Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
wtorek, 24 stycznia 2017
Tak się snuję!

Śniegu już prawie nie ma. Na jeziorze lód wodą podchodzi, i chociaż jeszcze czasem do południa widzi się nachylone sylwetki wedkarzy, którzy prawie modlą się do tych płotek, co pod lodem, to lada moment pewnie ich już nie zobaczymy!

A mnie ogarnął splinik letki, co go snujem zwę, bo faktycznie jakoś tak się snuje po domku, z rzadka po wsi, a już do miasta nie chce mi się kompletnie. Nawet odpuściłam zumbowanie. Dwa razy! Aż zadzwoniły do mnie kuliżanki, czy ze mną wszystko ok! No ok! To, że mnie szczęka boli, to normalka, skoro po baaardzo długim czasie musiałam się udać do zębologa, a ten za remanenty się wziął. I chyba nie mogłabym być nawet najmarnieszym nałogowcem, skoro po dwóch tabletkach przeciwbólowych słaniałam się przez dwa dni, jak przysłowiowy liść na wietrze! Zatem? Snuje się. W tle leci muza lat 80. Od czasu do czasu podłubię szydełkiem, bo akuratnie skończyłam wyrób kurek i kogutków, ale trza im jeszcze grzebienie, dzióbki i tzw. korale wyszydełkować oraz przyszyć ślipka. Tak więc z czystego lenistwa, jak dwie do trzech sztuk dziennie dokończę, to czuję się tak, jak bym na wysoką górę się wskrobała!  Chyba przeczuwałam, że produkcja musi być wcześniej zaczęta! :-)))) Tak w sumie, nie wiem sama, czemu chciałam te kurki i koguty. Zrobione wedle jednej sztancy, czyli dwa okręgi, oczywiście różnokolorowe, to sobie wymyśliłam, że koguty muszą mieć ogony. No! Prawdziwa eureka! Ale, jakoś tak po dziesiątej sztuce stwierdziłam, że to ni pies, ni wydra. No i zakończyłam produkcje kogutów. Zresztą popatrzcie sami, co to za różnica jest! Żadna!

Może im jeszcze nóżki udziergać, co? Tylko z kolei, problem nowy się ukaże, bo jak rozróżnić szydełkowe nóżki kurzęce od kogucich? Wie ktoś? No, i wiadomo, to na kartki ma być, więc sama nie wiem, zwłaszcza dlatego, że to loteria będzie, komu trafi się kura, a komu kogut! Gdyż, albowiem, ponieważ, stadko kurze jest dwa i pół raza większe, jak kogucie. Jak w prawdziwym życiu! Tak mniemam! ;-)))))

Uprasza się nie podśmiechiwać pod nosem z rozterek starszej pani, co to snuje sie po domu, i z braku laku problemy sobie wymyśla. Coś jednak trzeba robić, aby dotrwać do wiosny, c`nie!

sobota, 21 stycznia 2017
BABCIE i DZIADKOWIE

Dla moich Wnuczek, bo Wnuk niestety w Chinach siedzi, naszykowałam pokaźną górkę bezów! Wprawdzie lekko sie zjarały, ale kto by na takie drobiazgi zwracał uwagę, c`nie?  Umówmy się, że dodałam trochę kakao lub cynamonu, i będzie dobrze! :-)))) Potem stwierdziłam, że to trochę za mało, i zabrałam się za produkcję innych słodkości. Do papilotek papierowych zatem powędrowały trufelki kokosowe, z płatków owsianych i baardzo wytrawne, bo kawowe. Te ostatnie dla Starszaków ! 

Póki co, jesteśmy po wizycie Młodszej progenitury, a jutro przyjedzie Starsza! Zatem, zupełnie naturalnie świętujemy dwa dni! :-)))))

Wszystkim Babciom i Dziadkom,  z Bloga,  i nie tylko, życzę cudownych spotkań z młodszymi odgałęzieniem Rodziny, i to nie tylko od Święta! :-))))

 

czwartek, 19 stycznia 2017
Nic takiego

Ptaków różnych u nas coraz więcej. Ostatnio gromadnie zlatuja się dzwońce i zięby! Dzisiaj pierwszy kos się zameldował! Ziaren mają dostatek, to szaleja przy karmnikach! 

A na jeziorze lód już porządny! Amatorzy wędkowania podlodowego szaleją, i potem człowiek się zastanawia, co to jest tam w oddali, a to po prostu, nie żaden wędkarz, tylko kawał krzaczora na przeręblu, który ma nie tylko ją sygnalizowac, ale w póżniejszym czasie będzie ośrodkiem pielęgnacji ikry, którą ryby zainstalują w pływającym igliwiu. Ja się tam na tym nie znam, ale Ślubny jest tego pewien na milion procentów, to chyba więc prawda najprawdziwsza jest!

Na marinie pustki, prócz zaparkowanych bojerów, które i owszem, jakieś ślizgi robią, ale .... no, to nie jest to, co się kiedyś widywało! Za to morsy nasze coraz lepiej sobie radzą, przeręble równo kują i co niedzielę, punkt w południe, meldują się w zimnej wodzie! Od samego patrzenia, człowieka "ograszka" bierze! No, i to byłoby na tyle, bo co tu pisać. Człek sobie siedzi w ciepełku, przy herbatce, względnie winku czerwonym, wytrawnym bardzo. Od czasu do czasu spojrzy się do sieci, czasem coś poczyta, czasem coś w telewizorni obejrzy, czasem sobie spacer nadjeziorny zrobi. I zaduma się wieczorową porą, wracając z zumby, że młodość, to młodość! Pozwala nie tylko rozpalić sobie na jeziorze ognisko, piec kiełbaski, z samochodów puścić muzę, pić piwo czy wino, ale też niczym się nie przejmować! Ech! ;-)))

niedziela, 15 stycznia 2017
Byłam! Tańczyłam!

Wielki finał WOŚP dzisiaj!!!

Nasza grupa tańczyła na głównej scenie, na Rynku. Nie powiem, że nie miałyśmy tremy. Wykonałysmy trzy układy i wszystko poszło gładko! Być może dlatego, że sporo osób nam kibicowało, a Ślubny zrobił parę zdjęć!

czwartek, 12 stycznia 2017
Radości nieduże!

Bardzo spokojnie nam się ten Nowy Rok zaczął! Można nawet powiedzieć, że bardzo leniwie wręcz! Dopiero po tygodniu udało się wszystkich zebrać " do kupy", aby zorganizować wspólny obiad.

Po raz pierwszy gościłam chłopaka najstarszej Wnuczki. No! Jak ten czas leci! Jeszcze pare lat, i pewnie napiszę to samo o Najnajmłodszej!

Sukcesik kulinarny też był, bo nareszcie, po prawie miesiącu od nastawienia do maceracji, przygotowałam sauerbraten. To taki delikates, którego nauczyłam się przyrządzać w Niemczech, ale oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym tej potrawy nie zrobiła po swojemu. A to "po swojemu", to o wiele bogatszy zestaw przypraw korzennych, zamiana octu na czerwone wino, i dłuższy okres maceracji pieczeni wołowej. Podane to było z kopytkami, z dodatkiem sałatki z kiszonych buraków, które pozostały po kiszeniu świątecznego barszczu. Niebo w gębie, to mało powiedziane, i chociaż miałam niezłą ilość przygotowane, to zniknęło w oka mgnieniu.

Zima spokojna u nas, nie dająca do wiwatu specjalnie. Pozwala to na długie spacery nad jeziorem , które i owszem, niby zamarzło, ale jakoś nikt nie ma ochoty sprawdzać tego, odchodząc daleko od brzegu! Podejrzewam, że jeśli temperatura powietrza bedzie w granicach zera, to zacznie znowu tajać.

Najlepszą rozrywką jest jednak podglądanie, kto do nas zawitał. Bardzo rano zdarza się, że zza niedalekich chaszczy wyjdzie para saren, i stapając ostrożnie przemknie się koło płotu. Do karmników prócz chmar sikorek, mazurków i wróbli - podlatują czasem dzwońce, rudziki i zięby. Obserwowanie tego towarzystwa sprawia nam prawdziwą frajdę. Sa i inni goście, jak na przykład mała nornica, która zrobiła sobie gniazdko pod domkiem gospodarczym, i bardzo często korzysta z resztek ptasiej stołówki, bo wiadomo, że zawsze coś tam spadnie obok.

Ślubny już przegląd sprzętu wędkarskiego robi, a ja ostatnio bardzo ostro ćwiczę z naszą zumbową grupą. W niedzielę występujemy na rynku. Wszak zagra WOŚP!

środa, 04 stycznia 2017
Aksel i reszta!

Zapowiadano, zapowiadano, a ja i tak jakoś nie wierzyłam. Bo najpierw była "Barbara". Okropność wielka miała być, ale u nas jakoś niespecjalnie sie popisała!

Teraz miał być orkan, czy jakieś insze ustrojstwo wiejne, o nazwie Axel. Tośmy czekali, co zacz! Po drodze, czyli wczoraj, jak wracałam z miejskiej zumby, uchwyciłam w smartfona takie coś!

Prawda, że ślicznie! I już dawno nie widziany widok. 

Ale jednak od rana dzisiejszego coś było inaczej. Padało? Gdzie tam padało! Śnieżyło!!!  Nieźle zresztą, z mniejszym lub większym natężeniem, drobnym gryzem snieżnym, lub ogromnymi płatkami, układającymi sie na podłożu jak najlżejszy puch kaczy, w miękką puchową pierzynkę!

Po południu zaczęło wiać. Zrazu spokojnie, ale z godziny na godzinę coraz mocniej i coraz prędzej. Kiedy wychodziłam wieczorem na naszą wiejską zumbę, zawierucha była już potężna, ale wierzyłam, że jednak jakoś dojdę do celu. Ale po drodze akurat wietrzysko wzmożyło swoją siłę. Szłam promenadą nadjeziorną, na której tak to mniej więcej wygląda, że wprzódy jest brzeg jeziora, potem około 3-4 metry trawiastego odcinka, dalej 1.5 metra ścieżki pieszej, potem 1,5 metra ścieżki rowerowej, i na koniec około 2 metry trawy lub chaszczy, do granic działek nad jeziorem. A fale, których wielkość na tym jeziorze doprowadziła mnie do niespotykanego dotąd zdumienia, z racji ich natężenia i wysokości - waliły z taką siłą, że opluwały mnie, idącą pod opłotkami!!!!

Zdjęcia zrobione smartfonem. Te białe linie, to płatki padającego śniegu, więc dokładnie widać, jaka była wichura, chociaż już w tym momencie niezbyt silna, a teraz, gdy piszę tego posta, nawet jej nie słychać za oknem.

Tuż nad brzegiem. Wiatr już cichnie, ale widać po prawej stronie rozbryzgujące się fale! Nie wiem, jak będzie dalej, ale mnie się marzy taka zima, jaką znam z czasów nie tylko dzieciństwa i młodości, ale z póżniejszych także, już lat dojrzałych. Gdy śniegu było mnóstwo, dzieciaki szalały na sankach, albo na łyżwach. Przyjeżdżało się wtedy z miasta nad nasze jezioro, i szło na drugi brzeg, wsłuchując się w stęknięcia lodowej powierzchni. Sylwestry były cudne, gdy się wracało z trzaskającym mrozem, który momentalnie gasił dymiące czupryny!!! A Sylwester 1978/9, w czasie zimy stulecia, to był cud - mniód- malina , do kwadratu zresztą! Zabawa od pewnego momentu bez elepstryczności, z oświetlonymi przez świece stołami, z orkiestrą naszą miejską, bardzo w onych czasach popularną, która mogła tylko wykorzystać instrumenty perkusyjne i klawiszowe. Oraz własne, naprawdę wspaniałe głosy! Bawiliśmy się wszyscy do rana białego. A potem niespodzianka, bo sniegu na kopy! Ech, to se ne wrati, Pani Hawrankowa! :-)))))

A może jednak?????

:-))))

Archiwum