Kategorie: Wszystkie | wszystkie
RSS
niedziela, 17 czerwca 2018
Dzień baaardzo Rodzinny!

Tydzień poprzedni zaczął się spokojnie, bo wcześniej tylko wstąpili do mnie Wielkopolanie, a potem dawno nie widziana Mazowszanka! A gdy już wizyty się odbyły, pojechałam sobie w tylko mi znajome miejsca, pełne zapachu poziomek! Nazbierałam 4 pojemniczki po mascarponowym serku! Parę dni spokojności po tym było.

Ale spokój nie na długo, bo skoro świt, pod koniec tygodnia- czyli mniej więcej około 11 - zjechali się młodsze dziecka na śniadanie, aby zaraz potem kibicować pływakom, co tłumnie przybyli nad nasze jezioro. Odbywał się bowiem czwarty triathlon Marbruku. Ludziów jak mrówków, gwar, skwar i jaśnista z ogonkiem, to mało powiedziane. My na całe szczęście, mamy chatkę pod koniec jeziora i możemy w każdej chwili skryć się na naszym spłachetku. Co oczywiście popełnialiśmy z ochotą wielką.

W międzyczaszasie okazało się , że Synek miał cel bardzo szczytny - nie tylko odwiedziny, gdyż umyślił tujowy żywopłot ogarnąć, by nie tylko leciał w oba boki, ale i wzdłuż, a także po kątach przeróżnych. Dziecię moje, które nigdy  w życiu tego nie robiło, porwało się jakby z motyką na słońce, ale ..... i Córcia ,która w międzyczasie do nas dobiła, i Synówka, tak chłopaka dopingowały, że obgolił był cały zielony płot, a potem, tośmy podziwiali tego efekt wszyscy cuzamen do kupy przy kolacji, która smakowała najbardziej pracusiowi.

 A potem były gadki-szmatki, przeróżne zajawki, wspominki, i cuda wianki na temat Ojca i Dziadka, i robiło się mgliście i szkliście, oczyska łzawiły, myśli biegały w poprzek i na wskoś nas, i na koniec Wnuczki nas doprowadziły do porządku, bo jak to tak, aby się mazali wszystkie, a tu trzeba nad jezioro biec, bo cuda wianki się dzieją! 

Tośmy uściskali się serdeczniście, i poleciało całe towarzystwo ku ludziom!

Zostałam sama. Dopiłam truskawkową margeritę i ....... tęskniąc, całym serduchem jestem za moimi Kochanymi! Bo jakby nie było, RODZINA zawsze górą!

sobota, 19 maja 2018
Dzień królewski

 

Jakoś tak kilka poprzednich dni dało mi w kość, i to zupełnie bez wyraźnej przyczyny!  Po prostu przejechał przeze mnie jakowyś buldożer, i tyle! Na bóle jednak najlepszy sen, zatem.........

Wstałam rano skoro świt, i fru.... na rower. Kwiaty królowej kwiatów zachęcają słodyczą i upojnym zapachem, pora na zbiory cudownych płatków!

Wróciłam po niecałych dwóch godzinach. Zabrałam się za czynności przeróżne, które miały mnie doprowadzić do uzyskania kilku niewielkich słoiczków konfitury różanej. No i śniadanie trzeba było zaliczyć. 

Odpaliłam telewizję, a tam...... ślub angielskiego księcia z amerykanką! Tom wsiąkła! Bo nie wiem, czy wiadomo, że do wzruszeń to ja pierwsza, a ślub to do tego jak najbardziej nadaję się!

Wypłakałam stare oczyska do imentu, wzruszyłam się niepomiernie przy kazaniu pastora z Hameryki, który przecudnie opowiadał o miłości i o ogniu, a tak w zasadzie o połączeniu tych żywiołów. A na koniec stwierdziłam, że muszę sie odstresować, tom znowu siadła na rower! Pojechałam pare kilometrów w las, na następne poletko, i uzbierałam kolejną porcję płatków królewskiego kwiatu. Zalałam wódecznością, niech się maceruje! Pod koniec roku będzie nalewka!

W sumie to nawet człek się nie zastanowi, a tu kolejne ziółka pchają się do przerobienia! Mniszek już odszedł w siną dal, i dobrze, że w ostatnim momencie z rajzów wróciłam, bo nie byłoby w komórce 13 słoiczków miodku i ok. 2 l nalewki. Na dzisiaj, różany nabytek, to 3 słoiczki konfitury i macerat różany z popołudniowego zbioru, który na reszte czynności poczeka 3 miesiace. Oczywiście, powtórzę jeszcze przynajmniej dwa razy jazdę rowerkową na te słodkie zbiory. Lubię nie tylko mieć kilka słoiczków różanych pyszności dla siebie, ale także na zapas - dla obdarowania tych, którzy mnie odwiedzają! Taki odchył, no!

A tu już zaczynają dojrzewać czarne bzy, których białe kwiaty niczym nie ustępują dzikim różom! Robota czeka, oj czeka!

sobota, 12 maja 2018
Z niewielką pomocą przyjaciół...

... miałam cudowną majówkę!

Kto pamieta dziennikową Wariatkę? To ta najlepszejsza z Wariatek dziennikowych! Wzięła i mnie porwała. I nic jej nie obchodziły moje mikre plany. Wrzuciła do samojezda i.... fru! Do Germanii wywiozła! A tam!?! Cuda wianki codzienne, zwiedzania przeróżne, smaki smakowite, krajobrazy malowane zielenią i wszystkimi barwami teczy. I troska , czy aby mi dobrze, i wino, i gadania nocne, i spokój, i nicniegadanie, bo po co, skoro rozumiemy się bez słów! I.... ech! Cud, mniód, i orzeszki! Doznałam takich pieknych wzruszeń, ściśnień gardła z wrażenia, że nawet nie umiem ich nazwać! KOCHANA!!! Za te serdeczne moje ślozy - dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!

Twierdza w Julich! Smaczku dodaje fakt, że niedaleko stąd, w Stetternich, pracowałam u Rodziców Helene - drugiej żony Syna mojej pierwszej podopiecznej - babci Berty, tej, która uwielbiała mocny rum! 

Fontanna przed ratuszem miejskim w Wuppertalu 

Niewiarygodna w swoim kształcie swiatynia Mariacka w Velbert-Neviges. Zbudowana cała z betonu, w kształcie odległego w perspektywie miasta. A w środku odwzorowująca rynek miejski, z brukiem, latarniami i emporami po bokach, jakby piętrami domów!  Wręcz niewiarygodna! Jakby ktoś był ciekawy, to polecam stronę: www.szneider.eu>bazylika-mariacka-neviges

Niespodziewajka największa! Wycieczka do Holandii! Wiadomo, że tam przez wieki, wydzierano morzu ziemię! Wiadomo, ze jest depresja. Ale zobaczyc to na własne oczy? Niezapomniane wrażenia! Tu akurat wszystko się zgadza, bo kanał jest niżej szosy! 

Ale jechać poniżej poziomu wody i nie być zalanym? Cuda jakoweś, cy cóś? Ale to tam normalka. A już w ogóle płoty holenderskie, czyli działy wodne, to niespodziewajki przepiękne, i aż do zazdraszczania wielkiego. Bo każdy z domków okolony wodą, a z ulicy prowadzi do każdego domostwa mostek :-))))

A potem, to już małmazja dla oczu była! Pola tulipanowe! Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba samemu zobaczyć!

Oczywiście, to tylko mały urywek tych cudowności tulipanowych! 

Na obiadek zajechaliśmy do Leide! Ilość rowerów powala! No i fakt, że rowerzyści mają pierwszeństwo przed wszelkimi pojazdami. Niewiarygodne!!! 

 A tak w ogóle, to Leide jest, jak mała Wenecja! Ilościa kanałów mogłaby jednak konkurować!

Zamek w Solingen

Najlepsze jest to, że zamek ten jest warowny, zatem wzniesiono go na wysokiej skale. Dostać się teraz tam można przede wszystkim kolejka gondolową, która pnie się po baaardzo stromym zboczu. Kto pamięta mój opis wjazdu na Szrenicę z Wariatką Najkochańszą, to wie, co było teraz też ! :-)))))) Na całe szczęście Wariatka Kochana poczuła głód i zasiadłyśmy w jednej z restauracyjek na ichnim, specjalnym sniadaniu! Poczwórny wafel z furą konfitury wisniowej, takąż furą gęstego ryżu na mleku, do tego precel, dwa suchary - z czekoladą i smietaną, do tego pucharek bitej śmietany z ptaszkiem jabłkowym, który słuzył do nabierania tejże śmietany; no i oczywista masełko oraz dwa rodzaje dżemów. O imbryku kawy i smietance doń już nie wspominam, bo to sie rozumie samo przed się! Nie muszę chyba dodawać, że nad tymi cymesami spędziłyśmy całą godzinę , mając przy tym cudne widoki z góry na caluteńką dolinę poniżej!

Na koniec jeszcze spacer pod najwyższym metalowym mostem w Niemczech - Mungstener Brucke.... i  juz w dniu nastepnym jechałam do Wejherowa! A tam dalszy ciąg przyjemności!

Dzień w Dworku w Bychowie, którym zarządza syn mojej Przyjaciółki, jeszcze ze studiów! 

 Długi spacer śladami wspólnymi ze Ślubnym:ścieżkami nad rzeczką, do krzyża nad nieznanym grobem; przechadzka w XVI wiecznej alei grabowej, potem niewielkie jeziorko, ślady nasze, nasze, nasze... i żal, że już ich nie będzie! Ale następnego dnia długa kijkowa wycieczka obrzeżami wejherowskiego parku, aż do Młynków. Potem polegiwanie na trawie i powrót zakończony przechadzką po mieście, które z roku na rok pięknieje!

I potem wspólny wyjazd do mnie. Basik z Maciejem zaliczyli po drodze, po raz pierwszy akwedukt w Fojutowie, a nastepnego dnia pojechaliśmy na rowerach do Dużych Sworów ( na fotce akurat są małe)

 

W międzyczasie było sielsko i muzycznie, bo Maciej nie rusza się bez gitary. No i uwielbia Puszkina, Wysockiego i Okudżawę! Nie dziw zatem, że duszoszczypatielnych pieśni było, ach było, i tylko żal, że wszystko trwało tak krótko! Zakonczyło się wspólnym zbieraniem mlecza o późnym poranku, z którego na dzień następny wyczarowany został miodek mniszkowy! 

Po wyjeździe wejherowskich Gości zaszalałam, i już jutro będę po raz trzeci nastawiać cudowną miksturę, podlaną słońcem !

Nie jestem jeszcze stuprocentowo pewna, ale wydaje mi się, że już niedługo, po niedzieli postaram się uaktywnić! Czego sobie życzę bardzo, a bardzo!

Dobranoc! 

 

 

 

niedziela, 22 kwietnia 2018
Żeby nie żyć samotnie!

Dzisiaj świętowalibyśmy 45-tą rocznicę naszego Małżeństwa!

Ale Ciebie już nie ma, a ja zostałam sama!

Ale nie jestem samotna, bo przecież trochę prawdy jest w jednej z ostatnich piosenek Dalidy!

"Żeby nie żyć samotnie, żyjemy z psem, żyjemy z różami, albo z krzyżykiem.

Żeby nie żyć samotnie, chodzimy do kina, kochamy wspomnienia, kochamy cień, cokolwiek.

Żeby nie żyć samotnie, czekamy na wiosne, a kiedy ona odchodzi, czekamy na następną.

Żeby nie żyć samotnie, kocham Cię i czekam na Ciebie, aby mieć złudzenia, że nie jestem sama.

Żeby nie żyć samotnie, dziewczyny kochają dziewczyny i widuje się chłopców biorących ślub z innymi chłopcami.

Żeby nie żyć samotnie, niektórzy płodzą dzieci, które zawsze są samotne, tak jak wszystkie dzieci.

Żeby nie żyć samotnie, wznosimy katedry, w których wszyscy są samotni i czepiają się gwiazd.

Żeby nie żyć samotnie, kocham Cię i czekam na Ciebie, by mieć złudzenie, że nie jestem sama.

Żeby nie żyć samotnie, poznajemy nowych przyjaciół i zapraszamy wszystkich w nudne wieczory.

Żeby nie żyć samotnie, żyjemy dla pieniędzy, dla swoich marzeń i pałaców, ale nigdy nikt nie zrobił dwuosobowej trumny.

Żyję z Tobą, jestem samotna przy Tobie, a Ty samotny przy mnie.

Żeby nie żyć samotnie, żyjemy jak ci, co mają złudzenia, że nie żyją samotnie."

 

 

 

czwartek, 29 marca 2018
ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE!

 

Rzeżusze - watki

Owcom - baranków

Pietruszce - natki

Skowronkom - ranków

Pisankom - pasków

Pisklętom - pisków

Zajacom - lasków

Indeksom - zysków

Marzannom - zgonu

Jajkom - świeżości

Baziom - wazonu 

A nam - radości!!!

I niech ta radość zagości w każdym serce, nie tylko tych, którzy tu cierpliwie zaglądają!

A poza tym - moi Kochani - życzę wiosennego nastroju i Wesołego Alleluja!!!!

czwartek, 21 grudnia 2017
Świątecznie!

 

Bywalcom, Gościom i Przelotnym Ptakom !!! - dziękując za moc Dobra w Waszych słowach -Dobrych Świąt!!!

 

sobota, 18 listopada 2017
...

 

 

 

Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:

czyjeś ciało i ziemię całą,

a zostanie tylko fotografia,

to - to jest bardzo mało...

 

***

Niestety, nie udało się!

???

 

Kiedyś  tu wrócę!

piątek, 03 listopada 2017
Dobrzy ludzie!!!

Wbrew wszystkiemu, co jątrzy i dzieli, co obrzuca kalmuniami i najgorszą nienawiścią zionie, udaje się znaleźć czasami oazy spokoju, skrawki codzienności życzliwej i ludzi, którzy spieszą z pomocą. 

Nie wierzycie? Ale to najprawdziwsza prawda! Sama takiej życzliwości nie raz doświadczyłam.

Ot, na przykład wtedy, gdy mogłam po zakupy jechać tylko wcześnie rano, aby załatwić wszystko zanim Ślubny się obudzi i trzeba będzie doglądać go prawie bez przerwy. Sytuacja taka: zakupy w dużym markecie zrobione, dotaszczone do samochodu, wózek odstawiony. Jadę na pobliski ryneczek po świeże warzywa i owoce, a tu zonk! Gdzie torba z portfelem, w którym wszystkie dokumenty i karty bankomatowe? Zimny pot mnie oblewa, bo uświadamiam sobie, że pewnie ta torba, w trakcie odwożenia na swoje miejsce , została sobie wisząca zupełnie z przodu. A tam przecież hordy nie tylko cwaniaczków, co to za złocisza wózek dotargają! Co było robić. Z duszą na ramieniu wyrwałam opelkiem "z kopyta" pod market, a tam torby ani śladu, To ide do recepcji spytać się, czy kto jej nie zostawił. Prawie ryczę z bezsilności, ale tłumaczę panience, jak ta torba wygladała i co w niej jest. A Panienka wyjmuje torbę, moją jak najbardziej, potem sprawdza, czy wszystko w niej tak jak opisałam sie znajduje, i oczywicie, po sprawdzeniu danych z dowodu, oddaje mi ją z uśmiechem. Miałam ochotę ją uściskać, ale przecież to komu innemu powinnam dziękować. W tym momencie ktoś do mnie podchodzi. Odwracam się, a tam starsza pani dopytująca się, czy napewno nic z tej torby nie zginęło. Bo to Ona własnie ja odniosła do recepcji. Wyściskałam Kobiecinę serdecznie, pytając jednocześnie, jak mogę jej podziękować. A ona tylko poprosiła, by ją zawieźć na duży rynek. Ja bym ją i dalej zawiozła z tej radochy, że mi się wszystko znalazło, ale Pani była zdecydowana: rynek duży i ok! No, Anioł po prostu! :-))))

I znowu! Inny poranek, późnowrześniowy, gdy jadę na rzeczony powyżej duży rynek,po pomidory Lima. Akuratnie ma tam stoisko moja dawna znajoma, a te pomidory to najprawdziwsza małmazja, z których po ususzeniu, pyszności są w oliwie zaprawione. Pomodory sie ważą, trajkotamy o tym i owym, płacę, idę do samochodu, jadę do MBD. Dopiero w trakcie wypakowywania z bagażnika innych cudów-wianków, orientuje się, że czegoś brakuje. Jak myślicie, czego? Pomidorów. Pomyślałam sobie  jednak, że znajoma mi do następnego rynku te pompodory zostawi, a tu, po kilku godzinach dzwonek do drzwi i zjawia się Ona, taszcząc moją zapomnianą zgubę. Nie znała mojego nowego adresu, ale dopytała na starym miejscu, bo jej się chciało! Po prostu, Złoto w czystej postaci!

Niedawno natomiast, większość z Was, moich Blogoulubionych postanowiła mi pomóc, i zagłosowała nań w gminnym konkursie na najlepiej odtworzona etiudę teatralną! Chciało się Wam, moi Mili pamiętać, aby przez kilkanaście dni klikać właśnie na mnie. Co więcej, namawialiście do tego swoich bliskich, a może i kogo innego. I nie ważne jest w tym momencie, to, jakie miejsce osiągnę. Ważne, że mam w Was wspaniałych Przyjaciół. A że większości z Was nie znam? To drobiazg. I tak czuję przez skórę, że wszyscy jesteście tymi, którzy "znają Józefa", a  nawet gdyby nie, to i tak jesteście DE BEST.

Buziole dla Was wszystkich bez wyjątku, i jak zwykle duuużo Ciepłego i Puchatego!!!!

A rozstrzygnięcie konkursu będzie dopiero 24.11 na specjalnej gali gminnej!

Na koniec, dla równowagi, wieści niezbyt fajne, bo Ślubny tylko tydzień był w domu, gdy mu się kardiologiczne badania skończyły. Po sześciu dniach wyladował znowu w szpitalu, tym razem na wewnętrznym ( woda podchodziła od stóp do pasa  ), bo kardiologia zupełnie zajeta, łacznie z korytarzami. A po kolejnym tygodniu znowu mi go odesłali do domu. Od wczoraj samotrzeć walczymy znowu. Pociesza mnie tylko to, że bardzo dobrą fizjoterapeutkę załatwiłam, i jej uda się trochę mojego chłopa postawić na nogi. Bo jak nie, to ma On marne szanse na kardiowerter-defibrylator!!!

czwartek, 19 października 2017
Koniec laby, i trochę prywaty!

Przywiozłam swoje ślubne szczęście do domu. Zatem? Koniec leniuchowania! Totalnego zresztą! Dawno już tak nie miałam, żeby nie robić dosłownie nic! Zero sprzątania, ot tyle, aby MBD nie przypominał chlewika, robótki ręczne mnie odpychły na odległość najwyższej góry świata, żadnych kuchennych szaleństw, z czego najbardziej niezadowolona była Progenitura, chociaż odniosła się ze zrozumieniem do faktu "niemania" nic słodkiego, tylko jakieś kupne erzatze. Nawet czytać mi się nie chciało, no, czasem może jakiś tygodnik, za to ksiązki przyniesione na poczatku miesiąca z bliblioteki, leżą odłogiem! Leżałam, słuchałam muzyki relaksacyjnej, dużo spałam, bezmyślnie patrzyłam w okno lub obchodziłam swoje włości, czasem piłam wino, nadrobiłam zaległości u fryzjerki i kosmetyczki, zumbowałam nie tylko na wsi ale i w mieście, i było mi bardzo, bardzo dobrze!

Tak, że ten! Kołowrotek codziennych zajęć już na pamięć z poprzednich miesięcy znany, odmierzany co 2.5 - 3 godziny, od wczesnego poranka, do późnego wieczora! Ale mam za to duży podwód, by sie tym nie stresować. Otóż Ślubny dojrzał do pewnej ważnej decyzji. Mianowicie orzekł, że byłoby głupotą z jego strony, gdyby zgadzając się na przeszczep, który nie wiadomo czy i kiedy będzie, nie zgodzić się na wszczepienie konwertera! No!!! I będzie wzywany na oddział w tym celu, prawdopodobnie na początku grudnia. Nie ma co, jestem z niego dumna! :-))))

No a teraz prywata!

28 kwietnia pisałam, że uczestniczyłam w pewnym programie gminnym. Tak się złożyło, że z kilkunastu osób starszych, które się doń zgłosiły, zostałam tylko ja, i oczywiście grupa młodzieży z tutejszej podstawówki. Dwa miesiące szlifowalismy nasze teksty, w lipcu nagraliśmy etiudy, które potem zaprezentowaliśmy na forum mieszkańców pod koniec września. Takie samo działanie podjęły zespoły z kilku innych wsi. A teraz przyszedł czas na głosowanie! I prośba, moi Mili, o głosowanie na etiudę, którą ja wykonywałam!

Na moim blogu nie uaktywnia się możliwość podawania linków, zatem trzeba posłużyć się metodą kopiuj - wklej, dlatego podaję stronę:

/http://www.gokchojnice.pl/glosowanie-etiudy/

Głosujcie zatem, proszę. Na komputerze, laptopie lub smartfonie! Wystarczy tylko poszukać nr 1 i już! Raz dziennie z każdego urządzenia, do 31 października!. Jak ktoś ma w domu tych urządzeń kilka, to będzie kilka głosów ! Można poprosić też swoich bliskich i znajomych! :-)))))

Nie trzeba się logować. Chyba, że chce się uczestniczyć w losowaniu nagród (książki), wtedy tak!

To co? Mogę na Was liczyć? :-))))))))

 

EDIT:

Moi Kochani! Jak to zwykle bywa z techniką, są małe problemy przy głosowaniach, dlatego usunąć należy 14. Wtedy pokażą się wszystkie etiudy, a moja jest pierwsza z brzegu, jakby co, to charzykowy1! To w smartfonach. A na komputerach wystarczy gokchojnice.pl  ( na stronie startowej, na niebieskim tle jest wejście do głosowania i też klikamy na charzykowy1)

MACHAM z uśmiechem! :-))))

niedziela, 08 października 2017
Zaczynamy odliczanie!

 

Wiadomość przyszła dwa dni temu od naszej Kardiolożki! Mamy się stawić w niedzielę, wieczorową porą! O caluteńki tydzień z okładem wcześniej przed terminem, który miał być na 17-go!!!! 

No i jestem sama w MBD! Ślubny na kardiologii! Biorą się za niego od jutrzejszego ranka , w ramach testowania medycznego, czy się kwalifikuje do przeszczepu serca! Czyli przebadają mi Go w te, nazat i spowrotem, wszerz, wzdłuż i poprzek, w 3d, 6d i ile ich tam jeszcze jest, plus konsultacje przeróżniste bardzo, ale to sie pewnie dowiem w trakcie, albo i po fakcie, zielonego pojęcia w tej kwestii nie mam!

I wiecie co? Spłynął na mnie spokój! Ostatni miesiąc dał mi tak popalić, że..... ech!!!! I pewnie narażę się na krytykę, ale cieszę się, że On tam jest, a ja sobie nareszcie odpocznę! Naprawdę!!!

Co innego bowiem opieka nad starszą osobą, do tego obcą, chorą na starość lub lekką demencję, a co innego pielęgnacja najbliższej osoby! Tego się nie da porównać, bo nabliżsi potrafią tak zamotać, że człek w ogóle nie wie, o co kaman. Jest się poddany takiemu terrorowi, że szkoda gadać. Szantaż emocjonalny, użalanie się nad sobą osoby chorej, marudzenie w kwestiach diety, wymuszanie wręcz uważności w każdej sekundzie dnia i nocy, to tylko mała częśc tego, co się w tym przypadku "ćwiczy"! 

A ja niestety, nie jestem matką Teresą! Charakter mam wybuchowy, tulenie uszu po szwam nie za bardzo mi wychodzi, niestety! Tak więc była jazda bez trzymanki, i wiem, że to jednak "wrati", ale kiedyś. Póki co wypocznę. Nie dlatego, że nie będę Ślubnego w ogóle widywała! Nie! Ale dlatego, że akuratnie na kardiologii wizyty są ograniczone do dwóch popołudniowych godzin, a gdzie indziej dozwolone było od rana do wieczora, i abarotno, z czego Ślubny skrupulatnie korzystał!

Tak więc jutro się wyśpię! Nareszcie! Bo nie będę musiała o 7-ej podawać tabletek osłonowych, a o 8- ej śniadania, przed którym ważenie, mierzenia temperatury, pomiary ciśnienia i tp, itd! I dalej wedle zegarka, nie bedę musiała o 11-ej wduszać owoców lub warzywek, o 14-ej obiadku z serii :"żywienie niemowlaków", bo niczego innego Ślubny nie chciał jeść. Potem jeszcze podwieczorek ok. 17-ej, czyli sok warzywny lub owocowy, względnie mus; o 20-ej kolacja, a przed spaniem drink energetyczny, bo mój przystojniacha schódł prawie 20kg w ciągu ostatniego półrocza. Nie będę też musiała błagać, aby trzy razy dziennie, przez 5 minut, ćwiczył na rowerku stacjonarnym, co go ściągnęła w tym celu od Teściówki własnej moja Córka-Wiewiórka! Jak i upraszać o podniesienie 0,5 kilogramowego hantelka, po 5 razy na każde przedramię ! Nie będę wyciągała materaca masującego! Nie bedę biegać co chwilę.... nie będę.... nie będę.... nie będe...!

Kochani! Bardzo często o was myślę, i mam nadzieje, że jednak przynajmniej w tym tygodniu uda mi się z Wami wszystkimi spotkać wirtualnie!

Pozdrawiam serdeczniście, macham z bliska i daleka, podsyłając Ciepłe i Puchate! Bo zawsze pomaga! :-))))\DOBRANOC!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 113
Archiwum