Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
wtorek, 29 stycznia 2013
Hu! Ha! Zima!

Śnieży mocno u nas. Na przeciw mojego okna, całymi dniami wysiaduje para gołębi. Sąsiadka z góry karmi kruki.

              

A ja na osłodę kupiłam  sobie dwie doniczki cebulowych kwiatów wiosennych, i teraz po ich rozkwicie, pachnie u mnie w salonie samą słodyczą. Do tego trzy gerbery, i już weselej.

           

Teraz czas na aromatyczną, gorącą kawkę z kardamonem i czekoladą! Zapraszam! :-)))

                           

czwartek, 24 stycznia 2013
Mniej, czyli więcej!

Nawet nie wiedziałam, że budując nasz mały, biały domek wpisujemy się w najnowsze trendy, czyli DOWNSIZING. To określenie stylu życia w czasach kryzysu, oznaczające kupowanie i projektowanie mniejszych domów, samochodów, ograniczanie konsumpcji i nieuleganie podszeptom reklamy. Ta nowa recepta na życie powstała w Stanach Zjednoczonych, gdzie do niedawna było wszystko największe: domy, samochody i kredyty! 

Zatem domek będzie mały, samochód w planach też będzie nowszy i raczej małolitrażowy, jak używaliśmy dotychczas, kredytów nie zaciągamy już od dawien dawna, na reklamy jesteśmy odporni bardzo, tylko trochę kłopot z codzienną konsumpcją. Ślubny twierdzi, że jak wracam z Niemiec, to mu jakoś dziwnie szybko z konta ubywa!

poniedziałek, 21 stycznia 2013
Babciowo-Dziadkowo!

Dziadek jest jakby trochę na przyczepkę, ale akurat u nas - Ważniejszy ode mnie dla jednej z Wnuczek. Tej najmłodszej! I chociaż Najmłodsza czasem czuje respekt przede mną, to w Dziadka patrzy jak w tęczę i jest dla niej najważniejszą - oczywiście po Rodzicach- wyrocznią!

Nasze dzisiejsze Babciostwo i jutrzejsze Dziadkostwo świętowaliśmy już wczoraj. Zaprosiliśmy nasze Wnuki do pizzerii i gościliśmy wedle ich uważania! Jedno tylko mnie martwi! Ilość otrzymanych słodkości w ramach prezentów dla nas! Czyżby nasze Wnuki uważały, że nie ma się już do czego w nas przytulić? :-)

wtorek, 15 stycznia 2013
Umiarkowanie!

Jaka  piękna zima! Aż miałoby się ochotę na sanki iść, na łyżwach pojeździć! Przypomnieć sobie śnieżne szaleństwa z dzieciństwa i młodości. Ale niestety, sanek nie mam. Łyżew też. Jasne, można wypożyczyć, ale gdzie? No, i lodowisk brak. O lodzie na jeziorze nie wspomnę!

Rekonesans, jak widać powyżej, na budowie i w okolicach - był. Roboty odebrane. O postępie nie piszę, bo czas zimowy, nie będzie mi Ślubny odchorowywał pracy w warunkach ekstremalnych. Nikt nas nie goni, mieszkać jest gdzie, zdążymy.

Przyszedł czas zabrać się za siebie. Muszę zrobić terminy u kosmetyczki i fryzjerki. Koniec z płaszczeniem czterech liter, przerwa w pracy musi być wykorzystana na ruch, bo całkiem zaśniedzieję. Już zapisałam się na gimnastykę z dodatkowym bonusem w postaci karnetu na basen. Do Irci trzeba koniecznie zadzwonić, wywiad mały zrobić, czy chodzą nadal na nordic walking. 

I do biblioteki. Koniecznie! Jak się wczoraj przyssałam do "Latarnika" C.Lackberg, to dziś nie mam już co czytać! 

To biegnę!

sobota, 12 stycznia 2013
Na ostatnim dechu!

Powrót z przygodami śnieżnymi! Pierwszy raz w życiu widziałam takie ogromne odśnieżacze na autostradzie! Jadą sobie takie dwie machiny i zajmują trzy pasy! Nie przeskoczysz! Wleczesz się! Ale potem rozpływają się we mgle i jedziesz, a się dziwisz, że tyle śniegu! I ponownie, znienacka, te ogromne przeciwśnieżne machiny oglądasz! I tak na przemian do granicy! A potem to już jesteś u nas, i nic nie widzisz. Jak nasz kierowca w tym tumanie śnieżnym coś widział, to jego tajemnica!

Dojechaliśmy! Ślubny moje zwłoki odebrał, dotaszczył do mieszkania, zapodał wedle naszego przyjezdnego zwyczaju przepysznie upieczonego kuraka, tak jak tylko On potrafi, dopoił kawą i zaległam na kilka godzin, aż do wieczora!

Potem to było w skrócie tak: Zakupy, powrót, kolacja, winko, gadanki, kotłowanie, spanie, wstanie, jedziemy gdzieś? Nie ,nie jedziemy, odpoczywamy! Zapiekanka makaronowa na obiad, sjesta, ponowne gadanki, ale takie z cyklu, przemyślałam to i owo i teraz musimy dojść do konsensusu. Był. To znowu myśli z przemyśliwań innych, tyczących innego tematu , stanowcze przypoziomowanie mnie! I  skończ nareszcie kobieto!!! A w głowie mojej nadal tematów tysiące. Całe szczęście, że Kumpela zadzwoniła! To poszłam w tą śnieżycę i mrozik umiarkowany, popiłyśmy gin z tonikiem , pogadałyśmy, o własnych siłach po trzech godzinach do domu wróciłam, Ślubny przyjazny, może nie będzie źle?

A jak będzie? Nie problem przecież! Utulam, wycałuję, przepowiem, dopowiem, a potem cicho sza!

Dobranoc!!!

środa, 09 stycznia 2013
Na finiszu!

Jeszcze dwa dni! Piątek rajza na własne śmiecioszki! A u mnie jedna ciekawostka, o której kiedyś mimochodem wspominałam, ale okazuje się, że to pewnie będzie przypadłość typu " zaczynam mieć alergię na wszystko niemieckie"! Nie, to nie jest jakaś moja fanaberia, ale zaobserwowałam, że niezależnie od tego, jak długo tu jestem, na jakieś 10 dni przed wyjazdem do Polski zaczynają mnie swędzić wszystkie opuszki palców i wnętrze dłoni! Zjawisko to ustępuje po dwóch dniach pobytu w kraju!  Słowo! Wyjaśnić się tego nie da inaczej pewnie, jak tylko wszystko złożyć na karb reisefieber. :-))))) Bo przecież nie jest mi tu tak bardzo źle. W ciągu tych pięciu lat jeżdżenia na saksy niejedną wtopę zaliczyłam. A tu mam prawie luksusy. Samochód! Internet! Kupuje, co chcę! Nikt mi w garnki nie zagląda! Ale jak zwykle, trochę dziegciu musi być, a właśnie niedawno się okazało, że firma niemiecka kończy współpracę z moją-polską i trzeba zmienić "poganiacza"! Rozmów na szczycie, w te i we wte tysiące. I trochę finansowo stracę. Wprawdzie pięćdziesiątak euro miesięcznie to nie majątek, ale jak się jeździ dla pieniędzy przede wszystkim, to każdy eurasek jest  na wagę przybliżania się do celu, czyli wymarzonego, białego domku! 

Michi był się pożegnać. Aike póki co nie mogła, bo lata do weta ze swoim psem, który miał wymieniane bioderko, ale pewnie wpadnie jeszcze przed końcem czwartku.

Zabrałam się za gruntowne porządki! Nie tam, że ja do tej pory nic nie robiłam. W końcu czasem, człowiek nawet z nudów odkurzacz włączy i na ścierce polata, ale nauczona smutnym doświadczeniem z Vechty, wolę dziesięć razy doczyścić, niż raz nie! 

Karina przyjedzie w czwartek rano, to zdążę ja obwieźć po miejscach, które mają się dla Kurtiego ważne zrobić. Pewnie na jakie winko skoczymy! Jejciu, jak ja bym chciała, aby nam się to wszystko zusammen udało, bo Kobitka konkretna, wesoła i nie dająca sobie w kaszę dmuchać, a że młodsza dużo, to nie powinno stanowić problemu. Jednak, jak zwykle, życie będzie głównym weryfikatorem!

A Kurti juz przeżywa! Jest smutny cały czas, popłakuje, czasem udaje. I pewnie to ostatnie jest bliższe prawdy, bo przecież zupełnie nie pamięta Kariny. Póki co, to ja dla niego jestem " beste freundin" i "goldstuck", chociaż za 6 tygodni przed moim powrotem tutaj, Karina będzie. Aby jakoś odwrócić jego myśli na inne tory, zaczęłam się wygłupiać, łapać dziwne figury w locie, przelocie i nie tylko, przydają się lekcje Monty Pythona, do tego cała kolekcja min dziwnych a śmiesznych. Śmiejemy się potem do rozpuku oboje, i o to chodzi! 

Zatem?

Przepraszamy!

Nie bywamy!

Do napisania już w kraju! !!!!!

wtorek, 08 stycznia 2013
Jak to ugryźć?

Paczka świąteczna, trochę spóźniona, przyszła do Kurtiego! Prócz kilku innych drobiazgów prezentowych, pewna słodkość. W ozdobnej puszce,  w specjalnym papierowym opakowaniu.

Na oko, dość to ciężkie, wygląda jak chlebek, pachnie niebiańsko! Piernikowo, korzennie, owocowo! 

I faktycznie, po przekrojeniu widać całą masę orzechów, kandyzowanych i suszonych owoców. Wszystko to w cieście niby piernikowym, ale strasznie "ubitym". Smak, tak samo jak zapach - czysta małmazja!

Kłopot jest jeden!

Takie twarde, że można nie tylko pierwsze, ale i drugie, a nawet trzecie zęby połamać!

;-(

Czy kto ma sposób, jak to ugryźć? Bo ja znalazłam tylko taki, że bardzo ostrym nożem kroję płatek ciasta na szerokość góra 2-3 mm. Jakoś potem można przeżuć. Kurti na początku te opłatki maczał w kawie i polecał, ale mnie ta kawa nie pasowała, bo smak się psuł!

piątek, 04 stycznia 2013
ZAMIAST!

A to zamiast postanowień noworocznych!

Może się przyda tym, którzy ich nie robią?

I nie tylko?

 

 

*Arthur Ashe: pierwszy Afroamerykanin startujący w pucharze Davisa. Chorował na serce, w czasie transfuzji został zarażony wirusem HIV! Po roku zmarł!

środa, 02 stycznia 2013
Byłoby nudno!

Zdążyłam sie już przyzwyczaić do "dziwactw" Kurtiego. Nie robią już na mnie wrażenia, bo ile można czynić poszukiwań tego, co nie zgubione, tylko zapomniane gdzie położone, czy wręcz schowane. Co najwyżej jest zabawa z cyklu " zamienił stryjek siekierkę na kijek" i odwiecznie szukana czarna aktóweczka lub książeczka oszczędnościowa jest zamieniana na przykład na domowe kapcie, na aparat telefoniczny, na aparat do golenia, czy na kolejny zegarek. Ach, bo nie wspominałam, że ten złoty się znalazł. Był w jego szafeczce nocnej, w małym pudełeczku, na którym siedziało masę dziwnym, nikomu niepotrzebnych klamotków!

Nauczyłam się też, że nie należy, pod żadnym pozorem, informować o jakimś fakcie, który ma się zdarzyć, a związany jest z wyjazdem. Gdziekolwiek. Zero informacji. Pełne zaskoczenie. Wtedy wszystko idzie, jak w zegareczku, a zachowanie Kurtiego prawie nie odbiega od normy. Ale nie daj co, że się dowie o wyjeździe. Kaplica! Poprzedzająca wyjazd noc z głowy! Bo tak się nakręca, że aż dziw, iż nie pęknie z tego "rozpuku". Potrafi pół nocy przemieszczać się w różnych kierunkach, wydzwaniać do Pociotków, przymierzać różne części garderoby, albo tak jak wczoraj, próbował chyba poprawić kąpanie, uskuteczniając mycie w szklance wody, którą dla lepszego wzmocnienia efektów dźwiękowych ( a w nocy słychać podwójnie głośno ) puścił na kubeczki i dzbaneczki w zlewie kuchennym. Przewidująco jednak rozścielił wokoło ręcznik kąpielowy! Wszystko przez to, że jechaliśmy dziś na pobranie krwi. A jak jest wyjazd do szpitala, to jest kąpanie. Zakonotowane w łepetynie! Jest więc powód do szaleństw! Zaczął koło czwartej. Nie reagowałam, bo nie należy. Jak się przyzwyczai, to będzie szalał co noc, i wymagał naszej uwagi. Zdziwiło mnie jedynie rano, przy myciu, że z kranu leci ledwo letnia woda. Dopiero, gdy zeszłam na dół i zobaczyłam to, co opisałam wyżej, wiedziałam już dlaczego. Skoro woda się lała prawie trzy godziny, trudno, aby piec nadążył z jej podgrzewaniem!

Ciekawam bardzo reakcji Michiego na zawyżony rachunek za wodę!

Archiwum