Blog > Komentarze do wpisu
Lekki dyskomfort!

Zawsze, gdy moje ślubne szczęście ma urlop, ja czuję się niedowartościowana!

Nie, nie! Nie jako osoba!

Brzęczącej mamony mi brakuje najzwyczajniej.

Tak się złożyło, że dobrych parę lat temu, kiedy na rynku pracy była u nas straszna posucha i co chwile lądowałam na bezrobociu, zarządzanie naszymi funduszami przejął mój slubny. Zbiegło się to w czasie  z tym, że w jego firmie wszyscy dostali swoje konta. Jakoś później, gdu już miałam stałe wpływy - nie pomyślałam o założeniu własnego konta, bo nawet nie widziałam potrzeby. Jak chcieliśmy wziąźć jakiś kredyt, to nawet było lepiej, że gotówka przychodziła z kilku źródeł. Potem ja jeszcze dodatkowo pracowałam w barach latem i nigdy nie narzekałam na brak "swoich" zaskórniaków.

Ale już w barach nie chce mi sie dorabiać, bo z wiekiem stwierdziłam, że mi za ciężko. Natomiast brak mi właśnie takiej możliwości zagospodarowania "lewego - mojego" grosza z codziennych wydatków, jak jesteśmy tu na wsi i ślubny właściwie robi wszystkie zakupy w mieście, gdzie jest taniej.

Powie kto, baba się czepia. No, może, bo przecież to sytuacja raz na jakiś czas, gdy jestem odcięta tak zupełnie od kaski. Ale dyskomfort jest. I nie chodzi tu wcale o tak zwane podbieranie, bo gdy coś potrzebuję, to zawsze grosz dostanę. Ale jakoś mi dziwnie właśnie wtedy prosić go, aby dał mi parę papierków, bo wtedy lepiej się czuję.

poniedziałek, 11 września 2006, fusilla
Komentarze
2006/09/11 13:09:16
Też bym tak się czuła. Pozdrawiam.
-
2006/09/11 13:09:16
Też bym tak się czuła. Pozdrawiam.
-
2006/09/11 13:44:03
Hanulka! Jak dobrze, że to rozumiesz!
-
2006/09/12 08:57:37
Fusillo, ja tez rozumiem i dobrze pamietam to dziwne uczucie, kiedy trzeba było prosić ślubnego o pieniadze. Mąż nie był liczykrupą, mielismy tez wspólną kasę, ale pamietam jego zdziwione oczęta i niewinne pytanie "Już wszystko wydałaś???" I wtedy czułam sie, jakbym robiła coś złego, a przecież byłam taka oszczedna i ascetyczna w wydatkach. Ech...
Pozdrawiam serdecznie.
-
2006/09/12 10:32:22
Fusillo, u nas też jest jedno konto, ale wspólne. A, kasą zarządza M., On płaci wszystkie rachunki, robi zakupy i czasami tez mówię, że jeszcze potrzebuję na coś, patrzy i się dziwi, że już to ,,coś,, co mi brakuje juz sie skonczyło. Pozdrawiam Duszko:))
-
2006/09/12 10:41:54
u nas wszystko wspolne.
-
2006/09/12 11:51:05
Polcia! Lylowa! U nas też wszystko wspólne, ale ja sie trochę rozbestwiłam i lubię miec swoje własne "uszparowane " pieniążki! To tak, jak zaskórniaki dawne!
-
2006/09/12 16:28:01
a ja mam swoje konto, z ktorego dokladam do "domowego" ... maz tam tez doklada a ze swojego placi za prad i tak dalej ... domowe jest wspolne, na jedzenie i tak dalej ... wieksze zakupy robimy albo z mojego albo z jego konta ... po uzgodnieniu potrzeb ... heheh zagmatwane to troche ... ale jestem zadowolona, bo przez to mam wlasne, tylko moje pieniadze, z ktorych nikt mnie nie rozlicza ...usciski :-)
-
2006/09/13 12:55:29
u nas roznie bywa, konto wspolne ale ile na nie wplynie czasem zalezy od meza...