jestem akurat otyła. No, może z nadwagą!
Ale z drugiej strony - niemożność wbicia się w kostium plażowy też stresuje.
A jeszcze bardziej odsyłanie  przez sprzedawczynie do półek z największymi rozmiarami odzieży.
Sic!
poniedziałek, 11 lutego 2008

Chłopy...!

Biedny Ci ten mój Ślubny, oj biedny! Ranny został. Przy niedzielnym śniadaniu. Zamiast otwierać paczkę sera, pociągając za paseczek, zabrał się do tej czynności za pomocą noża. A niedawno sam go naostrzył. Efekt? Ścięcie skóry z opuszka! A ten, wiadomo, mocno ukrwiony, to i krwi obfitość wielka. Pomogłam opatrzyć, nakleiłam plaster. Ok.

Przy obiedzie On mnie prosi, abym mu mięsko pokroiła, bo biedaczek nie może noża utrzymać! Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać! To mi się chłopisko obraziło, no, bo co by to było, gdyby On naprawdę zachorował?

Jakby nigdy chory nie był! Nie od dziś wiadomo, że jak chłop chory, to życie na planecie zamiera, a przypadek jego jest najważniejszy w histori medycyny. Tylko jakoś nigdy lekarstw nie może wziąć do końca. Bierze je do czasu, gdy już może z łoża boleści głowę podnieść!

Nie na darmo moja Babcia mawiała:" chłop w chałupie, to wrzód na d...! A już chory, czy raniony, to prawdziwy dopust boży!

piątek, 08 lutego 2008

Napęd na 4!

Rano tylną część niewymowną, miałam ołowianą do wstawania. Jednak mus był. Pies.

Ale potem!

- zakupy zrobiłam,

- ugotowałam obiad i bigos, którego sobie Ślubny zażyczył,

- wypucowałam, co było do wypucowania,

- wymieniłam książki w bibliotece,

- zrobiłam sobie pedikiur i manikiur,

- pofarbowałam włosy

- na zaproszenie NFZ poszłam do poradni zrobić cytologię,

- dorobiłam jedną ozdobę w butelce na parapet kuchenny,

- upiekłam ciasteczka serowe z brzoskwinią

A teraz już czas się zatrzymać. Wypić herbatkę z mango i spróbować tych ciasteczek.

Macham popołudniowo. Kto chętny niech się częstuje, w razie czego dołożę na talerzyk.

środa, 06 lutego 2008

Plan dnia

Niestety, niewykonany.
Nie zrobiłam tego, co zamierzyłam. Dzień mi się rozciągnął jakoś tak, jak guma od "niewymownych". A tu już prawie noc. I jutro muszę wyjątkowo rano wstać. Jak na mnie wyjątkowo. Ludzie wstają wcześniej.
Dla mnie od wczoraj, kiedy psina zaczyna harce pod drzwiami, manifestując chęc wyjścia za potrzebą- to środek nocy!
Tak mówiłam  kiedyś, kiedy musiałam zwlec się i odszykować do wyjścia około siódmej rano!
I w dodatku przypalilam kluseczki w pomidorowej!
To przez laptopa.
Ale tak go lubię...!
wtorek, 05 lutego 2008

Adopcja!

Ślubny stwierdził parę dni temu, że mam nie po kolei. A niech tam. Może i nawet zwariowałam. Ale zgodziłam się na tydzień zaadoptować psa sąsiadki. Wyjechała Ona wczoraj wieczorem do pracy, do Niemiec, a jej mąż dopiero na koniec tego tygodnia dostanie urlop, aby przyjechać do domu ( bo pracuje w delegacjach) i zawieźć psinę do któregoś z ich Dzieci.

I od wczoraj macha do mnie ogonem suczka podobna trochę do boksera.

Jesteśmy już po długim spacerze i po śniadanku. Teraz  ja popijajac aromatyczną kawkę,  buszuję po blogowisku, a Dianka leży za mną na dywaniku i pilnuje, abym jej nie opuściła, bo chyba troszeczkę tęskni za swoimi. Zapowiada się ciekawy tydzień. Bo nie od dziś wiadomo, że pogadać z psiakiem można na każdy temat, a zwierz ze wszystkim się zgodzi. A co najważniejsze kilkakrotne w ciągu dnia, długie spacery zrobią mi dobrze na "urodę".

A stwierdzeniem Ślubnego, że sąsiad może nie dostać znów urlopu, a ja mam pamiętać o moim zbliżającym sie wyjeździe, będę się martwić, jeśli w ogóle będzie trzeba!

poniedziałek, 04 lutego 2008

Spacer zimowy!

Wczoraj. Niedzielny poranek. Nieśpiesznie wstajemy, obudzeni jasnością dnia za oknem. Powolne śniadanie: jajecznica, chleb z masełkiem, kawka. I decyzja! Szkoda siedzieć w domu, skoro termometr wskazuje 2 st. w plusie, wiatru nie widać, a słońce! Świeci prawdziwie wiosennie.

Pojechaliśmy więc na naszą nadjeziorną działkę. Najpierw wspaniała niespodzianka. Żadnego kopczyka kretowego. Super! Jednak położenie siatki pod nową, grubą warstwę ziemi na jesieni, zdało egzamin. Nareszcie działka będzie prosta, tylko wysiać nową trawkę!

Trochę się tylko zmartwiłam, że jakoweś stworzenia porozkopywały mi pod płotem wysadzone w nowych pojemnikach cebulki tulipanów i narcyzy. Przykryłam je starymi gałęziami, bo ziemia zmarznięta i nie ma jak ukopać.

A potem poszliśmy sobie wolniutko na spacer, nad jezioro. Przybrzeżną strefę, z braku zacumowanych latem łódek, opanowały rzesze ptastwa wodnego.

Spacerując i wystawiając do słońca buzie, zobaczyliśmy w pewnym momencie kilka łabedzi, które powolnie zaczęły kołować nad jeziorem. Zrobiły 3 rundy i odleciały za las.

A po południu, jakby się umówili, przyszy Dzieci. Najpierw Córcia, a potem Synek, nie tylko z maleńką Wnusią, ale z Synową się pojawił, co niezmiernie mnie zadziwiło, ale też ucieszyło. Bo na spacery, zwłaszcza do Rodziców powinno się chodzić rodzinnie.

I na rozmowach, wesołych przekomarzankach, przy kawce i ciasteczkach, minęło nam niedzielne popołudnie.

sobota, 02 lutego 2008

PAZURKI

Tak, jak większość pań, parę lat temu oszalałam na punkcie zdobienia paznokci. Z początku chodziłam do odpowiedniego salonu, gdzie wyczarowywano mi różne cudeńka na paznokietkach. Pamiętam, jaką furorę w sklepach greckich, gdzie byłam na wycieczce, zrobiły żaglówki i palmy na moich pazurkach.Potem kupiłam sobie całą gamę lakierów różnistych, do tego wszystkie niezbędne akcesoria, i sama wyczarowywałam cuda-niewidy. Przy okazji większość damskiej progenitury mojej Rodzinki miała za darmo paznokcie jak marzenie.

Ale po pewnym czasie zaczęłam zauważać, jak moje paznokcie szybko się łamią. Po zniknięciu akrylu, moja płytka paznokciowa była, jak papier. Przez dwa lata moje paznokcie dochodziły do siebie, z wydatną pomocą różnych ingrediencji, mających spowodować ich lepszą kondycję. Ile zjadłam przy tym tabletek ze skrzypem. Ile wapnia połykałam.Wszystko w celu regeneracji moich pazurków.

Udało się. Teraz mogę mieć paznokietki całkiem długie. Ale już ich nie maltretuję żelami, akrylami i innymi cudeńkami. Starcza podkład witaminowy, zwykły lakier i utwardzacz. I to , od święta!

Niestety, ostatnio zauważyłam, że nie mogę mieć "szponków". Z prostej przyczyny. Mam w swoich zakładkach niezłe grono internetowych znajomych. Codzienne ich odwiedzanie, to co najmniej 2 godziny pukania w klawiaturkę. A ostatnio, nie wyrabiałam się z odwiedzinami u moich Ulubionych. Dlaczego? Z prostego powodu! Pazury za długie.I trafiają nie tam, gdzie należy. A to zamiast małych, są duże literki. A to jakoweś cuda wychodzą miast normalnych słow. A to caps lock się włączy.Coraz więcej czasu tracę na korekty moich wpisów i komentarzy.

Wniosek jeden! Pazurek musi być krótki. Ot, np. 01 - 0,2 mm. Wtedy jest dobrze!

Jakby co, to idę piłować!

:-))) 

Odwiedziny będą później!

piątek, 01 lutego 2008

Ociężale!

Trochę zaszalałam wczoraj, bo zjadłam więcej pączków, niż statystycznie przypada na każdego Polaka. Nie mówię już o faworkach. 

Ale jak było nie jeść, kiedy przyszła Córka i przyniosła rzeczone faworki, a do nich butelkę mojej ulubionej "nalewki babuni". Zrobiłyśmy sobie babski wieczór, taki matczyno-córczyny. Na pogaduszkach zeszło nam prawie do 22, ale nie miałam kłopotu z Zięciem. Na mój telefon, że ma odebrać żonę i samochód, stawił się w "tri miga".

A dziś lekko ociężale się poruszam, nawet śniadania nie jadłam. Piję tylko herbatkę, zieloną oczywiście. Za chwilę pomaszerować do kuchni trzeba, obiadek przygotować. Szybko mi zejdzie, bo dziś u mnie naleśniki z serem. Potem już mogę sobie pobuszować w necie. Muszę sprawdzić, co tam u Was się dzieje, bo wczoraj nie zdążyłam.

Tak więc, do zobaczenia !

Archiwum