Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
piątek, 30 stycznia 2009

Normalnie

Nareszcie od paru dni poustawialo sie wszystko, jak nalezy. Cisza. Spokoj. Plany dnia. Wyjscia do pracy. Powroty z niej.

Dziecko nareszcie tez wpadlo w odpowiedni rytm. Wszystko sie dzieje o stalej porze. No, moze z malymi odchyleniami do pol godziny.

A co najwazniejsze? Mam juz pelna akceptacje z jej strony. Bo nawet w obecnosci Ojca i Siostry, Seli nie wzbrania sie przed pojsciem do mnie na rece. Zwyciestwem bedzie, gdy juz nie bedzie rozpaczliwie plakac, gdy zabieram ja wieczorem, do spania. Fakt, po przebraniu w pizamke, podaniu butli z mlekiem ( czemu Oni na to mowia "szopi", to ja nie zgadne w zyciu ), tylko chwila, i spi - ale to zawsze dla mnie jeszcze jest stres.

środa, 28 stycznia 2009

Pozadanie!

Jak przyjade do domu, to przez dwa tygodnie bede jadla tylko ziemniaki! W kazdej postaci!

A na makaron nie spojrze!

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Wiory leca!

Dzis od przedpoludnia wokol slychac warkot pil. Wycinane sa drzewa na posesji. Ponoc za bardzo urosly, zaslaniaja slonce, i w ogole nie sa potrzebne. Kiedy zapytalam, ile kosztuje takie wyciecie i czy dlugo czekano na zgode, zobaczylam wielkie zdumienie. I uslyszalam pytanie: " Jak to? Na mojej wlasnej ziemi nie moge robic, co chce? Kto mi zabroni? I niby za co mam placic?"

Wedlug mnie wyciete drzewa, to deby, ale moge sie mylic. Dokola i tak pelno ogromnie wysokich swierkow, i tylko przez chwile na polanie jest slonce. Moze to sie zmieni latem? Nie wiem.

Jednak tak sobie mysle, ze te nasze czasami durne przepisy, sa jednak madre. Sama wiem, jak musialam sie nagimnastykowac, aby na wlasnej dzialce nadjeziornej, w ramach przygotowania pod budowe daczy ,wytrzebic samosiejki. Ale zasadzilismy ze Slubnym w pobliskiej szkolce kilkanascie nowych drzewek. Tylko moze dlatego tak sie stalo, ze mieszkam w obrebie Parku Narodowego Bory Tucholskie?

sobota, 24 stycznia 2009

Jak wolne, to wolne!

Nie powiedziano mi nic wczesnie, ani w odpowiednim momencie, nie przypomniano, to wczoraj na basen nie pojechalam. Bo nie mialam kostiumu i klapek. Zalowalam bardzo, bo mimo wszystko troche stare kosci sie "zastaly" i wodny rozruch bardzo by im sie przydal.

Jak juz sobie towarzystwo pojechalo, to sie umoscilam przed laptopem, poodwiedzalam wszystkich blogoulubionych, poodwiedzalam znajome portale, posprawdzalam poczte. W miedzyczasie zadzwonila Piekna jesienna i gadalysmy chyba z poltorej godziny. A potem sobie przypomnialam, ze moja czupryna wymaga renowacji, wiec pofarbowalam odrosty. Gdy juz lepetyna wyschla, a domownikow nadal nie bylo, to pomyslalam sobie: czemu nie jechac do Eberbach? Samochod stoi, kluczyki sa. Wprawdzie pada, ale przeciez z cukru nie jestem. Od pomyslu do dzialania u mnie droga krotka. To wio! Nie wjechalam do centrum, bo zasady parkowania w Niemczech ciut dla mnie jeszcze niejasne sa. Zatem postawilam autko pod Lidlem, a sama "z buta" pomaszerowalam przed siebie. Nawet dobrze mi to zrobilo, bo nozeta dostaly lekki wycisk i przypomnialy sobie, co to porzadny marsz jest. W centrum porobilam pare zdjec i trafilam na sklep sportowy. No! Kto zgadnie, co zrobilam? Oczywiscie, ze weszlam, przymierzylam mase kostiumow kapielowych. Przy okazji zadzwonil Slubny, bo dalam znac sms-em, ze mam zasieg. Tosmy sobie pocwierkali. Nabylam potem droga kupna ( jak mowi moja wspaniala Kolezanka ze Sztokholmu ) kostium czarny we wsciekle pomaranczowe mazaje, do tego klapki oczywiscie, zaplacilam u...u...u.... i jeszcze troche, ale co tam. W koncu pracuje! Po drodze zrobilo sie ciemnawo, o dalszych fotkach nie bylo wiec mowy. Na czuja powedrowalam sobie w kierunku mego samochodziku, moknac dokumentnie. A kiedy przyjechalam do Gaimühle, okazalo sie, ze jeszcze nikogo nie ma. To szybciutko zabralam sie za kolacje, i kiedy o 20-stej domownicy sie zameldowali, na stole parowal gar z golabkami. A malutka od razu zasnela i spala snem sprawiedliwym do dzisiejszego rana.

 

piątek, 23 stycznia 2009

Jeszcze...

W domu tym byl tez kot. Frizi! Bardzo stary, ale przyjacielski pregusek. Niestety! Dopadlo go raczysko i zaczelo budowac mu na grzbiecie narosl. Nie wiem od kiedy to bylo, ale kot jeszcze przez pierwsze 3 tygodnie mego pobytu tutaj chodzil do mnie spac do lozka, ocieral sie o nogi, mruczaco proszac o jedzenie. Od paru dni tylko spal w lazience pod prysznicem. Wychodzil tylko wieczorem po jedzonko. Wczoraj narosl pekla i zaczela krwawic. Powiedziano mi, ze dzis jada kota uspic. I choc od rana byla w domu radosna krzatanina, bo cala ferajna  ( Gerd, Vani z Janem, goszczaca tu od tygodnia Birgit - najlepsza kolezanka Moni, no i oczywiscie Selini )wybierala sie na basen, to ja sie poczulam tak, jakby mi znowu cos zabrano! I wcale mnie nie cieszy dzien wolny, ktory z tej racji, ze nie mam kostiumu kapielowego i klapek, zostal mi darowany. Od rana leje deszcz, jest ponuro! Dobrze, ze chociaz tam u gory, Moni spotka przyjazna dusze swojego kota!

środa, 21 stycznia 2009

Zdziwienia, cd...

Jesli zaloba po ukochanej osobie ma wygladac tak jak tu, to ...... ja juz jestem stara jak matuzalem!

A tak poza nawiasem, to po stypie ( ktora mnie nie zadziwila, bo pamietam z ubieglego roku 90-te urodziny Sp. Babci Berty. Bylo to samo, czyli do kawy chlebek z wedlina i serami. No i teraz bylo ciasto, a wtedy to ja zrobilam tort) dano mi mozliwosc zjechania z mala do domu, aby sie przespala. Ale potem, nie ma, ze boli, ze chcialam sie wymigac. Byly urodziny najlepszej psiapsiolki tego domostwa, na ktore oczywiscie wszyscy pojechalismy. I gdybym w pewnym momencie sie nie postawila, ze dziecko dosc sie nawdychalo dymu z papierosow i chce spac, to pewnie teraz nie siedzialabym z mokrymi wlosami, prosto spod prysznica, i nie stukalabym w klawiaturke!

W ogole, to jestem zla, bo niestety, przez te tutejsze zawirowania, nie zdazylam na umowione spotkanie skypowe z moimi Wnukami! Wiem, wiem! Moze im sie uda zlozyc zyczenia jutro, ale..... no wlasnie! Pewnie tez byly zawiedzione, ze mnie nie ma przed kamera!

Dobrej Nocy Wszystkim!!!

A w szczegolnosci Wszystkim BABCIOM i DZIADKOM!

wtorek, 20 stycznia 2009

Dziwnie!

To jednak nie nasza kultura! Zupelnie inna mentalnosc. Od soboty zadziwiam sie coraz bardziej.

Jednak dzisiaj, kiedy do domu przyszedl ksiadz i odmawialismy wspolna modlitwe, tama puscila. Zrozumialam, ze nawet najtwardszy macho nie moze miec serca z kamienia!

niedziela, 18 stycznia 2009

.......

Od wczoraj, na lozeczku malej Dziewczynki przysiada Aniol, czuwajac nad jej spokojnym snem!

To Jej Mamusia!!!!

sobota, 17 stycznia 2009

Nie wiem.....

Bawilysmy sie z Celini w najlepsze, gdy wyjatkowo wczesnie podjechal pod dom Gerd -bylo cos kolo 11,30. Szybciutko nakrylam do stolu, podalam jedzenie. I w jego trakcie..... telefon! Slyszalam tylko krzyk Vani. I nad sluchawka zawislo pytanie Gerda : verstorben? I zerwal sie od stolu, krzyczac cos niezrozumialego dla mnie, cos o czekaniu,.... nawet malej nie usciskal. Wypadl do samochodu. Pojechal do kliniki.

Dlawi mnie cos w piersiach. Boje sie, czy to nie ostatecznosc!

A Celini slodko zasnela!

piątek, 16 stycznia 2009

Celini-Bini!

Malutka juz sie do mnie przyzwyczaila. I calkiem niezle nam sie wspolnie dzien uklada. Wieczorem juz ja sama klade na nocne spanko, tylko raz w nocy ide do niej z butelka picia. Zdarza sie tez, ze mala ani razu sie nie obudzi i spi do 8 - 8.30 rano.Nie ma problemow z poranna toaleta i ubieraniem. Najwazniejsze, ze nie kaprysi przy jedzeniu i wszystko, co dostanie, zmiata jak maly odkurzacz. Ostatnio nauczyla sie jesc miesko. Jest dzieckiem pogodnym i bardzo rzadko marudzi. Najczesciej wtedy, gdy jest zmeczona, i wtedy najprostszym sposobem jest polozenie jej spac. Gorzej do niedawna bylo wtedy, gdy zjawiala sie Vani lub Gerd - w mala wchodzi diabelek. Konczylo sie to tym, ze gdy znikali, dziecko dostawalo napadow dzikiego wrzasku i mialam niezla przeprawe, by ja uspokoic. Trwalo pare dni, zanim opanowalam metode jej uspakajania. Wystarczy tylko ja przytulic i delikatnie gladzic po glowce, jednoczesnie cichutko cos mowic.

Pora zimowa raczej nie pozwala na jakies zabawy na powietrzu. Pozostaja nam spacery wozkiem, albo krotkie spacerki na saneczkach. Z tymi ostatnimi, to byla niezla komedia. Jak Gerd je kupil, to kazal wszystkim je podziwiac. I nie mogl zrozumiec, dlaczego ja na ich widok wybuchnelam smiechem. Bo dumny ojciec, owszem, jak tylko pierwszy snieg spadl, kupil sanki dla ukochanego dziecka. Tylko, ze sa to sanki plastkowe, plytkie, akurat nadajace sie do zjezdzania na brzuchu przez dzieci przynajmniej 7 letnie. Niezle trzeba sie nagimnastykowac, aby malutka w nich ciagnac tak, by nie wypadla, bo przeciez takie dzieciatko jeszcze nie umie utrzymac rownowagi. Dlatego najczesciej bawimy sie w domu. W ruch ida rozne klacki, samochodziki, ksiazeczki, no i moje wyglupianki, przy ktorych Celini zanosi sie od smiechu. Cale szczescie, ze kiedys bylam wygimnastykowana, to teraz udawanie pieska czy konika, to dla mnie pikus, no i moze troche schudne, jak tak bede brykac na kolanach.

Nie pozwalam jej do siebie mowic "mama". Ucze ja, ze dla niej jestem "babcia ana". Mysle, ze tak bedzie lepiej. Przeciez ma wlasna mame, ktora wprawdzie bardzo malo sie nia zajmowala z racji swojej choroby, ale jest nadal jej Mama i zawsze nia bedzie. 

 
1 , 2
Archiwum