Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
sobota, 22 kwietnia 2017
44

Jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik, nasza rocznica zacznie się kręcić! 

Ślubny woła, że kawa i ciasto już na stole,

i zaraz otworzy bąbelki!

To biegnę!

:-))))

wtorek, 18 kwietnia 2017
Poświątecznie

 

No! Po Świętach! I dobrze! Bo dzisiaj na zumbie trenerka dała nam taki wycisk, że hektolitry potu się lały! Disco latino w najszybszej chyba możliwej wersji!!!! Całe szczęście, że pogoda jakby odpuściła, i zdążyłam jeszcze pranie wywiesić. Bo to, co było w Święta, to pewnikiem najstarsi Indianie nie pamiętali. Grad, śnieg, wichury i zimno, że psa z budą by nie wygnał! Siłą rzeczy zatem, cała gościna Progenitury u nas na obiedzie i kawie w niedzielę, była pod znakiem biesiadowania do późnych godzin popołudniowych. Za to wczoraj zrobiliśmy sobie ze Ślubnym maraton filmowy. Trzy części "Pitbulla", "Anatomia zbrodni" a na deser z telewizorni cyfrowy "Potop"!

Za to teraz czekamy na panów majstrów, co to już w ubiegły wtorek mieli nam zakładac rolety zewnętrzne, a póki co, nie dają znaku życia!!!

środa, 12 kwietnia 2017
WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

 

Porzućcie wszelki smutek,

radosny głos dzwonów usłyszcie,

i śpiew ptaków podniebnych!

Spójrzcie, bocian już przysiadł na gnieździe,

żonkile śmieją się do słońca!

Że deszcz, powiadacie?,

że chłodem wieje!

Cóż to, skoro śpiewamy Alleluja

i Alleluja biją dzwony


Na nadchodzącą Wielkanoc życzę Wam – czasu na zadumę, spokoju i rodzinnego ciepła, obecności tych, którzy są dla Was najważniejsi. Życzę Wam radosnych chwil przy świątecznym, pełnym smakołyków, stole, nadziei w sercu i wiosny (także za oknem), która rozwieje smutki, przyniesie optymizm i siłę na następne miesiące pełne nowych wyzwań.

Wesołych, Kochani! I zielonych od nadziei, która nawet gdy umiera, to rodzi się na nowo. Zawsze. Co roku.



piątek, 07 kwietnia 2017
Tadzio, bociany, szaleństwa kuchenne i Najnaj!

 

Wiosna już na całego! Skąd wiem? Ano z prostego faktu, że na naszą wiejską latarnię z gniazdem przyleciał bocian, który w tri miga znalazł partnerkę, i teraz już wspólnie wysiadują!


 

A kot, nazwany Tadzikiem od imienia sąsiada, czyli jego, znaczy kota, głównym opiekunem,czyli nie nasz, wziął i się zainstalował ostatnio na listwie od płotu sąsiada letniego! I ciurkiem mnie podgląda! W okno kuchenne akuratnie patrzy i uszyma strzyże,  a nóż kakauko coś mu spadnie i ode mnie. Bo to, że Ślubny go karmi, to osobna historia jest!

Poza tym, to szaleństwo kuchenne mnie ogarnęło. Z prostego powodu. W naszym maciupenkim sklepie mięsnym jak se człeku nie zamówisz, to nie masz! A wszystko, jak to z małej masarni, smakowite, dobre i w ogóle, i w szczególe, i pod każdym innym wzgledem. To sobie teraz szaleję! Schab ocukrzony, czekać będzie dwa dni na sól, potem dwa dni na mieszankę autorską, a potem pójdzie do suszenia w piekarniku. Zalewa ziołowo czosnkowa stygnia, a szynka orzech aż się prosi, by ją nastrzyknąc i nie wie, że tym razem bedzie płukana w tejże maceracji! Pod okapem perkoli gar mięs przeróżnych na pasztet, a obok drugi gar, z wiejską kura, com ja po długich targach zdybała na rynku! 

I aby atrakcji nie była za mało, to sie okazało, że Najnajmłodszej łoże zostało zarwane przez jej harce z młodszym kuzynem, i Ślubny został wewany na pomoc, z czego wyszło, że nie tak szybko, tylko trza coś tam kupic, to pojechały wszystkie ludki do dużej galerii, w której przycieto to i owo, no i juterkiem wczesnym będzie montowane. Tymże sposobem, Najnajmłodsza śpi dzisiaj u nas, i sie łasi, i nawet pocałuje w policzek, co jest u niej ewenementem ogromnym, a człek się tylko dziwi, bo co ma innego robic. Także ten, miałam zamiar wszystkich poodwiedzać, a się nie da. To do jutra chyba, albo i do niedzieli! Bo ja życie jednak znam i wiem, że jak nie ma dzieci w domu, to Młode idą na pląsy! ;-)

wtorek, 04 kwietnia 2017
W...w!

Będzie krótko! Aby Was, moi Kochani Czytelnicy nie zmęczyć!

Wiecie, jak to jest, gdy człowiek uchacha się z hektarami okien, zalegnie potem zadowolniony z efektu, a tu klęska nadciąga w postaci osobistego Ślubnego, który to zapodał niedawno pewnej firmie konieczność założenia u nas rolet zewnętrznych. Ja już pomijam fakt, że zanim MBD powstał, to się tego domagałam, ale zbyta zostałam stwierdzeniem, że to fanaberia jakaś! Pomijam też fakt, że każdy musi do czegoś tam dojrzeć, wide - Ślubny do rolet. Zatem dojrzał i ..... jak wróciłam dzisiaj do domu po zumbowaniu, to tylko siwą chmurę w MBD dojrzałam, bo wiercił. I na dole i na górze! Wiercił. To coś co do elepstryki się zalicza! Po drodze mu częśc tej elepstryki uciekła, bo onże Ślubny mój osobisty z gatunku złotych rączek, ale czasem nie umiejących tego i owego! To zawołał sąsiada. I tak sie porobiło, że spod wierceniowego kurzu to okien wręcz świeżo umytych nie widać! No!!!!!

To i mój w...w!

Skonczyłam!

Z pisaniem nie!

Awanturę kosmiczną oczywiście! 

czwartek, 30 marca 2017
Czynności różne!

Kilka dni było tak pięknych, że tylko z aparatem biegać! Udało mi się coś takiego, jak wyżej, chwycić w obiektyw. Późny wieczór nadchodził nad jeziorem, a ja jak zwykle, wychodzę na balkon, aby rzucić ostatnie spojrzenie...... a tam, na niebie, z różowej chmurki trzepocze do mnie - nie wiem dokładnie - ale to albo łabędź, albo żuraw. A może czapla?

Rowerowanie też już coraz lepiej wychodzi. Już dojeżdżamy do trzyćwierci naszej stałej trasy, liczącej w obie strony niecałe 20 kaemów. Nawet pod górki nie muszę już zsiadać, chociaż nogami przebierać jeszcze trudno. Ale powolutku, pomalutku, kondycja się buduje! 

Ślubnego zaś zaanektowała Progenitura. I dobrze. W końcu całą późną jesień i zimę, tylko kciuka ćwiczył, to mu sie rozruch należał. Dobrze chociaż, że sam ma tego świadomość, bo już nie mógł się doczekać, aż latorośle na swoje działeczki ogródkowe pojadą sprawdzić, co by tutaj tatusiowi do roboty zlecić? I tak, Córka wiewiórka zleciła zrobienie stelażu pod jeżynę, zaś Synek muminek, a zwłaszcza Synówka zarządziła remont ławek. Nabyto zatem drogą kupna w odpowiedniej stolarni beleczki, które to Ślubny pięknie wyheblował, i wręcz wygłaskał, a potem przez prawie tydzien, jak tylko pogoda pozwalała, wynosił na powietrze i przynajmnie dwa razy dziennie przemalowywał. Synowa zaś w tym czasie skrobała stelaże ławek ze starej farby, a potem pomalowała na czarno. Od wczoraj trwało skręcanie listew, i uprzejmie proszę! Nie ma się Ślubny z Synową czego wstydzieć, czyż nie?

Też nie zasypiałam gruszek w popiele. Tak się złożyło, że trzy moje niemieckie Koleżanki sa marcowe. Znaczy się urodziny mają. Tom naprodukowała różnych różności. Do jednej poleciało 12 kolorowych podstawek pod kubki (wzór ze strony crochet.pl), do drugiej 6, a do trzeciej białe podkładki ( wzór ze strony bozenaskowo. blogspot.com) i białe serwetniki, wszystko wykończone złotą nitką. Te serwetniki to mój autorski pomysł, bom bardzo podobne, ale z rafii kupiła parę lat temu na flomarku w Jesteburgu. Największym problemem były otworki. Na poczatku nawijałam kilkadziesiąt razy nitkę na okragłe etui do spryskiwacza do okularów, aż Ślubny pojechał ze mną do pewnego marketu, zaprowadził pod ścianę z milionem różnych uszczelek, i voila, robota poooszła!  Według ratafiowego wzoru były pojedyncze wachlarze, ja zrobiłam dwa, no i teraz to wyglada całkiem, całkiem, co widac poniżej!

Aby nie wyjść z wprawy, ubrałam pare jajeczek. Na prezenty dla Rodzinki. Oczywiście coś tam jeszcze dorobię, coby nie było, że dla ludzi robię, a rodzinkę traktuję per noga!

A dzisiaj byłąm na wykładzie o Górach Stołowych w dyrekcji naszego Parku Narodowego. Nie miałam pojęcia, że na takie comiesięczne spotkania chodzi tyle ludzi. Należy nie tylko śledzić stronę internetową Parku, poza tym zawsze zapisać się z dużym wyprzedzeniem, bo ilość miejsc ograniczona. Dzisiejszy wykład był super ciekawy, chociaż kilka miejsc z tego regionu poznałam dawno temu. Poprowadzony przez dwóch leśników z Dolnego Śląska, z piosenką śpiewaną przez wszystkich:

"Chorałem dzwonków dzień rozkwita, jeszcze od rosy rzęsy mokre, we mgle turkocze pierwsza bryka, słońce wyrusza na włóczęgę.

Zmokniete świerszcze stroją skrzypce, żuraw się wsparł o cembrowinę, wiele nanosi wody jeszcze, wielu się ludzi z niej napije...

Ref: Drogą pylistą, drogą polną, jak kolorowa panny krajka, słonce się wznosi na stodołą, będzie tańczyć walca... 

A ja mam swoją gitarę, spodnie wytarte i buty stare, wiatry niosą mnie..... na skrzydłach". 

To był super wieczór, z humorem, z ogromną ilością ciekawych treści.  Coś czuję, że będę tam stałym słuchaczem. A na koniec jeszcze spacer nad jeziorem o zmierzchu. Woda jak tafla lustra, żadnego wiatru, gdzieniegdzie tylko słychać było krzyk mew, kwakanie kaczek , zaś łabędzie jak zwykle, zajęte pożywianiem się  dennymi wodorostami.

czwartek, 23 marca 2017
Rozruch, plusy i minusy

Zainaugurowaliśmy sezon rowerowy. Trasa, jak co roku, na początek nie za długa, w obie strony jakieś 10 kaemów. Tyle, że nie po utwardzonej ścieżce na promenadzie nadjeziornej, gdy trzeba robić przynajmniej 3 nawroty, ale po ścieżkach leśnych, nie uklepanych jeszcze do końca po zimie. Nie powiem, że było lekko, bo chyba jednak zgubiła mi sie forma zupełnie skoro nawet pod góreczki musiałam schodzić z pojazdu. Ślubny za to, nie wiedzieć czemu miał satysfakcję, jakby zapomniał, że jeszcze dwa lata temu, gdy zaczął ze mną jeździć, to nawet do połowy dystansu nie był w stanie dojechać. Ale ten się śmieje, kto się  smieje ostatni. Jak mu wymyślę przejazd naszą najdłuższą trasą marszruty kaszubskiej, to dopiero się zdziwi. Niech no tylko nastanie maj! :-))) 

Po miesiącu czasu przestałam pić mleko kokosowe z kurkumą. Przez ten czas mój organizm chyba doszedł do normy, bo bez kłopotów z zasypianiem śpię naprawdę dobrze i długo. Szkopuł w tym, że póki "zajarzyłam", iż to mleko ma 82%, to minęła połowa miesiąca, a potem to nawet dziesięciokrotne rozcieńczanie chyba za bardzo nie pomogło, bo jakby nie patrzeć, jest mnie więcej o 3 kilo. A jak sie nie chce przyznać do miłości do słodyczy, to się zwala winę na cokolwiek, c`nie?

Czy jest możliwa waloryzacja minusowa? Do tej pory myslałam, że nie, ale chyba jestem w głębokim błędzie, bo wprawdzie w otrzymanym piśmie z ZUS piszą jak byk, że przysługuje nam wskaźnik 100,44%, to do wypłaty ja mam o 3 złocisze mniej, a Ślubny  o całe 7. Nie są to sumy wielkie, ale są, i chyba trzeba będzie się przejść do szacownej instytucji, aby się dowiedzieć "o co kaman".

Dobrze chociaż, że wiosna sie kokosi na całego. Pyłki pylą, muchy z zimowego snu leniwie zaczynają bzyczeć, na krzewach pąki, a pościel wysuszona w wiosennym słońcu pachnie jak bajka!

piątek, 17 marca 2017
Przedwiosennie!

Na naszej koncówce jeziora lód się trzymał bardzo długo! W końcu i on odpuścił. I zaraz pojawiły się łabędzie. Póki co pierwsza para, prawdopodobnie zeszłoroczna, która dorobiła się siedmioro przychówku. Ciekawe ile w tym roku będzie. Niestety, w czasie sezonu letniego parę tragedii ptasich się zdarza. Największe spustoszenie to karmienie ptactwa wszelkiego rodzaju pieczywem. No i nieszczelności w łodziach motorowych. A jak jeszcze zdarzyło się, że pękł cały zbiornik ropy w statku, który wozi turystów po najładniejszych zakatkach jeziornych, to katastrofa gotowa. Niby to sprawy małej wagi są, ale jak to się powtarza corocznie, to może być z ptakami tak, jak ze slynnym "lexszyszko",  jednak w tej ostatniej sprawie było u nas bardzo umiarkowanie. Chyba tylko jeden sąsiad wyrżnął wszystko, jak leci, na swojej działce. Częściej były to po prostu karczowania pojedynczych iglaków, i tak zwanego tutaj  śmiecia drzewnego, czyli topoli. No i krzaczory pod piły tez szły, chociaż umiarkowanie.

Poza tym, spokój! Dzień zaglada do okien już wcześnie, to i spać nie za bardzo w jasnym idzie. Ślubny powoli zaczyna swoja dłubaninkę. Na pierwszy ogień poszły rowery. Juz czekają na mniejsze wiatry, coby zacząć gubić zimowe oponki. Progenitura zaś zadała mu kilka prac koniecznych na ichnich działkach ogródkowych, ma więc chłopina zajęcia po kokardy. I dobrze! Tak powinno być!

Póki co, moja skromna osoba jest na końcówce remanentów paszczy, które to remanenty ciągną się jak przysłowiowe flaki z olejem, bo zawsze jakaś tragedyja się zdarzy. A to śluzówkę na dziko narośniętą na dziąsłach trza było chirurgicznie usuwać, a to nadłamał się kawałek zębiszcza, a to ze zgryzem kłopoty! Ale już jesteśmy prawie na finiszu, i za tydzień będę szczerzyć się całą gębą! O tym, ile to kosztowało pieniężnie nie wspominam, bo zaraz palpitacji serducha idzie dostać! 

Zumbowo zaczynamy uczyć się bossa novy. Ponoć cała Hameryka ostatnio znowu ją odkryła, i szaleje, to my a jakże ! :-)))

A takie plenery zazwyczaj ogladam ostatnio, wracając z wiejskiego zumbowania! :-))))

 

piątek, 10 marca 2017
KOLEGOM!

 

 

 Z miłym uśmiechem nie tylko dla kilku Rodzynków, którzy tu zagladają! :-))))

czwartek, 09 marca 2017
Chyba się dzisiaj upiję!

Przez jedenaście lat pisania tutaj, rzadko zabierałam głos na tematy polityczne!

Ale dzisiaj?

Jupi!!!!!!!!!!!

Mam tylko piwo, którym sie podzielił mój Ślubny ze mną! Ale co tam! Piwem tez można wznieść toast! 

Górą Nasz Człowiek! :-))))))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 111